Światło księżyca. XIV

Kilka następnych godzin Minako i pani Izumi spędziły pracowicie, inwentaryzując złożone w graciarni rzeczy i pakując drobiazgi w pudła, oznaczone „do wykorzystania” i „do wyrzucenia”. W końcu Minako pożegnała swoją współpracownicę i z radością zajęła się próbkami tapet, materiałów obiciowych i farb. Miała już gotowe wstępne szkice każdego z pokojów na pierwszym piętrze, łącznie z wyborem kolorystyki i typu umeblowania, chciała więc jak najszybciej ustalić szczegóły.
Tuż po piątej Saitou wrócił ze służbowego spotkania. Dziewczyna usłyszała, jak wchodzi po schodach, i pospieszyła na podest na spotkanie, witając go pocałunkiem.
– Mógłbym się łatwo do tego przyzwyczaić. – Słowa wymknęły się niemal wbrew jego woli, ale w tym samym momencie zdał sobie sprawę, że choć banalne, są absolutnie prawdziwe. Jadąc do domu, z góry cieszył się na spotkanie z Minako. Wyobrażał sobie, jak ją przytula, jak rozmawiają, jak idą gdzieś na obiad, patrzą na siebie w świetle świec, a w końcu wracają do domu i kochają się nieśpiesznie przed snem. A więc, przemknęło mu przez głowę, w końcu i ciebie to dopadło.
Chciał nawet powiedzieć to na głos, ale w tej samej chwili wysunęła się z jego objęć i zaciągnęła do oglądania niezliczonych szkiców, próbek i zestawów kolorystycznych tłumacząc, jak ważną rolę odgrywa w tym właściwe oświetlenie wnętrz. I choć mało co z jej słów do niego docierało, udawał zainteresowanie, bo jej entuzjazm zawsze go fascynował.
– Zamówię żaluzje i tapeciarzy, no i wyślę jutro meble do odnowienia. Musisz tylko zaakceptować tę tapetę w fioletowe słonie – zakończyła.
– W fioletowe słonie?
– Sprawdzałam cię – wyjaśniła. – Wydawało mi się, że w ogóle nie słuchasz tego, co mówię.
– Chcesz, żebym wyraził zgodę na wezwanie tapeciarzy. Gdzie mam podpisać, że się zgadzam?
– Byłoby miło, gdybyś spojrzał na to, co podpisujesz.
– Przepraszam, jestem trochę nieprzytomny – powiedział, dodając w myśli: i wolę patrzeć na ciebie. – Możesz powtórzyć?
Tym razem wysłuchał i spojrzał, co podpisuje. A potem posadził ją sobie na kolanach, pocałował w nos i oświadczył:
– Jutro możesz sobie wezwać całą armię tapeciarzy, a teraz powiedz, gdzie chciałabyś pójść na kolację.
– Saitou… – wyraźnie zesztywniała.
– Nie znoszę, gdy wymawiasz moje imię takim tonem.
– Słuchaj, bądź poważny.
– Kiedy używasz tego tonu, to brzmi, jakby heroldzi trąbami anonsowali nieprzyjemne wiadomości.
Spojrzała na niego z uporem w oczach.
– No, wyduś to z siebie! – zażądał.
– Nie wiem, czy powinniśmy tak się nawzajem… monopolizować.
– Kiedy jestem z tobą, czuję wiele rzeczy, ale na pewno nie czuję się zmonopolizowany.
– To, że jesteśmy…
– Kochankami?
– … razem i mieszkamy pod jednym dachem, nie znaczy, że musisz czuć się odpowiedzialny za każdą minutę mojego życia i każdy posiłek.
Saitou spochmurniał, ale po chwili jego twarz rozjaśnił wyzywający uśmiech.
– A jeśli ci powiem, że o niczym nie marzę tak bardzo, jak o tym, żeby zabrać cię do jakiejś fantastycznej knajpki, trzymać za rękę i przyglądać się, jak światło świec tańczy w twoich oczach?
Minako poczuła, jak oblewa ją fala czułości. Czy kobieta może patrzeć w takie oczy i nie dać się skusić?
– No to jesteśmy umówieni.
– Na pewno nie miałaś innych planów? – żartował. – Nie chciałbym cię monopolizować.
– Miałam tylko zamiar odwiedzić bibliotekę publiczną. Dziś zamykają później, czyli o siódmej, zamiast o piątej.
– No proszę, aż o siódmej! Czy potrzebujesz jakiejś konkretnej książki, czy po prostu nie masz co czytać?
– Nie, to nie o to chodzi. Chciałam tylko dowiedzieć się czegoś o twojej rodzinie.
– Jeśli chcesz, możemy wpaść tam po drodze.
– Nie – powiedziała z nagłym zdecydowaniem. – To może poczekać. – Oparła ręce na jego ramionach i spojrzała mu w oczy. – Nagle uświadomiłam sobie, że dziś wieczór nie chcę myśleć o śmierci, sekretach czy zjawach… – wtuliła się w tors Saitou, pytając: -A jeśli to wszystko prawda i rzeczywiście słyszałam duchy, to co mam z tym zrobić?
– Najpierw masz pójść na kolację z fantastycznym facetem, który cię uwielbia, a potem na jakiś bezsensowny film, na którym zapomnisz o duchach, mojej rodzinie i tajemnicach sprzed stu lat.
– Nie znam żadnych fantastycznych facetów – przekomarzała się.
– Czyli będziesz musiała zadowolić się mną.
– Jakoś przeżyję.
A ja mógłbym przeżyć z tobą całe życie, pomyślał Saitou.

