Zbyt późno. VIII

To, co się stało przed chwilą, możliwe było tylko dzięki temu, iż przed trzema miesiącami na pewnym ekskluzywnym przyjęciu Minako poznała Isao. Młody mężczyzna był jej rówieśnikiem, ale o ile on wzrastał w kokonie dobrobytu i szczęścia, jej życie ułożyło się całkiem inaczej. Do ukończenia szkoły średniej żyła wyłącznie nauką i nienawiścią do człowieka, który pchnął jej ukochanego ojca do samobójczej śmierci. Otrzymawszy świadectwo dojrzałości, znalazła pracę modelki. Wytrwale poszukując informacji o swoim wrogu, czytała systematycznie gazety. Zdarzało się nierzadko, że natrafiała w nich niemal co tydzień na zdjęcie Saitou, dynamicznego, rzutkiego, przystojnego i niedostępnego biznesmena, jak określali go dziennikarze. Jej nienawiść zmieniła się w tępy ból, ten zaś w duchowe opętanie.  Zdawała sobie sprawę, że jej szanse spotkania tego człowieka praktycznie równają się zeru, nawet w przypadku, gdyby udało się jej osiągnąć sukces w swoim zawodzie. Wszystko to zmieniło się diametralnie z chwilą poznania Isao. Tamtego wieczoru pojawiła się przed nią realna perspektywa pomszczenia śmierci ojca, i to w sposób, który ugodzi Saitou najmocniej i najboleśniej. Saitou bardzo kochał swojego siostrzeńca, ale Minako nie mogła zdobyć się na to, aby ugodzić go poprzez Isao. To bezpośrednio Saitou miał być jej celem i ofiarą. Pragnęła wtrącić go w tę samą beznadziejną rozpacz, która stała się udziałem jej ojca przed samobójczą śmiercią, i w to samo dojmujące poczucie utraty, w którym żyła od pięciu lat. Isao miał być tylko przynętą. Wychodziła z założenia, iż Saitou, kiedy tylko ją pozna, zapragnie jej, ona zaś dozując ocet i miód w odpowiednich proporcjach, doprowadzi go do miłosnego szaleństwa. Poszło to łatwiej, niż mogła oczekiwać w najśmielszych nawet marzeniach. Poprosił ją o rękę! Dobiegł ją jego zduszony śmiech.
– Nie mogę uwierzyć! Bo chyba śnię, że się oświadczyłem!
Usłyszała w głowie dzwonek alarmowy. Czyżby pożałował nieopatrznego kroku i zamierzał się wycofać? A czy takie rozwiązanie nie byłoby w gruncie rzeczy czymś lepszym? Nie do końca przemyślała swoje plany, nie mogła więc w tej chwili ogarnąć wszystkich konsekwencji zaistniałego dopiero co faktu. Pakowała się z zamkniętymi oczami w coś, co mogło okazać się nowym piekłem, gorszym od poprzedniego. Wzburzenie i pomieszanie osiągnęły stan krytyczny, gdy równocześnie przypomniała sobie tamtą okropną scenę w gabinecie ojca – och, ile krwi! – oraz to bardzo podobne do miłości uczucie, które wypełniało jej serce przed kilkoma minutami.
– Hej, rozchmurz się! Nie powiedziałem, że żałuję moich słów, tylko że nie mogę się im nadziwić.
Teraz dopiero z całą ostrością uświadomiła sobie, że przecież przyjęła jego oświadczyny. Jak mogła poślubić i kochać człowieka, do którego równocześnie pałała nienawiścią? Nie było w tym żadnej logiki, nawet logiki uczuć.
Milczenie Minako przedłużało się. Saitou poczuł się zaniepokojony.
– Nie lękaj się, wszystko będzie w najlepszym porządku. Już ja się o to postaram – obiecał jej. – Tylko że po tym, co sobie powiedzieliśmy, nie proś mnie, błagam, o czas do namysłu.
