Żona mojego ojca. VI

Rei siedziała przy stole i udawała, że je.
Gdyby spojrzenie naprawdę mogło zabijać, to już dawno byłabym martwa, pomyślała.
Nienawiść w błękitnych oczach siedzącego na przeciwko niej Kei, nie pozostawiała żadnych wątpliwości w tej sprawie. Rei wolałaby zostać sama w swojej sypialni, niż wystawiać się na te jego spojrzenia. Ale najbardziej ze wszystkiego chciała, żeby ziemia się rozstąpiła i na zawsze ją pochłonęła. Teraz to było jej marzenie. Niestety, musiała siedzieć przy stole i udawać, że je. Shirosama hołdował tradycji oficjalnych obiadów po zachodzie słońca i życzył sobie, żeby cała rodzina i wszyscy goście byli podczasnich obecni. Obecni i ubrani w wieczorowe stroje. Nikt, kto nie musiał przez to przechodzić, nigdy się nie dowie, jak okrutna może być tortura jedzenia. Potrawy miały smak pieczonej tektury, a przełykanie sprawiało ból, bo miała całkiem ściśnięte gardło. Czuła na sobie baczne, niechętne spojrzenie Kei. Obserwował ją. Nie jak człowiek, ale jak sokół, śledzący swą ofiarę, wyczekujący dogodnej chwili, żeby ją chwycić w pazury. Rei nie miała cienia wątpliwości, że kiedy w końcu zdecyduje się na nią napaść, atak będzie celny.
Właściwie nawet się zdziwiła, że od razu nie powiedział ojcu o ich spotkaniu w Tokio. Była na to przygotowana. Z bijącym sercem czekała na tę chwilę, kiedy jedno słowo zniszczy jej najbliższą rodzinę. Jednak ku jej niebotycznemu zdumieniu nic takiego nie nastąpiło. Kei się nie odezwał. A raczej odezwał się, ale nie tak, jak się spodziewała.
– Ja i panna Hino właśnie się poznaliśmy- odpowiedział na oficjalną prezentację, jakiej Shirosama dokonał nad basenem. – Prawdziwy z ciebie szczęściarz, tato. Udało ci się zdobyć serce najpiękniejszej kobiety świata.
Rei nie mogła uwierzyć własnym uszom. Zdziwiły ją nie tylko słowa, ale także, a może przede wszystkim absolutny spokój i swoboda, z jaką je wypowiedział. Jakby nigdy nic między nimi nie zaszło, jakby jeszcze przed chwilą nie płonął z pożądania…Niestety, musiała uścisnąć jego wyciągniętą dłoń. Tym razem nie dało się tego uniknąć. Oczywiście, jeśli nie chciała wzbudzić podejrzeń Shirosama, który z zadowoleniem obserwował pierwsze- w jego mniemaniu – spotkanie swojego syna ze swą przyszłą żoną.
Ciekawe, jak szybko przestałby się uśmiechać, gdyby wiedział, że to nie jest nasze pierwsze spotkanie, pomyślała. A gdyby się dowiedział, w jakich okolicznościach się poznaliśmy…
Nie, o tym wolała nie myśleć. Na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że jednak można czytać w jej myślach. Kei mocno uścisnął jej dłoń. „Mogę cię zniszczyć tak łatwo, jak łatwo mógłbym ci złamać rękę”, mówiło spojrzenie jego oczu. „Mogę to zrobić w każdej chwili. I zrobię. Jeśli przyjdzie mi na to ochota”.
Toteż Rei z drżeniem serca czekała na moment, kiedy powie ojcu prawdę, gdy życie jej rodziny legnie w gruzach. Najbardziej bała się tej chwili, gdy trzeba będzie pójść do siebie i przebrać się do obiadu, zostawić ojca i syna samych, dać Kei możliwość rozmówienia się z ojcem w cztery oczy. Bała się, że gdy wróci do salonu, usłyszy, że ma się wynosić i że jej dziadek przez nią umrze. Spieszyła się bardzo, w nadziei że zdąży wrócić, nim Kei porozmawia z Shirosama. Tak bardzo się bała, że ledwo mogła zejść na drżących nogach z powrotem do salonu. Ale okazało się, że Kei nadal nic nie powiedział. Bo gdyby było inaczej, Shirosama nie wyszedłby jej na powitanie ze zwykłym u niego uśmiechem, nie pocałowałby jej – jak zwykle – w policzek, nie zaproponował drinka. Byłoby o wiele mniej przyjemnie.
