Światło księżyca. XII

Minako spała głęboko mniej więcej do piątej nad ranem. Obudziła się nieco zdezorientowana, w pierwszej chwili nie pamiętając, gdzie jest i kim jest leżący obok niej człowiek, ale gdy wróciła jej świadomość, uśmiechnęła się do siebie z zadowoleniem, czując opasujące ją ramiona Saitou.
– Kuni- chan! – Pełen rozpaczy głos, który odezwał się tuż przy jej uchu, przeraził ją. Obejmujące ją ramiona zacisnęły się mocno. Saitou jęczał, rzucał się i walczył z kimś przez sen.
– Nie, nie! – zawołał, jakby odpychając od siebie wizję zrodzoną w piekle. – Kuni, nie!
Minako uspokajała go, głaskała, powtarzała, że wszystko będzie dobrze, ale on walczył nadal, krzycząc przez sen, aż w końcu po ostatnim, rozpaczliwym „nie!” napięcie opuściło jego ciało, a spoczywające na biodrze dziewczyny ramię rozluźniło się. Nie obudził się jednak. Minako leżała w ciemnościach, niezdolna ponownie zasnąć, i wsłuchiwała się w jego równy oddech, mając mu za złe, że sam śpi jak dziecko, a ją całkowicie rozbudził. Cóż to za koszmar dręczył go we śnie? Najwyraźniej chodziło o imię.
Kuni? Śnił o innej kobiecie! W pierwszej chwili chciała wymierzyć mu zdrowy policzek, ale zrezygnowała z tego pomysłu, w zamian za to poddając się cudownej rozkoszy leżenia w jego ramionach. Trudno ostatecznie oskarżać go o niedelikatność popełnioną we śnie, nawet jeśli miała miejsce w jej łóżku. Które z kolei było w jakimś sensie jego łóżkiem. Pozwoliła sobie jedynie na pewne uczucie satysfakcji, że sen najwyraźniej nie był zbyt przyjemny. Nie udało jej się ponownie zasnąć, więc gdzieś po godzinie zaczęła się wiercić. W końcu ostrożnie wysunęła się z objęć, naciągnęła szlafrok i cichutko zeszła na dół, do kuchni, żeby napić się soku pomarańczowego i zjeść talerz płatków. Może raz uda jej się zjeść normalne śniadanie, zanim Saitou zbudzi się i namówi ją na jedną z tych pysznych drożdżówek. Siedząc nad talerzem, zastanawiała się nad wydarzeniami ostatniego wieczoru – muzyką i śmiechem, czekaniem na policję, odkryciem, że na górze nikogo nie ma, podejrzeniem, że to reklamowa zagrywka Saitou, niepokojem na jego twarzy, gdy wbiegał na górę, ich kłótnią, ich kochaniem się, jego koszmarem. Rozważała wszystko, co się stało, usiłując spojrzeć na to z pewnego dystansu.
W kuchni pojawił się Saitou, w spodniach, ale bez koszuli. Włosy miał w nieładzie, a na twarzy odcisnęły mu się załamania poduszki. Nawet o tej porze wyglądał niezwykle seksownie.
– Tak myślałam, że zapach kawy cię obudzi – zażartowała.
– Właściwie obudził mnie twój kot.
– Arti? Chyba się zdziwił na twój widok.
– Nie tak, jak ja. Poczułem, jak coś trąca mnie w policzek i pomyślałem, że to ty. Ale kiedy otworzyłem oczy, mając nadzieję na prawdziwe poranne powitanie, zobaczyłem tylko kłębek futra. – sięgnął do lodówki po pudełko drożdżówek. – Z jabłkiem czy malinami?
– Z jabłkiem – zdecydowała i przyglądała się, jak wkłada je do kuchenki mikrofalowej. Po chwili, gdy się zagrzały, usiadł przy stole.
– Tak sobie myślę… – zaczęła.
– Pozwól mi najpierw wypić kawę! – zaprotestował błagalnie.
– Nie chodzi mi o nic złego!
– Minako- chan, gdy kobieta mówi „tak sobie myślę” tym tonem, to zawsze chodzi o coś złego. A jeśli w dodatku mówi to przed siódmą rano, to musi być naprawdę straszne.
Zapadła ciężka cisza. Minako czekała, aż wypije kawę. W końcu odstawił kubek, wyciągnął ręce przez stół i ujął jej twarz.
– Jesteś rano bardzo piękna.
– Podlizujesz się! – oskarżyła go. Saitou był niezwykle poważny.
– Nie żałujesz ostatniej nocy, prawda? Nie jest ci przykro?
– Nie żałuję kochania się z tobą.
– To dobrze – westchnął z ulgą.
– Myślałam o duchach.
– Miałem nadzieję, że po ostatniej nocy będziesz raczej myśleć o mnie.
– O tobie też myślałam, bo wszystko się z sobą wiąże. Saitou, to myśmy wywołali te duchy.
– Czekaj, czekaj, zwolnij trochę. Kofeina jeszcze nie zadziałała.
