Zbyt późno. VI

– Co się stało? Wyglądasz strasznie -powiedział Isao, wchodząc do komfortowego apartamentu wuja.
Przeszli do salonu.
-Dzięki za szczerość – rzekł, wskazując mu fotel. – Mimo to żyję i mam się jako tako.
Isao usiadł, ale jego długie nogi nie chciały się uspokoić. Pląsały jeszcze chwilę, by wreszcie zastygnąć w kształcie litery V.
– Lepiej spojrzyj w lustro. Powie ci to samo, co ode mnie usłyszałeś. Ale wziąwszy pod uwagę twój dwudniowy zarost, ostatnio zbyt często nie przypatrywałeś się sobie. Wracam wiec do mojego poprzedniego pytania: co się stało?
Isao oczywiście miał rację. Saitou dobrze wiedział, że wygląda jak człowiek ciężko chory. Stracił na wadze, miał worki i cienie pod oczami, a jego skóra nabrała barwy pergaminu. Ale czy mógł wyglądać inaczej po tym straszliwym tygodniu?
– Absolutnie nic – odparł, zatwardziały w kłamstwie.
Isao nie wydawał się zadowolony z tej odpowiedzi. Miał minę lekarza, który właśnie odkrył, że pacjent nie stosuje się do jego zaleceń.
– Więc skończ z tym „niczym” natychmiast, zanim to nie skończy z tobą.
Nie wiadomo było, czy Isao, mówiąc tak, miał coś konkretnego na myśli, lecz jego wuj, słuchając, oczywiście, miał. Tym „niczym”, ma się rozumieć, była Minako. Saitou widział ją po raz ostatni w gabinecie prezesa zarządu firmy Ina Cosmetics. Pożegnała go w sposób, który nie pozostawiał żadnych wątpliwości, że nie chce mieć z nim więcej do czynienia. Wówczas podjął decyzję o wzięciu tygodniowego urlopu. Musiał wycofać się do swojego mieszkania, by zaryglowawszy drzwi przed światem i wyłączywszy telefon, uładzić się z samym sobą i wziąć się w garść. Miał zamiar sięgnąć po książki, które już od dawna gromadził na półce, i obejrzeć filmy, które ostatnio zakupił. A wszystko to wyłącznie w celu oderwania myśli i skupienia ich na czymś innym. Stało się jednak inaczej. Po tygodniu spędzonym w dobrowolnej izolacji czuł się jak szaleniec, którego wtłoczono w kaftan bezpieczeństwa. Nie zagrażał wprawdzie otoczeniu, ale jego obsesja jeszcze przybrała na sile. W ostatnich dniach miotał się w czterech ścianach swojego mieszkania niczym zwierz w klatce.
– Zdumiewa mnie twoja troskliwość – rzucił z ironicznym uśmiechem.
– Czy wolałbyś, żebym skłamał i powiedział ci, jak wspaniale wyglądasz?
– Wolałbym, żebyś tu w ogóle nie przychodził. A zresztą wszystko jedno! – Opadł na fotel naprzeciwko Isao. Miał na sobie luźne bawełniane spodnie i rozpiętą na piersiach koszulę. – Co cię tu sprowadziło?
– Tajemnica. Otóż od tygodnia nikt cię nie widział na oczy. Przepadłeś jak kamień w wodę. Pomyślałem więc, że lepiej zajdę i sprawdzę, czy jeszcze żyjesz.
– No to szedłeś z szybkością żółwia. Gdyby naprawdę coś mi się przydarzyło, odnalazłbyś ciało w stanie kompletnego rozkładu- Saitou powiedział to żartobliwym tonem, ale przebijała w nim nutka autentycznego bólu.
– Dopiero wczoraj dowiedziałem się, że nie pojawiasz się w biurze.
– Wynika stąd, że ty również nie przychodziłeś do pracy?
Isao wzruszył ramionami. Był jak najdalszy od wyrażania skruchy.
-Z faktu, że jest się siostrzeńcem bossa, wypływają przecież jakieś przywileje. Wziąłem po prostu tydzień wolnego, by spędzić ten czas z Kun- chan.
-I jak tam między wami? – zapytał Saitou, mrużąc oczy na sposób sędziego śledczego.
