Zbyt późno.V

Minął prawie miesiąc, czyli cztery pełne napięcia tygodnie, podczas których niejednokrotnie myślała, że źle zinterpretowała ostatnie słowa Saitou. Dopiero dzisiaj, wróciwszy z dwugodzinnego spaceru po wybiegu, otrzymała od swojej agentki telefon z wiadomością, że firma Ina Cosmetics proponuje jej ciekawy kontrakt. Ina Cosmetics to był Saitou Sekine. Minako znała wszystkie jego przedsiębiorstwa, jak również te, w których był udziałowcem. Propozycja Ina Cosmetics, by zgodziła się reprezentować tę firmę i reklamować jej wyroby, jakkolwiek wpłynęła drogą pośrednią przez biuro marketingu, musiała mieć swojego pomysłodawcę właśnie w Saitou. Mimo nacisku ze strony agentki, która zwracała uwagę na proponowaną sumę – zaiste, bajeczną! – odrzuciła ofertę. Nawet nie pytała o detale. Był to kontrakt, o jakim marzą wszystkie modelki, a jaki udaje się podpisać tylko nielicznym, najlepszym. Nic więc dziwnego, że Hitomo zachodziła w głowę, dlaczego Boska, zawsze posłuszna jej w sprawach organizowania pracy i dochodów, tym razem postawiła  swoje weto. Nie mogła oczywiście znać prawdziwej przyczyny. Dla Minako oferta ta była klasycznym przykładem przynęty, przy czym determinacja łowcy, by złapać upatrzoną zwierzynę, posunęła się tu nawet do tego, że firma Ina Cosmetics przyjmowała do wiadomości jej aktualne zobowiązania i nie żądała wyłączności. Z powodu swej negatywnej decyzji nie odczuwała żadnych wyrzutów sumienia ani spóźnionych wahań, jakkolwiek sama oferta wprawiła ją w stan podniecenia. Była sygnałem, że Saitou nie mógł o niej zapomnieć, i że tkwi w jego sercu jak cierń. Wystarczyło więc teraz uzbroić się w cierpliwość i spokojnie czekać na rozwój wypadków. Mijały dni, a ona, wciąż chciwym wzrokiem przeglądała ogłoszenia prasowe w poszukiwaniu zawiadomienia o zbliżającym się ślubie Misako i Saitou. Owszem, ogłoszeń tego typu było mnóstwo, ale żadne nie było tym poszukiwanym. Nasuwały się w związku z tym dwa wytłumaczenia. Albo tamta kobieta poszła po rozum do głowy i rozmyśliła się, albo Saitou wahał się z podjęciem decyzji. Minako skłaniała się ku tej drugiej wersji.
-No i co powiesz, Arti? – zwracała się od czasu do czasu do swego czworonożnego przyjaciela.- Ten łotr jakoś nie może ułożyć sobie życia. Zamiast myśleć o ślubie, pewnie się wścieka, że odrzuciłam ofertę. Artemis odpowiadał już to mruknięciem, już to zmrużeniem oczu albo rozkosznym przeciągnięciem się. W każdym razie zdawał się rozumieć wszystko, do najdrobniejszych szczegółów.

***

– Wróć do tej sprawy i zaproponuj jej więcej pieniędzy – powiedział ponuro Saitou do swego sekretarza.
– Już to zrobiłem – odparł Shun, wzruszając ramionami. -Nadmieniłem wyraźnie, że finansowa strona kontraktu jest do negocjacji, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Na to jej agentka niedwuznacznie dała do zrozumienia, że nie robi to najmniejszej różnicy. Przyznaję, że niewiele wiem o tym światku modelek, ale moim zdaniem nasza propozycja zapłaty już znacznie przekroczyła wartość ewentualnej usługi.
– Masz rację – uciął chłodno białowłosy.- To zagadnienie jest ci całkowicie obce.
