Światło księżyca. VI

Czy sprawił to urok Hikaru Mun, czy zmęczenie po przeszło dwóch dobach spędzonych w drodze, że pierwszą noc Minako przespała jak kamień. Obudził ją dopiero dźwięk rozgryzanego kociego jedzenia, dźwięk tak znajomy jak dzwonek budzika, bowiem Artemis zawsze lubił rano porządnie zjeść. Dobry nocny odpoczynek, jasne słońce przeświecające przez gałęzie rosnącej pod oknem wiśni i myśl o czekającej ją pracy podziałały jak zastrzyk energii. Minako ubrała się i zbiegła na dół, by sprawdzić zaopatrzenie spiżarni, bowiem Saitou zapewnił ją, że może korzystać z kuchni.
W kuchni zastała jasnowłosego, wyglądającego bardzo świeżo w jeansowych spodniach i szarej koszulce. Minako miała nadzieję na płatki owsiane z rodzynkami, ale Saitou właśnie pochłaniał słodkie bułeczki prosto z miejscowej piekarni i natychmiast ją nimi poczęstował.
– Kawa też jest gotowa, a w lodówce masz sok pomarańczowy.
Płatki straciły wszelki urok w zestawieniu z ciepłymi wypiekami. Nalała sobie szklankę soku i usiadła naprzeciwko Saitou przy stole.
– Jak tam twoja ręka? – spytał.
– Ładnie się goi. – W czasie porannej toalety zastąpiła gazę kawałkiem plastra z opatrunkiem.
– A sprawca?
– Znów jest sobą. Wczoraj wieczorem przyniósł mi swoją wypchaną mysz w charakterze gałązki oliwnej i spał ze mną.
Minako natychmiast pożałowała niebacznych słów. Oboje usiłowali ignorować wzajemne reakcje, ale delikatny uścisk, jaki wymienili, i niedoszły pocałunek były tam, między nimi, i nie dawały się zapomnieć. Jeśli zatem mieli zachować subtelną równowagę, powinni unikać takich zwrotów, jak spał ze mną.
– Wypchana mysz, co?– Saitou był rozbawiony i najwyraźniej świadomy podtekstów.– Będę musiał o tym pamiętać, gdy zechcę zrobić wrażenie na jakiejś miłośniczce kotów.
– To działa tylko wtedy, gdy jest to ulubiona kocia zabawka.
– To fatalnie.
– Tak wiele miłośniczek kotów, a tak mało pewników – zażartowała.
Uniósł dzbanek z kawą i spojrzał pytająco.
– Nie, dziękuję – odmówiła Minako.
– Na pewno? Możemy dodać cukru, to osłodzi twój charakter.
Nie mogła nie odpowiedzieć na jego uśmiech.
– Jednak zostanę przy soku pomarańczowym.
– Twoja sprawa. Myślałem tylko, że chciałabyś być zupełnie obudzona, by negocjować nasz kontrakt.
– Nie martwię się kontraktem. Pamiętaj, że zawsze mam w odwodzie ciocię Kyoko.
Negocjacje trwały najwyżej dziesięć minut. Stawki dziewczyny były rozsądne i Saitou od razu się na nie zgodził. Podczas gdy wprowadzał do laptopa tekst kontraktu, blondynka przyglądała się wiszącym na ścianie biura dyplomom, fotografiom i listom pochwalnym. Zatrzymała się przed kolorową okładką pisma noszącego tytuł „Życie Gospodarcze Tokio”. Na zajmującym całą okładkę zdjęciu stał Saitou, w towarzystwie czterech mężczyzn w mniej więcej tym samym wieku, wyglądających na tak samo pewnych siebie jak on. U góry widniał tytuł: „Młode ogiery Japonii”. Data na okładce wskazywała, że artykuł ukazał się rok temu. Drukarka komputerowa skończyła drukować tekst kontraktu. Saitou podszedł do Minako. Uniosła pytająco brew.
– „Młode ogiery Japonii”?
– Tak, to dość żenujący tytuł.
– O czym jest ten artykuł?
– Opisuje kariery moich przyjaciół ze studiów i moją, od czasu ich skończenia. Wszystkim nam udało się coś osiągnąć.
– Na przykład co?
– Akihito został inżynierem. Kei, prokuratorem w Tokio. Mamoru, lekarzem, a dwa miesiące temu ordynatorem. A Sora, jest właścicielem kilku małym restauracji w Tokio.
– A co powiesz o Saitou? Co on osiągnął?
– Ma na swoim koncie kilka interesujących inwestycji, które okazały się na tyle zyskowne, że kilkakrotnie pomnożył odziedziczone pieniądze.
– Chciałabym przeczytać ten artykuł.
– Mam tu gdzieś egzemplarz. –otworzył szufladę biurka i wyciągnął pismo. Minako usiadła i przerzuciła kilka stron, podczas gdy on sczytywał przygotowany tekst umowy.
