Światło księżyca. IX

Minako z niechęcią zauważyła, że samochód Saitou stoi na zwykłym miejscu. Rano udało jej się wymknąć z domu niezauważenie i miała nadzieję, że po powrocie z zakupów nie zastanie już swego pracodawcy. Wniosła torby przez tylne drzwi, usiłując przemknąć się przez kuchnię bez zwracania na siebie uwagi. Każda myśl o wydarzeniach wczorajszego wieczoru powodowała nowy przypływ wściekłości i zmieszania –zmieszania, ponieważ poddała się romantyzmowi chwili i uwodzicielskiemu czarowi mężczyzny, a wściekłości z powodu wykazanego przez niego braku elementarnej przyzwoitości. Weszła na palcach, możliwie najciszej zamykając za sobą drzwi. Saitou musiał ją jednak usłyszeć, bo pojawił się w kuchni, zanim zdążyła wpakować wszystko do lodówki.
– Dzień dobry – powiedział tak radośnie, że miała ochotę cisnąć w niego trzymaną właśnie w ręku sałatą.
– Dla niektórych dobry.
– Byłaś na zakupach?
– Ja też muszę jeść.
– Jesteś zbyt śliczna, by być od rana w złym humorze.
– Mogę być w takim humorze, na jaki mam ochotę. –Zatrzasnęła drzwiczki lodówki.
Nie patrząc w jego stronę, wyszła z kuchni. Saitou poszedł za nią przez jadalnię i Wielki Salon, ale nie zaszczyciła go ani jednym spojrzeniem.
– Droga panno Aino, czy to zbyt długo otwarta lodówka tak panią zmroziła, czy też nadmiar głośnej muzyki wczoraj wieczorem?
Minako zatrzymała się na schodach i rzuciła mu miażdżące spojrzenie.
– Jak śmiesz wspominać o tym!
Uniósł w górę ręce w geście poddania.
– Jak sobie życzysz, Aniołku.
– I nigdy więcej nie nazywaj mnie Aniołkiem!
– Tak jest! – Zasalutował.
Minako z ulgą dostrzegła, że nie szedł za nią. Może dotarło do niego, o co jej chodzi. Ale w tej samej chwili usłyszała znów jego głos:
– Myślałem, że masz poczucie humoru!
Omal nie zawróciła, by wytłumaczyć mu dobitnie, w czym rzecz. Poczucie humoru, dobre sobie! Co za bezczelność! Wciągnęła głęboko powietrze, by się uspokoić, po czym weszła do pokoju i rzuciła zakupy na łóżko. Gdyby nie to, że przebyła tak długą drogę, że porwał ją pomysł pracy w Hikaru Mun, spakowałaby się i wyjechała natychmiast. Ale podpisała już kontrakt, a poza tym ten dom ją fascynował. Po prostu musi zachowywać się jak gdyby nigdy nic i ograniczyć kontakty z Saitou do spraw ściśle zawodowych. Będzie to możliwe, gdy się uspokoi, a tymczasem powinna go unikać. Ma dość roboty na najbliższe dni, bez potrzeby konsultowania się z panem Sekine. Zatrudnił ją do konkretnej pracy i tym właśnie powinna się zająć, zapomniawszy o jego uroku. O dzisiejszy dzień nie musi się martwić. Rano spotkanie z członkami Towarzystwa Opieki nad Zabytkami u cioci Kyoko, a potem razem jadą na objazd okolicznych sklepów z antykami. Gdy już z tym skończą, będzie pora na spokojną kolację w jakiejś niewielkiej restauracyjce, potem kąpiel w wannie i parę godzin w towarzystwie pamiętników Kuniko. A potem, jeśli Saitou nie będzie miał znowu schadzki, może uda jej się spokojnie przespać noc.
