Światło księżyca. X

– Dzięki za obiad – powiedziała Minako. Jej głos, lekko zdyszany od długiego pocałunku, drażnił zmysły Saitou.
– A może deser? – spytał, słysząc tęsknotę we własnym głosie.
– Już zjadłeś! – stwierdziła stanowczo, odsuwając się od niego.
– Nie myślałem o słodyczach.
– Nie mam co do tego wątpliwości.
– To dobrze, bo nie muszę nic wyjaśniać. Mogę się po prostu delektować.– Łatwo poddała się uściskowi jego silnych ramion i odpowiedziała z entuzjazmem na pocałunek. Ale to ona zakończyła czułą scenę, odpychając go łagodnie.
– Pamiętaj, że masz dzisiaj spotkanie.
– Nie pójdę.
– I zawiedziesz członków Izby Handlowej?
– Do diabła z Izbą Handlową.
Spojrzał na nią z nadzieją, że poprosi go o pozostanie. Nie chciał jej ponaglać, ale po każdym pocałunku jego cierpliwość była wystawiona na coraz trudniejszą próbę. Na twarzy Minako malowała się co prawda niechęć do rozstania, ale jej słowa były wypowiedziane tak samo lekkim tonem, jak poprzednie.
– Czy tak powinien się zachowywać początkujący polityk z ambicjami?
Saitou poczuł się rozczarowany.
– Życie to nie tylko polityka.
Zamknęła oczy i westchnęła.
– Idź już na to zebranie.
– Dobra, dobra, już idę. – Uśmiechnął się i pocałował ją w czubek nosa. W drodze do wyjścia odwrócił się jeszcze na chwilę. – Ale wrócę! – Po chwili znowu wsunął głowę do środka. – Nie zapomnij zamknąć drzwi!
– Kim ty jesteś? Policyjnym ekspertem od zabezpieczeń domów?
– Po tym, co wydarzyło się w zeszłym tygodniu…
– Dobrze, obiecuję je zamykać. A teraz wynoś się stąd, bo naprawdę się spóźnisz. Jesteś niepoprawny.
– To tylko stanowi o moim wdzięku, kochanie.
Jeszcze przez chwilę po jego wyjściu wpatrywała się w drzwi. Niestety, miał rację. I mnóstwo wdzięku. Saitou- beznadziejnie rozpieszczony i zepsuty. Uroczy. Seksowny. Denerwujący. Jeden z Młodych Ogierów. I mimo wszystkich postanowień, z dnia na dzień była w nim coraz bardziej zakochana. Wiedziała, że to głupota i złamane serce w przyszłości. Za kilka tygodni zakończy tu pracę i opuści Hikaru Mun. A nawet gdyby miała zamiar zostać dłużej, to nie w roli ozdoby u boku początkującego polityka. Powinna się zatem szybko zdecydować, jak dalece wolno jej się angażować. Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi. Nie znajdzie jej, stojąc bezczynnie, wpatrzona w kuchenne drzwi. No i na górze ma wiele do zrobienia. W holu na piętrze czekał na nią Artemis. Otarł się o nogi dziewczyny, przeturlał na grzbiet i nastawił brzuszek do drapania. Z kotami tak łatwo można się dogadać, pomyślała. Gdyby mężczyźni też byli tacy! A właściwie mężczyzna – w liczbie pojedynczej, ten konkretny. Minako westchnęła. Oto, co przychodzi z tańczenia w szlafroku z półnagim facetem! Dzieliła z nim intymne śniadania w kuchni, obiady u Chino, kolacje w rozlicznych restauracyjkach. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, o domu, o dziennikach Kuniko. Trzymali się za ręce. Całowali się. Zmysłowe napięcie rosło z każdym dotykiem, każdym pocałunkiem, każdym palącym spojrzeniem.
– To już nie potrwa długo – poinformowała Artemisa.
Już niedługo przestanie mu wystarczać pocałunek na dobranoc. Nawet jeśli zdoła się opanować – a pod przykrywką dobrego humoru jego cierpliwość jednak się wyczerpuje – sama nie potrafi funkcjonować w takim stanie niepewności.
