Zabłąkane dusze. IV

Nie podoba mi się ten rozdział :/

***

– W duchy? – powtórzył Mamoru, nie wierząc własnym uszom. – Chodzi ci o dzwoniące łańcuchy, ciężkie kroki i drzwi, które się same otwierają i zamykają?
– Wyśmiewasz się ze mnie – powiedziała żałośnie, a smutek w jej oczach przekształcił się w bezdenną rozpacz.
– Nie, ja tylko…
Otworzyła szerzej oczy, gdy coś nagle przyszło jej do głowy.
– Ludzie uznają mnie za wariatkę. – Zaciśniętą pięścią uderzyła w oparcie kanapy. – Do cholery, nie mogę uwierzyć, że taki z niego tchórz!
– Z ducha?
– Nie, z szefa. – Ukryła twarz w dłoniach i westchnęła ciężko.
– Czekaj, czekaj, trochę wolniej – poprosił.- Jakiego szefa?
Opuściła dłonie, ale nie podniosła głowy.
– Dyrektora szkoły w której pracuje.
– A dlaczego jest tchórzem?
– Jest jedynym świadkiem – powiedziała. – Oprócz mnie tylko on to widział. I nie poświadczy
moich słów.
Wyraźnie ją to przygnębiło. Mamoru pocieszająco objął jej ramiona.
– Zacznij od początku.
– Wyszliśmy na dwór, żeby popatrzeć na drzewo – wyjaśniła. – Chciałam tam powiesić huśtawkę, a ponieważ on także taką posiada w ogrodzie, poprosiłam go…
Nie mogła mówić dalej. Mamoru uścisnął jej ramię.
– Jest dzień. Nie musisz się bać.
– Nie boję się. To nie strach, to… poczucie beznadziejności.
Mamoru, dotykając jej i patrząc w oczy, czuł i widział, jak jest zdesperowana. Chciałby przekazać jej swoją siłę, swoją pewność siebie.
– I zobaczyliście ducha?
Opowiedziała mu wszystko: o straszliwej, umęczonej twarzy z pustymi oczodołami, o wrażeniu, że zjawa błagała ją o pomoc, o prośbie Seinosuke, żeby wstrzymać się z osądem, i w końcu o tym, jak umył ręce od całej sprawy.
– Mówi, że są tylko dwa rodzaje mocy: dobra i zła, a jeśli duch istnieje, to musi być wytworem złej mocy. Mówi, że musimy się od tego odwrócić, bo jak się poświęca temu uwagę, to staje się silniejsze.
– On też to widział? Jesteś pewna?
– Absolutnie. Sama mogłabym wątpić w to, co widziałam, ale zobaczyliśmy to samo równocześnie!
Równoczesne halucynacje są tak samo mało prawdopodobne, jak duchy! – Zamyśliła się, by dodać po chwili:
– Seinosuke- san mówi, że sprawa duchów jest kontrowersyjna i on nie może się wychylać. Boi się, że mogłoby to wpłynąć na jego pozycję. Nasz duch czy zjawa, czy co to tam jest, okazuje się być problemem politycznym.
– Więc postanowił umyć ręce.
– Tak. Rzecz w tym, że zostaję na lodzie, bo tylko on może potwierdzić moje słowa. – Spojrzała na Mamoru wyzywająco. – Jesteś pierwszą osobą, której to opowiedziałam. Czy myślisz, że jestem wariatką?
– Musisz przyznać, że historia jest dziwna. Nigdy nie wierzyłem w duchy…
– Nie mam ci za złe – powiedziała żałośnie. – Sama w nie wierzyłam, póki jeden nie postanowił powiesić sobie na moim drzewie. Gdyby ktoś opowiedział mi taką historię kilka dni temu, uznałabym go za stukniętego.
Mamoru złapał ją za ramiona.
– Usagi, jesteś absolutnie normalna.
– Więc mi wierzysz? Wierzysz, że naprawdę…
– Wierzę, że zobaczyłaś coś, co było dla ciebie bardzo realne. I najwyraźniej zbyt realne dla Seinosuke- san.