– Dziś pijemy szampana, moja droga – oznajmił Shirosama. – Czas uczcić nasze zaręczyny.
– I powrót syna marnotrawnego – dodał z przekąsem Kei.
On także podniósł się z fotela, gdy weszła do salonu i nawet podał jej kryształowy kieliszek z musującym szampanem.
– Ale nade wszystko będziemy dziś świętować twoje wejście do naszej rodziny – powiedział, uśmiechając się radośnie. Tak szczerze, jakby rzeczywiście cieszył się z tego powodu. Tylko oczy pozostały martwe, bez cienia uśmiechu.
Rei denerwowała się tak bardzo, że ręce jej drżały i odrobina szampana wylała się z kieliszka na jedwabną sukienkę.
– Ostrożnie – powiedział Kei. – Chyba że chcesz wszystko zniszczyć.
Wiedziała, że nie chodzi mu o sukienkę. Zrozumiała, że to jest ostrzeżenie. W każdej chwili spodziewała się morderczego ciosu.
– Jakżeście się poznali? – zapytał Kei, gdy podano desery.
Niby zwyczajne pytanie, lecz w tej sytuacji groźne. Shirosama zastrzegł, że życzy sobie całkowitej dyskrecji, że nikt nie może się dowiedzieć o układzie, jaki zawarł z ojcem Rei. Dlatego nie odezwała się, tylko spuściła oczy. Wolała, żeby on mówił za nich oboje.
– Wiesz, że mam w Tokio sieć hoteli – powiedział, nakładając sobie porcję ciasta, które podano na deser. – Ojciec Rei nimi zarządza.
– W Tokio? – spytał Kei odrobinę za ostro jak na zwykłą towarzyską rozmowę o wszystkim i o niczym.
Rei się wzdrygnęła. Bez trudu odgadła, w jaką stronę podążają jego myśli.
– Na obrzeżach. Kilka domów przebudowanych na nieduże, kameralne hoteliki.
– To chyba nie jest daleko od centrum – drążył Kei. – Czy często jeździ pani do Tokio?
– Proszę mówić do mnie po imieniu – poprawiła go. – A Tokio odwiedzam bardzo rzadko.
– Czyżby? – spytał Kei z lodowatym uśmiechem.
Musiała bardzo uważać. Jedno dwuznaczne słowo i Shirosama nabierze podejrzeń. Zacznie ją wypytywać… Nie mogła pozwolić, żeby się wszystko wydało.
– Oczywiście od czasu do czasu mam w Tokio jakieś sprawy do załatwienia – powiedziała z doskonale udaną swobodą – ale, prawdę mówiąc, nie pamiętam, kiedy byłam tam po raz ostatni.
Dobra jest, pomyślał z uznaniem Kei. Wspaniała z niej aktorka. Gdybym nie znał prawdy, bez trudu dałbym się nabrać na to przedstawienie. Spotkał ją dwukrotnie tego dnia i za każdym razem była inną kobietą. Wieloma różnymi kobietami, bo potrafiła zmienić osobowość prędzej niż on zmieniał ubranie. Ktoś, kto by ją widział w tej chwili, za żadne skarby świata by się nie domyślił, że wtedy w barze była zdenerwowana, całkiem zagubiona. I na pewno nie wpadłby na to, jak była namiętna, wręcz szalona w łóżku, w hotelowym pokoju. W tej chwili była elegancką damą w jedwabnej turkusowej sukni, przystrojoną kompletem srebrnej biżuterii. Wydawała się całkiem spokojna, rozluźniona, doskonale opanowana. A przecież nie mogła być taka w rzeczywistości. Była co najmniej tak niespokojna jak Kei. Musiała wiedzieć, że ich wspólny sekret jest dla niej groźny, że w każdej chwili może z tego wyniknąć jakiś dramat. Jeszcze teraz kręciło mu się w głowie od rewelacji Shirosama. Kiedy ojciec powiedział, że Rei jest jego narzeczoną, poczuł się, jakby dostał pięścią w twarz. Niemal cudem zachował zimną krew, z najwyższym trudem udało mu się opanować, nie pokazać po sobie wrażenia, jakie wywarła na nim ta wiadomość.