– Zaczyna się gotować jak wulkan przed wybuchem – powiedziała wzdychając. – I ja też.
Wciąż jeszcze drapała kota po brzuszku, gdy poczuła, jak jego mięśnie naprężają się. Artemis podskoczył z najeżoną sierścią, mrucząc groźnie i sycząc z nienawiścią.
– Hej, Arti? O co chodzi? –wyciągnęła rękę, ale odskoczył jak błyskawica.– Nie chciałam…
Przerwała w połowie zdania, słysząc nagle płynące z sypialni dźwięki. Ciało dziewczyny pokryło się gęsią skórką, gdy rozpoznała melodię walca.
Ale kto…? Od wyjścia Saitou nikt przecież nie mógł wejść do domu. Czyżby ktoś się wślizgnął w czasie ich nieobecności? Przebiegł ją dreszcz. Oczywiście, intruzi mogli usłyszeć podjeżdżający samochód, potem otwierające się drzwi, zamykające się znowu, gdy Saitou wychodził, odjeżdżający samochód… Czy siedzieli tam przerażeni, że wpadli? Czy w końcu odetchnęli z ulgą i poczuli się na tyle bezpieczni, by nastawić gramofon? Tylko że przecież musieliby słyszeć jej głos. Może to ktoś, kto wiedział, że jest sama? Ktoś na tyle bezczelny, by ją w ten sposób wyzwać?
Minako rzuciła się do swego pokoju, zamknęła za sobą drzwi na klucz i dopadła telefonu. Trzęsącymi się palcami wybrała numer posterunku policji i czekała z niecierpliwością na odzew z drugiej strony.
– Ktoś jest w domu! – wykrzyknęła w słuchawkę i poczuła się głupio, gdy telefonistka poprosiła ją o adres. – Jestem w Hikaru Mun. Wszyscy wiedzą, gdzie to jest.
– Wysyłamy samochód – poinformowała ją telefonistka, ale nie słuchała. Skupiła się natomiast na dźwięcznym śmiechu, dobiegającym od ściany. Opanowało ją wrażenie, że już to przeżywała. Ten śmiech był znajomy – przerażająco znajomy. Jak w transie, odłożyła słuchawkę. Teraz wsłuchiwała się w szuranie nóg w tańcu, szmer głosów – męskiego i kobiecego. Minęła minuta. Dwie. Trzy. Muzyka zwolniła i ucichła. Już dwa razy słyszała, jak gramofon się wyczerpuje. Pierwszy raz, gdy sama tańczyła z Saitou. Drugi raz tydzień wcześniej – gdy intruzi zabawiali się w głównej sypialni.
Czy gramofon, nakręcony do końca, zawsze będzie grał tak samo długo, do tego samego fragmentu melodii? I czy to ma jakieś znaczenie?
Nie wiedziała. Była zbyt zdenerwowana. Podeszła do drzwi i przycisnęła do nich ucho, mając nadzieję, że usłyszy kroki wychodzących. Zamiast tego jednak dobiegały ją tylko te same co przedtem dźwięki: westchnienia, ciężki oddech, rytmiczne ruchy miłosne. Minako zasłoniła dłońmi uszy. Tydzień temu była pewna, że to Saitou– z inną kobietą. Teraz nie wiedziała, w co ma wierzyć i co robić. Znowu puścić muzykę?
Nie wpadaj w histerię! – przykazała sobie surowo. Zmusiła się do głębokich, uspokajających oddechów, ale niemal podskoczyła, gdy rozległo się pukanie do drzwi frontowych. To policja, przypomniała sobie. Jeśli nie otworzy, zapewne wyważą drzwi. Trzęsącą się dłonią przekręciła klucz w drzwiach swego pokoju. Ten, kto był na górze, też musiał usłyszeć pukanie. Minako spodziewała się gwałtownych ruchów, dźwięków spieszących się ludzi, odgłosów zbiegania po schodach. Zamiast tego panowała niczym nie zmącona cisza. Mając nadzieję, że nie wpadnie na nikogo za drzwiami, wybiegła z pokoju i rzuciła się na dół, przez hol, schody i Wielki Salon do drzwi frontowych. Niech diabli wezmą Saitou i jego zamki. Myślała, że nigdy nie zdoła ich otworzyć.