– Jeśli chcesz przez to powiedzieć, że nie wymyśliłam sobie ducha, by urozmaicić moje skądinąd nudne życie, to jestem ci wdzięczna. Masz do mnie więcej zaufania niż ten inspektor, który w zeszłym tygodniu przyszedł w sprawie krzyków.
– Jeśli tak uważał, to jest kretynem.
– Skąd ta pewność? – uśmiechnęła się cierpko.- Nie znasz mnie. Przecież pasuję do takiego obrazka. Samotnie mieszkająca stara panna.
– Nie nabierzesz mnie na ckliwą bajeczkę. Widać od razu, że jesteś bardzo rozsądną kobietą. I wcale nie taką samotną. Nie musiałaś wymyślać ducha, by uatrakcyjnić sobie sobotni wieczór, prawda? Samochody twoich gości zapchały cały zaułek.
– Odkryłeś mój sekret. Nie mogę żyć bez przyjęć. A sobotnie było nieco nudnawe, więc zapragnęłam je ożywić. – Chciała zażartować, ale w głosie pojawiła się nuta histerii.
– Przy pomocy ducha? – podchwycił. – To dlaczego nie wpadłaś do domu, zawiadamiając o tym, co widziałaś?
– Może powinnam była. Seinosuke- san nie mógłby wyprzeć się wszystkiego przed takim audytorium, bo był zupełnie roztrzęsiony.
Mamoru odgarnął blondynce z czoła kosmyk włosów.
– Nie czułaś, żeby to był zły duch?
Pokręciła przecząco głową.
– Myślałam o tym w nocy. Zastanawiałam się, kim jest i dlaczego pojawił się akurat tutaj, akurat wtedy. Nie mogłam otrząsnąć się z wrażenia, że – ktokolwiek czy cokolwiek to jest – prosi o pomoc. Teraz już nie wiem, co myśleć, ale nie czułam, by z tej zjawy emanowało zło, tylko rozpacz. I chociaż była odpychająco brzydka, nie bałam się jej. Byłam przejęta. Czułam, że muszę jej pomóc. – Zadrżała, a w głosie znów pojawiła się wysoka, histeryczna nuta. – A może to było zło. Może łudziło mnie, grało na moich lepszych instynktach, wykorzystało je, by mnie zahipnotyzować. A może w ogóle nie było świadome mojej obecności. Może po prostu pojawiło się tak sobie. -Wybuchnęła śmiechem, zdradzając, że za chwilę straci nad sobą kontrolę. – Może ten sam duch wędruje sobie po drzewach na całym świecie. Może nawet ma regularną marszrutę? Może wisi sobie na moim drzewie co drugą sobotę, a potem przenosi się do jakiejś dzwonnicy?
– Chodź no tutaj. – Brunet delikatnie przyciągnął ją do siebie.
Usagi chętnie przywarła do niego, obejmując w pasie i opierając policzek o pierś mężczyzny. Był ciepły i masywny, i bardzo ludzki, i pachniał mydłem i męską wodą kolońską. Słuchała rytmicznego bicia jego serca, a on kołysał ją w ramionach. Westchnęła z ulgą. Jak rozpaczliwie potrzebowała dotyku i pocieszenia innej ludzkiej istoty.
– Chcesz jeszcze wina? – spytał po kilku minutach ciszy.
– Nie, dziękuję. Już go nie potrzebuję – uśmiechnęła się, unosząc głowę. – Chyba ze wszystkiego najbardziej potrzebowałam właśnie przytulenia.
– A co byś powiedziała na pocałunek?
Udała, że rozważa propozycję.
– Czy całujesz tak dobrze, jak przytulasz?
– Lepiej – pochwalił się i postarał się to udowodnić.
– Nie chcę się ruszać – powiedziała po chwili, gdy pocałunek przekształcił się w czułe objęcia.
– Zastanawiałem się, czy cię nie uwieść, zanim wyskoczyłaś z tym duchem – powiedział. – Sposób, w jaki się przytulasz, tylko utwierdza mnie w tym pomyśle.
