Światło księżyca. XV

– Jeśli cokolwiek usłyszysz, po prostu naciśnij ten guzik – powiedział.
– Wiem, jak obsługiwać dyktafon – obruszyła się Minako.
Saitou przyciągnął ją lekko do siebie.
– Dlaczego, zostawiam cię samą w domu?!
– Bo jedziesz na zebranie Izby Handlowej.
– Mogą się beze mnie obejść.
– Nie mogą. I przestań się o mnie martwić. Od tygodnia nic nie słyszeliśmy. Może zamilkły na następne sto lat.
– A może pojedziesz ze mną?
– Nic z tego. Mówiłeś, że te zebrania są śmiertelnie nudne, więc wolę już zostać z duchami.
– Nie musisz iść na zebranie, możesz sobie po prostu posiedzieć u Chino- san.
– Nie mam ochoty. Miałam męczący dzień i cieszę się na spokojny wieczór w domu.
– Miejmy nadzieję, że naprawdę będzie spokojny.
– Jeśli Oba i Kuniko znowu postanowią trochę potańczyć, to wiem już, czego się spodziewać. A kiedy wrócisz, odtworzę ci wszystko.
Saitou nie wyglądał na uspokojonego.
– Wszystko będzie w porządku – zapewniła go. – Przestań trząść się nade mną jak wiktoriański ojciec i zmykaj na zebranie.
Minako westchnęła z ulgą, gdy samochód zniknął jej z oczu. Czuła się co prawda nieco niepewnie, ale z drugiej strony cieszyła się na kilka godzin spędzonych w samotności. Dzień był rzeczywiście męczący, pogoda popsuła się, a co więcej, miesięczna niedyspozycja nie sprzyjała dobremu samopoczuciu. Z niechęcią myślała, że trzeba będzie poinformować o tym Saitou.
Trudno było uwierzyć, że znała go tak krótko. Zaledwie trzy tygodnie temu jechała na południe, ciesząc się, że zostawia za sobą stolicę, czekając z niecierpliwością na pracę w Hikaru Mun. Trzy tygodnie temu nie spodziewała się, że będzie tu mieszkać, że spotka na swojej drodze duchy, że będzie miała romans z Saitou. Trzy tygodnie, pomyślała, Padając na łóżko i zastanawiając się ponuro, gdzie będzie za następne trzy tygodnie. Saitou wprawdzie wyznał, że ją kocha, ale nie rozmawiali o przyszłości wybiegającej poza skończenie robót. Może on wyznaje miłość każdej kobiecie, którą pozna bliżej?
Artemis wskoczył na łóżko.
– Cześć, Arti. – wyciągnęła rękę, by pogłaskać kota.  Rozłożył się na łóżku, brzuchem do góry, poddając się pieszczocie. – Ostatnio rzadko nam się zdarzało tak leżeć, co? Wyrzucono cię z łóżka, biedaczku.
Wyglądało jednak na to, że Artemis nie ma pretensji. Po chwili mruczenie przeszło w ciche pochrapywanie. Minako też się chyba zdrzemnęła, gdy nagle ocknęła się na dźwięk groźnego syczenia.
– O co chodzi, mały? – spytała, ale już sama wiedziała.
W ciągu całego swego kociego życia Artemis tylko parę razy wydał z siebie taki dźwięk – i tylko w tym domu. Wstała, by włączyć dyktafon. Jakby naciśnięcie klawisza pobudziło muzykę do życia, ze ściany zaczęła spływać melodia. Minako wróciła do łóżka i objęła poduszkę, czekając na śmiech i walc. W końcu, zgodnie z oczekiwaniami, muzyka ucichła, a na jej miejsce pojawiły się zdyszane oddechy i miłosne odgłosy. Wydawało się, że jest na to przygotowana, ale i tak czuła, jak krew zaczyna dudnić jej w skroniach, jak coraz trudniej jej oddychać, jak coraz silniej ściska poduszkę. Głośny okrzyk spełnionej namiętności zastąpiła groźna cisza. Dziewczyna zaczerpnęła powietrza. Po chwili zapanowała zupełna cisza, uspokajająca przez swoją normalność. Dzięki temu była w stanie się poruszyć, wstać i wyłączyć dyktafon, żałując, że nie stać ją na sprawdzenie nagrania. Właśnie zaczęła się odprężać, gdy dobiegł nowy dźwięk –przeszywający, pełen przerażenia krzyk. Minako jak sparaliżowana wysłuchała błagań i histerycznych próśb, gwałtownej szamotaniny ciał i rzucania się walczącego o oddech człowieka. Gdyby mogła, włączyłaby sprzęt, ale nie była w stanie ruszyć ręką. Stała tylko obok, mając wrażenie, że ktoś przycisnął jej pierś ciężkim kowadłem. Dzwonek telefonu spowodował, że podskoczyła przerażona. Wszelkie dźwięki nagle zamarły, zostawiając za sobą niemal namacalną ciszę – ciszę przesyconą zapachem lawendy. Zanim telefon zadzwonił po raz drugi, minęła wieczność. Minako chwyciła słuchawkę, zbyt roztrzęsiona, by coś powiedzieć.
– Minako- chan? – Saitou był wyraźnie zaniepokojony.
– Pachnie lawendą – powiedziała nieprzytomnie.
– Zaraz tam będę.