Minako wróciła tuż po ósmej wieczór. Samochodu Saitou nie było, więc odetchnęła z ulgą. Bolała ją głowa – jeśli nie od nie kończącej się wędrówki po sklepach ze starociami, to na pewno od nieprzerwanego monologu cioci Kyoko na temat zalet Saitou. Minako nastawiała się na obszerną opowieść o dzieciach, wnukach prawnukach cioci, toteż była zaskoczona wyraźną zmianą jej zainteresowań. Saitou jest inteligentny. Saitou jest bogaty. Saitou dbał o lokalną społeczność. Saitou był taaaaki sympatyczny. I taaaaki przystojny. W dodatku był wnukiem gubernatora, co najwyraźniej, według standardów cioci, było już wystarczającą rekomendacją. Już po chwili wysłuchiwania monologu Minako zrozumiała, że ciocia uważa kawalerski stan Saitou za święte wyzwanie i z całym poświęceniem ma zamiar ustrzec go przed samotnym życiem.
– Mężczyzna nie powinien mieszkać sam – stwierdziła – Nie jest jednym z tych… no wiesz. Nic z tych rzeczy, to stuprocentowy mężczyzna. – Najwyraźniej nie czekając na żaden komentarz ze strony milczącej blondynki, mówiła dalej: – Nie zdziwi mnie, jeśli poświęci się karierze politycznej. Jest przecież wnukiem gubernatora. Szczęśliwa będzie ta dziewczyna, która go złapie!
No i oczywiście całkiem jasne było, jaką to dziewczynę ma na myśli. Minako dziwiła się przedtem, że ciocia przyzwoliła na jej zamieszkanie w Hikaru Mun, ale teraz przyczyna tego stała się jasna. Usiłowała z całej siły ignorować mało subtelne swatanie, aż w końcu rozbolała ją głowa. Łyknęła dwie tabletki aspiryny i wymoczyła się w wannie. Gdyby nie strach przed wpadnięciem na Saitou, zeszłaby na dół pooglądać telewizję, ale w końcu położyła się do łóżka z pamiętnikami, szczęśliwa, że udało jej się unikać Saitou przez cały dzień.
Artemis obudził ją dokładnie o drugiej trzydzieści osiem. Dziewczyna zerknęła na budzik, jęknęła i usiłowała spać dalej, ale on miauczał i trącał ją nosem.
– O co ci chodzi? – westchnęła, odmawiając otwarcia oczu, ale kot, miaucząc nagląco, nie dawał za wygraną. – Nigdy więcej cię z sobą nie zabiorę!
Westchnęła powtórnie, usiadła na łóżku i spuściła stopy na podłogę. Artemis zeskoczył i, pełen oczekiwania, spojrzał na swoją panią.
– Idę już, idę! I mam nadzieję, dla twego własnego dobra, że chodzi ci o coś więcej niż o pustą miskę. Druga trzydzieści osiem nad ranem to nie jest moja najlepsza pora.
Arti upewnił się, że Minako idzie za nim, i skierował się prosto do łazienki. Dziewczyna zapaliła światło.
– No dobrze, i co… – Nagle zrozumiała, o co chodziło kotu, który niemal pękał z dumy.
Minako zrobiła dokładnie to, co zrobiłaby każda normalna kobieta na jej miejscu, gdyby jej własny kot złożył w prezencie okrwawioną, martwą mysz o drugiej trzydzieści osiem nad ranem – to znaczy wrzasnęła na cały głos. Zanim Saitou dopadł drzwi i zaczął w nie walić, zdążyła na tyle dojść do siebie, by narzucić szlafrok, kupiony specjalnie w przewidywaniu życia w pensjonacie, czyli miękki, wygodny, ale całkowicie bezpłciowy. Saitou okazał się być bardzo niecierpliwym człowiekiem. Dom aż zatrząsł się od jego mocnych uderzeń w drzwi.
– Minako! Otwórz drzwi! Minako! Zaraz je wyważę, nie wpadaj w panikę!
Wydawał się naprawdę przerażony, co dało jej pewną satysfakcję. Ona sama była już zupełnie spokojna –wystarczył jej oczyszczający wrzask. Otworzyła drzwi, by oszczędzić mu wysiłku, i dostrzegła, jak zamarł w połowie ruchu. Na jej widok odetchnął z ulgą.