Na werandzie stali dwaj umundurowani policjanci.
– Na piętrze – wyjaśniła, odsuwając się na bok i wskazując im schody.
W holu jeden z policjantów zatrzymał się, by przyjrzeć się wąskim schodom prowadzącym na piętro.
– Nie ma tu zbyt wiele miejsca – mruknął do kolegi.
– Jeśli ktoś jest tam na górze, to znalazł się w pułapce – potwierdził drugi.– Miejmy nadzieję, że nie ma broni.
Wyciągnęli rewolwery. Ten gest wydawał się tak bardzo nie na miejscu w Hikaru Mun, w ogóle w Saku, że Minako poczuła się jeszcze bardziej wytrącona z równowagi.
– Niech się pani odsunie. Może lepiej, żeby pani została na dole– powiedział starszy z dwóch policjantów.
– Poczekam tutaj – oświadczyła, wskazując na hol. Miała nagłą wizję dwojga przerażonych nastolatków. – Nie sądzę, by oni… ktokolwiek tam jest… byli niebezpieczni.
– Miejmy nadzieję, że pani ma rację – stwierdził starszy policjant.
Wyglądało na to, że on też nie czuje się najlepiej z rewolwerem w garści. Minako właśnie chciała mu powiedzieć o śmiechu, tańcach i kochaniu się, gdy zapytał: – Czy drzwi są zamknięte na klucz?
– Nie.
– Świetnie.– Ruchem ręki pokazał, że powinna się odsunąć.– Policja!– zawołał.– Wchodzimy! Proszę wstać i podnieść ręce do góry!
Powtórzył te słowa jeszcze raz i poruszył klamką. Z pokoju nie dobiegały żadne dźwięki. Minako wstrzymała oddech i mało nie wrzasnęła, gdy Artemis otarł się o jej nogi.
–Śmiertelnie mnie przeraziłeś! – Wzięła kota na ręce, czując nagłą potrzebę kontaktu z jakimś żywym stworzeniem. Pod wpływem pieszczoty zamruczał uspokajająco.– Nie powinieneś mnie tak straszyć. Może koty żyją dziewięć razy, ale ja tylko raz.
Zdecydowane kroki nad jej głową przywołały ją do rzeczywistości. Starszy policjant zszedł do połowy schodów.
– Proszę pani?
– Tak? –wysunęła się do holu.
– Tam na górze nikogo nie ma.
– Ależ… – To niemożliwe, by ktoś wyszedł bez jej wiedzy. Chyba że prześlizgnął się oknem, gdy otwierała na dole drzwi. Chcąc się osobiście przekonać, że pokój jest pusty, skierowała się ku schodom. Zapomniała o Artemisie, który z głośnym wrzaskiem wyskoczył z jej ramion i zniknął.
– Pani kot zawsze jest taki nerwowy? – spytał policjant.
– Nie bardzo lubi obcych – wykręciła się. Tylko że nigdy dotąd się to nie zdarzało. Nagle dojrzała związek między wcześniejszym dziwacznym zachowaniem kota a wydarzeniami. Wchodząc za policjantem do pokoju poczuła z nagłą pewnością, że rzeczywiście nikogo tam nie było. Nikt nie tańczył, nie śmiał się, nie kochał. Igła gramofonu spoczywała tam, gdzie powinna, płyty leżały na swoim miejscu, notatnik, w którym zapisywała wymiary i uwagi, leżał na parapecie, tak jak go zostawiła. Nic nie zostało ruszone – ani szuflada, ani okno, ani poduszki, które zrzuciła z podokiennej ławy na podłogę. Na widok jej zdumionej miny młodszy policjant wzruszył z politowaniem ramionami.
– Proszę nam powiedzieć, co pani właściwie słyszała. – Ton głosu starszego policjanta zdradzał znużenie i sceptycyzm wynikający z wielu lat odbierania fałszywych alarmów i zwalczania nie istniejących prześladowców.