Odsunęła się niechętnie.
– Nie możesz uwieść kobiety, która ma ducha na drzewie.
– Jest taka reguła?
– Nie mam pojęcia. To mój pierwszy duch.
Mamoru uderzył dłońmi o kolana, wykazując gotowość do działania.
– Wypłoszymy dziada!
– Nie wiem, jak to zrobić. Może powinniśmy sprowadzić jakieś medium?
– Myślę, że powinnaś zacząć od spisania wszystkiego na papierze – powiedział, wstając.
Bezsenna noc i spora ilość wina przytępiły trochę zdolność pojmowania Usagi.
– Spisania czego?
– Wszystkiego. Każdego szczegółu. Jak ta zjawa wyglądała, jak była duża, jak długo wisiała, co czułaś, kiedy ją zobaczyłaś…
– Ale po co?
– Powinnaś to zapisać, póki masz wszystko świeżo w pamięci. Dzięki temu będziesz dysponowała dokładnym sprawozdaniem, jeśli… – zamilkł, nie kończąc zdania.
– Uważasz, że zobaczę go znowu, prawda? – zapytała trzeźwo.
– Nie wiem.
– No bo i skąd możesz wiedzieć – westchnęła, zwlekając się z kanapy. W kuchni znalazła notatnik i usadowiła się przy stole w aneksie jadalnym. Wciąż rysowała szlaczki na górze kartki, gdy Mamoru opadł na krzesło naprzeciwko.
– Czy muszę napisać tu pełny temat? – zapytała kapryśnym tonem, naśladując swoich uczniów.
– Jak możesz cały dzień znosić przemądrzałe dzieciaki? – chciał wiedzieć.
– Nie są tacy źli. Trzeba po prostu ignorować typowe dla nastolatków wyskoki i próbować dotrzeć do prawdziwego człowieka, tam w środku. Pod powłoczką arogancji i nastoletniego przemądrzalstwa kryją się przerażone dzieci, które próbują dorosnąć.
– W szkole podstawowej byłem strasznym rozrabiaką. Nie wiem, jak nauczyciele ze mną wytrzymywali.
– Rozrabiacy zwykle się o coś wściekają.
Mamoru zastanowił się chwilę.
– Wściekałem się – przyznał. – O wszystko. Głównie chyba o śmierć rodziców. Byłam wtedy po pobycie w pięciu rodzinach zastępczych.
– I wydawało Ci się, że gdy narozrabiasz oni zwrócę na ciebie uwagę?
– Tak – przyznał.- Nigdy sobie z tego nie zdawałem sprawy.
– Och, zdawałeś – uśmiechnęła się. – Tylko nie przyznawałeś się do tego nawet przed samym sobą.
Spojrzał na nią z namysłem.
– Ciekawie by było mieć cię za nauczycielkę. Niezwykła z ciebie kobieta, wiesz?
– Może dla uczniów. Ale dla duchów…-Jej uśmiech znikł.
– Nie pozwolisz się pokonać – ocenił, wciąż nie spuszczając z niej wzroku. – A teraz pisz!
– Tak jest, proszę pana. – Usagi ujęła pióro. Po chwili spytała: – A czy mógłbyś mi powiedzieć, co właściwie mam pisać? Nie wiem, jak zacząć.
– Wczoraj wieczorem, około godziny… O której to było?
– Kwadrans po dziesiątej – dopowiedziała, zapisując jego słowa. – Mów dalej, proszę.
– Seinosuke-san i ja staliśmy mniej więcej…Jak daleko od drzewa byliście? Ile metrów?
– Skąd mam wiedzieć, ile to było metrów?- W jej głosie pojawiła się panika. – Słuchaj…
– Pisz! – przerwał jej. – Zostaw wolne miejsca, potem weźmiemy taśmę i zmierzymy odległości.
– Tyran! – poskarżyła się, ale w gruncie rzeczy była zadowolona z tego tyranizowania. Lepiej było coś robić, choćby bezsensownego, podjąć jakieś działania, zamiast siedzieć i ponuro rozmyślać.