– Skup się i zastanów nad kolejnością wydarzeń. Piosenka z płyty gramofonowej. Potem śmiech. Potem taniec. Potem pocałunki. Wszystko to robiliśmy w ten dzień, kiedy przywiozłeś gramofon.
– Zgadza się – przytaknął.
– A co, jeśli… jeśli Kuniko i Oba  robili to samo? Śmiali się, tańczyli, całowali, a potem…
– Myśmy się wówczas nie posunęli dalej.
– Nie, ale nastrój był podobny: romantyczny i nieco frywolny. I tego samego wieczoru słyszałam, jak powtarzają nasz scenariusz. To zresztą była jedna z przyczyn, dla których byłam taka wściekła. Myślałam, że z inną kobietą robisz dokładnie to, co robiłeś ze mną.
– To nieprawda!
– Wiem – uspokoiła go. – To był absolutnie logiczny przebieg wydarzeń między dwojgiem ludzi, którzy się sobie podobają. Po prostu… ten sam pokój, te same uczucia. No i przewróciłam buteleczkę perfum.
– Mówisz o tym lawendowym zapachu?
– Tak, o perfumach Kuniko. Wczoraj wieczorem zapach był bardzo silny. Policjant zwrócił na to uwagę. I ty też to zauważyłeś, kiedy tańczyliśmy.
– Czy to ma jakieś znaczenie?
– Duchy często mają jakiś związek z zapachami. Fakt, że powietrze pachniało lawendą, gdy nakręcaliśmy gramofon… – zawiesiła głos i wpatrzyła się w Saitou. – Słuchaj, jeśli w jakiś sposób… sprowadziliśmy duchy, to jak…
– Jak je znów odesłać na wieczny odpoczynek?
Kiwnęła głową, a on odetchnął głęboko.
– Nie mam zielonego pojęcia.
Zamyślili się oboje, aż w końcu przerwała ciszę pytaniem:
– Czy pamiętasz, co ci się śniło tej nocy?
– Tej nocy przeżywałem sen na jawie – powiedział ciepło, sięgając po jej dłoń.
– Jesteś słodki, ale chodzi mi o sny po zaśnięciu.
– Dlaczego pytasz?
Minako wstała i poszła nalać sobie kawy.
– Spotykałeś się kiedyś z jakąś Kuni?
– A ty z jakimś Aki bądź, Seiji? – odparował, ale dostrzegając wyraz twarzy Minako, dodał: – Czy ma to jakiś związek z twoim wcześniejszym pytaniem o sen?
– Miałeś jakieś koszmary senne. Wzywałeś kogoś imieniem Kuni.- Oparła prosząco dłoń na jego ramieniu. – Saitou, nie chodzi o zazdrość czy babską ciekawość. Nie chodzi mi o to, żeby cię sprawdzać. Ale to może być ważne. Jeśli w twojej przeszłości była dziewczyna imieniem Kuni, to sen był zapewne całkiem normalny.
– A jeśli nie…
– Może Oba nazywał ją tak? Mówiliśmy o tym, że duchy wracają na miejsce swojej śmierci, więc może jest tu… – szukała słowa – energia Oba. Bardzo się rzucałeś podczas tego snu, a twój głos był… pełen niepokoju. Jeśli Oba nazywał swoją żonę Kuni…
Saitou odsunął się od Minako, uciekając od dotyku jej ręki. Odetchnął głęboko.
– To, co mówisz, graniczy z nawiedzeniem.
– Nie nawiedzeniem – zaprotestowała. – Po prostu… energią. Uczuciami. Może odbierać jego energię, jak antena radiowa.
– A ty w ten sam sposób odbierasz Kuniko?
Minako opuściła głowę, zdając sobie nagle sprawę, że jest w tej sytuacji zupełnie sama. Tylko ona słyszała odgłosy. Saitou słyszał tylko głośną muzykę, a policjanci nie zauważyli w ogóle nic. Nic – oprócz zapachu lawendy. Jakie znaczenie miał ten zapach? Czy buteleczka wyschniętych perfum może tak silnie pachnieć? Może przy zamkniętych drzwiach następuje koncentracja zapachu? Może nie ma w tym niczego niezwykłego? Może żadne dźwięki nie dobiegały z tego pokoju, a wszystko było wytworem jej wyobraźni?
– Czy uważasz, że wszystko to sobie wymyśliłam? – spytała cichutko.
– Dlaczego miałabyś to zrobić?
Minako podniosła głowę, by spojrzeć mu w twarz. Mówił tak spokojnie i rozsądnie.
– Od samego początku fascynowała cię historia tego domu, ale to zrozumiała, zdrowa ciekawość – kontynuował. Sięgnął przez stół, by unieść palcami jej podbródek. – Nie jesteś samotną, łatwo poddającą się fantazjom kobietą. Prowadzisz własne życie. Nie potrzebujesz życia umarłych, zwłaszcza że masz dostęp do wszystkiego.
– Tak bym chciała, żebyś też usłyszał to, co ja – westchnęła głęboko.
– Też bym chciał.
Mówił poważnie i wzruszyła jego lojalność.
– Obejmij mnie, proszę.