Gdy osiem minut później wbiegł po schodach na górę, Minako wciąż stała przy łóżku ze słuchawką w dłoni. Wyjął ją z jej zaciśniętej pięści i przyciągnął dziewczynę do siebie. Wzdychając, objęła go w pasie i przywarła do niego z całej siły. Saitou wymyślał sobie od ostatnich kretynów za zostawienie jej samej. Przytulał ją mocno i dopiero po kilku minutach zapytał:
– Chcesz mi o tym opowiedzieć?
– Tak samo jak przedtem – powiedziała. – Tylko… więcej. Gorzej.
– Masz to nagrane?
– Dyktafon był włączony. Nie sprawdzałam, czy coś się nagrało.
– Czy czujesz się już na siłach, by tego wysłuchać?
Uniosła głowę i przytaknęła. Gdy włączył odtwarzanie, początkowo nic nie było słychać. Minako wstrzymała oddech, mając nadzieję, że cokolwiek się nagrało. Nagle rozległy się znajome dźwięki walca. Saitou zbladł. Przeczesał palcami włosy, zakrył dłońmi twarz. Nie wiedział, czego się właściwie spodziewał, ale w każdym razie czegoś bardziej nieuchwytnego, tajemniczego… nie tak dosłownego. Natychmiast wyczuł podobieństwo do swoich przeżyć, gdy razem z Minako słuchali piosenki, śmiali się, tańczyli i całowali. „Uczucia były te same”, powiedziała wówczas, zaś teraz zrozumiał, o co jej chodziło. Gdy walc ustąpił miejsca odgłosom kochania się, spojrzał na Minako. Leżała zwinięta w kłębek na łóżku, z głową przykrytą poduszką.  Wysłuchał taśmy do końca, a potem usiadł przy dziewczynie i delikatnie zdjął poduszkę.
– Czy teraz mi wierzysz? – spytała cicho.
– Nigdy nie wątpiłem w twoje słowa – zapewnił ją.
– Tym razem było więcej. Właśnie wyłączyłam magnetofon, gdy usłyszałam krzyk… – Zarzuciła mu ręce na szyję. – Och, Sai- chan, on ją chyba zabił.
– Oba nie skrzywdziłby Kuniko.
– Może to nie był Oba- san.
– Przestań Minako.
Odsunęła się, by spojrzeć mu w twarz.
– Skąd ta pewność?
– Mój pradziadek także szalał za nią.
– Skąd ta pewność? Nie jesteś obiektywny i nie wiesz co zazdrość może zrobić z człowiekiem.
– A może to nie Kuniko i Oba? – rozważał. – Może to jakaś zupełnie inna para?
Minako zastanowiła się.
– Ale to ich sypialnia, jego dom.
– Kuniko nie mogła być zamordowana tutaj, skoro nie znaleziono jej rzeczy, ani walizki. Ludzie mówili, że widzieli ją na dworcu.
– Ale duchy nawiedzają miejsce śmierci.
– Może nie wszystkie duchy postępują zgodnie z podręcznikiem! – zaprotestował, najwyraźniej zdenerwowany. – Cholera! To wszystko nie ma sensu.
– Duchy nie mają sensu – zauważyła trzeźwo. – Szkoda, że nie poszłam tam, może bym coś zauważyła… cokolwiek. Ale nie byłam w stanie się ruszyć.
– Chodźmy tam teraz – zaproponował.
– Ostatnim razem, kiedy byli tu policjanci, nie było żadnych śladów – powiedziała. – Ale tym razem słychać było walkę. Może…
Pokój był jednak w porządku: ramię gramofonu spoczywało na miejscu, płyty były starannie uporządkowane, wszystko jak przedtem. Saitou stanął pośrodku pokoju i powoli przyjrzał się podłodze, ścianom i kopule.
– Jak coś może robić tyle hałasu i nie poruszyć nawet drobinki kurzu? – spytał z niedowierzaniem.
Minako potrząsnęła głową. Nie potrafiła ubrać w słowa swoich uczuć, wrażeń, intuicji. Jak ona sama tydzień wcześniej, teraz on przeszukał pokój, usiłując znaleźć mikrofon, przewody – cokolwiek, co wyjaśniłoby nagrane na taśmę dźwięki. Nie znajdując niczego, zwrócił się do dziewczyny po pociechę.
– Chodźmy na spacer. Ucieknijmy na chwilę z tego domu.
Nie poszli daleko – tylko kilka przecznic, maszerując szybko, by nie zmarznąć.
– Czy chcesz wyprowadzić się? – spytał.
Minako spojrzała na niego spod oka.
– Znowu próbujesz się mnie pozbyć?
– Nie ma powodu, żebyś musiała być na to narażona. Znajdziemy ci gdzieś pokój.
– A ty?
– Dom należy do mnie.
– Więc zostajesz.
– Nie tak łatwo mnie wystraszyć.
– A uważasz, że mnie tak?
– Duchy – jeśli to duchy – to mój problem, nie twój.
Zatrzymała się gwałtownie.
– Ale to dla mnie urządzają przedstawienie, co sprawia, że stają się także moim problemem.
Noc była ciemna i mglista, a latarnie uliczne nie rozpraszały mroku. Minako była jedynie jaśniejszą plamą w ciemności. Podniosła głowę, by spojrzeć w jego oczy.
– Czy chcesz, bym się wyniosła? – spytała cicho.
– Nie. Ale nie chcę też, byś była zdenerwowana i przestraszona.
– Nie będę zwiewać! – zaprotestowała zdecydowanie.
– Jeśli coś ci się stanie…
– Dałeś mi wybór, więc tylko ja odpowiadam za moją decyzję.