Kwadrans później opis tego, co widziała, był skończony. Zostały tylko wolne miejsca na odległości i wymiary. Mamoru rzucił okiem na centymetr, wyjęty przez blondynkę z pudełka z przyborami do szycia, i pognał do domu po metalową taśmę mierniczą. Z zawodową sprawnością zajął się wymierzaniem istotnych, jego zdaniem, odległości: długości gałęzi, odległości gałęzi od ziemi w najniższym i najwyższym punkcie, i tak dalej. Usagi posłusznie zapisywała podawane liczby.
– A teraz stań dokładnie tam, gdzie zatrzymałaś się, kiedy zobaczyłaś tę postać na drzewie.
– Nie jestem całkiem pewna. Gdzieś tutaj – zawahała się i wytężyła pamięć. – Tak. Mniej więcej tutaj.
– No dobrze. – Zwolnił przycisk, by pozwolić zwinąć się taśmie, wyjął jej z ręki notatnik i zatrzymał się z długopisem zawieszonym nad kartką. – Zobaczmy. Dom jest zorientowany na północ…
– Zaczynam rozumieć, dlaczego odnosisz takie sukcesy – stwierdziła.- …co oznacza, że drzewo stoi na południowy wschód od niego…
– To dzięki twojej zdolności koncentracji.
Spojrzał oceniająco na połacie dachu, zbiegające się w kształcie litery L, i zapisał coś w notatniku.
– Mogłabym się tu rozebrać do naga, a ty byś nie zauważył.
Podniósł głowę i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Chcesz spróbować?
– Chcę wiedzieć, co robisz.
– Ustalam wzajemne położenie domu i gałęzi.
– Oczywiście. Ależ ze mnie kretynka, że zadaję tak oczywiste pytania.
– A gdzie stał Seinosuke-san? Pokaż mi, żebym mógł stanąć w tym samym miejscu.
– Nie wiem.
– Spróbuj sobie przypomnieć.
– Nie mam co sobie przypominać, bo nie patrzyłam na niego, tylko na zjawę. I przestań na mnie krzyczeć!
– Czy wino wprawia cię w zły humor, czy to wrodzona cecha charakteru?
– Nie lubię, jak ktoś próbuje się rządzić.
– Przepraszam, jeśli tak to zabrzmiało. Chyba w pracy zbytnio przyzwyczaiłem się do wydawania poleceń. – Ujął ją pod brodę i obrócił ku sobie, – M a m dobre chęci, choć może moje metody są niezręczne. Próbuję ci pomóc.
Usagi westchnęła.
– Wiem. I doceniam to. Ale nie rozumiem, co może wyniknąć z wyrysowania planu na papierze.
– Pomyśl. Albo to, co widziałaś, było duchem, albo czymś innym. Jeśli było czymś innym, to musiał to być jakoś stworzony obraz. Prawdopodobnie holograficzny.
– Ktoś się zabawiał? Ale kto… i jak? Skąd ktoś mógł wiedzieć, że akurat wtedy wyjdziemy z domu?
– O to chodzi. Nie musiał tego wiedzieć. Mógł sobie jeździć, póki nie zobaczył imprezy. A potem ustawił wszystko i czekał, aż ktoś zapragnie odetchnąć świeżym powietrzem. Dlatego to, gdzie byłaś, może być istotne, bo w przypadku hologramu wskaże miejsce nadajnika.
– Czy rzutniki holograficzne są powszechnie dostępne?
– Nie bardzo. Na pewno są okropnie drogie.
– Więc mielibyśmy do czynienia z bogatym sadystą.
– Ten ktoś nie musiałby być właścicielem aparatury. Wystarczyłoby, żeby miał do niej dostęp.
Zapadła cisza.
– Marszczysz brwi – powiedział. – O czym myślisz?
– O czymś, w co nie chciałabym uwierzyć.
– To znaczy?
– Po tamtej nocy, kiedy słyszałam krzyki, moja przyjaciółka, Minako, zasugerowała, że może któryś z uczniów robi mi kawały. – Mina bruneta wyraźnie zdradzała, że uznał to za znakomite wytłumaczenie. – To po prostu niemożliwe. Wątpię, czy w okolicy jest jakikolwiek aparat holograficzny, a już zupełnie nieprawdopodobne, żeby któryś z moich uczniów mógł się do czegoś takiego dobrać. A nawet gdyby, to nie wyjaśniałoby… – Koniec zdania zastąpiło głębokie westchnienie.
– Czego? – nalegał.
– Moich odczuć – powiedziała cicho.