– No, nareszcie. – Wstał i przytulił ją do siebie. W jego ramionach znalazła zapomnienie. Poddała mu się, a jej ciało odpowiedziało na fizyczną potrzebę. Głęboki pocałunek usunął jej z głowy wszystkie inne myśli.
– Nareszcie się dowiem, co masz pod tą wiktoriańską szatą – powiedział, wsuwając dłonie pod jej szlafroczek. Uśmiechając się z udanym zdumieniem, wykrzyknął: – Jak to, Minako- chan, ty nic nie nosisz pod spodem?
– Nie chciałam cię budzić – powiedziała cicho, gdy jego dłonie wędrowały po jej nagiej skórze.
Odsunął poły szlafroczka i przyciągnął ją do siebie.
– Zupełnie nie rozumiem, co ty ze mną wyrabiasz.
– Co takiego? – spytała bez tchu.
– Właśnie to. – Chwycił ją za pośladki i przyciągnął do swoich bioder. Nagle, tak szybko, że nie zdołała się przygotować, przerzucił ją sobie przez ramię i zaniósł do swojej sypialni. Wodny materac zakołysał się pod jej ciężarem. Przyglądał się, jak ograniczone gumową powłoką fale unosiły jej ciało, na pół widoczne pod rozpiętym szlafroczkiem. Opadł koło niej na materac i rozwiązał pasek. Przesunął dłonią wzdłuż jej ciała.
– Jesteś niesamowita, Minako Aino.
– A, więc pamiętasz jeszcze moje prawdziwe imię? – uśmiechnęła się.
– Nie zapomniałem niczego z rzeczy, których się o tobie dowiedziałem. I pragnę dowiedzieć się jeszcze więcej.
Kochali się w promieniach porannego słońca, wpadających przez szpary w zasłonach. Jej twarz w fascynujący sposób odzwierciedlała wszystkie uczucia i doznania, jakie czerpała z ich bliskości. Gdy oboje się nasycili, objął jej śliczną twarz i dokładnie wycałował, a potem przywarli do siebie i Minako natychmiast zapadła w sen. Saitou rozsadzała energia, jak zwykle rano, ale został w łóżku jeszcze chwilę, by z radością się na nią napatrzyć.
W jakiś czas później obudził ją pocałunkami.
– Cześć – powiedziała, tłumiąc ziewnięcie. Zaspana wyglądała tak rozkosznie, że roześmiał się.
– Dałbym ci pospać, ale przyszła jakaś Izumi- san, która mówi, że ma ci pomóc przy inwentaryzacji. Minako chwyciła prześcieradło i usiadła gwałtownie.
– Och, do diabła! To jedna z przyjaciółek cioci Kyoko z Towarzystwa –wykrzyknęła. – Pewnie opisze nas w następnym biuletynie!
Pocałował ją szybko w usta.
– Aniołku, możesz się uspokoić. Powiedziałem jej, że chyba zaspałaś i posadziłem w kuchni z kawą i drożdżówką. Przytrzymam ją tam, a ty wymknij się na górę, by pojawić się za chwilę, świeża i niewinna.
Znalazł szlafrok i podał jej, stojąc jednak na tyle daleko, by musiała przejść kilka kroków w glorii nagości.
– Mądrala z ciebie, co? – powiedziała.
– Po prostu jestem dżentelmenem.
– Mhm. – Zawiązała pasek. – Muszę przyznać, że szybko myślisz. Jeśli w środku kampanii wyborczej ktoś cię dopadnie z jakąś panienką, to na pewno uda ci się przeszmuglować ją z pokoju pod nosem całego tłumu dziennikarzy.
– Kochanie, chętnie zwołałbym konferencję prasową i ogłosił, że ostatnią noc spędziłem z tobą! Przygotowałbym oświadczenie dla prasy! Uznałem jedynie, że w obecnych okolicznościach to ty nie chciałabyś, by nasze stosunki stały się głównym daniem podczas dzisiejszego obiadu w domach członkiń Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.
– Oczywiście, masz rację. – Dotknęła jego dłoni. – I doceniam twoją zdolność do wyplątywania się z niewygodnych sytuacji.
– Któregoś dnia będziesz musiała mi zdradzić, co cię we mnie tak okropnie denerwuje – powiedział. – Ale na razie muszę wrócić do kuchni i zająć się Izumi- san. Powiedziałem, że jej przyjście przerwało mi rozmowę telefoniczną.
Wyszedł z pokoju i przy drzwiach kuchennych dał znak, że droga wolna. Minako przemknęła przez Wielki Salon i na palcach weszła na schody, zastanawiając się, co rzeczywiście tak ją w nim denerwuje. W końcu, biorąc chyba najszybszą kąpiel w historii, doszła do wniosku, Saitou będzie naprawdę dobrym politykiem. Szkoda, że nie interesuje jej rola żony polityka, którą będzie musiał obsadzić.