Najwyraźniej czytał w jej myślach! Unieważnił dokładnie to, co zamierzała uczynić. Czuła się tak, jakby budziła się z głębokiego snu lub wynurzała z długiego mrocznego tunelu, którym wędrowała przez te wszystkie lata, zobojętniała i nieczuła na miłość i ból. Mówi się, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. Ale czy oba te uczucia mogą współistnieć ze sobą? Wątpiła w to, bo wiedziała, że tak samo jak woda gasi ogień, tak miłość wypiera nienawiść albo nienawiść miłość.
-Minako, wiem, że dopiero co spotkaliśmy się i prawie się nie znamy – powiedział, jakby wyczuwając jej bolesną rozterkę. – Poza tym te kilka spotkań, które mamy za sobą, poświęciliśmy prawie wyłącznie na sprzeczki. Ale to chyba dlatego, że olśniłaś mnie i głęboko zapadłaś w moją duszę. Żyje na granicy jawy i snu, całkiem wytrącony z równowagi.
Słuchała go i zarazem konfrontowała chwilę obecną z planami odwetu i zemsty, którym podporządkowała ostatni okres swojego życia. Miała zamiar odsłonić swoją prawdziwą twarz w dniu ich ślubu. To wówczas zamiast przysięgi miłości i wierności małżeńskiej miał usłyszeć od niej słowa potępienia i wzgardy. Miał zostać zatruty jadem zemsty w momencie, gdy będzie wychylał puchar szczęścia. Obraz ten, jeszcze tak niedawno mobilizujący jej siły, teraz przeraził ją. Zaczynała popadać w zwątpienie. Coraz gęstsza mgła zakrywała przyszłość.
Saitou obserwował z napiętą uwagą jej twarz, na której odbijały się sprzeczne uczucia. Wielu z nich nie potrafił rozszyfrować, ale co do jednego był absolutnie pewien. Minako, podobnie zresztą jak on sam, tyle że w nieco mniejszym stopniu, przeżyła szok związany z nagłą przemianą w ich wzajemnym stosunku. Jeszcze przed godziną, formalnie rzecz biorąc, byli obcymi sobie ludźmi, teraz są już po słowie. A przecież przyrzekł sobie, że nigdy się nie ożeni. Życie, jakie wiódł przez ostatnie lata, odpowiadało mu. Żadnych obowiązków, dużo przyjemności. I dopiero przed kilku tygodniami uświadomił sobie, że żył właściwie z pustką w sercu. Nie widział przed sobą celu, na którym mógłby się skupić i który porządkowałby jego egzystencję, nadając jej sens. Teraz wiedział, że taką zasadą porządkującą może być tylko Minako. Dzieliła ich przepaść, jeśli idzie o wiek i życiowe doświadczenie. Był od niej starszy o trzynaście lat. Jego siostrzeniec był rówieśnikiem kobiety, którą zamierzał poślubić. Doprawdy, odsunąwszy na bok pieniądze, nie stanowił najlepszej partii dla Minako. Ale gotów był na wszystko, by tylko ją zdobyć. Musiała być jego!
– Uważam, że ze ślubem nie mamy co zwlekać – powiedział pewnym tonem, jakby nie zauważając lękliwego protestu malującego się na jej twarzy. – Im bliższą wyznaczymy datę, tym lepiej.
– Przez najbliższe miesiące związana będę umowami – zdołała wyszeptać.
Słowa te uświadomiły mu, że jego narzeczona była, bądź co bądź, osobą publiczną, występującą w tym ekskluzywnym cyrku, zwanym światem mody. On zaś pragnął mieć ją wyłącznie dla siebie. Czy jednak mógł jej o tym powiedzieć? Wyczuwał intuicyjnie, że z tym płochliwym ptaszkiem postępować trzeba bardzo ostrożnie, bo inaczej odfrunie. Znał jej silną wolę oraz przywiązanie do swojej pracy. W rezultacie doszedł do wniosku, że najrozsądniej będzie przełożyć ten temat na później, kiedy już będą mężem i żoną i ptaszek znajdzie się w klatce.