– A więc nie bywasz w klubach ani w barach?- zapytał, chcąc ją wytrącić z tej świetnie udawanej równowagi.
– Rei właściwie nigdzie nie bywa-wtrącił się Shirosama. -I pewnie nawet nie wie, co to takiego ten klub – zażartował.
Kei się opamiętał. Przypomniał sobie, że nie jest tutaj sam z Rei, że prócz nich jest jeszcze jego ojciec i kilkoro służących.
– Między innymi dlatego się nią zainteresowałem – ciągnął, nieświadom uczuć syna. – Jest całkiem niezepsuta. Zupełnie inna niż większość dzisiejszych młodych kobiet.
Kei musiał się napić wina. Choćby tylko po to, żeby nie wybuchnąć śmiechem. A więc całkiem ogłupiła starego, pomyślał. On nie ma bladego pojęcia, jakie ziółko bierze sobie za żonę. Więc czemu mu tego nie uświadomię? Dlaczego nie powiem, że ta mała nie jest taka święta, za jaką ją uważa?
Właściwe zdanie czekało w jego głowie gotowe, uformowane tak starannie, że przez jedną chwilę miał wrażenie, jakby je naprawdę wypowiedział. Zdążył się nawet zdziwić, czemu nie wywołało żadnego poruszenia, żadnej kosmicznej awantury. Nareszcie dotarło do niego, że przecież nic nie powiedział. Dlatego nic się nie stało. Dlatego ojciec spokojnie pił wino, ślepy i głuchy na milczące napięcie, jakie panowało w pokoju. Kei odczuwał je całym ciałem i podobnie było ze Rei.
– Jej dziadek jest ciężko chory – opowiadał Shirosama- więc Rei prawie przez cały czas się nim opiekuje.
Z wyjątkiem tych dni, kiedy łazi po barach i podrywa obcych facetów, pomyślał złośliwie Kei. Gdyby mój kochany tatuś o tym wiedział, nie byłby taki strasznie zadowolony z siebie.
Rei spuściła oczy. Kei pomyślał sobie, że wygląda w tej chwili jak uosobienie skromności. Tylko on – i oczywiście ona – wiedzieli, jak jest naprawdę. Już wiedział, czemu się nie odzywa, czemu nie uświadamia ojcu prawdziwych walorów jego narzeczonej. Przecież gdyby zdradził tajemnicę, obciążyłby także siebie. Przede wszystkim siebie. Shirosama całą winą obarczyłby syna, uznał go za uwodziciela bez czci i wiary i znów by się od niego odwrócił. Tym razem pewnie na zawsze. A poprzysiągł sobie, że jeśli ojciec kiedykolwiek wyciągnie do niego rękę na zgodę, to on tę rękę chwyci w obie dłonie. Dlatego przyjechał na
ślub, dlatego zgodził się być drużbą, choć jeszcze nie miał pojęcia, kim będzie panna młoda. Wszystko dlatego, że nie przyjechał na wyspę tylko i wyłącznie na ślub. I na pewno nie po to, żeby ojciec na nowo uwzględnił go w testamencie. Nie potrzebował pieniędzy. Od nikogo. Swoich własnych miał wystarczająco dużo. Ale wyspa to całkiem inna sprawa…
Shirosama wszedł w posiadanie tej wyspy, żeniąc się po raz pierwszy z matką Kei. Ta wyspa od wieków należała do rodziny. Na tej wyspie pochowano jego matkę, a także jej rodziców, dziadków i pradziadków. Wyspa była dziedzictwem i miał zamiar o nią walczyć. Choćby nawet do ostatniego tchnienia. Wolał nie ryzykować utraty drogiego mu skrawka ziemi z powodu jakiejś młodej naciągaczki, której udało się omamić Shirosama. Jeśli ta mała pójdzie w ślady swych poprzedniczek, to nie zabawi tu długo i rozwiedzie się z ojcem za kilka lat, tak samo jak wszystkie jego poprzednie młode żony.