Isao wprawdzie wydawał się być w szampańskim nastroju, ale powodem tego mogła być równie dobrze Kun, jak Minako!
– Całkiem dobrze. Gdy powiedziałem Kun- chan, że zdobyłeś się wreszcie na bezprecedensową decyzję tygodniowego urlopu i zarazem zniknąłeś bez słowa, zgodziła się ze mną, że musi wchodzić tu w grę choroba. Postanowiliśmy więc…
– Bardzo zabawne -. przerwał mu Saitou z ciężkim westchnieniem, znużony tą całą grą. – Wziąłem tydzień urlopu, gdyż potrzebowałem..
– Chwili oddechu, której nie miałeś od lat – dokończył za niego Isao. – Tylko skąd u ciebie ta nagła potrzeba?
– Lepiej powiedz, co postanowiliście – rzekł Saitou, puszczając pytanie mimo uszu.
Isao przez chwilę wpatrywał się w wuja. Widocznie jednak nie znalazł w jego twarzy tego, czego oczekiwał, gdyż tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
-Postanowiliśmy ulitować się nad wujaszkiem i zaprosić go dzisiaj na przyjęcie. Rzecz jasna, mówię o tobie.
Saitou mimowolnie uśmiechnął się. Isao był bez wątpienia najbardziej nieznośnym z dzieci. Nie miał prawa przychodzić tutaj i rozbawiać go w momencie, kiedy on właśnie pogrążał się w rozpaczy! Nie miał prawa leczyć go wbrew jego woli. Widząc, że pacjent jak gdyby zaczyna powracać do zdrowia. Isao zmienił ułożenie nóg i pochylił się do przodu.
– No i jak? Wybierzesz się z nami? Misako luźno obiecała, że jeśli czas jej pozwoli, dołączy do nas.
Dlaczego nie, pomyślał Saitou. Być może właśnie powinien wyrwać się z tego więzienia i spędzić kilka godzin z ludźmi, w których towarzystwie czuł się najlepiej i którzy, co najważniejsze, chcieli mieć go przy sobie. Minako nie chciała. Dla Minako mógłby nie istnieć. Przeklęta dziewczyna!
-W porządku. Złapałeś mnie na wędkę. Wujaszek przyjmuje wasze zaproszenie.

***

Kiedy kilka godzin później zjawił się na przyjęciu, pierwszą osobą, którą dostrzegł, okazała się Minako. Nie była sama! Poczuła jego spojrzenie i odnalazła go swymi wielkimi błękitnymi oczami. Przez chwilę patrzyli na siebie ponad głowami innych.
Tego rodzaju przyjęcia, hałaśliwe z racji muzyki i wulgarne przez wzgląd na tematy, jakie zaproszeni goście poruszali w rozmowie, interesując się wyłącznie tym, kto kogo zdradził, kto co kupił i kto gdzie wyjechał na wypoczynek, należały do imprez, którymi Minako wręcz się brzydziła. Tym razem przyszła tu wyłącznie na prośbę Taki. Bardzo zależało na tym, aby zaprezentowała jego najnowszą kreację. Była tu więc w ramach swoich obowiązków zawodowych. To właśnie ta niezwykła suknia, czerwona u góry stanika, a potem coraz jaśniejsza aż do pomarańczowego rąbka spódnicy, sprawiła, że Saitou dostrzegł Minako natychmiast, będąc jeszcze w drzwiach. Przeprosił Isao i Kun, którzy przyszli tu razem z nim, i ruszył w kierunku modelki. Gdy lawirując między gośćmi dotarł wreszcie do niej, jego twarz nie wyrażała radości. Przeciwnie, zasnuwała ją gradowa chmura gniewu.
-Czy Taki- san i ciebie coś łączy? – zadał pytanie, którego najmniej się spodziewała. Zdołała opanować zdumienie.
-Tak, łączy nas wzajemny szacunek dla profesjonalizmu partnera- odparła zimno, rzucając krótkie Spojrzenie w kierunku Taki, pogrążonego w tej chwili w rozmowie z jakąś potencjalną klientką.
– A poza tym? – nalegał, nie zdając sobie sprawy, że zaczyna być śmieszny.
-Lubię dla niego pracować. Dobrze się czuję w jego sukienkach. Ta, w której mnie widzisz, jest również na pokaz i do sprzedania.