-Myślę, że uda się nam wpasować z naszym ślubem w jakąś lukę w twych…
Potrząsnęła głową.
– Teraz, kiedy powiedzieliśmy już sobie rzecz najważniejszą, nie ma pośpiechu…
– Nie ma? – zapytał, spoglądając na nią badawczo. Na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce.
– Musimy przede wszystkim powiadomić o naszej decyzji Isao- chan – rzekła odsuwając się.
Pozwolił, aby wymknęła mu się z rąk. Zafrapowała go uwaga o Isao. No właśnie, Isao! Zaprzątnięty Minako, całkowicie zapomniał o nim. Jak zareaguje? Jedno było pewne: nie będzie tym zachwycony. Zresztą mniejsza o taką lub inną reakcję Isao. Ostatecznie miał własne życie i mógł kształtować je wedle swej niezawisłej woli. Mógł ożenić się z każdą kobietą, również i tą, której Isao w żaden sposób nie będzie mógł zaakceptować jako członka rodziny.
Minako, rzecz jasna, dostrzegła, że wzmianka o Isao wprawiła Saitou w głębokie zakłopotanie. Wyraz arogancji i pewności siebie jak gdyby zniknął z jego twarzy, aby po chwili, niestety, znów się na niej pojawić. Sądząc z oznak, miał zamiar forsować swą wolę wbrew wszystkim i wszystkiemu.
– Powiadomię go – wybuchnął. – Ale obiecuję, że nic i nikt nie stanie na przeszkodzie naszemu małżeństwu.
Oto miała to, czego pragnęła od chwili, kiedy poznała Isao!

***

Umówili się na następny dzień. Saitou przyjechał po Minako do domu i wyciągnął ją na miasto. W jednym z największych jubilerskich sklepów w centrum wsunął na jej palec zaręczynowy pierścionek z diamentowym oczkiem. Kamień lśnił miłością, lecz ona widziała w tych błyskach groźną zapowiedź piorunów, które miały zdruzgotać i spopielić ich związek. Następnie pojechali do apartamentu Saitou. Panował tu komfort, który przeszedł wszelkie jej oczekiwania, pomimo iż jeżdżąc po świecie, przywykła do luksusu najdroższych hoteli. Ale najbardziej godne uwagi okazały się ściany. Wiszące na nich obrazy nie były bowiem zwykłą ozdobą, lecz stanowiły bogatą i starannie skompletowaną kolekcję starych mistrzów. Saitou rzucił w rozmowie, że ma jeszcze trzy domy – w Osace, w Hong Kongu oraz na wyspach Sado.  O domu pod stolicą ani się nie zająknął! Minako wiedziała, że jej dom rodzinny, aczkolwiek pusty i milczący, nadal znajduje się w jego posiadaniu. Była tam tylko raz, tuż po opuszczeniu szkoły, i z krwawiącym sercem patrzyła na starą posiadłość, która rozbrzmiewała niegdyś jej śmiechem. Pragnąc uwolnić się od tych przykrych myśli, zaczęła oglądać obrazy. Była tu zgromadzona jakby w jednej pigułce cała historia malarstwa. Wpatrywała się właśnie w baśniowy ogród Henriego Rousseau, kiedy podszedł do niej z drinkami.
– Przyznaję, że obcujesz w tej chwili z dowodem mego samolubstwa – powiedział. – Trzymając te wszystkie arcydzieła tutaj, pozbawiam tym samym innych ludzi szansy zobaczenia ich.
Oderwała wzrok od kwiatów, tygrysów i gigantycznych motyli i spojrzała na niego.
– Czy wobec kobiet zwykłeś zajmować taką samą postawę, jak wobec tych obrazów? – zapytała z nutką prowokacji.
