Żona mojego ojca. VII

Musiał się wreszcie pogodzić z tym, że nie uda mu się zasnąć. Próbował, ze wszystkich sił próbował, ale się nie udało. Kręcił się z boku na bok ponad godzinę, aż w końcu wstał, żeby na próżno nie tracić czasu, i zajął się przeglądaniem jakiegoś straszliwie nudnego sprawozdania. Miał nadzieję, że ta lektura go uśpi, ale się przeliczył. Był tak samo przytomny, jak w chwili gdy opuszczał jadalnię, a może nawet bardziej. Tak usilnie się starał nie myśleć o Rei, że teraz był już chory z pożądania.
Rzucił sprawozdanie na stół, wstał i wciągnął na siebie spodenki kąpielowe. Miał zamiar po pływać zaraz po przybyciu na wyspę, ale wtedy spotkał Rei i pływanie wywietrzało mu z głowy.
Teraz jednak był taki napięty, że poważnie bał się wybuchu. Musiał się jakoś rozładować, a trudno sobie wyobrazić lepszą metodę rozładowania napięcia aniżeli wysiłek fizyczny. Przepłynął kilka basenów, nim trochę się uspokoił. Na tyle, by móc docenić samotność, srebrzysty blask księżyca i ciszę, zmąconą tylko odległym pohukiwaniem sowy. Mimo to pływał dalej, z uporem godnym lepszej sprawy pokonywał kolejne długości basenu, aż poczuł ból we wszystkich mięśniach.
– Wystarczy – mruknął do siebie.
Miał nadzieję, że teraz wreszcie zaśnie. Jeśli zdoła wyrzucić z myśli brunetkę, być może uda mu się nawet wypocząć. Była prawie druga w nocy. Najwyższy czas iść spać.
Domek przy basenie tonął w ciemnościach. Tylko mała lampka przy drzwiach wejściowych wskazywała kierunek, w którym należało iść, żeby tam trafić. Kei nawet tego światła nie potrzebował. Znał tutaj każdy skrawek ziemi, każdy kamień. Wszedł do domku, po ciemku zdjął z kołka ręcznik i wycierając włosy, wszedł do kuchni. Dopiero tam zapalił światło.
Zamarł na widok bladej jak śmierć kobiety, siedzącej za kuchennym stołem. Miała na sobie białą bawełnianą koszulkę, białe spodenki. Była boso i bez makijażu, a długie włosy spływały na plecy. Wyglądała olśniewająco.
Instynktownie opuścił ręcznik, by ukryć przed nią, jak bardzo podnieciła go swym widokiem.
Kei nie rozumiał, jak to możliwe, że wciąż tak mocno na nią reaguje, mimo że już wie, z kim ma do czynienia. I to pomimo godzinnego pływania!
– Co ty tu robisz, u diabła? – zapytał nieuprzejmie.
– Czekam na ciebie – odparła cichutko.- Musimy porozmawiać.
– Nic z tego – pokręcił głową. – Nie muszę robić tego, czego nie chcę, a nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać.
Rei poruszyła się niespokojnie. Zastanawiała się, jak ma się zachować w tej sytuacji.
– Ja muszę z tobą porozmawiać – poprawiła się po namyśle.
– Możliwe – zgodził się – choć nie bardzo rozumiem po co. Mam wrażenie, że decyzję podjęłaś tydzień temu. Wykorzystałaś mnie, a potem zostawiłaś, żeby prędziutko wskoczyć do łóżka mojemu ojcu.
– Och, nie! – zawołała. Nie mogła pozwolić, żeby tak o niej myślał. I bez tego było bardzo źle. – Ja nigdy… To znaczy… -jąkała się. – Ja i twój ojciec nie sypiamy ze sobą i…
– Nic mnie to nie obchodzi! – zawołał. – Chociaż w tym przypadku nawet dobrze się składa. Przynajmniej nie będzie się dobijał do drzwi i nie odkryje, że tu do mnie przyszłaś.
Rei się wzdrygnęła. Tyle było złości w jego słowach… Lecz nawet o krok się do niej nie zbliżył. Od chwili gdy wszedł do kuchni i ujrzał Rei siedzącą przy stole, stał w miejscu jak wrośnięty w ziemię.
Rei drżała na całym ciele. Nie ze strachu, tylko z podniecenia. Rozpaczliwie usiłowała zebrać myśli, a to z każdą chwilą stawało się coraz trudniejsze. Nie mogła oderwać oczu od Kei.
Wiedziała, że pływał. Kiedy tu szła, słyszała plusk wody w basenie. Zatrzymała się nawet, żeby sobie popatrzeć, jak on pływa. Byłaby tak stała całą noc, gdyby się nie bała, że ktoś ją zauważy.
Cichutko weszła do domku i czekała tam na niego przerażona, a jednak zdeterminowana, żeby się z nim spotkać na osobności.