Do jasnej cholery! Co ona w ogóle sobie myśli, odrzucając ofertę Ina Cosmetics? Nawet nie poprosiła o czas do namysłu, tylko powiedziała swoje „nie” natychmiast, jakby je miała z góry przygotowane, a przecież wchodziły w grę takie pieniądze, że trzeba było prawdziwych bojów, by zaakceptowała je rada nadzorcza. W ostatnim miesiącu starał się trzymać od Minako jak najdalej. Z Tokio udał się do Hong Kongu, gdzie jak co roku zasiadł do ruletki. Tym razem szczęście mu nie dopisało. Stracił poważną sumę. Podobnie było na innych polach jego aktywności. Sukcesy w interesach, z których już zdążył zasłynąć i których mu zazdroszczono, zmieniły się wskutek jakiegoś ukrytego fatalizmu w porażki lub żenujące remisy. Co najdziwniejsze, on wcale się tym nie przejmował, jakby rzecz dotyczyła kogoś innego. Również nie wziął sobie do serca, że te wszystkie piękne i eleganckie kobiety, blondynki, rude i brunetki, które od lat uprzyjemniały mu wolny czas, nagle zaczęły przesuwać się przed nim niczym w sennym korowodzie. Żadna nie wzbudzała jego namiętności. Stały się aseksualne i podobne do manekinów z wystaw sklepowych. Za dnia i w ciągu nocy, w samochodzie i za biurkiem, w samotności i w towarzystwie prześladowały go wielkie błękitne oczy Minako. O jednej tylko rzeczy w tym koszmarnym miesiącu wolno mu było powiedzieć, że się udała. Pogodził się z matką. Poleciał do niej, aby zobaczyć swoją siostrzenicę, a nawet obiecał, że pojawi się na świątecznym przyjęciu.
Jednak, a propo drugiego problemu oraz ku wielkiemu rozczarowaniu wuja, Isao odmówił wszelkiej odpowiedzi na pytanie, czy zerwał swoje stosunki z modelką. Co prawda, w gazetach nie pojawiały się już zdjęcia ich obojga, ale nie sposób było interpretować tego jako niezbitego dowodu zerwania. Chłopak zapewne rozumiał, że chwiejne zawieszenie broni z babką wymaga szczególnego taktu z jego strony i mógł spotykać się z Minako przy zachowaniu wszelkich możliwych środków ostrożności. Zdarzało się, że przyłapywał się na pragnieniu uduszenia siostrzeńca. Tak czy inaczej miał poczucie, że stracił kontrolę nad swoim życiem. Znał powód tego stanu rzeczy. Była nim duchowo-zmysłowa obsesja na punkcie Minako. W końcu doszedł do wniosku, że tylko widzenie się z nią może go od niej uwolnić. Pewnego dnia, niczym prawdziwy dar niebios, doszła go wiadomość, że Ina Cosmetics, firma, w której, był poważnym udziałowcem, potrzebuje znanej i pięknej twarzy do zareklamowania nowej serii kosmetyków. Natychmiast pomyślał o niej. Oto nadarzała się sposobność widywania się z nią pod całkiem neutralnym pretekstem kontaktów zawodowych. Nie było najmniejszych problemów z dowiedzeniem się, że nie wiąże jej żaden inny kontrakt tego typu i na podobną skalę. Kiedy zaś zaproponował na zebraniu zarządu firmy swoją kandydatkę, przyjęta została jednogłośnie, a nawet wręcz entuzjastycznie. Jedynym głosem sprzeciwu okazał się głos samej Boskiej! Otrzymawszy wiadomość o jej odmowie, wpadł we wściekłość. Wiedział, że ośmiesza się przed sekretarzem, proponując zwiększenie sumy, ale dawno już przestał myśleć w kategoriach rachunku ekonomicznego. Stracił orientację, a wraz z nią pewność, jakie powinno być następne posunięcie. Znajdował się w stanie kompletnej rozterki. To go jeszcze bardziej rozwścieczyło.
Gwałtownie wstał z fotela.
– Biorę to na siebie, Shun- san. I tylko nie dopatruj się w tym krytyki twoich starań. Po prostu kiedyś poznałem tę panią osobiście. Może da mi to większą siłę przebicia. W każdym razie bezpośredni kontakt na pewno coś wyjaśni.
Przede wszystkim ciekaw był jednej rzeczy, a mianowicie, czy Minako odrzucając propozycję wiedziała, kto kryje się za firmą Ina Cosmetics? Czy jej odmowę podyktowały względy osobiste, czy też jakieś obiektywne uwarunkowania?