– Teraz rozumiem, skąd ten tytuł – powiedziała.
– Co takiego?
– Ten artykuł napisała kobieta.
Saitou uważał, że bezpieczniej będzie zmienić temat.
– Kontrakt jest gotów. Podpisz tutaj.
– Czy nie powinnam go najpierw przeczytać? – spytała lekko.
– Czyżbyś mi nie ufała? – odparł tym samym tonem.
– Nie wiem. Nigdy dotąd nie prowadziłam interesów z ogierem.
– Minako, nie zaczynaj – ostrzegł, przesuwając kartki w jej stronę. –Tylko podpisz.
– Tak jest, sproszę pana.
Zadzwonił telefon i Saitou podniósł słuchawkę. Z uwagą słuchał swego rozmówcy.
– Tak, rzeczywiście dzwoniłem. Słyszałem kilka rzeczy na temat tej transakcji, którą omawialiśmy, i mam parę pytań.– Zrobił przepraszającą minę w kierunku Minako i znowu skupił się na słowach rozmówcy.
Dziewczyna przeczytała kontrakt, podpisała go i zostawiła na biurku, do Saitou zaś powiedziała bezgłośnie:
– Idę na górę.
Stojąc pośrodku holu na pierwszym piętrze, poczuła nagły strach przed ogromem pracy, jakiej się podjęła. Z miejsca, w którym się znajdowała, widziała pięcioro drzwi, z czego cztery pary prowadziły do sypialni, a jedne –do łazienki. Każde pomieszczenie powinno mieć indywidualny charakter, ale wszystkie muszą do siebie pasować. Hol był wielki i znakomicie nadawał się na miejsce spotkań towarzyskich. No i pozostawał jeszcze Kolorowy Pokój, który, zgodnie z planami, należało odtworzyć. Poza tym, była jeszcze jadalnia na parterze, do której trzeba będzie wybrać stoły, obrusy i inne szczegóły wystroju.
Westchnęła. Nie ma co, najwyższy czas zabrać się do roboty. Usiadła w swoim pokoju przy stole pod oknem i przygotowała plan pracy. Spisała listę przedmiotów, których potrzebuje, ogólne wrażenia i pomysły. Stół miał nierówne nogi i pod naciskiem jej dłoni chwiał się i skrzypiał. Artemis, który wygrzewał się na parapecie, wyraźnie zaczął tracić cierpliwość.
– To tylko stół, Arti – uspokajała Minako, ale po jakimś szczególnie głośnym skrzypnięciu kot jednym susem przesadził stół i wczołgał się pod łóżko.
– Coś ty taki nerwowy? – spytała dziewczyna, dopisując na liście „biurko/miejsce do pracy”. Nie ma sensu doprowadzać Artemisa do rozstroju nerwowego. Jakieś biurko, jak pamiętała, stało w graciarni, ale żeby się do niego dostać, należało najpierw usunąć mnóstwo innych rzeczy.
Przygotowawszy listy, poczuła się pewniej. Wzięła notatnik i taśmę mierniczą i udała się na systematyczny ogląd pokoi na pierwszym piętrze. Mierzyła ich długość i szerokość, drzwi i okna, robiła szkice, zaznaczając miejsca interesujące lub problematyczne, spisując konieczne naprawy. Notowała również ogólne wrażenie, jakie każdy pokój wywierał. Duże okna, dobre światło – rośliny? Pokój a la ogród zimowy? Złe oświetlenie – tylko jasne kolory. Naturalny muślin?” W pokoju tuż obok swojej sypialni zanotowała: „Duża przestrzeń ścian– wykorzystać łóżko jako punkt centralny. Apartament dla nowożeńców? Spytać Saitou”. W pokoju służącym za graciarnię napisała po prostu: „Najpierw porządki!”. Gdzieś po drodze, podczas tego przechodzenia z pokoju do pokoju, dołączył do niej Artemis. Minako specjalnie zostawiła uchylone drzwi, umożliwiając kocurowi zbadanie nowych terenów. Artemis obwąchiwał podłogi, wskakiwał na parapety i podniecał się ćwierkaniem nieznanych ptaków na dworze. W graciarni trzymał się tuż przy nogach dziewczyny, a ostrożność walczyła w nim z naturalną ciekawością.
– O co chodzi, Arti? – pochyliła się, by podrapać go za uchem.– Za wiele na raz? – Rozejrzała się jeszcze raz wokół i westchnęła.– Chodź, przyjrzymy się bliżej głównej sypialni.
Artemis podszedł za nią i usiadł, przyglądając się ciemnym, dębowym drzwiom.
– Dalej, Arti –zachęcała dziewczyna, zatrzymując się. –Pokoje nie gryzą!