Musiała tak odpowiadać, musiała od czasu do czasu dodawać do octu łyżeczkę cukru, jeżeli chciała osiągnąć zamierzony cel.
– Doprawdy? – Zadał to pytanie jedynie po to, aby zamaskować nim własną niepewność.
– Zaufaj mi – odparła, pozwalając sobie na uśmiech. – Czy to Kun- san stoi tam z Isao?
Podążył oczami za jej spojrzeniem.
-Tak. Stosunki między nimi poprawiły się, więc trzymaj się od nich z daleka! – rzekł ostrzegawczym tonem.
A więc Isao nie powiedział mu, pomyślała Minako. Nadal odgrywał się na wuju za jego ingerencję w ich związek. Uśmiechnęła się. Saitou zauważył, że szminka, którą miała pomalowane usta, harmonizuje kolorem z górą jej sukienki.
– Nie mogę udawać, że ja i Isao się nie znamy. Jest tu wiele osób, które słyszały co nieco o naszej przyjaźni.
– Nie mówię, żebyś traktowała go jak obcego. Rzecz w tym, żebyś nie kokietowała go na oczach Kun- chan.
Minako uważniej spojrzała na dziewczynę. Kun była młodą i, wydawało się, bardzo opanowaną osóbką. Wysoka, szczupła, jasna, nosiła swoją czarną sukienkę z młodzieńczym wdziękiem. W ogóle sporo w niej było dziewczęcości, która nie przełamała się jeszcze w kobiecość. Proste, sięgające ramion włosy podkreślały jeszcze ten jej niewinny wygląd licealistki, licealistki, która jednak mimo całej swej niewinności nie wydawała się bezbronna. Saitou, oczywiście, mógł troszczyć się o tę dziewczynę, jednak Minako była przeświadczona, że chodzi mu przede wszystkim o samego siebie.
– Stwarza wrażenie dziewczyny, która sama potrafi się obronić – powiedziała, przenosząc wzrok na swego towarzysza. Teraz dopiero zauważyła zmiany, jakie przez ten ostatni tydzień zaszły na jego twarzy. Była to twarz człowieka postarzałego o dobrych kilka lat. Czy z jej powodu? Miała nadzieję, że tak.
– Jestem tego samego zdania – zgodził się. – Czy napijesz się czegoś? – zapytał, zatrzymując gestem przechodzącego kelnera. W kieliszkach, które ten niósł na tacy, musował i perlił się szampan.
– Chętnie – odpowiedziała, chwytając kątem oka błysk triumfu na twarzy Saitou.
Tak, łyżeczka cukru była teraz jak najbardziej wskazana. Sięgnęli po kieliszki i sącząc chłodne wino, przesunęli się bliżej ściany. Tam, trochę na uboczu, Isao flirtował z Kun, a czynił to chyba z dużą wprawą, gdyż twarz dziewczyny zdawała się być rozświetlona od wewnątrz. Spotkanie stało się nieuchronne. I oto okazało się, iż w ten flirt z narzeczoną Isao nie wkładał bynajmniej całej swojej duszy. Kiedy bowiem Minako i Saitou zbliżyli się, uścisnął Boską i pocałował tak czule, jak gdyby byli w tym salonie sami. Ona zaś, powodowana chwilowym kaprysem, nie ograniczyła w niczym jego swobody, pamiętając, iż od czasu do czasu Saitou musi wypić też trochę octu. Co zaś się tyczy Kun…
– Tak się składa, że nie zaliczam się do zazdrośnic – skomentowała ich pocałunek.
Minako spojrzała na dziewczynę z niekłamanym zaciekawieniem. Mimo że pastelowa i delikatna, podczas gdy u jej matki przeważały kolory żywe i zdecydowane, była bez wątpienia podobna do Misako. Łączyły je nie tyle określone cechy fizyczne, co wyczuwalna
w aurze obu postaci inteligencja i mądrość. Reakcja na przywitanie stanowiła tego znamienne potwierdzenie. Większość kobiet w takiej sytuacji zachowałaby się nieobliczalnie i histerycznie, tymczasem ona spokojnie sobie czekała, aż obłapianki dobiegną kresu. Być może wiedziała, że ma do zaoferowania coś więcej niż tylko piękną twarz. A może była pewna czegoś, czego nawet nie uświadamiał sobie Isao: jego i swojej miłości.