***

Na przyniesioną przez Hitomo wiadomość, że zarząd Ina Cosmetics zaprasza ją na rozmowę, pozostała głucha i obojętna. Stanowiło to bowiem kolejny dowód, że Saitou nie zrezygnował z zastawiania sieci. Nie miała zamiaru przyjmować żadnych jego warunków, choćby i najbardziej wspaniałomyślnych. Zamierzała natomiast w najbliższej przyszłości sama postawić mu warunki. Agentka jednak uparcie nalegała, argumentując, że zgoda na tego rodzaju spotkanie nie może być w żadnym sensie zobowiązująca, i w końcu uległa. Chciała przekonać się na własne oczy, czy Saitou będzie miał śmiałość pojawić się za stołem i przyznać się tym samym, że to on nakręcił całą sprawę i nadal jej patronuje. Na rozmowę udała się sama. Wytłumaczyła agentce, że do żadnych wiążących ustaleń na pewno nie dojdzie, a więc obecność jej będzie zbędna. Biuro zarządu mieściło się na ostatnim piętrze wielokondygnacyjnego budynku. Na tle przydymionego różu grubej wykładziny stały ultranowoczesne białe meble. Uśmiechnięta sekretarka powiadomiła Minako, że Misako Ina oczekuje jej w swoim gabinecie. Było to dla Minako prawdziwą niespodzianką. Ta kobieta stanowiła od dawna symbol sukcesu i weszła już niemal do podręczników ekonomii. Odziedziczyła po mężu kulejące przedsiębiorstwo i w przeciągu siedmiu lat zmieniła je w potentata na rynku kosmetycznym. Unikając życia towarzyskiego, Minako nie miała dotąd okazji zetknięcia się z nią, lecz docierały do niej różne pochwalne hymny na cześć Misako. Saitou musiał być bardzo przyciśnięty do muru, skoro zdecydował się włączyć tę zajętą kobietę do swoich rozgrywek. Okazało się jednak, że Minako, nie wiedząc o tym, znała Misako Ina. Kiedy bowiem poprzedzana przez sekretarkę weszła do gabinetu, zza ogromnego szklanego biurka powstała… Misako! Ta sama rudowłosa piękna Misako, która była na pokazie mody i którą Saitou zamierzał poślubić. Wszystko ułożyło się nagle w sensowną całość. Saitou przed laty zainwestował w uzdrowienie przedsiębiorstwa znaczną sumę pieniędzy i teraz zamierzał zabezpieczyć pomnożony kapitał, żeniąc się z posiadaczką głównego pakietu akcji. Należałoby dodać: zabezpieczyć podwójnie, gdyż temu ślubowi miał towarzyszyć ślub Isao i Kun. Co za cynizm! Misako wyszła zza biurka na środek pokoju i wyciągnęła rękę. Przywitały się. Minako wciąż nie doszła do siebie po szoku, jaki przeżyła.
– Pani uroda jeszcze zyskuje w bezpośrednim kontakcie. Widywałam panią dotąd jedynie na pokazach – powiedziała z wielkoduszną uprzejmością, wielkoduszną, gdyż musiała przecież wiedzieć, iż zwraca się do konkurentki swej córki, jeśli chodzi o serce Isao. Saitou, okazywało się, był prawdziwym magiem, skoro udało mu się skłonić swoją przyszłą żonę do zaoferowania jej, tak prestiżowego kontraktu.
– Bardzo dziękuję – odparła, siadając na wskazanym jej krześle.
Założyła nogę na nogę. Była przez chwilę samymi tylko nogami.
Ubrała się na to spotkanie w krótką, bardzo efektowną sukienkę z myślą o Saitou. Gdy jednak Misako zajęła z powrotem miejsce za biurkiem, stało się oczywiste, że rozmowa będzie się toczyć między nimi dwiema. Czyżby więc pomyliła się, sądząc, że Saitou pociąga tu za wszystkie sznureczki? Może nie był aż tak wszechwładny? Może to sama Misako Ina, widząc ją w Tokio lub gdziekolwiek indziej, uznała, że takiej właśnie potrzebuje dziewczyny do promowania nowych produktów?
– Być może powinnam udzielić pani dokładniejszych informacji o nowej serii kosmetyków, jakie zamierzamy wypuścić na rynek tej zimy? – zapytała rzeczowo przechodząc do meritum sprawy.
Miała na sobie żółtą jedwabną koszulę, która idealnie współgrała z bogatą, jesienną czerwienią jej włosów.
– Nie sądzę, aby to było nieodzowne – odparła Minako. Posiadała już niemal całkowitą pewność, że Saitou nie ma z tym wszystkim nic wspólnego i podjęła decyzję o skróceniu rozmowy do minimum. – Jedną z zasad, którymi kieruję się w swym życiu zawodowym, jest bezwzględne unikanie reklamowania kosmetyków.