Pamiętała, jak zareagował wczoraj na wzmiankę z jej strony, że zamierza po ślubie kontynuować karierę modelki. Z jego miny wynikało niezbicie, iż chętnie umieściłby ją w jakimś komfortowym mieszkaniu, zamknął na klucz, po czym ów klucz wrzucił do morza.
– Zrozum – odparł po chwili namysłu. – Moje interesy wymagają, bym prawie bez przerwy włóczył się po świecie. I ostatnią rzeczą, jakiej bym sobie życzył, to wylatywać do Hong Kongu w tym samym momencie, kiedy ty będziesz wsiadała do samolotu do Montrealu czy Buenos Aires.
Uśmiechnęła się.
– Ale pomyśl tylko o radości związanej z końcem takiej rozłąki.
Owszem, myślał o czymś podobnym już od bardzo dawna. Niewykluczone, że wczoraj dopiąłby celu. Na przeszkodzie stanęła niewinność Minako. Niewinności nie można godniej uczcić jak tylko małżeństwem. Pragnął, aby wszystko, co wiązało się z nią, miało jak najwspanialszą oprawę.
– Minako, nie chcę sporadycznych spotkań, podczas których człowiek od nowa poznaje swoją żonę. Chcę być z tobą bez przerwy, dniem i nocą. Chcę…
Położyła palec na jego wargach.
– Sai- chan, tak się składa, że lubię moją pracę. Ciężko harowałam, by znaleźć się tam, gdzie jestem. Nie wyobrażam sobie, bym mogła czekać na ciebie w jednej z tych luksusowych hotelowych klatek, aż wpadniesz i zamienisz ze mną kilka słów pomiędzy jednym spotkaniem a drugim.
– Nic takiego się nie wydarzy – zaprotestował.
Potrząsnęła głową tak gwałtownie, aż jej złote włosy przesypały się przez obnażone ramiona na przód stanika ciemnozielonej sukienki.
– Ależ wydarzy się, na pewno się wydarzy.
Wyjął z jej dłoni szklankę z drinkiem i postawił wraz ze swoją na stoliku obok.
– Zaufaj mi. Ostatecznie wszystko zależy ode mnie. A ja chcę być z tobą i tylko z tobą… Z czego się śmiejesz?
-Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jest to nasza pierwsza narzeczeńska sprzeczka.
Faktycznie, sprzeczali się; I wiedział dlaczego. Miał oto przed sobą istotę niezależną, o silnym charakterze, samodzielną w myśleniu i działaniu. Stwarzało to pewne trudności, lecz również fascynowało, i to tym bardziej, że z pozoru wydawała się wiotka i krucha, niemalże uległa.
– Pierwsza, lecz pewnie nie ostatnia – odparł z ironicznym wyrazem twarzy.
Minako spoważniała. Jej oczy pociemniały i nabrały barwy wzburzonego oceanu.
– Nie lubię sprzeczek.
– Więc pomyślmy o tym, jak im zapobiec.
Wziął ją w ramiona i zaczął całować. Tym razem nie stawiała oporu. Na jego namiętność odpowiadała swoją.
– Przepraszam, że przeszkadzam – rozległ się nagle w pokoju czyjś ściszony, urywany głos. – Na dzwonek nikt nie odpowiadał, więc posłużyłem się własnym kluczem… Cześć, Mina… Nie spodziewałem się, że ty i wuj…
Twarz Isao wyrażała bolesne zaskoczenie. Chłopak stał w drzwiach i oczekiwał na jakieś wyjaśnienie. Mieszkał tu razem od ponad pół roku, więc Minako nie zdziwiło, że miał klucz. Pech chciał, że użył go w momencie, gdy cały świat przestał dla nich istnieć. Nakrył ich niczym dwójkę zajętych sobą nastolatków. Minako czuła się tak zawstydzona, że nie wiedziała, gdzie uciec z oczami. Inaczej Saitou. Ten wprawdzie zmienił pozycję, lecz ani myślał cofnąć ręki z jej ramion.