– Chwała Bogu, nic ci się nie stało!
– To miło, że się tak o mnie troszczysz – powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
Najwyraźniej czekał na wyjaśnienie, ale na próżno.
– Okropnie mnie wystraszyłaś! – rzucił w końcu oskarżycielsko.
– Bardzo mi przykro. To się więcej nie powtórzy. Nie chciałabym cię straszyć.
– No dobra, o co tu chodzi? – Jak na faceta ubranego jedynie w opadające spodnie od piżamy, był bardzo opanowany.
Wbrew sobie zauważyła, że jego sylwetce nie można niczego zarzucić. Nie był typowym, politykiem, raczej wyglądał na modela z reklamy bielizny Calvina Kleina.
– To Artemis.
– Co z nim?
– Postanowił się wykazać. –skierowała się do łazienki wiedząc, że pójdzie za nią. –proszę bardzo, szanowny gospodarzu. – Szerokim gestem wskazała mu martwą mysz.
Saitou spojrzał na mysz, na nią, znowu na mysz, znowu na Minako.
– I co ja, do cholery, mam z tym zrobić?
– Pozbyć się jej.
– Jak?
Minako wzięła się pod boki.
– Na przykład wezwać policję –poradziła mu zjadliwym tonem. –Nie spodziewasz się chyba, że sama się tym zajmę? Tego nie ma w moim kontrakcie!
– No dobra –mruknął ze zniecierpliwieniem. –Kobiety! Takie są wyzwolone –dopóki nie pokaże się im zdechłej myszy.
– To twój dom i twoja mysz.
– Ale twój kot.
– Nie musisz się martwić, nie pobieram opłat za deratyzację.
Patrzyli na siebie wrogo.
– Co zrobiłaś z torbą, w której przyniosłaś rano zakupy?
– Jest w koszu na śmieci.
Saitou wyciągnął ją i nasunął na rękę, chwycił mysz i odwrócił torbę na lewą stronę, tak że mysz została w środku. Okręcił torbę kilkakrotnie wokół myszy, związał, po czym wrzucił całość do kosza na śmieci.
– Umyj ręce – powiedziała, unikając patrzenia na niego.
– Tak jest, proszę pani. – Podszedł do umywalki, podczas gdy ona wycierała podłogę papierem toaletowym, a następnie też myła ręce. Starała się nie dostrzegać jego gry mięśni pod skórą.
– Idź już sobie! – Wyszła do sypialni i zatrzymała się na środku, ściągając poły szlafroka.
– To na nic, wiesz?
– Co takiego? – spytała nie odwracając się.
– Chowanie się w tym bezkształtnym szlafroku. I tak jesteś pociągająca. I założę się, że pod spodem masz na sobie coś bardzo seksownego.
– Nie powinno cię obchodzić, co mam pod spodem.
Zapadła napięta cisza.
– Prosiłam, żebyś wyszedł – powiedziała w końcu.
– Raczej kazałaś mi się wynosić.
– No i dobrze.
Znów zapadła cisza.
– A może byś mi wyjaśniła, o co się tak wściekasz?
Minako odwróciła się, by wyzywająco spojrzeć mu w twarz.
– Nie jesteś głupi.
– Nie. Ale nie jestem jasnowidzem. Nie chodzi ci chyba o to, że nazywam cię aniołkiem, co?
– Za kogo ty mnie masz?
– A ty mnie? Powiedz mi przynajmniej, skąd nagle ta lodowata atmosfera.
Minako uniosła głowę.
– Możesz przestać odgrywać niewiniątko, to i tak na mnie nie działa.
Saitou westchnął głośno.
– Któremuś z nas brak piątej klepki, ale raczej nie mnie.
– Brak piątej klepki –powtórzyła sarkastycznym tonem. –To wspaniałe. Cudownie potrafisz mówić do „zwykłych ludzi”. Będziesz wspaniałym politykiem.
Saitou przeczesał włosy palcami w geście pełnym rozpaczy.
– Do diabła, wytłumacz mi przynajmniej, dlaczego tak zmieniłaś swój stosunek do mnie?