– To nie takie proste. Jednak czuję się za ciebie odpowiedzialny.
– Ach, opiekuńcze, męskie poczucie własności? – spytała, kładąc mu ręce na ramionach.
– Nie, po prostu zakochany mężczyzna, który boi się o bezpieczeństwo swojej ukochanej.
– Saitou!
– Och, wiesz, że nie znoszę, kiedy wymawiasz moje imię tym tonem! Hej, chyba ci zimno. – Ujął jej ręce i wsunął sobie pod kurtkę. – Czemu nic nie powiedziałaś? Wracajmy do domu.
Po powrocie przygotowali sobie gorącą czekoladę i wypili w pokoju Saitou, oglądając końcówkę wieczornego wydania wiadomości.
– Jutro pójdę do biblioteki – oświadczyła podczas przerwy na reklamy. – Najwyższy czas znaleźć coś więcej o rodzinie Mihashi.
– Ty naprawdę uważasz, że Kuniko zmarła w tym domu?
– Dziś wieczór słyszałam, jak umiera.
Saitou wyciągnął do niej ramiona. Odstawiła kubek i ukryła się w jego objęciach.
– Możesz dalej oglądać. Wszystko w porządku.
Niemal usnęła w błogim cieple jego ramion, gdy poczuła pocałunki na twarzy i we włosach. Cisza powiedziała jej, że wyłączył telewizor.
– Chodźmy do łóżka – szepnął, całując jej usta.
Zawahała się.
– Musimy o tym porozmawiać… – przerwała, widząc pytający wyraz jego twarzy. – Na kilka dni jestem wyłączona z… No, wiesz… babskie sprawy.
– Czy uważasz, że chcę cię mieć obok tylko dla seksu?
– Nie będzie ci przeszkadzać, że możesz mnie tylko obejmować?
– Przeszkadzać? Kocham, kiedy jesteś blisko. Nie jestem takim nieczułym gburem, za jakiego mnie masz. – I chciałbym, żebyś wreszcie w to uwierzyła, dodał w myśli.
– Nie chodziło mi o to, że jesteś nieczuły, tylko uznałam, że powinnam cię ostrzec.
– Po tym, co przeżyłaś dziś wieczór, na pewno przyda ci się porządny wypoczynek. I nawet w innych okolicznościach pewnie nie bylibyśmy w nastroju.
– Mów za siebie – westchnęła. Ona sama nie miałaby nic przeciwko dawce zapomnienia.
– Powiedziałem tak tylko, żebyś się lepiej poczuła. Wiesz przecież, że z tobą zawsze jestem w nastroju.
– Ty diable! – przekomarzała się, ale przyszło jej do głowy, że Saitou z jej powodu powiedział sporo niewinnych kłamstewek. Jak wtedy, gdy przyszła Izumi- san. Najwyraźniej prawda w ujęciu tego mężczyzny bywała dość giętka – Ale masz rację. Chyba obojgu nam się przyda spokojnie przespana noc.
Nie udało im się jednak przespać tej nocy bez kłopotów. Saitou obudził ją, rzucając się we śnie i tak jak przedtem wołając ze szlochem:
– Kuni- chan! Och, Kuni- chan dlaczego?
Obudziła go. Przez chwilę patrzył na nią pustym wzrokiem, potem opadł z powrotem na poduszkę, pociągając ją za sobą, tuląc się do niej rozpaczliwie.
– Znowu ci się to śniło – powiedziała. – Czy tym razem coś pamiętasz?
– Nie. Czuję tylko… pustkę. – Oddychał ciężko.
– Wzywałeś kogoś imieniem Kuni.
– Kuniko?
– Dwa razy miałeś ten sen, za każdym razem po… odwiedzinach.
Saitou milczał przez dłuższy czas.
– Oczywiście nigdy jej nie poznałem, ale ona sama i jej życie są częścią mojej rodziny. Trudno mi przyjąć, że wszystko co zasłyszałem było kłamstwem, a jeśli tak to była niesłusznie oczerniania.
– Sekrety rodzinne najczęściej są głęboko ukryte.
– To więcej niż sekrety, czy tajemnice. Ona jest częścią rodziną, prababcią mojej siostry ciotecznej.
– Nawet jeśli nie wszystko zdarzyło się dokładnie tak, jak ci opowiedziano, to i tak pewnie nigdy nie dowiemy się prawdy – powiedziała Minako.
– Nie wiem, czy lepiej się dowiedzieć czy nie.
W ciemnościach nie widziała jego twarzy, ale wyczuła niepewność. Po dłuższej przerwie spytała:
– Czy myślisz, że Oba i Kihara używali takiego samego mydła do golenia, co nasi dziadkowie?
– Nie mam pojęcia, bo co?
– Bo czułam je dzisiaj w sypialni, pomieszane z lawendą.
– Może ode mnie?
– Nie, od ciebie czuję je tylko wtedy, gdy jestem bardzo blisko, a wtedy byłeś po drugiej stronie pokoju.
Saitou zamyślił się.
– Moja prababcia dała pradziadkowi to mydło w porcelanowej mydelniczce.
Ale Kihara nie był mężem Kuniko, pomyślała Minako. Nie powiedziała jednak tego głośno, bo Saitou był i tak wystarczająco zdenerwowany.
– Minako- chan? – szepnął.– Pytałaś, czy nie będzie mi przeszkadzać, że mogę cię tylko obejmować. Nie jestem pewien, kto tu kogo obejmuje i uspokaja.
– A czy to ma jakieś znaczenie?
– Znaczenie ma tylko to, że tu jesteś – stwierdził, przytulając ją mocniej.– Tylko to.