– Isao, chciałbym przedstawić ci…
– Na miłość boską, przecież wiem, kim ona jest!
– Przedstawiam ci moją narzeczoną – dokończył mocnym i dźwięcznym głosem.
Isao zmieszał się, a w jego oczach pojawił się jakby strach. Minako zrobiło się żal chłopaka. Chętnie w tej chwili wyjaśniłaby mu wszystko, ażeby tylko wydobyć go z tego strasznego położenia, lecz jej zdrętwiałe wargi zdołały jedynie wyartykułować dwa słowa:
– Isao, ja…
Co chciała powiedzieć? Czy to, że nigdy nie kochała, czy też to, że naprawdę  jest córką człowieka, którego zabił jego wujek? Cokolwiek chciała powiedzieć, odetchnęła z ulgą, że się jej to nie udało.
– Spróbuj się przyzwyczaić, do tej nowej sytuacji. Nasz ślub odbędzie się w przyszłym miesiącu.
Zaskoczona, spojrzała na białowłosego pytającym wzrokiem. O ile pamiętała, żadnej daty ślubu nie ustalili jeszcze, a on zdecydował o tym bez jej zgody. Przeszedł do porządku nad jej uwagą, że przez najbliższe miesiące musi realizować zobowiązania wynikające z najróżniejszych umów. Po prostu nie przyjął tego do wiadomości, a ona nie mogła przecież w tej chwili przypomnieć mu o tym.
-Nic o was nie wiedziałem… Nawet nie domyślałem się… Skąd ten pośpiech ze ślubem? – W głosie Isao zabrzmiała nutka podejrzliwości.
Minako poczuła, że ciało mężczyzny, który ogarniał ją ramieniem, twardnieje z gniewu. Nie cierpiał sytuacji, kiedy stawiano go pod ścianą i kazano mu się tłumaczyć.
– Ponieważ chcę, żeby Minako została moją żoną i ożeniłbym się z nią chociażby jutro, gdyby dało się to załatwić.
Isao najwyraźniej zaczął otrząsać się z szoku, gdyż pozwolił sobie nawet na drwiący uśmieszek.
– Dziwi mnie, że nie możesz załatwić czegoś, czego naprawdę chcesz. To trochę nie w twoim stylu. – Pokręcił głową z niesmakiem. – Natomiast zupełnie mnie teraz nie dziwi, że tak twardo sprzeciwiałeś się mojemu małżeństwu z Boską. Chciałeś mieć ją dla siebie!
-Ma na imię Minako – powiedział Saitou przez zaciśnięte zęby.
Było jasne, że Isao celowo posłużył się jej pseudonimem, skoro dotąd w sposób jak najbardziej naturalny używał jej imienia.
– Lub jeśli chciałbyś wyrazić swój szacunek, nazywaj ją ciocią.
Twarz młodego mężczyzny zapłonęła gniewem.
-Raczysz sobie żartować! Nagle zacząłeś gustować w nastolatkach?
Minako obserwowała obu mężczyzn jakby z dalekiego dystansu. Ta scena odpowiadała dokładnie temu, czego pragnęła od chwili poznania Isao: ich kłótni. W jej przekonaniu miało to zniszczyć szczęśliwe życie człowieka, który nigdy nie miał skrupułów, gdy chodziło o odebranie szczęścia innym. Tak właśnie to sobie umyśliła,by teraz z przerażeniem spoglądać na rzeczywistą postać teoretycznych dotąd założeń. Kłótnia tych mężczyzn była czymś strasznym, potwornym, trudnym do zniesienia. Minako znalazła się na granicy wytrzymałości.
– Jedynym dzieciakiem wśród nas jesteś ty, Isao…
– Przestańcie! – krzyknęła.