***

Codzienne, zwyczajne problemy związane z renowacją tak zaprzątały Minako w ciągu następnych dni, że nie miała czasu myśleć o tym, co słyszała – bądź nie- tamtego wieczora. A w nocy był Saitou. Kiedy wracał wspólnie gotowi. Toczyli długie rozmowy. Oglądali razem filmy. Minako zaczęła czytać książki o duchach i wierzeniach ludowych, a Saitou książkę typu science fiction. I kochali się: czasem powoli, czasem gwałtownie, czasem żartobliwie.
Któregoś wieczoru leżała z głową na piersi Saaitou.
– Ile masz lat?
– Dwadzieścia dziewięć, a co?
– Tak tylko pytam. Masz tyle energii.
– Mam nadzieję, że to komplement.
– I owszem. Myślałam o Kuniko i Oba. Kuniko w chwili śmierci była ledwo dzieckiem. A Oba po trzydziestce. Nie mógł być tak energiczny jak ty.
– Ten facet umarł w wieku stu trzech lat. Wiesz mi był bardzo rześkim trzydziestolatkiem.
– Ale trzydzieści lat w roku 1890 to trochę co innego niż teraz. Kiedy ja miałam szesnaście, grałam Julię w szkolnym przedstawieniu „Romea i Julii”. To było okropne.
– Nie sądzę – parsknął śmiechem. – Mogę sobie ciebie wyobrazić w roli Julii.
– Czemu się ze mnie wyśmiewasz?
– Nie z ciebie, a z nieuchronności tego wszystkiego.
– Nieuchronności?
– No, wiesz: ty, Tokio, Szekspir. W mojej szkole wystawialiśmy „Hamleta”.
– Brałeś udział?
– Nie – zachichotał.
– Wydaje mi się, że to było tak dawno. Od tego czasu tyle się zdarzyło… Studia, podróż do Anglii…
– No jasne. Żadna szanująca się studentka historii sztuki nie może obejść się bez podróży do Europy.
– To była klasa turystyczna. W dodatku musiałam zaharowywać się na śmierć, żeby na to zarobić.
– W jakimś muzeum.
– W muzeum jest mnóstwo ciężkiej pracy. Ale odbiegliśmy od tematu. Chodziło mi o to, że nie wyobrażam sobie, jak to jest, gdy wychodzi się za mąż w wieku lat szesnastu. Dziś byłabym już mężatką z dziesięcioletnim stażem! Nie wyobrażam sobie także, jak to jest spotykać się w wieku szesnastu lat z trzydziestolatkiem, a co dopiero pójść z nim do łóżka.
– Wszyscy twierdzili, że stanowili z Oba dobraną parę.
– Nie chodzi mi o to, że uwierzyłam w jej zdrady. Z dziennika widać, że była mu oddana, bardzo go kochała, ale można się zorientować, iż traktował ją trochę po ojcowsku. Podsuwał jej lekturę, zachęcał do pisania dziennika – zupełnie jak ojciec.
– Biorąc pod uwagę sporą różnicę wieku, to nic dziwnego.
– Tak. Ale musiała sobie wyobrażać… Wiesz odebrano jej wolność. Oba pragnął dziedzica. Może to był jeden z powodów jego nagłych oświadczyn?
– Mógł oświadczyć się komu chciał przez te wszystkie lata. On się w Kuniko po prostu zakochał od pierwszego wejrzenia.
