Zbyt późno. IV

Pamięta ktoś jeszcze? 🙂

***

Teraz już miał pewność, że ona o niczym nie wiedziała. Powiedział mu o tym błysk zaskoczenia w jej błękitnych oczach, jak również charakterystyczny układ warg. Ale jeżeli nawet pozwoliła sobie ujawnić swoje emocje, to szybko, zdumiewająco szybko nad nimi zapanowała, maskując je chłodnym uśmiechem. Boże, ta dziewczyna była wprost nieprawdopodobna! Zaiste, budziła zachwyt nie tylko swoją urodą, ale także inteligencją. Skoro Saitou nazwał  Misako- kimkolwiek była ta osoba! -przyszłą teściową Isao, myślała Minako, to wypływał stąd oczywisty wniosek, że Isao musiał w przeszłości zaręczyć się z jej córką. Fakt ten nie zagrażał bynajmniej jej planom. Kiedy tylko osiągnie cel, jaki sobie wyznaczyła, Isao będzie mógł wrócić do swojej narzeczonej, a ona gotowa będzie pić i tańczyć na ich weselu. Fakt, że niewiele wiedziała o dziewczynie zaręczonej z Isao. On sam nie zająknął się o niej dotąd ani jednym słowem. Trzymał ją w ukryciu i przypominał tym bigamistę, który robi wszystko, aby jedna żona nie domyśliła się istnienia drugiej. Jak zamierzał radzić sobie na dłuższą metę z dwiema narzeczonymi naraz, ona, Minako, nie potrafiła rozstrzygnąć tej kwestii. Tymczasem Isao wpatrywał się w wuja i stwarzał wrażenie bardzo nieszczęśliwego.
– Te zaręczyny były twoim pomysłem…
– Ale to ty sam się oświadczyłeś. Nikt wówczas nie przykładał ci pistoletu do głowy.
Isao zaczerwienił się, mimowolnie potwierdzając prawdziwość słów wuja.
– Wiedziałem, że robię coś, czego ty sobie życzysz…
–Nasze życzenia w tamtym okresie były idealnie zgodne ze sobą. I dopiero kilka tygodni temu – tu spojrzał na Minako – Kun- san przestała ci odpowiadać.
Kun. A więc narzeczona Isao została wreszcie wskazana z imienia. Było to bardzo ładne imię. Ciekawe, czy równie ładna była osoba, która je nosiła? Całkiem możliwe, skoro chciał się z nią ożenić. Wszystko wskazywało na to, że gustował w pięknych dziewczynach. Wciąż jednak kwestią otwartą pozostawał wzajemny stosunek Saitou i Misako.
– Chciałem zrobić ci przyjemność – bronił się Isao. – Nie ukrywałeś, że to małżeństwo traktujesz jako dobrą rodzinną inwestycję, A poza tym naprawdę lubiłem Kun– chan
– Tego twojego lubienia nie wystarczyło nawet, by zaoszczędzić jej upokorzenia, na jakie ją naraziłeś, romansując ze sławną modelką – powiedział białowłosy z dezaprobatą w głosie.
-To Kun wie?
-A jak myślałeś? Przecież nie masz do czynienia z dziewczyną o horyzontach kreta. Ile razy widziałeś się z nią od jej powrotu ze Hong Kongu przed miesiącem? Dwa? Trzy razy? Czy tak postępuje zakochany mężczyzna i przyszły małżonek? A co będzie, jeśli wpadnie jej w ręce gazeta ze zdjęciem twoim i Minako? Wyobraź sobie jej ból, żal, gorycz, rozczarowanie. Czy aby na pewno zasługuje na taką karę? Jej jedyną winą jest miłość do ciebie. Toteż chcąc jakoś załagodzić wymowę twego skandalicznego zachowania, wziąłem ją na pokaz mody…
– Ja nie mogłem – zdołał wtrącić Isao, zmieszany jak uczniak na połajance u dyrektora szkoły.
– Czego nie mogłeś? Pojechać tam z Kun, bo akurat byłeś w Stanach? Ależ tylko pomyśl, chłopcze. Pięknie by to wyglądało, gdybyś siedział tam, ślinił się na widok spacerującej po wybiegu Minako i robił do niej słodkie oczy. Nigdy nie uważałem cię za głupca, ale w tej sprawie zachowujesz się jak skończony osioł.
Jeżeli słowa można porównać do ciosów, to Isao coraz bardziej kulił się pod ciosami słów Saitou. Minako współczuła mu, mając zarazem świadomość, że zasługiwał na takie potraktowanie. Pomijając zwykłą nieuczciwość, czystym idiotyzmem było pokazywać się z nią publicznie w sytuacji, gdy miało się narzeczoną. Prędzej czy później rzecz cała musiała się wydać, fotoreporterzy musieli z czegoś żyć – i co wtedy? Dzięki Bogu, ona sama nie była na serio zaangażowana emocjonalnie. I dlatego współczuła również Kun, choć z całkiem innego powodu. Isao swoim postępowaniem odbiegał od wzorca wiernego, kochającego narzeczonego – powstawała kwestia, jakim będzie mężem? Niewykluczone, że dziewczyną w tej chwili rozważała możliwość wycofania się z narzeczeńskiej umowy.