– Tym lepiej – odparła Minako.
Sensu słowom dodało jej spojrzenie. Powiedziało, że wypożyczyła Isao tylko na krótki czas i że Kun nie musi się martwić. Ona zaś w odpowiedzi milcząco zapewniła, że aczkolwiek trochę się bała, teraz jest całkiem spokojna, a nawet kocha Isao bardziej po jego błędzie i skrusze. W końcu też obie młode kobiety wyraziły spojrzeniami nadzieję, że może pewnego dnia zostaną przyjaciółkami.
Saitou zauważył tę wymianę spojrzeń i nie posiadał się ze zdumienia. Czyżby ta niebieskooka piękność, gdziekolwiek się pojawiła, obezwładniała wszystkich swym czarem? Nawet Misako, doświadczona i cokolwiek cyniczna, znalazła się pod urokiem Boskiej, mimo że dobrze wiedziała o jej związku z Isao i słusznie interpretowała ów związek jako zagrożenie dla szczęścia swej ukochanej córki. Toteż kiedy Saitou oznajmił jej, że modelka nie weźmie udziału w ich reklamowej kampanii, była autentycznie zasmucona i rozczarowana. Co było w tej dziewczynie, że inni krążyli wokół niej niczym planety wokół Słońca? Gdyby znał odpowiedź na to pytanie, być może jego noce przestałyby być bezsennymi koszmarami. Wiedział jedynie, że nie chodziło tu tylko o wybitną urodę. Piękność zazwyczaj ustanawiała dystans. Tutaj przeciwnie. Tutaj piękność miała władzę przyciągania i zniewalania.  Isao nie mógł zaliczać się do wyjątków. Lecz na zniewolenie siostrzeńca w żadnym wypadku nie mógł przystać. Musiał jak najszybciej ożenić go z Kun. Na razie jednak czuł się wytrącony z równowagi sceną pocałunku i uznał, że najlepiej będzie, jeśli dla uniknięcia kłótni wycofa się pod jakimś pretekstem na stronę.
– Nie miałem jeszcze okazji przywitać się z gospodynią. Opuszczam więc was na chwilę.
Powiedziawszy to, odszedł, a właściwie zrejterował. Zrejterował po raz pierwszy w życiu. Odkąd poznał Minako, tych „pierwszych razów” zdarzyło mu się zresztą sporo!
-Miałeś rację co do wuja – powiedziała Kun, patrząc za oddalającym się Saitou. – Zmienił się nie do poznania.
Isao kiwnął głową i spojrzał na Minako. Było jasne, że jest świadomy jej roli w tym wszystkim.
– Czy twój wuj chorował? – zapytała z miną niewiniątka.
– Raczej… przeobrażał swój charakter. To również może odbywać się w bólach i gorączce.
Ta diagnoza nie przekonała jej. Saitou nadal pozostawał sobą, aroganckim i bezwzględnym człowiekiem, który wydaje rozkazy i żąda, by inni podporządkowali się jego woli. Niemniej uwaga Isao sama w sobie wydawała się interesująca.
– Słyszałam, że mężczyźni w jego wieku przeżywają tego typu metamorfozy.
– Mężczyźni w jego wieku? – powtórzyła Kun głosem pełnym szczerego zdumienia.
Minako zamierzała brnąć dalej w swojej prowokacji.
-Tak. Myślę tu o tak zwanym kryzysie. Dotknięty tą przypadłością mężczyzna bywa prawdziwym utrapieniem dla rodziny.
Isao i Kun spoglądali na nią, nie za bardzo rozumiejąc, co tu właściwie jest grane. Wystarczyło jednak, że uniosła brwi w charakterystyczny sposób, by natychmiast wybuchnęli zgodnym śmiechem. Minako również się śmiała. Myśl, że oto bawią się kosztem Saitou, sprawiała jej dodatkową przyjemność.
– Przyznaję, że nigdy o czymś takim nie słyszałam – powiedziała Kun, ciągle chichocząc. – Przyznaję też, że niewydolności związane z tym wiekiem mniej mi pasują do wuja niż do jakiegokolwiek innego mężczyzny. – Spoważniała i zmarszczyła czoło. – Przyczyna jego przygnębienia musi być całkiem inną.