Blondynka nacisnęła delikatnie za klamkę, a stare, dębowe drzwi głośno zaskrzypiały. Trzeba będzie wezwać cieślę, by je naoliwił, pomyślała właśnie w chwili, gdy gwałtownie się otworzyły, jakby ktoś szarpnął je od wewnątrz. Artemis, wydał z siebie przenikliwy wrzask, który zmienił się w gwałtowne syczenie i parskanie. Z nastroszonym futrem niemal przefrunął przez korytarz i błyskawicznie zniknął w pokoju. Minako złapała równowagę i usiadła na najwyższym stopniu schodów w holu, opierając łokcie na kolanach, a twarz na dłoniach. Słyszała, że Saitou wchodzi na górę.
– Czy to frunął twój kot, czy kłąb kurzu ożył?
Minako wzruszyła ramionami.
– Artemis nie przywykł jeszcze do zmiany.
Usiadł na schodku tuż poniżej.
– Chyba dobrze by ci zrobił teraz obiad.
– Obiad? Przecież jest dopiero… – Spojrzała na zegarek i wykrzyknęła ze zdumieniem: – Już po pierwszej?!
– Musiałaś być bardzo zajęta, skoro nie zauważyłaś upływu czasu.
– I owszem – potwierdziła. – Mam kilka propozycji, które chciałabym z tobą omówić.
Wstał i wyciągnął dłoń, by pomóc jej wstać.
– Możemy pogadać nad pełnymi talerzami.
Jakiś czas później, zaspokoiwszy głód specjalnościami kuchni pani Chino, blondynka podjęła temat.
– A zatem – powiedziała – pomyślałam sobie, że spytam cioci Kyoko, czy członkinie Towarzystwa nie zechciałyby pomóc przy inwentaryzowaniu.
– To świetny pomysł. Bardzo się trzęsą nad Hikaru Mun, więc poczują, że są w jakiś sposób osobiście zaangażowane.
– Może któraś z nich potrafi szyć albo robić patchworki. Wolałabym takie rzeczy jak zasłony czy poduszki zlecić właśnie miejscowym talentom. No i na pewno niektóre z nich kochają antyki i potrafią wskazać mi właściwe sklepy z używanymi meblami.
– Z używanymi meblami?
– Herbaciarnie powinny mieć pewien nastrój i specyfikę –wyjaśniła. –Jeśli zamówisz dwa tuziny standardowych restauracyjnych stolików z krzesłami i obrusami, to stracisz cały… cały smaczek.
– Więc uważasz, że powinienem…
– … kupić różnego rodzaju stoły, obrusy i serwetki. I krzesła. Nie muszą tworzyć jednego zestawu, wystarczy, że będą do siebie pasować. Niech każdy stolik będzie inny. To samo dotyczy naczyń i sztućców. Muszą być dobrej jakości, ale nie takie same.
– To ty tu jesteś dekoratorką.
– Nie słyszę entuzjazmu w twoim głosie…
Saitou wzruszył ramionami.
– A cóż ja mogę wiedzieć o herbaciarniach? Od tego mam ciebie.
Saitou znów zamówił szarlotkę, ale Minako odmówiła zdecydowanie.
– Czy ty zawsze tyle jesz? – spytała.
– Przeważnie. Mam taką zwariowaną przemianę materii. Spalam wszystko błyskawicznie.
– To niesprawiedliwe – stwierdziła.
– Co takiego?
– Że ktoś może być bogaty, przystojny i mieć sprawną przemianę materii.
Przechylił głowę i rozpromienił się.
– Uważasz, że jestem przystojny?
Minako ze zniecierpliwieniem uniosła w górę oczy.
– Nie mam nawet zamiaru odpowiadać na to pytanie!
– Więc uważasz –powiedział z zadowoleniem. –Czy to znaczy, że moja cnota jest zagrożona?
– Jedz swoje ciasto! – ponagliła go.
– Chyba będę musiał zacząć zamykać na klucz drzwi do sypialni.
– Nie musisz. Nie jesteś w moim typie.
– Naprawdę?
– Zawsze podobali mi się faceci szorstcy i męscy.
– Męscy?
– Pewnie. Wiesz, policjanci na motocyklach, w skórzanych kurtkach i wysokich butach. Robotnicy budowlani…
– Tacy, co gwiżdżą na przechodzące kobiety i wołają „hej, aniołku, pokaż swoje pagóreczki”?
– O właśnie – potwierdziła, usiłując zachować niewzruszony wyraz twarzy.
Saitou nie uwierzył w ani jedno słowo, ale nie rozumiał, dlaczego dziewczyna tak się z nim przekomarza. Skończył szarlotkę, zapłacił za obiad i wstał.
– No chodź, aniołku. Muszę pojechać do Osaki. Po drodze podrzucę cię do domu.
– Nie licz tylko na oglądanie moich pagóreczków – mruknęła pod nosem.
– Mówiłaś coś?
– Mówiłam, że zadzwonię do cioci Kyoko i porozmawiam o tej inwentaryzacji.