– Chcę się ożenić z Minako -powiedział Isao, puszczając mimo uszu wszelkie argumenty i pokazując, jakim upartym jest chłopcem.- Z Kun ostatnio prawie się nie widywałem, a przedtem była w tej szkole, więc jest mi niemal obca.
– Co nie znaczy, że z chwilą, gdy zniknąłeś jej z oczu, ona o tobie zapomniała – odparował wuj. – Zresztą diamentowy pierścionek, jakim ją obdarowałeś na ostatnie Boże Narodzenie, przypomina jej o tobie codziennie.
Isao czuł się jak w pułapce bez wyjścia. Dlaczego istniała Kun? Dlaczego okazał się na tyle głupi, by ulec? Minako natomiast, usłyszawszy o szkole, znalazła wreszcie odpowiedź na pytanie, dlaczego nie słyszała dotąd o narzeczonej Isao. Spojrzała na Saitou, modląc się w duchu, by nie odczytał z jej oczu nienawiści, jaką czuła w tej chwili.
– Isao niczego złego nie zrobił. Publicznie pokazaliśmy się tylko kilka razy, gazety coś tam opublikowały, ale na żadnym ze zdjęć nie ma niczego takiego, co mogłoby zaniepokoić Kun-san lub wzbudzić jej podejrzenia. Zresztą w ogóle nie było niczego takiego, co mogłoby postawić pod znakiem zapytania związek Isao.
– Minako…
Saitou poczuł, że dostał wiatru w żagle.
– Isao, radziłbym ci przyjąć do wiadomości usłyszane przed chwilą słowa. Jeżeli coś, zepsułeś, spróbuj to naprawić. I w ogóle prośba na przyszłość, abyś starał się oszczędzać innym kłopotów wynikających z twojej lekkomyślności.
Było to błyskotliwe posunięcie mistrza szachowego i Minako nie mogła się oprzeć podziwowi. Saitou postawił siostrzeńca w sytuacji, w której jedynym uczciwym wyborem dla mężczyzny był powrót do Kun. Jednak podziw mieszał się z pogardą. Bo niewątpliwie Saitou liczył w związku z tym małżeństwem na jakieś wymierne korzyści. Nie obchodziły go uczucia innych. Była pewna, że gdyby zwietrzył większy interes w ślubie siostrzeńca z nią właśnie, sam namawiałby Isao do zalotów.
– A może odwiedziłbyś dzisiaj Kun? – zapytał prawie czułym głosem. – Przeproś ją, że tak długo się nie zjawiałeś. A jeśli uznasz, że trzeba będzie złożyć jakiś dowód poprawy, umów się z nią na jutrzejsze zakupy.
W biurze damy sobie radę bez ciebie. Lekceważenie, z jakim wyrażał się o tamtej dziewczynie, wzbudziło w Minako niesmak.
– Jasne, wspólne zakupy na pewno ją ułagodzą! – rzuciła pogardliwie.
Saitou wykrzywił usta w uśmiechu.
– Nie trzeba lepszej zaprawy, by zlepić dwie cegły. Akurat w tej kwestii proszę mi wierzyć.
– No to może mnie pan uznać za kogoś małej wiary.
Wzruszył ramionami.
– Nie zna pani Kun…
– Ani ty jej nie znasz – wtrącił Isao – skoro na serio uważasz, że jeśli powłóczę się z nią po sklepach, to już wszystko będzie cacy. A poza tym ani mi w głowie klękać przednią, przepraszać i tak dalej. Po prostu nie chcę tego. Czy nie rozumiesz? Chcę zerwać zaręczyny!
– Tak? Więc zachowaj się jak mężczyzna i sam jej to powiedz! -rzekł Saitou, przywdziewając na twarz kamienną maskę okrutnika.
Isao zwilżył wargi. Nerwowo miął w dłoniach serwetę.
– A ty? Jak ty się do tego ustosunkujesz?
Och, Isao! jęknęła w duchu. Jak długo jeszcze pozostaniesz dzieckiem, które czyni tylko to, co powie mu jego wujaszek? Dlaczego boisz się tego człowieka? Tak, Saitou we wszystkich wzbudzał strach, we wszystkich oprócz niej. Czuła, że mogłaby walczyć z nim do upadłego, po sam kres i koniec życia. Siedział teraz całkowicie rozluźniony. Wiedział, że ma druzgocącą przewagę.
– Spróbuj to zrobić, a przekonasz się. Zdawało się, że Isao jął spadać w jakąś przepaść.
– Miałem nadzieję, że kiedy poznasz Minako- chan, zmienisz swój pogląd na niektóre sprawy i, zrozumiesz, że piękniejszej, milszej, cudowniejszej synowej nie mógłbyś wymarzyć sobie nawet w snach.
