Zbyt późno. VII

Minako poczuła, że nudności ustąpiły i znów pewnie stoi na nogach. Doświadczyła przed chwilą czegoś, co było najprawdziwszym zawrotem głowy. Jedynie cudem nie upadła i nie ośmieszyła się w oczach tych wszystkich zgromadzonych tu ludzi. Już dłużej nie mogła ciągnąć tej zabawy w ciuciubabkę. Musiała wreszcie doprowadzić rzecz do końca.
-Przykro mi, Saitou. – Dotknęła opuszkami palców pulsujących skroni. – Chyba nie czuję się najlepiej. Jeśli uzyskam zwolnienie od Taki, to czy odwieziesz mnie do domu?
Zauważyła jasny płomień w jego stalowych oczach, lecz była zbyt odrętwiała duchowo, aby przekładać go na znaczenia. Jeżeli nie upora się sama ze sobą, to wówczas cały bolesny wysiłek ostatnich tygodni pójdzie na marne. Nie mogła do tego dopuścić. Winna była jakieś zadośćuczynienie swemu biednemu ojcu. Musiała wypełnić złożone ślubowanie.
– O ile, rzecz jasna – dodała na widok wchodzącej do salonu Misako- masz czas i nie umówiłeś się tutaj z kimś…
Poszedł za jej spojrzeniem.
– Nie, z nikim konkretnie nie jestem umówiony -powiedział, twardo akcentując poszczególne sylaby. – I mam dostatecznie dużo czasu, by zawieźć cię, gdziekolwiek tylko sobie zażyczysz.
Wszystko wskazywało na to, że mówił prawdę, gdy nazywał swój stosunek z Misako wyłącznie przyjacielskim i opartym na wspólnocie interesów. Winnym wypadku to „nie”, które przed chwilą padło z jego ust, nie przyszłoby mu tak łatwo.
– Idę zatem do Taki-chan, mam nadzieję, że pozwoli mi wyjść. – Przeniosła wzrok na młodą parę. – Miło było w końcu poznać cię, Kun-san.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
– Szczególnie jeśli Isao-chan wszystko robił, by do naszego spotkania nie doszło.
– Dajcie spokój, dziewczęta! – wykrzyknął winowajca z teatralnym gestem. – Przestańcie walić w człowieka niczym w
bokserski worek treningowy.
Kun położyła dłoń na jego ramieniu i słodko spojrzała mu w oczy.
-Przestanę pod warunkiem, że już nigdy nie zapomnisz, z kimś jesteś zaręczony. Wątpię zresztą, byś ze złamanym nosem wyglądał równie dystyngowanie jak wujek.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, zaś Minako po raz kolejny musiała przyznać w myślach Kun wysoką ocenę za jej klasę i styl. Isao, mimo iż śmiał się razem z nimi, prawdopodobnie wreszcie zaczynał rozumieć, że osoba, z którą się związał, ma charakter i nie da się wodzić za nos. Niewykluczone, że w tym momencie, sądząc z jego oszołomionej miny, poczuł się pantoflarzem.
Usłyszawszy kto ma zawieźć Minako do domu, Taki zmarszczył brwi.
– Uważaj na siebie- powiedział, rzucając okiem w kierunku Saitou, który właśnie rozmawiał z Misako. – Ten facet cieszy się sławą…
– Wiem – przerwała mu, gorąco ściskając jego dłoń. Wiedziała, że troska wypływa z bezinteresownej sympatii i przyjaźni
– Nie przejmuj się. Potrafię zadbać o siebie.
Tak, była w tym wyćwiczona. Musiała nauczyć się dbać o siebie, skoro nie miała nikogo, kto troszczyłby się o nią. Zawdzięczała to Saitou i teraz nadchodziła chwila, aby mu za to podziękować.
Saitou równocześnie trapił się złym samopoczuciem Minako, jak też wdzięczny był losowi za sposobność wyrwania jej z tego przyjęcia. Byli nareszcie sami. Czekał na tę chwilę zbyt długo, by teraz nie miał jej wykorzystać. Tego rodzaju okazja mogła się prędko nie powtórzyć. Musiał wyznać jej swoje uczucia. Jak to dobrze, iż posłuchał wewnętrznego podszeptu i przyjechał własnym samochodem. W gruncie rzeczy pragnął zapewnić sobie możliwość opuszczenia przyjęcia w każdym momencie, bez
niepokojenia Isao i Kun. Wierzył teraz jednak, że wplątała się w jego zamiary całkiem mistyczna intuicja. Przewidział niejako, iż będzie miał teraz Minako obok siebie na fotelu, przed sobą zaś rozjarzoną od reklam ulicę. Najciekawsze, że znajdował się w tak podniosłym nastroju, jak szesnastoletni chłopak na swojej pierwszej randce. Milczeli, zatopieni w myślach, Minako świadoma była niecierpliwości i podniecenia mężczyzny siedzącego za kierownicą. Nie odczuwała jednak żadnego niepokoju. Mógł sobie myśleć, że wygrał bitwę – do wygrania wojny było mu jeszcze daleko. Zresztą w wojnie, którą rozpętała, mieli być tylko pokonani.
– Czy wejdziesz na kawę? -zapytała, gdy zatrzymali się przed jej domem. – Zepsułam ci wieczór i chcę się jakoś odwdzięczyć.
Wykrzywił usta.
– Nie cierpię tych przyjęć, na których każdy chce zaimponować każdemu. Poszedłem tam tylko na prośbę Isao i Kun. Poza tym nie wiem, czy czujesz się na, tyle dobrze…
– Czy to znaczy, że nie chcesz kawy?
Zrobił minę człowieka, któremu wymyka się z rąk ostatnia szansa.
-Jeśli stan twojego zdrowia…
-Gdyby stan mojego zdrowia wymagał wizyty u lekarza, nie wysunęłabym tej propozycji.
-W porządku! – krzyknął, wyskakując z samochodu. – Właściwie to przez cały dzień marzyłem o kawie.
Artemis zdrajca, otarł się grzbietem o nogi Saitou, witając go niczym dobrego znajomego. A zostawiwszy na nogawkach spodni kilka białych włosków, powędrował zadowolonym krokiem do swego posłanka przy kaloryferze pod oknem. Zawiódł ją. Miała nadzieję, że kiedy Saitou zacznie go głaskać, powodowany wrogością zatopi w jego dłoni swoje ostre ząbki. Ale tu zamiast rozlewu krwi była serdeczna komitywa. I wierzyć tu zwierzętom!
