Tysiąc łez. I

Opowiadanie w całości dedykowane Vanji, która wspominała, że chciała sobie poczytać moje wypociny o U&M. 😀

***

Usagi przeszył dreszcz lęku. Spojrzała na stojącego wysokiego mężczyznę o ognistych włosach, starając się zachować niewzruszoną minę.
– Wiesz przecież Jiro- kun, że nie mogę zapłacić Ci więcej -powiedziała cicho.
Mężczyzna z zakłopotaniem wzruszył ramionami.
– Przykro mi, ale nie prowadzę instytucji charytatywnej. Zresztą na wolnym rynku dostałbym za wynajem cztery razy więcej, niż liczę tobie.
Dziewczyna mechanicznie kiwnęła głową. Istotnie, chętni do wynajęcia takich ładnych domków na cichym osiedlu, w stolicy pchają się drzwiami i oknami. Mężczyzna zawahał się.
– Może mogłabyś poprosić bliskich o pomoc? Na przykład męża?
Usagi wstała i podjęła żałosną, nieprzekonującą próbę, by się uśmiechnąć. Wystarczyła wzmianka o człowieku, którego poślubiła, by całkowicie ją rozstroić. Jednak w żadnym wypadku nie mogła okazać słabości.
– To bardzo miło, że się o mnie martwisz, ale poradzę sobie sama.
– Ależ, Usagi…
– Proszę cię, Jiro- kun – przerwała mu, gdyż z zasady nie rozmawiała z nikim o mężu. -Mam tylko dwa wyjścia. Zacznę płacić wyższy czynsz albo przeprowadzę się do innego, tańszego mieszkania.
Wiedziała, że istnieje jeszcze trzecie rozwiązanie, które zasugerował całkiem niedwuznacznie, choć w typowo uprzejmy i zawoalowany sposób. Jednak nie zamierzała umawiać się z nim na randki, by móc nadal płacić niższy czynsz. W ogóle, odkąd odeszła od męża, nie interesowali jej inni mężczyźni. Jiro pożegnał się i wyszedł na dwór w słotną listopadową aurę. W tym samym momencie z ciasnej sypialni dobiegło kwilenie. Zajrzała tam cicho i wpatrzyła się w śpiącego synka. Miał już dziesięć miesięcy i dosłownie rósł w oczach. Odkopał kołdrę i mocno tulił do siebie pluszowego królika. Serce Usagi ścisnęło się z miłości i niepokoju. Gdybyż musiała się troszczyć tylko o siebie, niewątpliwie znalazłaby jakąś pracę i mieszkanie. Jednak dźwigała ciężar odpowiedzialności również za los syna, który był dla niej najważniejszą istotą na świecie. Przecież to nie jego wina, że urodził się w najmniej odpowiednim momencie i postawił ją w okropnie trudnej sytuacji. Przygryzła wargę. Wiedziała, że rada Jiro jest rozsądna, jednak ani on, ani nikt inny nie zna dokładnie jej położenia. Czy naprawdę ma schować do kieszeni swe przekonania i dumę i zwrócić się z prośbą o finansowe wsparcie do męża, z którym pozostaje w separacji? Czy należy jej się coś z mocy prawa? Wprawdzie mąż na pewno obecnie gardzi nią i nie chce jej widzieć, ale gdyby zażądała rozwodu, może zapewniłby jej przynajmniej skromną rekompensatę? Znużona potarła piekące oczy. To chyba jedyne wyjście. Nie miała odpowiednich kwalifikacji, by otrzymać jakąś przyzwoicie płatną posadę, a kiedy ostatnim razem podjęła pracę, lwią część mizernej pensji wydała na opiekunkę dla synka. Wówczas postanowiła sama wziąć się zawodowo do opieki nad dziećmi. Wydawało się to idealnym rozwiązaniem. Mogła zarabiać, robiąc to, co uwielbia, czyli zajmować się dzieciakami, a jednocześnie nie musiała powierzać ukochanego synka obcej osobie. Jednak ostatnio nawet ten sposób zarobkowania zawiódł, a Usagi straciła wszystkie dochody. Jak więc ma utrzymać siebie i małego, gdy jeszcze w dodatku Jiro podwyższył czynsz? Rozpłakałaby się, ale nie stać jej było na luksus daremnych łez. Drżącymi rękami wyjęła z szuflady małego stolika zniszczoną wizytówkę. Pod nazwiskiem widniały adresy i numery telefonów biur w Tokio, Hong Kongu i Nagoi.  