-Tak – przyznał Saitou, patrząc na Minako lekko zmrużonymi oczami. – Zgadzam się z tobą w całej rozciągłości.
– W takim razie… – zaczął Isao z nadzieją w głosie i rozjaśnioną twarzą.
– Nie ma żadnego „w takim razie”. Cudowna dziewczyna nie musi być dziewczyną odpowiednią dla ciebie.
Ale może być odpowiednią dla twojego wuja, Minako dokończyła w myślach za Saitou. Nie ulegało dla niej wątpliwości, że ten człowiek chce ją mieć wyłącznie dla siebie.
Saitou wiedział już, że jeśli Isao natychmiast nie pożegna się i nie zostawi ich samych, to on każe mu po prostu się wynosić. Czyniąc tak, zachowałby się oczywiście jak wariat, lecz ta dziewczyna była warta nawet i takiej ceny. Była warta dosłownie każdej ceny.
– Ja odwiozę Minako do domu, a ty łap taksówkę i pędź do Kun – rzucił, sygnalizując równocześnie ręką, że prosi o rachunek. Osłupiały Isao spojrzał na Minako, lecz ujrzał samo piękno, bez śladu wewnętrznych przeżyć. Również Saitou poza prześliczną powierzchnią nie dostrzegał niczego. Ta dziewczyna będzie wkrótce płonąć z rozkoszy, pomyślał.
– Sądzę, że im wcześniej załagodzisz rozdźwięk pomiędzy tobą a Kun, tym lepiej – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Mówiąc to, powodował się nie tylko egoizmem. Ten chłopiec i ta dziewczyna bardzo do siebie pasowali, znali się od lat i dotąd autentycznie się lubili. Z czasem się pokochają. Ich ślub był tylko kwestią czasu, co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości. Nie wątpił też, że Minako mówiła prawdę, kiedy subtelnie dała do zrozumienia, iż ona i Isao nie byli kochankami. Czerpał swoją wiarę z braku reakcji ze strony siostrzeńca. A poza tym kłamstwo, nie pasowało do Minako. Isao, mimo że przegrał na całej linii, nie chciał pogodzić się z porażką.
– Powiedziałem ci już, że nie chcę niczego zlepiać, łagodzić, poprawiać i ratować. Co zaś się tyczy rachunku, to ja go ureguluję.
Chwycił kremowy blankiecik i dogrzebawszy się nerwowymi ruchami portfela, cisnął pieniądze na stół. Saitou zrobiło się żal chłopaka. Bądź co bądź był dla niego jak syn. Gdybyż w tym wszystkim nie chodziło o Minako… Właśnie zbliżyła głowę do głowy Isao i coś do niego mówiła. Saitou nie mógł rozróżnić słów, choć bardzo się starał. Skoro więc gotów był podsłuchiwać, gotów był na wszystko. Spoglądał na złocistą kotarę jej włosów i wyobrażał sobie różne łóżkowe przyjemności. Ten sen na jawie przerwany został jej słowami:
– Ja i Isao przyjechaliśmy tutaj taksówką, więc chętnie skorzystamy z pana propozycji odwiezienia nas do domu.
Było w tym wyzwanie, gdyż oboje wiedzieli, że żadna taka oferta nie padła z jego ust. Nie mogła zresztą paść, gdyż pająk nie po to przędzie swoją sieć, by potem samemu ją porwać. O ile więc łowca nie odbiegał w niczym od normy, o tyle łowiony owad był szczególnego gatunku. Saitou w swoim erotycznym życiu, usianym w zasadzie triumfami, doświadczył również porażek, ale zawsze za jakąś odmową kryło się przywiązanie do innej osoby, miłość, lojalność, lęk przed zdradą. Tutaj jednak natknął się na coś zupełnie innego – na mur pogardy, której w żaden sposób nie potrafił sobie wytłumaczyć. W ogóle w miarę obcowania z Minako coraz mniej zauważał jej urodę, a coraz bardziej jej nieuchwytność i zagadkowość. Nie mieściła się w żadnym schemacie. Trudno mu było odgadnąć jej myśli, a jeszcze trudniej przewidzieć, jak się zachowa za minutę. Opuściwszy restaurację, wsiedli do czarnego BMW. Minako domyślała się jego planów, a znając swoje wiedziała, że czeka go przykre rozczarowanie. Faktycznie, kiedy zatrzymali się przed domem Isao, po twarzy Saitou przemknął cień głębokiej satysfakcji.
– Zadzwonię do ciebie jutro rano. A teraz trzymaj się, chłopcze. Podrzucę jeszcze Minako- san.
Ten człowiek, okazywało się, naprawdę wierzył w to, że wszystko mu pójdzie jak po maśle!