***

Wiem, że miało być ‚Zbyt późno’, ale piszę się. Wrzucę jeszcze coś w tym tygodniu.

Reklamy

13 thoughts on “Światło księżyca. VI

  1. Wśród tej fantastycznej czwórki to Di bym chętnie widziała 😀 Trzeba artykuł zaktualizować na fantastyczną piątkę 😀

    A ten Mamoru to jako kolega się gdzieś fabularnie przewinie czy tylko od tak został wspomniany? 🙂

    Hah… Ja bym Saitou w jedzeniu pobiła 😀 (Wszyscy się ze mnie śmieją ;( :P)
    A na koniec… Kunzite, czyżbyś nie przywiązał wagi do tego, że Minako Ci również pocisnęła pośrednio stwierdzając, że nie jesteś męski ? 😛 Pewnie się tak tym komplementem odnośnie przystojności podjarał, że reszta mu szybko drugim uchem wyleciała 😛

    1. Haha, z założenia to Minako sama siebie okłamuje i chce trzymać Kunzite na dystans, z powodu tego, że jest jej szefem.
      Mamoru, to tylko tak, od czapy 😀
      U mnie to właściwie jest wielka trójka: Di, Kunzie, Mamoru.

        1. Ależ ja nie mówię, że jest niemęski 😀 Mówię tylko, że MInako powiedziała pośrednio, że jest niemęski (chociaż raczej naprawdę tak nie uważa) 😀 Dla mnie tam jest męski jak cholera 😛

  2. Skoro nie chcesz niczego zdradzać, to podaj jakiś trop w następnym rozdziale 😀
    Hikaru Mun to bardzo tajemnicze miejsce i pewnie każda z nas chciałaby wiedzieć co takiego się w nim kryje a może Kihara snuje się tam skazany na wieczną tułaczkę za swoje przewinienia ?

    Minako z tymi pagóreczkami mnie rozbroiła, najchętniej wpadłaby w objęcia Saitou więc niech już przestanie się powstrzymywać 😛 😀
    Pozdrawiam

  3. Świetny rozdział. Szkoda ze nie było tego obiecanego ale mam nadzieje ze wkrótce się pojawi;-) po za tym ciekawe jak sytuacja się rozwinie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s