Zabolała ją świadomość, że mąż bywa często w stolicy w swym luksusowym wieżowcu, a jednak ani razu nie raczył się z nią skontaktować. Chociaż właściwie to całkiem zrozumiałe, skoro już jej nie kocha ani nawet nie lubi. Pamiętała doskonale ostatnie słowa, jakie do niej wypowiedział lodowatym tonem: „Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj. Nie jesteś już moją żoną”. Mimo to potem jeszcze dwukrotnie próbowała się do niego dodzwonić i musiała przełknąć gorzkie upokorzenie, gdy odmawiał rozmowy z nią. Nie łudziła się, że tym razem będzie inaczej. Jednak musiała wciąż próbować. Była to winna swojemu synkowi. Jak każde dziecko, miał prawo do godziwego życia, które zapewniłyby mu pieniądze jego ojca. Usagi zadrżała i szczelniej otuliła się swetrem. W te chłodne i wilgotne listopadowe dni, żeby nie zmarznąć, wkładała na siebie kilka warstw ubrań. Jednak niebawem obudzi się Michio i będzie musiała włączyć ogrzewanie, co pochłonie resztkę jej skąpych oszczędności. Pomyślała posępnie, że nie ma wyjścia i musi podjąć kolejną próbę. Oblizała suche wargi i z mocno bijącym sercem wybrała numer.
– Słucham – odezwała się jakaś kobieta gładkim tonem.
Mąż stale jej powtarzał, że ich małżeństwo się rozpadło, gdyż nie potrafiła wywiązać się ze swojej części ślubnego kontraktu.
– Tak, słucham? – powtórzyła kobieta.
– Chciałabym…- urwała i odchrząknęła. – Eee… chciałabym się skontaktować z panem Chiba.
Zapadła krótka cisza, jakby sekretarkę zaszokowało, że jakaś speszona nieznajoma śmie się domagać rozmowy z samym wielkim bossem.
– Mogę spytać o pani nazwisko?
Dziewczyna wzięła głęboki oddech.
– Usagi… Chiba.
Kolejna chwila milczenia.
– A w jakiej sprawie pani dzwoni?
W głosie sekretarki nie było ani śladu respektu; poczuła się rozgoryczona i urażona.
– Jestem jego żoną – oznajmiła bez ogródek.
– Proszę zaczekać – rzuciła zaskoczona kobieta.
To czekanie dłużyło się w nieskończoność. Ćwiczyła w myśli powitalny zwrot: „Cześć, Mamoru- kun”, pragnąc, by zabrzmiał możliwie najbardziej beznamiętnie. Wreszcie sekretarka oznajmiła:
– Chiba- san jest na zebraniu i nie można mu przeszkadzać.
Usagi mocniej ścisnęła słuchawkę telefonu. Była pewna, że rozmowa tak się skończy, łzy cisnęły się do jej błękitnych oczu, gdy usłyszała słowa sekretarki:
– Obiecał, że kiedy tylko będzie wolny, skontaktuje się z panią.
Usagi zapragnęła wysłać go do diabła. Jednak nie mogła sobie pozwolić na luksus dumy. Podyktowała więc swój numer i odłożyła słuchawkę, a potem z kubkiem parującej herbaty w zziębniętych dłoniach wyjrzała przez kuchenne okno na mały ogródek. Na niewielkim trawniku i ścieżce tańczyły lekko wraz z wiatrem jesienne liście. Zamierzała w kącie działki zasadzić krzew białego jaśminu, aby pachniał w długie letnie wieczory. Lecz teraz wszystkie te plany obróciły się wniwecz. Jeżeli będzie zmuszona wyprowadzić się tej sielskiej okolicy, to gdzie będzie się bawił jej synek, kiedy już zacznie chodzić? Domy do wynajęcia nader rzadko miewają własne ogródki. W jej ponure rozmyślania wdarł się dzwonek telefonu. Pospiesznie podniosła słuchawkę żeby nie zbudzić synka.
– Słucham?
– Witaj, Usako.

Reklamy

12 thoughts on “Tysiąc łez. I

  1. No i zakończyłaś w takim momencie…A ciekawe dlaczego Mamoru tak potraktował Usagi, czyżby podejrzewał ją o zdradę? Wydaje się raczej uczciwą i dobrą dziewczyną, no ale zobaczymy co będzie dalej. Pozdrawiam i czekam na dalsze częsci. Marta

  2. Dziękuję bardzo 😀 Nawet nie wiesz jak się cieszę 😀
    Jestem ciekawa co się stało (chociaż pewne domysły mam 😉 ) I jak to wszystko się potoczy 😀 Mam nadzieję, że będzie zmierzać do szczęśliwego końca 😛 😛

  3. Słowa ,,wynoś się, nie jesteś już moją żoną” sugerują, że Usagi z grubej rury przyładowała 😛 Albo przynajmniej Mamoru tak myśli 😀 Jakaś zdrada czy coś 😛 Ale żeby nie było łatwo to Usagi sprawia wrażenie osóbki, która jest i była pod każdym względem uczciwa 🙂 Ehhh… No i nie wiem 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s