Kiedyś nie zdobyła się na to, by wykrzyknąć to słowo. Stała wówczas za kotarą i słuchała kłótni Saitou z ojcem. Jakże teraz żałowała tamtej słabości. Gdyby ojciec wtedy dowiedział się, jak bardzo go kocha, z pewnością nie sięgnąłby po pistolet. Wiedziałby, że wbrew wszystkim ciosom, jakie na niego spadły, musi żyć dla swojej córki. Obecnie sytuacja była inna, lecz przecież coś ją z tamtą łączyło. Ci dwaj kłócący się ze sobą mężczyźni w istocie się kochali. Musiała zrobić przynajmniej tyle, aby ich miłość nie przemieniła się w nienawiść. Isao spojrzał na nią oczyma kopniętego szczeniaka.
– Mina, ja po prostu ciągle nie mogę tego zrozumieć.
– Nie mamy sobie nic do wyjaśnienia – odpowiedział za nią Saitou, zaniepokojony jej bladością. – Absolutnie nic. Czy wyrażam się jasno?
Jaśniej w zasadzie nie można było, pomyślała, patrząc na pełną niedowierzania twarz Isao. Zresztą zaraz na samym początku znajomości wyjaśniła mu swój stosunek do spraw seksu i on go w pełni zaakceptował. Jeżeli więc teraz spoglądał na nich z takim sceptycyzmem, to tylko dlatego, iż nie mieściło mu się w głowie, że wuj mógł pójść w jego ślady.
– Cóż, nie wiem, co powiedzieć – rzekł w końcu, nieporadnie wzruszając ramionami.
Minako poczuła, że ciało Saitou rozluźnia się. Wszystko wskazywało na to, że najgorsze minęło. Najprawdopodobniej Isao doszedł do wniosku, że nie jest w stanie powstrzymać biegu wydarzeń i czemukolwiek zapobiec. Musiał rozumowo zaakceptować coś, przeciwko czemu buntował się uczuciowo. Biedny Isao! Nie chciałaby być w jego skórze.
– A zatem, jak to mówią, witaj w rodzinie! – huknął Saitou sztucznie ożywionym głosem.
Obserwując siostrzeńca, jak całuje Minako w policzek, czuł niezmierną ulgę. Ogromne wewnętrzne ciśnienie, które miało za chwilę doprowadzić go do wybuchu gniewu, nagle ustąpiło, zostawiając po sobie pustkę i kroplę goryczy. Saitou bowiem uświadomił sobie, że gdyby miał wybierać pomiędzy Minako a Isao, wybrałby kobietę, którą kochał. Czy oznaczało to, że nie kochał siostrzeńca? Bynajmniej. Oznaczało tylko, że jedna miłość musiała ustąpić tu przed drugą. Minako odrodziła go. Z chwilą poznania świat od nowa odsłonił przed nim swoje uroki. Poczuł się całkiem innym człowiekiem. Gnębiła go jedynie płochliwość i nieuchwytność Minako. Ciągle nie był jej pewien, jakkolwiek jego lęk nie posiadał żadnych realnych podstaw. Brak pewności brał się raczej z psychicznej atmosfery, którą rozprzestrzeniała wokół siebie ta cudowna dziewczyna. Im szybciej więc wsunie na jej palec obrączkę, tym szybciej odzyska spokój i zacznie z ufnością patrzeć w przyszłość. Zakrawało poza tym na ironię losu, że odrzuciwszy tyle niedwuznacznych małżeńskich ofert ze strony kobiet, oświadczył się dziewczynie, która wymykała się mu z równą zręcznością, z jaką on wymykał się tamtym kobietom. Być może po prostu zasłużył sobie na to! Pozostawała jeszcze kwestia jej uporu. Rzecz sprowadzała się do tego, czy Minako po ślubie porzuci karierę modelki, czy też będzie nadal na oczach pożądających jej mężczyzn spacerowała po wybiegu? Postanowił rozstrzygnąć ten problem w swoim czasie. Dziś najważniejsza była obrączka!