– Doskonale wiesz!
– Wczoraj mnie pocałowałaś! – Złapał ją za ramiona.
– To był błąd.
– Byłem innego zdania. – Pobladł nieco i jakby się trochę uspokoił.
Stał za blisko, a błysk w jego oczach był zbyt uwodzicielski. Minako była zła, że tak działa na jej zmysły. Uwolniła ramiona i odwróciła się. Choć go nie widziała i nie dotykała, była świadoma jego obecności i bliskości, intymności prawie nagiego ciała.
– Może jest ktoś inny? – spytał z rozbrajającą czułością. Minako zesztywniała, ale nie odpowiedziała. – Jeśli jest, to powiedz, zrozumiem. Zostaniemy przyjaciółmi.
Odwróciła się na pięcie w jego stronę.
– Ja nie jestem taka pełna zrozumienia.
Wydawał się szczerze zaskoczony, co z kolei zaskoczyło Minako.
– Co takiego? – spytał w końcu, wzdychając ze znużeniem. – To o mnie chodzi? Myślisz, że jestem związany z kimś innym?
Zmrużyła oczy.
– Może jestem łatwowierna, ale na pewno nie głucha – i nie głupia.
Potrząsnął głową, wyraźnie oszołomiony, i podniósł w górę ręce.
– Poddaję się!
– Czy to znaczy, że sobie pójdziesz?
– Chyba tak będzie najlepiej. Nie mogę się bronić, skoro nie wiem nawet, o co mnie oskarżasz.
– Wszystko słyszałam – powiedziała z tłumioną wściekłością. – Muzykę, śmiechy, tańce, nawet… – Przełknęła ślinę, przypominając sobie pełne namiętności odgłosy – Wszystko!
Saitou był wyraźnie zniecierpliwiony.
– Może mi jednak wyjaśnisz, o czym ty właściwie mówisz?
– Dajże spokój! Byłeś tam z kobietą i wyraźnie było słychać, coście robili!
– Z jaką kobietą?! Gdzie?!
– W głównej sypialni. Wczoraj wieczorem. –Saitou chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliła mu dojść do głosu. –Nie obchodzi mnie, co robisz i z kim, ale byłabym wdzięczna, gdybyś okazał nieco przyzwoitości i nie robił tego w zasięgu mojego słuchu. –Szczególnie jeśli jest to dokładna powtórka tego, co robiłeś ze mną, dodała w myśli. –To oczywiście twój dom, ale ten pokój jest mój, póki tu pracuję, i mam prawo żądać, byś oszczędził mi odgłosów swoich… cielesnych igraszek.
Saitou patrzył na nią, jakby straciła rozum.
– Kochanie, chętnie przyznałbym się do wszystkiego i przeprosił, ale ostatnio nie przeżywałem żadnych cielesnych uniesień.
– Jak możesz zaprzeczać, skoro rano sam wspomniałeś o głośnej muzyce?
– Zaraz, zaraz, chciałbym to wyjaśnić. Co muzyka ma wspólnego z moimi cielesnymi igraszkami?
– A po co, twoim zdaniem, puściłam ją tak głośno, że umarłego postawiłaby na nogi? Słyszałam, co się dzieje i chciałam dać ci do zrozumienia, że nie jesteś sam!
– Nie wiem, co słyszałaś, czy też co myślisz, że słyszałaś, ale zapewniam cię, że w najbardziej zbliżonej do cielesnych igraszek scenie, jaką przeżyłem w tym domu, ty sama brałaś udział. Wczoraj po południu.
– Więc zaprzeczasz?
– Minako, wczoraj wieczorem byłem na potwornie nudnym posiedzeniu Izby Handlowej. Pozwoliłem sobie zapewne na kilka myśli dotyczących tego, co mogłabyś nazwać cielesnymi igraszkami, ale zapewniam cię, że nie byłem nawet w pobliżu domu, a od myśli do czynów jest jeszcze długa droga. Gdy wróciłem do domu, aż trząsł się od dźwięków głośnej muzyki.