Ciężkie milczenie wypełniło powietrze. Mamoru nie uwierzył w jej ducha, tak jak przedtem nie uwierzył w nocne krzyki. W obu przypadkach była całkowicie pewna swoich doświadczeń. Ale czy nie mówi się, że gdy uważasz, że wszyscy oprócz ciebie są szaleni, to oznacza, iż właśnie ty jesteś wariatem?
– Pomyśl. Ta zjawa budziła litość i chciałaś jej pomóc. Czy nie rozumiesz, że taka reakcja zrodziła się w tobie, a nie promieniowała ze zjawy? Zareagowałaś tak, jakbyś zareagowała na widok zabłąkanego, głodnego szczeniaka.
– Ależ wcale nie. To nie było takie zwyczajne uczucie litości. To był… przymus. Tak, przymus – powtórzyła, rozważając właściwość tego słowa.
– Doznałaś szoku, więc, oczywiście, twoje reakcje były intensywne.
– Nie rozumiesz – westchnęła. – Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułam się, jakby wezwano mnie na pomoc.
– W tych warunkach mogłaś tak poczuć.
– Czy nie chciałeś przypadkiem jeszcze czegoś zmierzyć? – ostrym tonem zmieniła temat.
Mamoru pochylił się, by przelotnie pocałować czubek nosa dziewczyny, i wręczył jej koniec metalowej taśmy.
– Proszę to potrzymać Tsukino-san. – Podszedł do drzewa i stanął pod konarem. – Gdzie wisiała ta postać?
– Trochę bardziej w lewo. Tak, tutaj.
Mamoru odczytał odległość i zaznaczył ją na planie w notatniku. Potem zwinął taśmę, zawiesił na pasku spodni, notatnik rzucił na trawę, podskoczył, uchwycił konar i jednym płynnym ruchem wciągnął się na górę. Usagi z przyjemnością przyglądała się sprawnemu ciału bruneta.
– I co teraz? – spytała.
– Teraz zobaczę, czy nie znajdę czegoś niezwykłego. – Usiadł okrakiem na gałęzi.
Usagi pozazdrościła mu nie tylko siły, ale i nonszalancji. Nonszalancji wynikającej z tego, że nie widział ducha i nie wierzył w jego istnienie, z tego, że chciał ją uspokoić, wiedząc doskonale, że to on ma rację. Poczuła przypływ gniewu, który podkopał nieco poczucie wdzięczności za jego obecność i troskę.
– Znalazłeś coś?
Mamoru trzepnął lewą dłonią po prawym ramieniu.
– Głównie mrówki.
Dokładnie przyjrzał się całej gałęzi aż do pnia, potem wstał i wspinał się coraz wyżej, poddając oględzinom kolejne gałęzie.
– Spadniesz i skręcisz sobie kark – przestraszyła się, widząc, jak szybko zsuwa się w dół.
– Stary drzewołaz? Nie ma mowy – odpowiedział, nie zatrzymując się. Po chwili zeskoczył na ziemię.
Spoważniał i położył dłonie na ramionach blondynki, ściskając je uspokajająco.
– Nic nie znalazłem.
– Nie wiem nawet, czego szukałeś.
– Resztek sznura, otarć kory, dziur po gwoździach. Znaków, że ktoś łaził po drzewie, że coś zawieszono na którejś gałęzi…
– Aparat? – zapytała nieprzyjaznym tonem.
– Nie wiem! I ty też nie wiesz, więc przestań oskarżać mnie, że nie mam odpowiedzi na wszystkie pytania!
Schowała twarz w dłoniach.
– Przepraszam. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało.
Przyciągnął jej dłonie do ust i ucałował.
– Ja też przepraszam, że tak na ciebie warknąłem. Po prostu… to strasznie frustrująca sytuacja.
– Nie musisz się włączać – oświadczyła. – To ostatecznie nie twój problem.
– Nie? Księżycowy Zakątek to moje dzieło. Myślisz, że chcę, by mówiono, że tu straszy?
– Rozumiem. Sprzedaż mogłaby na tym ucierpieć – najeżyła się.
Mamoru wypuścił jej dłonie.
– Uważasz, że to dlatego tu jestem?
W każdym razie dlatego właśnie zjawiłeś się tu wtedy, gdy słyszałam krzyki, pomyślała. Ale
rzeczywiście, nie mógł wiedzieć o duchu.
– Nie wiem, co myśleć – przyznała. Spojrzała mu w oczy wyzywająco. – No więc, właściwie dlaczego tu jesteś?
– Bo mam sąsiadkę, która ma problemy. — Uśmiech wrócił Mamoru na twarz. – A przede wszystkim ma fantastyczny tyłeczek.