Misako w milczeniu kiwnęła głową. Nie wydawała się zaskoczona odpowiedzią.
– Tak się złożyło, że sama sformułowała pani przed chwilą powód, dla którego pragnęlibyśmy zawrzeć z panią umowę. Znane jest nam pani krytyczne stanowisko odnośnie eksperymentów na zwierzętach przy produkcji kosmetyków. Wspomniana przez panią zasada tu właśnie, jak sądzę, ma swoje źródła. Otóż nowa seria, którą zamierzamy uczynić światowym przebojem, wyprodukowana została przy pełnej kontroli i akceptacji ze strony wszystkich instytucji i organizacji zajmujących się opieką nad zwierzętami.
Ostatnie zdanie powiedziała niemal triumfalnym tonem. I w zasadzie wszystko tłumaczyło ów ton. Minako znalazła się w pułapce. Podejrzewała, że tylko Saitou mógł coś takiego wymyślić. Gdyby teraz odmówiła, odebrane zostałoby to z jednej strony jako dość zagadkowe uprzedzenie do firmy Ina Cosmetics, z drugiej zaś jako niekonsekwencja przekonań. Od dawna już walczyła z tymi, którzy pod pretekstem upiększania ludzi zadawali cierpienia niewinnym zwierzętom, nie mogła więc teraz nie poprzeć swoich sojuszników w tej walce. Tak, Saitou sprytnie to sobie wykoncypował!
– W takim razie gotowa jestem poznać te bliższe szczegóły, o których pani wspomniała.
– Oczywiście. Spodziewałam się zresztą takiej pani decyzji – odparła przyjacielskim tonem. – Więc może zrobimy tak: porozmawia teraz pani z pracownikami, zajmującymi się bezpośrednio produkcją, a potem spotkamy się ponownie i zjemy wspólnie lunch. Czy ta propozycja odpowiada pani?
– Jak najbardziej.
Następna godzina należała do najciekawszych w jej dotychczasowym życiu. Nigdy jeszcze nie była w hali produkcyjnej i nie widziała samego procesu wytwarzania. Jak większość konsumentów miała do czynienia wyłącznie z gotowymi wyrobami. Przekonała się, że Misako Ina nie okłamała jej, mówiąc o normach ekologicznych, jakim miała sprostać nowa seria. Wracała do biura zarządu z poczuciem, że prędko nie wyplącze się z tej sieci, którą właśnie na nią zarzucono. Jakież było jej zaskoczenie, gdy otworzywszy drzwi do gabinetu, zamiast Misako ujrzała za szklanym biurkiem Saitou Sekine! A więc wreszcie zdobył się na odwagę odsłonięcia twarzy! Wstał i uczynił zapraszający gest ręką.
– Ależ proszę nie stać w drzwiach i wejść do środka – powiedział. – Nie gryzę.
Czuła równocześnie satysfakcję, że jej podejrzenia znalazły niezbite potwierdzenie, jak i rozczarowanie, że był powiązany z czymś, co zaczynało się jej podobać. Nie zmienił się przez ten miesiąc. Był może tylko trochę bardziej opalony i poprzez kontrast z brązową twarzą jego stalowoszare oczy bardziej błyszczały.
-Nie boję się ugryzienia, tylko po prostu widzę, że nie ma osoby, z którą byłam umówiona – odparła, śmiało krzyżując z nim spojrzenie. – Jeśli więc byłby pan łaskaw podziękować w moim imieniu Ina- san…
– Uparciuch z pani. – Przemierzył pokój długimi krokami i zamknął za nią drzwi. – Jest pani najbardziej upartą, najbardziej irytującą i najbardziej godną pożądania kobietą, jaką kiedykolwiek miałem szczęście spotkać w swoim życiu.
Nim jeszcze przebrzmiało ostatnie jego słowo, poczuła, że obejmuje ją i dotyka ustami jej ust. Zesztywniała. Wszystko w niej krzyczało, aby go odepchnąć, a potem wyjąć chusteczkę i obetrzeć wargi. Nie takie jednak zachowanie uwzględniła w swoich planach. Stała więc sztywna, obojętna, zimna i bezwolna. On domagał się dialogu, ona skazywała go na upokarzający monolog. Nie przewidziała jednak, że pod dotknięciem jego warg i rąk jej ciało ożyje. Dokonało się to poza jej wolą. Zmiana na zewnątrz była niewidoczna, ale ona czuła ją wyraźnie. Co najdziwniejsze i zarazem niezmiernie irytujące, spowodował to człowiek, którego nienawidziła. Ale ten człowiek promieniował w tej chwili żarem, namiętnością, męską zmysłowością. Był niczym zapalona zapałka, którą dotknięto do suchej słomy. Wiedziała, że nie może dopuścić do rozprzestrzenienia się ognia. Nie wiedziała tylko, jak ma tego
dokonać. Wybawił ją on sam.