– Jakaś osoba na przykład – podsunął Isao, jednak Kun nie poświęciła jego podpowiedzi najmniejszej uwagi.
– Prawdopodobnie ma to coś wspólnego z pracą. – Przeniosła wzrok na Minako. – Mama powiedziała mi, że odrzuciłaś propozycję podpisania kontraktu z Ina Cosmetics. Mam nadzieję, że w swojej decyzji nie brałaś pod uwagę faktu, że Isao i ja…
– W najmniejszym stopniu – odparła Minako, pełna podziwu dla opanowania i stylu Kun. I ten durny Isao chciał po prostu porzucić ją! – Rzecz w tym, że nie reklamuję kosmetyków.
Kun wydawała się zaskoczona tą odpowiedzią.
– Sądziłam, że wszystkie liczące się modelki to robią, wiedząc, że taka reklama ugruntowuje ich pozycję i sławę. A poza tym nie bez znaczenia są też duże pieniądze, jakie wchodzą tu w grę.
– Minako uważa, że są ważniejsze rzeczy w życiu od pieniędzy.
Na dźwięk tego głosu, który kipiał znaną jej dobrze ironią, odwróciła się. Za nią stał Saitou i wykrzywiał wargi w ponurym uśmiechu. Odsunęła się na bok, by zrobić mu miejsce. Nie ulegało dla niej wątpliwości, że nie wierzy w intencje, które właśnie przypisał jej postępowaniu.
– Gdybym tak nie uważała, to pod wspomnianym kontraktem już widniałby mój podpis.
– Być może. – Wzruszył ramionami. – Choć nie należy również wykluczyć, że rozważasz w tej chwili bardziej lukratywną propozycję.
Spojrzała nań z politowaniem. Dla Saitou pieniądze i władza, jaką dają, były największą wartością. Dla pomnożenia tej wartości gotów byłby w razie potrzeby nawet zaryzykować życie. Nie rozumiał, że ktoś inny w swoich wyborach mógł kierować się innymi kryteriami, odwoływać się do pewnych zasad.
– Nawet gdybym rozważała jakąś propozycję, co zdajesz się traktować jako pewnik, to bynajmniej nie musiałaby być ona bardziej lukratywna – odparła spokojnie.
Wykrzywił drwiąco usta.
– Za to na pewno musiałaby pasować do twojego wyobrażenia o tym, co słuszne i godne zaakceptowania.
– Mylisz się. Nowej serii kosmetyków firmy Ina Cosmetics nie mogę niczego zarzucić.
Tego było mu już za wiele. Poczerwieniał na twarzy.
– Więc o co, do cholery, tu chodzi?
– Chodzi po prostu o to – ciągnęła wciąż tym samym spokojnym i opanowanym głosem – iż jeśli w coś wchodzę, to chcę mieć jasny obraz sytuacji. Tu natomiast długo nie wiedziałam, że to ty kryjesz się w cieniu tego kontraktu.
Isao otworzył szeroko oczy. Nic nie wiedział o związku pomiędzy wujem a propozycją kontraktu. Zresztą nawet gdyby ktoś próbował zaszczepić w nim tego typu podejrzenie, odepchnąłby je bez wahania. Wuj przecież przedstawiał mu się dotąd jako zaprzysięgły wróg Minako. I oto nagle ten wróg, zachowując anonimowość i kosztem krociowych sum, próbuje związać się z nią umową. Isao poczuł, że ma twardy orzech do zgryzienia.
Minako nie odrywała oczu od Saitou. Napawała się mimiką jego aroganckiej twarzy, na której malowały się tak różnorodne uczucia, jak ulga, zniecierpliwienie, wściekłość, lęk i podziw. Niemal czytała w jego myślach. Mogłaby przysiąc, że zadawał sobie w tej chwili pytanie, kiedy wreszcie przestanie go dręczyć:
– Czy to na pewno jedyny powód, dla którego odrzuciłaś tę propozycję? – Patrzył na nią tak intensywnie przenikliwym wzrokiem, jakby chciał wyczytać prawdę mimo słów.
– Oczywiście.