– Wydawało mi się… – zaczęła i westchnęła. – Słyszałam, jak coś się tu rusza. Może to myszy? Artemis– mój kot – złapał jedną jakiś czas temu.
– W takim starym domu nie byłoby to nic dziwnego – potwierdził policjant. Rozejrzał się wokół. – Zawsze byłem ciekaw, jak ten dom wygląda w środku. Tyle krąży o nim historii…
– Tak – przytaknęła. – Ten dom ma fascynujące dzieje…
– A pani jest pewnie tą dekoratorką, którą zatrudnił Sekine- san? –Przytaknęła. – Nie wiedziałem, że pani tu mieszka.
– W dawnym apartamencie Kihara- san domu na piętrze.– Nie podobał jej się znaczący wzrok policjanta, więc dodała: – Pokoje Sekine- san znajdują się na parterze.
– Nie ma go teraz?
– Jest na zebraniu.
– Te stare domy… Wszystkie one trzeszczą i jęczą.
Minako była zadowolona, że nie powiedziała mu o muzyce i dźwiękach pełnych namiętności. Wolała, by uznał ją za strachliwą babę niż za wygłodzoną starą pannę, fantazjującą na temat intruzów kochających się w dawnej sypialni Oba i Kuniko.
– Jakieś kwiaty tu pachną – stwierdził młodszy policjant.
– Rozlały się stare perfumy– wyjaśniła Minako. Też poczuła ten zapach– wiszący w powietrzu ciężki zapach lawendy. Buteleczkę po perfumach przewróciła tydzień temu, a od tego czasu kilkakrotnie otwierano okna. Zapach powinien dawno zniknąć, a tymczasem wydawał się jakby silniejszy. Przebiegł ją dreszcz.
– Będziemy potrzebowali nieco danych do raportu.
– Przejdźmy może do kuchni. Tam można wygodnie usiąść– zaproponowała. Nie chciała, by przebywali tu dłużej, pragnęła, żeby sobie w ogóle poszli.
Niechętnie zaproponowała kawę i ucieszyła się, kiedy odmówili. Zadawali rutynowe pytania: imię i nazwisko, adres, numer telefonu, pod którym można ją złapać. Na koniec starszy policjant zapytał:
– Więc słyszała pani odgłosy szarpaniny, tak?
– Tak – potwierdziła, wiedząc, że ta częściowa prawda znajdzie wytłumaczenie w myszach i babskiej histerii. Podziękowała policjantom za przybycie, ale nie odprowadziła ich do drzwi. Zamiast tego została w kuchni i zrobiła sobie filiżankę gorącej czekolady. Pijąc ją powoli usiłowała zrozumieć, co się właściwie stało. Już tydzień temu przeanalizowała wszystko, co słyszała. Wtedy uważała, że to Saitou, zabawiający się z jakąś kobietą. Takie wyjaśnienie było obrzydliwe, ale przynajmniej racjonalne. Ludzkie. A dzisiaj? Dźwięki – i nikogo, kto by je wydawał. Takie same, jak tydzień temu. Śmiech i westchnienia dawno zmarłych kochanków, skazanych na wieczne przeżywanie rzadkich momentów szczęścia? Nie było innego wytłumaczenia. Chyba że… Zaskoczona tym, co jej nagle wpadło do głowy, odstawiła kubek. Płyta? Albo taśma? Wypadła z kuchni i pobiegła na górę w poszukiwaniu latarki i drabiny, które następnie zaniosła do sypialni. Nie wiedząc, czego właściwie szuka: przewodów, mikrofonów, urządzeń elektronicznych– przejrzała każdy fragment pokoju, wzdłuż listew przypodłogowych i futryn, pod meblami i w meblach… Nic. Uspokojona, że sprawdziła wszystko, co dało się sprawdzić, zaniosła drabinę i latarkę do swego pokoju i rozpoczęła podobne poszukiwania, szczególną uwagę zwracając na sufit. Muzyka i wszystkie inne dźwięki wydawały się płynąć zewsząd. Mikrofon umieszczony w odpowiednim miejscu…
Następna była rzeźbiona boazeria. Dziewczynę opanowało poczucie beznadziejności poszukiwań. W obfitości wgłębień i wybrzuszeń tak łatwo przegapić malutki mikrofon!