– A może prosto stąd pojedziemy do twojego mieszkania? – zapytał, odrywając usta. – Jeżeli nie, to przynajmniej zamknę drzwi na klucz.
Mimo wszystko był tylko zabawnym samcem.
– Ten gabinet, gabinet Misako Ina, nie wydaje się odpowiednim do tego miejscem – powiedziała z chłodną obojętnością, przypominając sobie, że najlepszą formą obrony jest atak.
Na jego twarzy nie drgnął ani jeden mięsień.
– Dlatego właśnie proponuję, abyśmy przenieśli się gdzie indziej.
– Nie to miałam na myśli. Jako pańska narzeczona, Ina- san jest bez wątpienia…
– Jako kto? – przerwał jej z wyrazem bezmiernego zdumienia na twarzy. Zdumienie to wydawało się tak autentyczne, tak dalekie od wszelkiego udawania, że w jednej chwili przestała być pewna- czegokolwiek.
Oczywiście bardzo dobrze pamiętała, że zamawiał w Tokio prezentowaną dopiero co przez nią suknię ślubną. Ale czy wspomniał coś o tym, że zamawia ją dla swojej narzeczonej? – tego już w żaden sposób teraz nie mogła rozstrzygnąć. Mógł mówić wówczas ogólnie o jakiejś pannie młodej, ona zaś skojarzyła ją sobie z kobietą, z którą siedział na widowni podczas pokazu.
Saitou spoglądał na Minako w krańcowym zdumieniu. Misako jego narzeczoną! To po prostu nie mieściło się w głowie. Była piękną kobietą i pięć lat temu, kiedy spotkali się po raz pierwszy, dał nie jeden dowód, że jako mężczyzna docenia jej urodę. Ale oboje wiedzieli, co czynią i czego oczekują nawzajem od siebie. Przytłoczona śmiercią męża, jak również wszystkimi tymi zadaniami, wobec których śmierć ta ją postawiła, oczekiwała raczej wymiernej, materialnej pomocy. Jemu zaś bardzo to odpowiadało, gdyż z góry ich romansowi zakreślił pewne granice i nie zamierzał przeżywać jakichś gwałtowniejszych uczuć. Ślub nigdy nie wchodził w rachubę. Nie poświęcił mu ani jednej myśli i mógłby założyć się o cały swój majątek, że również Misako nie oddawała się nigdy tego rodzaju rojeniom. Od lat byli przyjaciółmi i wspólnikami w biznesie. Znali się i ufali sobie. Mieli wyrozumiałość dla swoich słabości. Kiedy więc zaproponował Minako do akcji reklamowej, pełen przyjacielskiej pobłażliwości uśmiech Misako powiedział mu mniej więcej, że jeśli chce wstąpić w ślady siostrzeńca, to wolna droga, ona gotowa mu jeszcze przyklasnąć. Należało przypuszczać, że uśmiech ten, odsłaniając tak wiele, również coś skrywał, a mianowicie obawę przed Minako, która zdążyła już zagrozić małżeństwu jej córki z Isao. Ale do swoich obaw nigdy by się otwarcie nie przyznała.
– Jako pańska narzeczona – powtórzyła Minako, ale tym razem dużo mniej pewnym tonem.
Potrząsnął głową. Zaczynał wreszcie rozumieć pogardę malującą się w jej oczach. Ta dziewczyna przez cały czas myślała, że jest zaręczony z kobietą, która miała zostać teściową jego siostrzeńca! Tłumaczyło to aż nadto jej niechęć i rezerwę. Lecz dzięki Bogu mógł za chwilę wszystko wyjaśnić i sprostować.
– Misako jest moją przyjaciółką. Łączą nas również wspólne interesy. Jest także matką Kun- chan, i właśnie na prośbę jej córki wybraliśmy się we trójkę na pokaz. Kun bardzo chciała panią zobaczyć. Nie dziwmy się, że była ciekawa kobiety, z którą zdradza ją jej narzeczony. Można co najwyżej dziwić się temu, że zapragnęła właśnie tej sukni, którą pani prezentowała. Ale cóż, kobiety!