Reklamy

5 thoughts on “Światło księżyca. XV

  1. i kolejny rozdział jest pełen emocji 🙂 uwielbiam to opko z każdym kolejnym rozdziałem czyta się go z co raz większym zapartym tchem 🙂 no i widać że tajemnica z przeszłości co raz bardziej zaczyna się ujawniać tylko dla czego w tedy gdy Mina sama jest w domu ? czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i pozdrawiam 🙂

  2. Niech Mina w końcu uwierzy, że on naprawdę jest w nowej sytuacji i jest zakochany ^^

    No i naprawdę tyle emocji, że łohoho! Ech te babskie sprawy… Współczuję Minako, nic przyjemnego xD

    No i w końcu kolejne „wspomnienie” się ujawniło, ciekawe co następne?

    Na więcej mnie nie stać w komentarzy, bom chora no ale dobre i to 😉

      1. Pracuję w przedszkolu – od 3 tygodni nie umiem się porządnie wyleczyć, bo dzieci non stop chodzą z tymi swoimi zarazkami, co po mnie widać, moja odporność leży i kwiczy, a ja choruję… Weekend w weekend siedzę w domu i się leczę – nawet nie mogę wyjść ze znajomymi czy na zakupy, bo muszę się kurować =.=

  3. Świetnie piszesz. cieszę się ze on w końcu też był w stanie to usłyszeć. Szkoda tylko że nie słyszał tego osobiście a z nagrania. Ale być może w następnym rozdziale? Będę oczywiście czekała z niecierpliwością na kolejną część . Oczywiście na twoje inne dzieła również czekam;-) ja czytam na bieżąco twoje wstawki ale komentarze niestety piszę z opóźnieniem 😉 pozdrawiam cieplutko

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s