Do diabła z tobą, Saitou!
– Minako- chan? – W głosie Saitou brzmiała panika, gdy wołał jej imię z dołu.
Panika? Dobry z ciebie aktor, pomyślała. Ale w zaślepionym wściekłością umyśle pojawiła się nagle malutka wątpliwość. Gdy dostrzegł ją, całą i zdrową, na jego twarzy odmalowała się wyraźna ulga. Chętnie uwierzyłaby, że prawdziwa. Saitou nie był człowiekiem łatwo ulegającym przerażeniu czy zmieszaniu, ale w tej chwili wydawał się walczyć z tymi właśnie uczuciami. Wyglądało na to, że pewny siebie bogaty chłopak, wnuk gubernatora, nagle natknął się na sytuację, w której coś mogło naruszyć jego odporność, zachwiać jego ustabilizowanym światem i zagrozić jemu lub tym, za których czuł się odpowiedzialny. Przecież nie może tak dobrze udawać, pomyślała, ale zaraz poprawiła się w myśli: zakochałaś się w nim i chcesz mu wierzyć.
– Aki- san powiedział, że widział przed domem wóz policyjny.
– Dobre wieści szybko się rozchodzą.
– Drzwi wejściowe były otwarte. Zostawiłaś otwarte te cholerne drzwi!
– Widocznie zapomniałam je zamknąć po wyjściu policji.
– Na litość boską, co się tu działo?!
– Chyba wiesz, co się tu działo – powiedziała zimno.
– Zejdź z tej drabiny, zanim skręcisz sobie kark. Co ty tam w ogóle robisz?
– To też chyba wiesz. – Ale zeszła. Saitou westchnął.
– No i znowu to samo. Saitou jasnowidz. Wszystkowiedzący. Wszystkowidzący. –Zacisnął dłonie w pięści i spojrzał groźnie. Blondynka przestraszyła się jego gniewu. –Tylko że jakoś źle dzisiaj odbieram fale. Chyba przez to lodowate powietrze, które od ciebie leci.
Zesztywniała, uzbrajając się przeciw jego urokowi.
– Znowu to słyszałam. Wszystko. Dokładnie tak samo, jak tydzień temu. Muzykę, taniec, ciężkie oddechy…
– Cielesne igraszki?
– Nie wyśmiewaj się ze mnie! Chodzi o to, że wszystko było dokładnie tak samo.
– Nie myślisz chyba, że wślizgnąłem się na powrót do domu z tą samą dziewczyną.
– Gdybym tak myślała, to bym spokojnie poszła na górę i z radością cię udusiła, nie bawiąc się we wzywanie policji.
– Ci sami intruzi, co zeszłym razem?
– Sądziłam, że słyszeli, jak wyjeżdżasz i uznali, że są sami. Więc zamknęłam się w swoim pokoju i wezwałam policję.
– Mądra dziewczynka.
– Nie potrzebuję twoich pochwał!
– Ależ ze mnie idiota, żeby chwalić cię za zdrowy rozsądek.
– Pojawili się policjanci, uzbrojeni, i kazali temu komuś wychodzić. – Przerwała.
– No i? – ponaglił.
– No i nikogo tam nie było! W pokoju pachniało lawendą. Policjant też to zauważył. Więc pomyślałam, że to może duchy, a nie ludzie. Może to Oba i Kuniko, tańczący i kochający się.
Straszyła go. Jej głos drżał od kontrolowanych emocji. Wyraźnie się spięła.
– Minako…
– Myślałam o nich, o biednym Oba, wciąż na nowo przeżywającym szczęśliwe chwile z Kuniko. I wtedy nagle uderzyło mnie to – ta identyczność muzyki, dźwięków, westchnień. Jak taśma, która powtarza się bez końca.
Nareszcie zrozumiał, o co go oskarża.
– I dlatego szukasz przewodów i mikrofonów?