***

Przez kilka następnych dni Saitou wprawdzie nie powracał do sprawy wyznaczenia daty ślubu, lecz i tak Minako żyła przeświadczeniu, iż rzeczy wymknęły się jej spod kontroli. Ich zaręczyny przestały być bowiem ich prywatną tajemnicą i znalazły się w odpowiednich rubrykach gazet. Zaczęła się męka życia na widoku. Gdziekolwiek się pojawiali, ciągnęli za sobą całe tabuny fotoreporterów, zaś w artykułach o nich rozdzielano włos na czworo, zajmując się nawet takimi drobnostkami, jak kolor lakieru na paznokciach „szczęśliwej narzeczonej”. Co bardziej cyniczni wyrobnicy pióra pozwalali sobie na reklamiarską przesadę i zestawiając ich ślub że ślubem następcy tronu, Minako nazywali „księżniczką modelek”, Saitou zaś „królem biznesu”. Spekulacje na temat pałacu, w którym zamieszkają, oraz liczby „książąt i księżniczek”, których się dochowają, były tylko skromnym, acz nieodzownym dodatkiem. No cóż, wydawcy dbali, by ich gazety sprzedawały się jak ciepłe bułeczki! Minako rozumiała to, niemniej nie mogła się oprzeć wybuchom irytacji.
– Jutro przeczytamy, że wybrali za nas imiona naszym dzieciom!- wykrzyknęła pewnego wieczoru, rzucając w gniewie gazetę na podłogę.
Saitou wybuchnął śmiechem, jednak i jego zaczynały denerwować te prasowe igrzyska. Któregoś dnia zadzwonił Taki i złożywszy gratulacje, zaproponował Minako ślubną suknię, którą prezentowała i która tak zainteresowała Saitou. Dowiedziawszy się o tym, Saitou stwierdził arogancko, że i tak nie pozwoliłby żadnej innej kobiecie na świecie, włącznie z Kun, wziąć ślubu w tej sukni, gdyż od początku widział w niej tylko Minako, istotę stworzoną dla takiej oprawy. Tak czy inaczej, okazało się, że najwspanialsza ślubna suknia, dzieło talentu i fantazji, będzie zdobiła właśnie ją w tym wyjątkowym dniu w życiu. Na czym jednak miała polegać wyjątkowość tego dnia? Otóż Minako uświadomiła sobie, że cała ta intymność i czułość, która tworzyła atmosferę ich spotkań w ostatnim okresie, pryśnie niczym bańka mydlana, kiedy Saitou dowie się prawdy o niej, a będzie musiał się dowiedzieć chociażby tylko z aktu urodzenia. Jeżeli więc chciała zaoszczędzić mu publicznej kompromitacji, musiała wyprzedzić fakty i powiedzieć mu wszystko wcześniej – dzisiaj, jutro, za tydzień. Życie było dotąd jednym długim pasmem samotności, lecz bynajmniej się tym nie martwiła. Teraz jednak, gdy zasmakowała w miłości, coraz bardziej lękała się pustki, którą obiecywała jej najbliższa przyszłość. Rozmawiali właśnie o tej bliskiej i dalszej przyszłości, kiedy Saitou nagle powiedział:
– Minako- chan, kochanie, musisz wiedzieć, że nie chcę mieć dzieci.
Spojrzała ze zdumieniem na jego poważną, prawie surową twarz.
– Sai…?
Gwałtownie podniósł się z fotela i wtłoczył ręce w kieszenie spodni.
– Mam trzydzieści trzy lat, a dokładnie trzydzieści cztery bez trzech miesięcy. Nigdy nie myślałem o dzieciach, poza tym jest za stary…
Była w rozterce. Temat, który poruszył, z jej perspektywy wydawał się szczytem abstrakcji. Cóż mówić o dzieciach, jeśli sam ich małżeński związek stał pod znakiem zapytania? Ale Saitou podchodził do sprawy ze śmiertelną powagą.