– To bardzo uprzejmie z pana strony – powiedziała, odpinając pasy – ale chyba rozumie pan, że w tej sytuacji ja i Isao mamy jeszcze sobie dużo do powiedzenia.
Sądząc z jego miny, w tym momencie nie różnił się niczym od kapitana, który nagle na pełnym morzu dowiaduje się, że załoga chce opuścić statek.
– Myślałem, że mam zawieźć panią do domu – wybąkał.
Obdarzyła go olśniewającym uśmiechem.
– No cóż, dotrę tam nieco później. -Wysiadła z samochodu i stanęła obok czekającego na chodniku Isao. – Miło było pana znowu spotkać.
– Nie wątpię, że na tym spotkaniu nasza znajomość się nie skończy – rzucił, włączając bieg.
– Doprawdy? – Jej brwi upodobniły się do dwóch odlatujących ptaków. – Przyznaję, że trudno mi teraz wyobrazić sobie powody jej kontynuowania.
Zacisnął dłonie na kierownicy tak mocno, że aż zbielały mu knykcie.
– Mając powody czy nie, spotkamy się wcześniej, niż mogłaby pani w tej chwili przypuszczać – odparł chrapliwym głosem, po czym ruszył z piskiem opon. Kiedy zniknął za rogiem, poczuli ogromną ulgę, a młody mężczyzna wydawał się wręcz uskrzydlony.
– Boże! – wykrzyknął na całą ulicę. – To był prawdziwy horror.
Była pod urokiem jego naiwności. Ironicznie się uśmiechnęła.
-A czego, jeśli można wiedzieć, oczekiwałeś? Że z czułością pogładzi cię po twojej jasnej główce i pochwali za to, że chcesz się żenić z jedna kobietą, będąc zaręczony z drugą?
Trudno się dziwić jego wściekłości. Zresztą odgrywały tu rolę jeszcze inne względy. Saitou związany był z matką Kun i decyzja Isao bez wątpienia zagrażała temu związkowi na którym, wszystko na to wskazywało, Saitou bardzo zależało.
– A ty? – zapytał z niepokojem w głosie. – Czy ty również jesteś na mnie wściekła?
Gdyby kochała Isao i na serio myślała o nim jako o swoim przyszłym mężu, byłaby więcej niż wściekła. Byłaby w tej chwili wręcz uosobieniem furii, nawałnicą, chmurą gradową z piorunami.
– Sądzę, że zachowałeś się bardzo głupio. Bo jak w ogóle mogłeś wyobrażać sobie, że sprawa twoich zaręczyn nie wypłynie w rozmowie?
-Myślałem po prostu, że nie zrobi mi tego. Poznawszy ciebie, machnie na tamto ręką.
Co za naiwny chłopak! Uważał, że stawiając wuja przed faktem dokonanym, wymusi na nim upragnioną decyzję. Tymczasem to Saitou był tym manipulatorem, który sprawiał, że inni tańczyli, jak on im zagrał. -No i cóż? Poznał mnie, lecz chyba się mu nie spodobałam – zauważyła żartobliwie. Isao patrzył na nią z cierpieniem w oczach.
– Czy tamte twoje słowa, pamiętasz które, miały oznaczać, że nie zamierzasz wyjść za mnie? – zapytał cichym głosem.
Pogładziła go po policzku.
– Nie masz prawa nawet wspominać o naszym małżeństwie.
– Czy to z powodu Kun?
– Oczywiście, że z powodu Kun! -potwierdziła niecierpliwie.- Byłeś wspaniałym kompanem, ale teraz musisz wreszcie zrozumieć, że masz narzeczoną i że ja…
– Poznałaś kogoś? Czy o to chodzi?
– Isao! – Nie wierzyła własnym uszom.
– Pytam, bo po powrocie wydajesz mi się jakaś inna, bardziej zdystansowana, mniej czuła.
Coś tu się nie zgadzało! Nie mogła być mniej czuła, skoro o całej czułości w przeciągu tych kilku tygodni świadczyło parę pocałunków, na które mu pozwoliła. Najwidoczniej podniósł w wyobraźni ich przyjacielski związek do rangi namiętnego romansu.
– Nie ma w moim życiu nikogo -odparła zgodnie z prawdą. -Mimo to nie będę twoją żoną, nigdy zresztą nie zamierzałam nią zostać. I oczywiście nie poszłabym na to dzisiejsze spotkanie, gdybym wiedziała o istnieniu Kun- san.
Raczej jednak poszłaby. Potrzebowała Isao wyłącznie po to, by za jego pośrednictwem nawiązać kontakt z Saitou. Obecnie Isao stanowił już tylko zbędny balast. Zresztą jego egoizm nie odbiegał daleko od egoizmu wuja. Jedyną osobą, która z całego towarzystwa zasługiwała na współczucie, była Kun.
– Ale dlaczego? Przecież wiedziałaś, że cię kocham. Nic do mnie nie czując, kazałaś mi wierzyć…