Reklamy

7 thoughts on “Światło księżyca. XII

  1. Urocze! Doprawdy urocze! I w dodatku tak szybko 😀 Miło przyjść po pracy i móc sobie poczytać coś tak przyjemnego. Też mnie zastanawia ten sen Saitou… Jak zwykle ciekawie i wciągająco 😀

  2. Saitou to mistrzu zbilansowanej diety 😛 Nic mu nie wypominam, bo sama od wczoraj jem tylko ciasto drożdżowe w ilościach, jakby mi od dziecka nie dawali 😛

    Boziuuu, mina Saitou jak zauważył, że Minako ma sam szlafroczek- chce ją zobaczyć 😀 Znaczy się ja chcę zobaczyć mine Saitou 😛 Pewnie sobie jakieś zwoje materiału wyobrażał 😛

    W ogóle strasznie mi się ten rozdział podobał 🙂 Chyba to jak wyobraziłam sobie przemykającą cichaczem Minako i organizującego tą operację Saitou mnie tak strasznie zauroczyło 🙂

    W ogóle dobrze, że sobie postanowiłam nie czytać nic Twojego tuz przed tym jak zamierzam cos swojego napisać, bo inaczej nigdy bym nic nie napisała 🙂

      1. Dzięki Bogu na razie nie muszę biegać, ale wszyscy mnie straszą, że to jest tak niesprawiedliwe, że na pewno mi się kiedyś zmieni 😉 Straszny łakomczuch ze mnie 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s