– Czyżby Kun- san…?
– Tak, była ze mną tamtego wieczoru. Siedziałem podczas pokazu pomiędzy nią a jej matką.
Po twarzy Minako przemknął błysk olśnienia.
– Czy ma jasne włosy?
Wzruszył ramionami.
– Tak, jest blondynką. To ona właśnie uparła się na tę suknię- rzekł z naciskiem w głosie.- Myślała o swoim ślubie z Isao.
Wiedział już, że nawet gdyby nie było Kun w życiu Isao, nie pozwoliłby nigdy na ślub z Minako. Spędziłby bowiem resztę swoich dni, pożądając właściwie własnej „siostrzenicy”. Pragnął zaś jej coraz bardziej i bardziej. O ile pierwsze z nią spotkanie pozostawiło w nim wspomnienie odurzenia erotycznego, o tyle teraz był we władaniu dzikiego pożądania. Musiała być jego!
A zatem ta jasna główka po lewej ręce Saitou, którą zauważyła tylko kątem oka i którą pamiętała jak przez mgłę, była główką Kun, córki Misako i narzeczonej Isao! Nic więc dziwnego, że słysząc o jej stosunkach z Isao, zapragnęła tej właśnie sukni. Oznaczało to jednak, że Saitou nie zamierzał ożenić się z Misako. Fakt ten w dotychczasowy porządek rzeczy wprowadzał spore zamieszanie. Wszystko nagle nabrało innego znaczenia.
– Wygląda na to, że się pomyliłam – przyznała, lekko schylając głowę.
– W takim razie…? – Nie dokończył pytania, ale sens tych początkowych słów był oczywisty.
Uśmiechnęła się.
– W takim razie wszystko inne pozostaje po staremu. Nadal nie mam ochoty, po opuszczeniu tego gabinetu, wybierać się z panem gdziekolwiek.
Machnął ręką, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi.
– Nawet na lunch?
– Nie chciałabym zabierać panu czasu…
– Czas nie ma tu nic do rzeczy.
Mina, ton głosu, błyski w oczach – wszystko upodabniało go w tej chwili do tokującego głuszca. Głuszca wyjątkowo przystojnego, przyznała w duchu, mierząc go niezmiennie zimnym spojrzeniem.
-Mam nadzieję, że ta nowa seria kosmetyków odniesie prawdziwy sukces.
– Ale oczywiście nie ma pani zamiaru przyczynić się do tego sukcesu?
– Namyślę się jeszcze – odparła i skierowała się ku drzwiom. Dopadł ją, kiedy kładła już dłoń na klamce. Jego twarz wykrzywiona była wściekłością.
– Nie odwracaj się do mnie plecami!- syknęł. Wyrwała rękę z imadła jego palców.
– A jak mam wyjść? Cofając się i bijąc pokłony jak w dawnych epokach? Czy właśnie tego oczekujesz, po swoich pracownikach? Bo jeśli tak, to na pewno odrzucę ofertę Ina Cosmetics.
Przeszli na ty całkowicie poza swoją świadomością i intencją.
– Minako, czego ty właściwie chcesz ode mnie? – Ton jego głosu wahał się pomiędzy gniewem a błaganiem.
– Czego chcę? – Było jeszcze zbyt wcześnie, aby szczerze odpowiedzieć mu na to pytanie. – Absolutnie niczego.
Przez chwilę wydawało się, że ją uderzy.
-Wynoś się stąd! Zanim zrobię coś, czego będę żałował.
Poczuła ogromny chłód w sercu.
– A czy w przeszłości zrobiłeś już coś takiego, czego dzisiaj żałujesz?
-Tak, żałuję, że w ogóle cię spotkałem! – wykrzyknął.
Chwilę jeszcze spoglądała na niego, a potem z nieodgadnionym uśmiechem na wargach opuściła gabinet.

Reklamy

6 thoughts on “Zbyt późno.V

  1. rozdział pełen emocji super. zachowanie Saitou jest takie ” gorące” jakby mógł to by Minako wzią w każdej chwili. a Minako jest naprawdę Boska, ma mocny charakter i oby tak dalej. czekam na kolejny rozdział. pozdrawiam.

  2. Świetny i jeszcze raz świetny 😉 uwielbiam to opowiadanie. Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy. Pozdrawiam ciepło i życzę dalszej weny.;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s