– W cokolwiek wierzyłeś, wierzyłeś w to na swój własny rachunek. Nigdy nie zapewniałam cię o swojej miłości. To twoje bezmierne samouwielbienie kazało ci zamieniać złudne nadzieje w pewność.
Isao nie mógł wyjść ze zdumienia. Oto na jego oczach ta pogodna dziewczyna zmieniła się w jednej chwili w fukającą kotkę.
– O jakim samouwielbieniu mówisz? – zapytał prawie szeptem.
– Mówię o czymś, co stanowi kręgosłup rodziny Sekine. Po spotkaniu z twoim wujem jest to dla mnie więcej niż pewne. – Przerwała, uświadamiając sobie, że istniała jednak zasadnicza różnica między aroganckim i bezwzględnym egoizmem dojrzałego mężczyzny a sentymentalnym egoizmem małego chłopca. Uśmiechnęła się. – Tak czy inaczej, mam nadzieję, że pozostaniemy przyjaciółmi?
Zabrzmiało to jak najprawdziwsze pożegnanie. Przeraził się.
– Ależ ja ciebie kocham – rzekł, wyciągając ręce niemal w błagalnym geście.
– Czy jesteś tego pewien? A może kochasz Kun- san, tylko że trochę o niej zapomniałeś? Od miesięcy się nie widzieliście, a rozłąka nie zawsze wzmacnia uczucia. Bywa też jak piasek zasypujący ślady.
Isao zaczerwienił się. Wobec tych mądrych słów poczuł się śmieszny i gorszy, wręcz infantylny. Na swoją obronę miał tylko swoje uczucia.
– Nie chciałbym cię utracić.
– Nie można utracić czegoś, czego nigdy się nie posiadało.
Miała rację. Musiał zacząć myśleć i postępować jak mężczyzna. Zwiesił głowę.
– Więc wszystko to sobie wmawiałem?
Pocałowała go w policzek. Ostatecznie nie z nim toczyła wojnę, tylko z jego wujem.
– Pójdź za radą wuja i odwiedź Kun- san. Chociażby po to, aby się z nią pożegnać.
– Rozumiem – westchnął. – Jestem jej to winien. Tak postępują prawdziwi mężczyźni.
Kiwnęła głową.
– A później, gdy już to zrobię, czy będę mógł wrócić do ciebie?
– Nie – odpowiedział sam sobie, widząc wyraz jej twarzy.
– Isao, między nami wszystko skończone.
Uczynił gest pokonanego.
-I znów postawił na swoim! Nie wyobrażasz sobie, jakie to upokarzające.
Tak się jednak składało, że wyobrażała sobie.
– Jeżeli chcesz, to o niczym mu nie powiem. Niech sądzi, że nadal się spotykamy.
Ożywił się i rozpogodził.
– W porządku. On się trochę pomartwi, a my będziemy mieć swoją tajemnicę. – Odchrząknął. – Bo chyba nie mogę już liczyć na to, że wszystko wróci do poprzedniego stanu?
– Nie. Zadbaj o Kun. Czuję, że ona jest tego warta.
– Boże, jakim ja byłem głupcem! – jęknął, uderzając się dłonią po udzie.
– Błądzenie jest rzeczą ludzką. – Nic oprócz tego banału nie chciało jej przyjść do głowy.
– Obserwacja trafna, tyle że nie dotyczy mojego wuja.
Poczuła w sercu lodowaty chłód. Nie, Saitou nie wyłamywał się bynajmniej z tej ogólnej zasady. Popełnił fatalny błąd, popychając jej ojca do samobójczej śmierci, i za ten błąd będzie musiał odpokutować.
Nie przyjechała taksówką. Pojawiła się w perspektywie ulicy, a potem, zbliżała się chodnikiem, smukła, wysoka, czarna, niczym jakaś somalijska piękność, wracająca z wieczornej kąpieli w zatoce. Teraz jej włosy w świetle latarni i księżyca wydawały się bardziej srebrne niż złote, porażając lunatycznym odblaskiem pogodnej nocy. Obserwował ją z wnętrza swego samochodu, zaparkowanego naprzeciwko jej domu. Czekał już od dwóch godzin. Pragnął przekonać się, czy wróci do siebie, czy też spędzi noc z Isao. I oto miał ją przed sobą w odległości czterdziestu, trzydziestu, dwudziestu metrów. Ciągle w tych zabawnych przezroczystych pantoflach, które dawały złudzenie bosych stóp. Wróciła, ale co ona i Isao robili przez te dwie godziny? Czy kochali się, czy tylko rozmawiali ze sobą? Zacisnął dłonie i zęby. Targnął nim wielki gniew. Na nią, na siostrzeńca, wreszcie na samego siebie. Wściekał się, że mimo całej swej potęgi nic nie wie i musi szukać po omacku rozsianych okruszyn prawdy.
Minako stanęła przed frontowymi drzwiami budynku i wyjęła klucz z torebki. Czuła na plecach wzrok. Zauważyła go od razu, gdy tylko znalazła się na swojej ulicy. Czekał na nią, a zatem… Zaczęło się.