– Jak to zrobiłeś? Czy któryś z twoich kumpli ci pomógł? Dobrze się bawiliście, wymyślając to wszystko? Organizowaliście przesłuchania aktorów, by znaleźć takich, którzy najlepiej oddadzą miłosne jęki?
Saitou ścisnęło w gardle tak mocno, że nie był w stanie się odezwać. Jak mogła uważać go za tak gruboskórnego…
– Kiedy? – spytała, a w jej głosie w końcu pojawiło się napięcie. – Czy postanowiłeś się zabawić, jeszcze zanim tu przyjechałam? Czy umieściłeś mnie w Hikaru Mun, bym była świadkiem obecności duchów? Czy też opracowałeś szczegóły później, gdy rozmawialiśmy o pozytywnym wpływie duchów na interesy?
– Zgadłaś, Minako. Chodzi jedynie o reklamę. – Jego sarkazm świadczył o tym, jak głęboko go zraniła. – Znalazłaś mikrofon?
– Nie. – Skuliła ramiona.
– A dobrze szukałaś? Wiesz, to nie takie proste przy obecnej miniaturyzacji. Mogłaś przegapić jakieś elektroniczne cacko. No dalej, poszukajmy razem! – Złapał ją za rękę. – Mam chyba szkło powiększające na dole. Chodźmy i sprawdźmy jeszcze raz.
– Nie! – szarpnęła się.
– O co ci chodzi? Nie chcesz znaleźć dowodów?
– Saitou…
– Cóż to, jakieś wątpliwości? Przecież uważasz, że to moja robota, tak? Że przygotowałem jakieś skomplikowane przedstawienie, żebyś myślała, że dom jest nawiedzony?
– Nie wiem! – I rzeczywiście nie wiedziała. Założenie wydawało się tak racjonalne, tak oczywiste, ale teraz wszystko wyglądało absurdalnie.
Saitou odtrącił jej rękę.
– Chcę, żebyś się stąd wyniosła.
– Saitou…
– Spłacę kontrakt, plus dzisiejszą noc i dwie noce w drodze powrotnej do Tokio.
– Zwalniasz mnie? – Nie mogła tego zrozumieć.
– Przed Osaką jest kilka hoteli. Zadzwonię i dowiem się, który może cię przyjąć. Tymczasem spakuj się.
– Teraz?
– Żaden układ nie działa bez zaufania. Ani osobisty, ani zawodowy Myślałem, że dobrze nam się układa na obu tych płaszczyznach, ale najwidoczniej się myliłem.
Odwrócił się, by wyjść, nie patrząc na nią. Jeśli się zawaha, jego postanowienie osłabnie.
– Przecież ci ufam.
Ciche słowa sprawiły, że zamarł na miejscu. Wiedział, że jeśli na nią spojrzy, będzie stracony Mimo to obejrzał się. Minako wydała mu się taka mała, bezbronna i załamana. Nigdy żadna kobieta nie budziła w nim tak opiekuńczych uczuć, jak ona teraz. Nigdy tak bardzo nie pragnął poczuć obejmujących go kobiecych ramion.
– Saitou- chan, boję się – powiedziała.

Reklamy

10 thoughts on “Światło księżyca. X

  1. no no ale nam tu zaczynasz fundować emocje uchhhhh 🙂 rozdział niesamowity czytało się go niewiarygodnie fascynująco 🙂 więc szybciutko poproszę o ciąg dalszy i pozdrawiam 🙂

  2. 😀 cóż ja mogę powiedzieć, by się nie powtarzać? No nie da się, po prostu genialne! ! Wszystkie sytuacje, które opisujesz zawsze są takie realne i w ogóle och i ach! Już nie mogę się doczekać co dalej? 😀
    Te wszystkie uczucia, emocja… OMG też tak chcę…

  3. Wieszzzz… Ja już o tej godzinie chyba nie bd czytać. Wszędzie tak ciemno i nic tylko czekam aż coś mi z drugiego pokoju grać zacznie 😛 Brakuje tylko, żeby to z tej butelki wylazło ;P Ale w butelkach to tylko dżiny chyba 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s