– Zagłuszających te, które dochodziły z sypialni.
– Dźwięki cielesnych igraszek?
– Nie waż się ze mnie nabijać!
– Czy zdarzały ci się już fantazje erotyczne?
– Rzeczywiście, fantazje erotyczne! – warknęła, zdradzając stopień swego rozdrażnienia. – Byłeś tam z kobietą, puszczałeś płyty na gramofonie… między innymi. Może nie zdawałeś sobie sprawy, że tu wszystko słychać, że ja jestem świadkiem twoich… wyczynów.
– Wyczynów? – Parsknął śmiechem.
– Mógłbyś przynajmniej czuć się zażenowany, a nie wmawiać mi, że to się nigdy nie zdarzyło!
Saitou nagle spoważniał.
– Słuchaj, ty mówisz serio?
– Absolutnie!
Ujął ją za łokieć, podprowadził do jednego z krzeseł pod oknem i posadził. Sam zajął miejsce naprzeciwko.
– Chyba lepiej opowiedz mi dokładnie, co słyszałaś.
W oczach dziewczyny pojawiło się nagłe zrozumienie.
– Ty też mówisz serio?
– Wczoraj wieczorem byłem z co najmniej tuzinem ludzi. Możesz z nimi porozmawiać.
– Ale jeśli to nie ty byłeś na górze, to kto…?
– No właśnie, kto?
Minako zmarszczyła brwi w zamyśleniu.
– Mam uwierzyć, że ktoś po prostu wszedł do domu, tańczył, a potem uprawiał seks – bez twojej wiedzy i zgody?
– Jeśli słyszałaś odgłosy czyichś cielesnych igraszek, to tak właśnie musiało być.
– Jeśli? Saitou, nie jestem seksualnie wygłodniałą starą panną o zbyt bujnej fantazji. Nie muszę polegać na wyobraźni, jeśli mam ochotę na seks.
– Wcale tak nie twierdziłem.
– Nie? To ty mówiłeś o erotycznych fantazjach.
– Żartowałem, ale teraz mówię poważnie. Ktoś najwyraźniej był wczoraj wieczorem w domu. Z tego, co mówisz, wynika, że nie zdawali sobie sprawy z twojej obecności. Mogłaś się znaleźć w niebezpieczeństwie, gdyby wpadli w panikę.
Minako zastanowiła się. Była bliska zapukania do drzwi. Co by było, gdyby nie usłyszała kobiecego głosu? Gdyby zaskoczyła…
– To bez sensu. Nikt się nie włamuje do cudzego domu, żeby się kochać!
– Włamywacze nie. Ale jakieś dzieciaki? – Wzruszył ramionami. – Nawet nie jestem pewien, czy drzwi były zamknięte.
Minako objęła się ciasno ramionami. Gdyby zaskoczyła włamywaczy na gorącym uczynku, mogłaby być w niebezpieczeństwie.
– Ten dom zawsze fascynował ludzi. To była pewnie para dzieciaków, które zobaczyły, że wychodzę, i postanowiły się rozejrzeć, nie wiedząc nic o tobie.
– A potem przyszło im do głowy puścić gramofon, tańczyć i namiętnie się kochać?
– Ty naprawdę jesteś romantyczką –roześmiał się. –Znaleźli gramofon i płyty, potańczyli i ogarnął ich romantyczny nastrój. –Jego ciepłe spojrzenie spoczęło na jej twarzy. –To się zdarza. Nam też się to zdarzyło.
– Och! –podskoczyła nagle. –Gramofon! Płyty! Mogli tam wszystko porozbijać, a ja bym nawet nie usłyszała!
– Albo wszystko wynieść – zauważył Saitou. – Nie byłaś tam dzisiaj?
Potrząsnęła głową.
– To lepiej chodźmy tam zajrzeć.