Minako uniosła głowę.
– Dawniej mówiłeś, że to była żądza od pierwszego wejrzenia.
– Dawniej nie wiedziałem, co kobieta może zrobić z mężczyzną. Popatrz, jak szybko zakochałem się w tobie, a mam dwadzieścia dziewięć lat.
Minako poczuła, że zaschło jej w gardle.
– Miłość?
– Czyżbym nigdy o tym nie wspominał?
– Nie o… miłości.
– Dla mnie to też nowina.
– Saitou!
– Minako- chan, wiesz, że nie znoszę, gdy wymawiasz moje imię tym tonem.
– Ale… miłość?
– Chyba już kiedyś słyszałaś to słowo, Minako- chan? To takie uczucie, które w magiczny sposób wiąże ze sobą kobietę i mężczyznę. To także tańczenie walca o trzeciej nad ranem. To trzymanie kobiety w ramionach z pełną świadomością, że to jest jej miejsce. A kiedy mężczyzna mówi kobiecie, że ją kocha, to ona powinna wymówić jego imię głosem jak westchnienie, a nie jakby wzywała go na fotel dentystyczny.
Twarz Saitou była tak blisko, że nie widziała wyraźnie jej rysów.
– Ja… – zaczęła, ale nie dokończyła myśli.
– Zobaczmy, czy uda mi się zmiękczyć sposób, w jaki wymawiasz moje imię.
Całował ją, aż zaczęło jej się kręcić w głowie. Gdy się w końcu od niej oderwał, jego oczy mówiły o uwielbieniu.
– Powiedz moje imię – prosił.
– Zawsze dostajesz, czego chcesz?
– Uparta dziewczyna! Powiedz moje imię tak, jak chcę je usłyszeć.
Jej następną próbę uciszył pocałunek, ale gdy w końcu oderwał usta od jej warg, powiedziała jego imię jak pieszczotliwe słowo. Jego odpowiedź znów rozpłynęła się w pocałunku:
– Kocham cię…

Reklamy

8 thoughts on “Światło księżyca. XIV

  1. Kyaaa~~
    Słodko 😀 Uroczo, czule 😀 Aż miło się czyta takie rozdziały 😀 No i padły te DUŻE SŁOWA 😀 Mam nadzieję, że Minako się nie wystraszy 😀

    Też nie wyobrażam sobie małżeństwa w wieku 16 lat, chociaż z drugiej strony zawsze uważałam, że żyję w nieodpowiednich dla siebie czasach i powinnam żyć w XVIII czy XIX wieku ^^ Wtedy miałabym już męża i dzieci, a tak nie mam nic =.= niestety jest to przygnębiające totalnie… Dlatego lubię czytać romanse i Twoje rozdziały w takim stylu jak ten…

  2. Boziuuuuuuuuu, jaki ten Kunkun….rany, normalnie muahhhhhhh

    Nie, kobieta nie może patrzeć w takie oczy i NIE dać się skusić 😛

    Ja bym tam uważając, że mam ducha w domu książek o nich chyba nie czytała 😛 Jeszcze większego strachu bym się najadła, a tak to można przynajmniej udawać głupa 😛

  3. Świetny rozdział zresztą jak zawsze w twoim przypadku. Cieszę się że wróciłaś też do swojego starszego opowiadania mam nadzieję że będziesz je kontynuować. Pozdrawiam cieplutko

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s