– Zawsze myślałam, że najważniejszy jest wiek matki.
– Moje życie nie było nastawione na posiadanie dzieci.
W poczuciu Minako rozmowa ta nadal zasługiwała na nazwę bezprzedmiotowej, mimo to jakąś cząstką swej osobowości angażowała się w temat zupełnie spontanicznie.
-A może powinniśmy usiąść i razem dojść do jakichś wniosków?
Zatrzymał się w swojej wędrówce po pokoju. Rzucił na nią badawcze spojrzenie.
– Czy od tego, jakie to będą wnioski, uzależniasz swą ostateczną decyzję wyjścia za mnie za mąż?
– Nie, ale…
– Żadnych dzieci. Próbuje się nam wmówić, że dzieci wzbogacają małżeństwo. Jest to wierutna bzdura. Przeciwnie, są powodem większości napięć i małżeńskich kłótni.
– Przecież nie wiesz tego z doświadczenia…
Na jego twarzy pojawił się nieokreślony grymas.
– Nie sądzę, aby posiadanie dzieci czyniło związek pełniejszym. – Zbliżył się do niej i pogładził ją po policzku. – Po co ta dyskusja?
Miała zdecydowanie odmienne zdanie. Człowiek jest stworzeniem rozumnym i potrafi pójść na kompromis, ale także wyciągać pozytywne wnioski ze swoich pomyłek. Inna sprawa, że za dawne błędy należy również płacić. Nic nie może być przysypane piaskiem zapomnienia. Jej ból i rozdarcie brały się właśnie stąd, że co innego dyktował jej rozum, a co innego serce.

Reklamy

8 thoughts on “Zbyt późno. VIII

  1. no no długi rozdział 🙂 nasza para jest taka wręcz nie do określenia, Minako jest bardzo nie zdecydowana jestem ciekawa jaką decyzję podejmie, co wybierze miłość czy zemstę. Coś mi się wydaje że Saitou nie koniecznie miał coś wspólnego ze śmiercią jej ojca ale to tylko moje przypuszczenia.

      1. o to widzę że może dobrze myślę? fajnie by było jakby Saitou nie miał nic wspólnego ze śmiercią jej ojca bo w końcu mogła by dopuścić do głosu prawdziwe uczucie jakim darzy bladyna. Poczekamy, poczytamy i zobaczymy 🙂 życzę dużo weny.

  2. Minako na zbity pyszczek ze swoim planem zemsty poleci 😛

    Ja wiem, że Minako na razie dużo udaje, ale mimo to ta ich ,,narzeczeńska sprzeczka” była urocza… W ogóle jak sobie wyobraziłam jego niby zwykłe gładzenie po policzku, kiedy powiedział jej że nie chce mieć dzieci to tylko westchnęłam, bo niby takie stanowcze słowa i taki stanowczy facet, a taki drobny i czuły gest 🙂 Ranyyyy: aż mi się łzy do oczu cisną, że nią (Minako) nie jestem. Wiadomo- przeszłość bolesna, a ona cały czas ma swoje demony, ale ten największy demon jest taki grrrrrrrrrrrr, że co mi tam 😛

    Biednyyyy Isaoooo… Kiedy ich zobaczył musiało zaboleć bardzo, pewnie nawet jakby ktoś walnął go młotem. Pierwsze wrażenie-w dwie tak ważne osoby go oszukały, okłamały, wyrolowały- jajććć ;(

  3. Przez Ciebie zaczynam lubić ff z Minako 😀
    Dlaczego teraz nie wydają takich książek????? ehhh. Chyba będę musiała sama założyć wydawnictwo i wydać Twoje opowiadania oraz kilku innych autorek 😀

  4. Jak zwykle można liczyć na twoją wenę 😉 świetny rozdział, świetnie opisane sprzeczne uczucia. Z niecierpliwością czekam na dalszy rozdział
    Pozdrawiam cieplutko 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s