Gdy otworzyli drzwi, doleciał ich zapach lawendy. Przez duże, stare okna sączyło się księżycowe światło, nadając całemu pokojowi nierzeczywisty, niesamowity wygląd. Minako wstrzymała oddech, gdy Saitou szukał wyłącznika stojącej lampy. W świetle odetchnęła z ulgą: gramofon stał na swoim miejscu, najwyraźniej nie uszkodzony. I nagle uderzyła ją myśl, że pokój był absolutnie nie zmieniony. Zadrżała.
– Minako?
– Nie potrafię tego wytłumaczyć – szepnęła. – To tylko takie uczucie… Jakby nikogo tu w ogóle nie było. Ani wczoraj, ani przedtem, nikogo od rozstania Oba i Kuniko. To głupio brzmi, prawda? – Zmusiła się do śmiechu.
– O tej porze nocy nic nie brzmi głupio. Najwyraźniej ten, kto tu był, postarał się niczego nie zmieniać.
– Mieliśmy szczęście.
– Tak. – Zamyślił się na moment. – Założę tu nowe zamki.
– Nie możesz uszkodzić drzwi!
– Lepiej drzwi niż moją dekoratorkę –stwierdził poważnie. –Na pewno są jakieś zamki nadające się do starych domów. Jutro sprawdzimy. –Zerknął na zegar, nakręcony poprzedniego dnia. Jeszcze chodził. –Czy też raczej dzisiaj. A teraz uważam, że powinniśmy wypróbować gramofon.
W pierwszej chwili Minako nie zrozumiała.
– Wypróbować gramofon? – powtórzyła, tłumiąc ziewnięcie.
Saitou nakręcił sprzęt, założył płytę i ustawił igłę. Odwrócił się, wyciągając do niej ramiona.
– Moim zdaniem to przeznaczenie.
– O trzeciej nad ranem nie jestem w stanie ani myśleć, ani się kłócić. – Wsunęła się w jego ramiona i oparła policzek na nagiej piersi. – Może to były duchy – zamruczała niewyraźnie. – Może obudziliśmy cienie Oba i Kuniko.
– Chyba mi się podobasz o trzeciej nad ranem. –przyciągnął ją bliżej.
– Ale nie będzie ci się podobać, gdy o siódmej rano odezwie się twój budzik.
– To wtedy będę się o to martwić – stwierdził i pocałował ją w skroń.

Reklamy

6 thoughts on “Światło księżyca. IX

  1. Lubię jak ludzie rozmawiają i sobie wyjaśniają co i jak, a nie, tak jak wszędzie, te niedomówienia 😉 Bardzo bardzo mnie się podobało 😀 Już nie mogę się doczekać co dalej 😀

  2. Piękne. Słodkie. Z lekka przerażające.
    I nie wiem, co mnie bardziej wystraszyło – duchy, włamywacze czy mysz. Cierpię na paniczny strach przed gryzoniami. Na szczęście nie jest to jeszcze rodentofobia. Ale coś bliskiego temu.
    Saitou jest niesamowity. Wyobrażam sobie ten jego uśmiech… Ach..
    Czekam na kolejny rozdział. Do napisania ;*

  3. super rozdział 🙂 i śmiać mi się chciało z akcją z myszą i Artem że też musiał się pochwalić swej pani że upolował mysz o 3 w nocy ha ha ha no i dobrze że jednak wyjaśnili sobie to nieporozumienie no i okazuje się że chyba jednak są tam duuuuuuuuuuchy 🙂 czekam na więcej i pozdrawiam 🙂

  4. Super rozdział. Trzymał w napięciu praktycznie cały czas. Jak fajnie że wszystko sobie wyjaśnili.;-) oby wena cię nie opuszczala. Pozdrawiam

  5. Chyba nie ma na świecie drugiego takiego kota, który by tak uwielbiał chwalić się swoimi osiągnięciami hihi No cóż złapanie myszy to nie lada wyczyn, ale dzięki temu Minako i Saitou w końcu sobie wszystko wyjaśnili 😀 No i to oznacza, że jednak tam były duchy…
    Ciekawa jestem co wydarzy się w kolejnym rozdziale i czy znów pojawią się jakieś zjawy 😀
    Pozdrawiam (^_^)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s