Reklamy

6 thoughts on “Zabłąkane dusze. IV

  1. ” Mamoru z przyjemnością przyglądała się sprawnemu ciału bruneta.” – chyba Usagi 😛
    Poza tym to w końcu! Jak ja tęsknie za większą ilością opowiadań UxM, ale to niestety już nie te czasy =,= Twój blog to jedno z nielicznych miejsc, gdzie jest to czego szukam i to w tak doskonałym wykonaniu…
    A rozdział jest uroczy i ma w sobie emocje 😉 Nie da się ukryć. Podoba mi się taki twardo stąpający po ziemi Mamoru ^^ No i rozmowa też przednia, ale dobrze, że jeszcze jej nie uwiódł 😛 Byłoby za szybko 😛 xD

    1. Nie wiem jak się tam wkradł ten błąd, ale dziękuję za zauważenie. 🙂
      Po za tym, a propos rozdziału i uwodzenia. W tych czasach to wszyscy uwodzą się bardzo szybko 😛 Ale to prawda jeżeli chodzi o ten rozdział i U&M, to byłoby nie na miejscu.

  2. no nareszcie ktoś tu sobie przypomniał o tym opku 🙂 bardzo ciekawy rozdział i dużo w nim emocji a co do Mamoru to chodź za nim nie przepadam to tu bardzo ciekawie go pokazałaś i również cieszę się że jeszcze nie uwiódł Usagi 🙂 czekam na kontynuację i pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Jak dla mnie Twoje niepodobanie jest czysto subiektywne 🙂

    Jeśli wszystkie duchy świata są wytworem zła to co z Kacprem- przyjaznym duszkiem 😛
    Chociaż mniemam, że ten na drzewie to nie był Kacper 😀

    A Mamoru mnie rozwalił 😀 Fakt, ze może fajnie by było uwiecznić szczegóły pamiętnego wieczoru… Nigdy nie wiadomo, zawsze może się przydać wiedzieć ,,jak długo wisiała” 😛 W końcu rzeczy z pozoru najmniej przydatne okazują się być jednak czasami przydatne, ale… ja sobie tylko wyobraziłam jak Mamoru z Usagi chodzą po ulicy i przechodnią rozdają kopie portretu pamięciowego zjawy. ,,Przepraszam, widział Pan tą zjawę?”, ,,Przepraszam, szukam tej zjawy. Jest brzydka, przerażająca i lubi wisieć na drzewach. Ale proszę się zastanowić” 😛

    Ja tam mogę czytać o każdym pairingu ( 😛 ), ale fakt, że po polsku Usagi/Mamoru jest mało. Naprawdę lubię Seiyę i zawsze murem zanim stałam. Mimo to muszę przyznać, że opowiadań Usagi/ Seiya jest dużo, zbyt dużo w stosunku do innych. To nie tak, że oni mi razem przeszkadzają. Przeciwnie, jeśli ktoś dobrze piszę to bardzo chętnie opowiadania Usagi/Seiya czytam. To po prostu taki mój pogląd na ostateczny rozrachunek 🙂 Jeśli weszłabym do galerii i w każdym sklepie ciągle byłoby 90 % ubrań niebieskich to, chociaż bardzo lubię niebieski, ile można chodzić w samym niebieskim 😛

    1. Ja także bardzo lubię czytać opowiadania dobrze napisane, nawet o S&U (tylko nie o Y&M, ciekawe dlaczego :D). Jest naprawdę parę dobrze piszących autorów i z przyjemnością śledzę dalsze rozdziały, no ale tak jak mówiłaś co za dużo to nie zdrowo i jak już widzę kolejną historię S&U, to …. raczej nie. :/

  4. nareszcie kolejny rozdział tego opoka 😉 rozdział nawet trochę zabawny jak Mamoru biegał z metrówką i mierzył wszystko i skakał po drzewie jak małpka no super 😀 Mamoru uwodzi Usę cudnie jak ja lubię czytać o nich. pozdrawiam gorąco i życzę trochę więcej czasu wolnego i weny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s