– Czy naprawdę ciebie i Taki nic nie łączy? – zapytał nagle w ciszy, jaka zapadła.
Wytrzymała jego spojrzenie.
– A byłbyś zmartwiony, gdyby coś nas łączyło?
– Odpowiedz na moje pytanie – wysapał.
– Nie. Nic a nic. I dotyczy to w równym stopniu teraźniejszości, jak i przeszłości – odparła, wyprzedzając pytanie, które nieuchronnie miało nastąpić. – A teraz pozwól, że ja o coś zapytam. O co właściwie ci chodzi? Czego ty chcesz ode mnie?
Zwilżyła wargi. Zrobiła to bez intencji prowokowania go, mimo to efekt zaskoczył ją i trochę przestraszył. Stalowe oczy zmieniły się w dwa rozżarzone do białości węgle, a nozdrza nosa rozdymały się niczym chrapy u rozhukanego wierzchowca. Nie czekając na jego odpowiedź, szybko dodała:
– Saitou, jestem pewna, iż musisz zdawać sobie sprawę, że to twoje osaczanie mnie to nie jest coś, za czym bym przepadała.
Nabrał w płuca powietrza.
– A ja w odróżnieniu od ciebie niczego nie jestem pewien. Nie wiem nawet, czy znam cię, Minako. Powiedz, kim ty właściwie jesteś?
Poczuła dziwną słabość w kolanach. Czyżby dogrzebał się do jej przeszłości?
– Nie rozumiem…
– Dlaczego myślę o tobie dniem i nocą? I dlaczego pragnę cię, jak nie pragnąłem dotąd żadnej innej kobiety?
A zatem rozkochała go w sobie! Jej triumf był tak wielki, że bez słowa sprzeciwu pozwoliła mu, by zamknął ją w uścisku i okrył pocałunkami. Świętując zwycięstwo, dopiero po jakimś czasie poczuła dotyk jego ust i pieszczotę dłoni. Te pierwsze doznania sprawiły jej przyjemność. Otoczyła ramionami jego szyję, zanurzyła palce we włosy. Złączyli się w namiętnym długim pocałunku. Przywarła mocniej do mężczyzny, który teraz wodził gorącymi zaborczymi ustami po jej karku i szyi. Zatrzymał się w miejscu, gdzie zaczynał się materiał sukienki. Zawahał się, a ona niemal poczuła do niego żal za to niezdecydowanie. Nie dbała o sukienkę. Niechby nawet poszarpał ją na strzępy!On jednak tylko podniósł głowę i spojrzał w jej oczy.
– Oto, czego pragnę! – szepnął, oddychając chrapliwie. – Ciebie. Twojego ciała. Miłości z tobą. Stanu, w którym nic już nas nie będzie dzielić.
Ten głos. Ten głos wstrząsnął pokładami jej podświadomości, wywołał zmorę tamtych dni, podziałał jak smagnięcie biczem, otrzeźwił aż do bólu, a wreszcie ustanowił przepaść pomiędzy mężczyzną, który tulił ją i całował, a Saitou Sekine, winnym śmierci jej ojca i rozpadu rodziny. Ten pierwszy wprawiał ją w oszołomienie, pobudzał zmysły, ale pobudzał również serce, które biło w coraz szybszym rytmie. Ten drugi przypominał o obowiązku nienawiści i zemsty. Ale przecież obaj składali się na jednego człowieka. Pokochać go znaczyłoby stworzyć wybuchową mieszankę sprzecznych żywiołów, narazić siebie na jakieś schizofreniczne rozdarcie, a w końcu na całkowite zniszczenie.
Mimo że nadal stali spleceni w uścisku, Saitou poczuł, że Minako oddala się od niego. Nie mógł jej na to pozwolić. Musiał teraz zmobilizować całą swoją energię, aby utrzymać ją w tym stanie erotycznej bezwładności i oszołomienia. Bądź co bądź pomiędzy nimi stało się coś, na co czekał od tylu tygodni i co było ostatnio największym jego pragnieniem.
– Minako! – Delikatnie potrząsnął nią. – Nie patrz tak na mnie. Po co ci ta walka ze mną? Zostańmy kochankami.
Teraz wiedział przynajmniej tyle, że ona również tego chciała. Bezspornych na to dowodów miał przed chwilą bez liku. Niemal otwarła się na jego przyjęcie. A teraz zamyka się na powrót i oddala.
– Minako! – Potrząsnął nią ponownie, tym razem z większą gwałtownością.
Jej głowa odskakiwała przez chwilę niczym piłka. Minako miała bladą twarz i ciężko oddychała.
-Ja… nigdy nie miałam romansu.
Zmarszczył czoło. W jego oczach odmalowało się zakłopotanie. Chyba nie chciała zasugerować mu…
– Co mówisz?
Wytrzymała jego wzrok.
– Jestem dziewicą.
Drgnął i lekko rozluźnił ramiona. Nie, to było czystą niemożliwością, aby ta piękna kobieta o ciele jak gdyby wyrzeźbionym w akcie miłosnym nigdy nie doświadczyła dotyku kochanka! A jednak nie wątpił w prawdziwość jej słów. Tłumaczyły tak wiele, między innymi i to, dlaczego wydawała mu się zawsze tak nieuchwytna i niedostępna. Bo była niedostępna, o ile być dostępną znaczyło dawać dostęp do siebie mężczyznom. I teraz, kiedy patrzył na jej cudowną pobladłą twarz, uświadomił sobie z całą jasnością, że właśnie tego chciał, chce i będzie chcieć zawsze i niezmiennie. Żeby należała tylko do niego. Było oczywiste, że w przeszłości kochało ją i pragnęło wielu mężczyzn. Było oczywiste, że niektórzy z nich pozwolili sobie na otwarte awanse. Dlaczego żadnego z nich nie wybrała sobie na kochanka, narzeczonego, męża? Pytanie to samo się narzucało, a jednak ganił siebie za swoją podejrzliwość. Wolał spoglądać na nią jak na istotę, którą los wybrał dla niego, a uchroniwszy od wszelkich niebezpieczeństw, rzucił mu ją, czystą i nieskalaną, w ramiona.
– Wyjdziesz za mnie?
Aż znieruchomiał ze zdumienia. Te słowa, mimo iż wyszły z jego ust, nie zostały przez niego wypowiedziane. Powiedział je jakby ktoś inny, ktoś oszalały z miłości. A potem wszystko nagle stało się bardzo dziwne i tajemnicze. Bo jej usta również się otworzyły i uleciał z nich jeden dźwięk.
-Tak.