To słowo było jak pchnięcie sztyletem. Poczuł, że pożąda jej jeszcze bardziej.
– W biznesie nie kierujemy się uczuciami. Trzymamy się liczb, danych, konkretnych informacji. Proponuję, ażebyś tak właśnie ustosunkowała się do tego kontraktu.
Powiedział dokładnie to, co myślał i co należało do kanonu jego zasad. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, a przynajmniej nic takiego, co mogłoby wzbudzić tego rodzaju reakcję. Bo reakcja Minako  na te słowa nie była zwyczajna. Jej twarz powlekła się śmiertelną bladością, a oczy stały się wręcz granatowe. Tak, nie mylił się, to był najprawdziwszy wyraz bólu. Domyślał się, że zanim wspięła się na szczyt, jej życie nie musiało być usiane różami. Nawet na pewno nie było, zważywszy na szaloną konkurencję w zamkniętym światku modelek, gdzie młode, niedoświadczone dziewczęta walczyły o jak najlepszą pozycję bez żadnych gwarancji, że osoby, którym akurat zaufały, nie oszukają ich dla własnych korzyści. A tak właśnie zdarzało się najczęściej. Był niemal pewien, że dzieląc los swoich koleżanek i konkurentek zarazem, miała również za sobą tego rodzaju bolesne doświadczenia. I wiedział, że gdyby pojawił się w tym salonie mężczyzna, który zadał jej ból, udusiłby go gołymi rękami!
– Nie podjęłam mojej decyzji na fali emocji – powiedziała trochę chrapliwym głosem. – Odrzuciłam ofertę w momencie, gdy o niej usłyszałam. Poszłam na to spotkanie tylko dlatego, że prosiła mnie o to moja agentka. Ty oraz Ina Cosmetics to jedno. I to równanie przesądza sprawę.
Pomimo iż bladość nie zniknęła jeszcze z jej twarzy, odzyskała już kontrolę nad sobą. O ile w ogóle przedtem ją straciła, czego nie był bynajmniej pewien. Czego natomiast całkowicie był pewien, to nienormalnego, chorobliwego wręcz układu, jaki wytworzył się między nim a tą dziewczyną. Coraz bardziej wikłał się w coś, co burzyło ustalony porządek jego dotychczasowego życia. Zląkł się, że niebawem pogrąży się w zupełnym chaosie.

Reklamy

6 thoughts on “Zbyt późno. VI

  1. Isao jest tak ciepłą postacią, że czytając o nim aż się miło na duszy robi 🙂 Chętnie bym go przytuliła, ale Kunzite… zjadła 😛

    Ta jego zazdrość- jajć 😀 Nie, żebym w normalnym życiu takie zachowanie faceta uważała za pożądane (bo masakrycznie niewygodne), ale chyba coś ze mną nie tak bo u postaci coś takiego uwielbiam… Męskich postaci oczywiście 😛 I zauważyłam, że wszyscy moi ulubieńcy z różnych anime to właśnie niby dobrzy, ale nie nieskazitelni goście- często też mroczni. Inteligentni, przystojni, władczy, stanowczy faceci, którzy z jednej strony potrafią być opanowani, ale jak się wkurzą to na całego i jak się zakochają to są strasznie zaborczy. Ehhhhh…

    Na razie jest jak Saitou powoli szaleje na punkcie Minako, a Minako póki co średnio… Ona cały czas przeszłość przywołuje, ale jestem spokojna, bo raz, że od nienawiści do miłości jeden krok, a dwa to wierzę, że nie zrobisz tego złego Kunzite 😛

      1. :* Nie są takie długie 🙂 I zależy od dnia 🙂

        Nie podejrzewam ;D Daje tylko taką tyli tyli tyli możliwość 😛 Bo np. ja mam tak, że chociaż ubóstwiam Di to mogłabym go skrzywdzić na koniec 😉 Byłoby to okupione ogromnym, bólem, smutkiem i ecetera, ale dałabym radę. Natomiast, jeśli sama miałabym czytać opowiadanie, w którym Di cierpi na końcu to płacz, zgrzytanie i załamanie. Z tego dość niepochlebny wniosek, że chyba wole literacko krzywdzić niż być krzywdzona 😛 Heh, nie ma to jak dobra autoreklama 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s