Reklamy

5 thoughts on “Zbyt późno. IV

  1. czekam na kolejny rozdział 😉 bo zaczyna sie robić bardzo ciekawie. super że pojawiła się nowa notka bo właśnie dziś trafiłam na twój blog i przeczytałam wszystko 😉

  2. Oczywiście, że pamiętam 🙂

    Bardzo lubię Isao 🙂 To taki sympatyczny, nie chcący nikogo krzywdzić chłopak 🙂 Niestety czy stety do Minako tutaj nie pasuje. Ona jest taka odważna, silna, pewna, a biedny Isao daje sobie wodę z mózgu robić :/

    Podoba mi się ni tylko kwestia relacji Minako- Kunzite i MInako- Isao, ale też Isao-Kunzite. Saitou sprawia Isao psychiczny ból, ale mu na nim jako ,,synu” zależy. Zachowuje się tak przez Minako, ale w ogóle poza tym jest też wobec niego taki twardy, szorstki. Myślę czy to nie przez to, że chce, aby Isao wyszedł na ludzi- w sensie, żeby sam stał się twardszy, skoro ma być jego dziedzicem. Żeby tylko jakaś następna tragedia z tego nie wyszła 😉

    Tralalalala, tralalala… Kunzite zazdrosny 😀

  3. Świetny rozdział bardzo się cieszę że wróciłaś do tego opowiadania i mam cichą nadzieję na kontynuację. Bardzo lubię czytać twoje dzieła
    Ale niestety ostatnio mam bardzo mało czasu żeby wstawić choć mały ślad po swojej obecności, a wiem że to ważne dla autora tekstów, dlatego jeśli nie ma po mnie śladu to i tak na pewno przeczytałam dany rozdział czy opowiadanie. Postaram się jednak w miarę możliwości napisać choć krótkie zdanie 😉 pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s