– To rzeczywiście niezwykłe – odezwał się Kei. – Aż trudno mi uwierzyć, że takie dziewczyny jeszcze istnieją na świecie. Jednak teraz, kiedy miałem zaszczyt poznać twoją narzeczoną, nie mam wątpliwości, że wszystko, co o niej mówisz, to szczera prawda. Wyobraź sobie, że gdy spotkałem ją dziś na basenie, była zakłopotana swoim kąpielowym strojem. A przecież ten kostium wcale nie jest ekstrawagancki. W każdym razie ja już widziałem w życiu wiele tak zwanych ubrań, które zakrywają o wiele mniej, niż ten jej
skromny kostium.
Rei słuchała uważnie. Tylko nieustanny ruch rąk, nerwowo składających i rozkładających serwetkę świadczył o tym, że jest napięta jak struna. Nie była pewna, dokąd zmierzają wywody i ten jej brak pewności dawał mu poczucie ogromnej satysfakcji. Odczekał moment, żeby zwiększyć napięcie, po czym dodał z udaną obojętnością:
– W zeszłym tygodniu spotkałem pewną młodą pannę… Bardzo podobna do Rei, w tym samym wieku i z taką samą bardzo zgrabną figurą. Tyle że tamta miała na sobie taką krótką spódniczkę, jakby jej prawie nie było. W każdym razie zdawała się bardziej rozebrana niż twoja przyszła żona w swoim ślicznym kostiumie kąpielowym.
Syknęła. Prawie bezgłośnie, tak że tylko Kei to zauważył. Wyłącznie dlatego, że uważnie się jej przyglądał.
– Toteż wcale się nie zdziwiłem – mówił, jakby niczego nie zauważył – że zaczepiło ją dwóch drobnych pijaczków przy barze…
Rei miała tego serdecznie dosyć. Rzuciła niemiłosiernie pomiętą serwetkę na stół, spojrzała swemu prześladowcy prosto w oczy.
– Właśnie dlatego nie bywam w barach – powiedziała z mocą. – Nigdy nie wiadomo, jakie szumowiny człowiek tam może spotkać.
„Szumowiny”! wrzasnął w myślach. To ty mnie uważasz za szumowinę? No, ładnie. Serdeczne dzięki, moja śliczna panno.
Wiedział, że chciała mu dopiec i udało jej się. Może rzeczywiście się go wystraszyła, może naprawdę wymógł na niej zgodę na pójście do tego hotelu, ale z całą pewnością nie był szumowiną!
Musiał wyjść z tego pokoju, nie mógł wytrzymać dłużej w jednym pomieszczeniu z tą podłą oszustką. Gdyby został, mógłby stracić panowanie nad sobą, opowiedzieć ojcu o wszystkim, co się zdarzyło w Tokio, i wyjechać stąd, zanim piekło rozpętałoby się na dobre. Ale gdyby tak zrobił, gdyby dopuścił do awantury, złość ojca dosięgłaby także jego samego. Wątłe porozumienie pomiędzy nimi rozpadłoby się w drobny mak; Kei straciłby ostatnią być może szansę na odzyskanie wyspy, a na to nie mógł sobie pozwolić. I na pewno nie z powodu tej drobnej oszustki, która potrafiła omamić nawet tak wytrawnego wyjadacza jak Shirosama Yamana.
Kei wstał od stołu powoli, jakby był absolutnie spokojny, jakby nie gotowały się w nim wszystkie furie świata.
– Nie chciałbym wam przeszkadzać – powiedział, spoglądając znacząco na dłoń swego ojca, spoczywającą na ramieniu Rei.- Poza tym czekam na telefon od pewnej młodej damy -dodał ze złośliwym uśmieszkiem. – Życzę wam obojgu dobrej nocy.
Rzeczywiście czekał na telefon. Od swojej sekretarki. Ale prędzej dałby się pokroić na kawałki, niż przyznać, że chodzi tylko o rozmowę służbową. Chciał, żeby Rei także żałowała, może nawet była trochę zazdrosna…
Wyszedł z jadalni sprężystym krokiem zadowolonego z siebie mężczyzny. Jednak wcale nie był z siebie zadowolony ani tym bardziej spokojny. Wprawdzie wmawiał sobie, że chodzi mu wyłącznie o wyspę, lecz sam najlepiej wiedział, że prawda jest całkiem inna. Od tamtej nocy spędzonej ze Rei nie potrafił przestać o niej myśleć. A już na pewno nie chciał myśleć o niej jak o przyszłej żonie swojego ojca, o swojej własnej macosze… Nie chciał, a mimo to nie potrafił myśleć o niczym innym.