Reklamy

5 thoughts on “Zbyt późno. VII

  1. pierwszy komentarz do tego rozdziału 😉
    widzę że Saitou już kompletnie się zatracił w swojej miłości, co do Minako trudno dokładnie stwierdzić czy da za wygraną i zapomni o zemście czy też w odpowiednim momencie wbije mu nóż w plecy. sądzę jednak że masz coś w zanadrzu co zaskoczy wszystkich.
    to napięcie między nimi było czuć i to bardzo
    ale już mi się tęskni do kolejnego rozdziału 😉

  2. No nie mogę Minako jest taka nie obliczalna w swoim postępowaniu można się wszystkiego po niej spodziewać natomiast Saitou zachowuje się jak wariat czyżby oszalał z miłości do Minako? Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów akcja zaczyna mnie wciągać na całego.

  3. Aż się mi prosi, żeby ,,żądna zemsty” Minako po ,,Jestem dziewicą: dodała ,,Bo czekałam na Ciebie” 😀 Oł, maj… przecież Kunkun byłby podjarany jak dzik w kartoflach 😀

    A poważnie to zachwyca mnie ta cieniutka linia między dwoma, skrajnie różnymi odczuciami Minako względem Saitou 🙂 Aż się prosi o tragedię :D… Ale pfuuu, tragedii oczywiście nie chcę, bo chociaż byłaby niewątpliwie wartościowa artystycznie to nie lubię płakać ;P I oczywiście, tak jak Ty, baaardzo dobrze im życzę 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s