Reklamy

5 thoughts on “Żona mojego ojca. VI

  1. obiad horror, Kei dał popalić dziewczynie ale wcale mu się nie dziwię. Rei niezła aktorka. Ciekawa jestem sam na sam Rei z Kei. pozdrawiam i czekam na więcej.

  2. Ależ ten Kei ją całą rozmowę kąsał… Ajajaj…

    Cudownie… Teraz, kiedy będą żyć we trójkę mogą się takie fantastyczne rzeczy porobić 😀 Żebym źle nie zabrzmiała to może konkretniej ( 😀 ) : opcje dalszego rozwoju fabuły są baaardzo intrygujące 😛 I nie chodzi mi tylko o to czy Jadeite powie ojcu czy nie, bo myślę, że nie. Chociaż… gdybym to ja pisała to bym zrobiła tak, że ojciec się sam, przypadkowo dowie. No ale chyba nie powinnam przez ten pryzmat prawdopodobieństwa szacować 🙂

    W ogóle rozdział genialny- każdy gest, uśmieszek, reakcja, porównanie 🙂

    1. Kiedy przeczytałam, ze mogą porobić fantastyczne rzeczy we trójkę to myślałam, ze spadnę z krzesła, potem dopiero doczytałam dalsza część komentarza pomyślałam, ze to juz jest chyba źle, ze takie myśli mi chodzą po głowie. 😀

      1. Jeśli jest źle to nie tylko z Tobą, bo mi po napisaniu też takie rzeczy chodzić zaczęły 😀 I wtedy, żeby zapobiec sytuacji, w której ktoś inny zaczyna sobie zdrożne sytuacje wizualizować ( 😛 ) dopisałam resztę. No, ale wychodzi na to, że w prewencji się nie specjalizuję 😛

  3. Nadrobiłam zaległości i przeczytałam wszystkie rozdziały. Opowiadanie jest fantastyczne 🙂
    Szkoda mi Rei, w zasadzie nie miała żadnego wyboru, dzięki lekkomyślności swojego ojca.
    Kei po tylu miłosnych przygodach w końcu się zakochał, w przyszłej macosze.
    A Shirosama, podstarzały playboy myśli, że wszystko co zechce będzie miał. Bogactwo rodzi pychę a on oczekuje od młodej żony miłości i dziedzica. Przecież ma już dziedzica. Keia! Zapomniał o tym? A poza tym jak młoda dziewczyna mogłaby pokochać starca? Dla mnie to nierealne…
    Ale dla niego tak… mam nadzieję, że dostanie nauczkę od losu i będzie happy end 🙂
    p.s. a jakby tak Rei zaszła w ciążę z Keiem po ich wspólnej i jedynej jak dotąd nocy? ale by była katastrofa….;)
    Pozdrawiam cieplutko i czekam na więcej
    Marta 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s