– Twój ojciec na pewno tu nie przyjdzie – powiedziała, wziąwszy się wreszcie w garść. – Słyszałam jak chrapie. Bardzo dużo wypił dziś wieczorem.
– Ja też – Kei wzruszył ramionami – ale jak widzisz, nie mogę spać.
– Widzę – bąknęła.
– No dobrze – Wziął głęboki oddech. – Po co przyszłaś? Miałaś nadzieję, że śpię i że będziesz mogła mi się wśliznąć do łóżka?
– No, skąd! – zaprotestowała. – Już ci mówiłam, że przyszłam porozmawiać.
– Niech ci będzie. – Kei westchnął zrezygnowany. – Tylko najpierw coś na siebie włożę.
– No tak. Oczywiście. Przepraszam. – Rei się zarumieniła. Na szczęście chyba nie zauważył, jak się na niego gapiła. Jakby go chciała zjeść. – Jasne, idź się przebrać.
Ze wszystkich sił starała się o nim nie myśleć, nie wyobrażać sobie, jak ściąga mokre slipki i wkłada suche ubranie. Musiała zachować spokój i trzeźwość umysłu.
Kogo ja oszukuję, zbeształa samą siebie w myślach. Od tamtej nocy w Tokio ani przez chwilę nie zaznałam spokoju. Nie wiem, co ze mną będzie dalej…
Kei wrócił bardzo prędko. Za prędko, by zdążyła się pozbierać. Tym razem miał na sobie spraną bawełnianą koszulkę i równie znoszone szorty. Nie powinny robić żadnego wrażenia, lecz wyglądał w tym stroju bardzo podniecająco. Pewnie dlatego, że dokładnie znała jego ciało i doskonale wiedziała, jakie jest pod ubraniem. Kei mógłby nawet włożyć worek, a i tak by ją podniecał.
– Chcesz się czegoś napić? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, wyjął z lodówki butelkę wody mineralnej, a z kredensu dwie kryształowe szklanki. Nalał wodę do szklanek, jedną z nich podał Rei.
– Zaczynaj – powiedział, opierając się plecami o ścianę. – Podobno chciałaś mi coś powiedzieć.
– Powiesz mu? – zapytała.
Znów była zła na siebie. Zamierzała powoli dojść do meritum, a tymczasem wypaliła prosto z mostu i bez żadnego wstępu.
– O czym?
– Nie udawaj! Dobrze wiesz, o co mi chodzi! Czy zamierzasz powiedzieć swojemu ojcu o tym, co między nami zaszło?
Kei oparł głowę o ścianę. Przyglądał się brunetce, ale z jego miny nie dało się nic wyczytać.
– Ojcu? – spytał, jakby rzeczywiście zdziwiło go jej pytanie. – A czemu miałbym mu cokolwiek mówić?
– O Boże! -jęknęła i ukryła twarz w dłoniach. Napięcie opadło z niej tak niespodziewanie, że wszystkie mięśnie zwiotczały i musiała się podeprzeć, żeby nie spaść z krzesełka. – Dziękuję! Bardzo dziękuję!
Kei milczał, więc na niego spojrzała. Zobaczyła, jak na nią patrzy, i dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo się pomyliła.
– Ja nic ojcu nie powiem – odezwał się. – Ty sama musisz to zrobić.
– Ja… Nie rozumiem – wyjąkała.
– A co tu jest do rozumienia? – Wzruszył ramionami. – Nie sądzisz, że powinnaś opowiedzieć mojemu ojcu o nas?
– Nie mogę! – zawołała.
Znów poczuła, jak wszystko wali jej się na głowę. Wiedziała, że jeśli zrobi to, co jej każe, to jej świat zniknie z powierzchni ziemi. Ojciec pójdzie do więzienia, a dziadek… O Boże! Dziadek!
– Naprawdę nie mogę – powtórzyła, z trudem powstrzymując łzy.
– Nie masz wyjścia – stwierdził ze stoickim spokojem. – Jeśli ty tego nie zrobisz, to ja mu powiem.
Nie miał pojęcia, jak wiele od niej wymaga, ale nie mogła mu o tym opowiedzieć. Obiecała, że nigdy nikomu nie zdradzi prawdziwego powodu, dla którego ma zawrzeć małżeństwo. Jeżeli nie dotrzyma słowa, to jej własny ojciec będzie miał wielkie kłopoty, ale najbardziej ze wszystkich ucierpi dziadek. Nie, nie mogła do tego dopuścić.
– Nie rób tego – szepnęła. – Błagam.
– Więc co, twoim zdaniem, powinienem zrobić? – Kei uśmiechnął się krzywo. – Mam pozwolić, żeby mój ojciec nie znał prawdy? Pozwolić mu ożenić się z tobą, jakby nic się nie stało? Może jeszcze sobie zażyczysz, żebym tańczył na waszym weselu?
Rei miała ochotę zerwać się z miejsca i uciec stąd, nie oglądając się za siebie. Niestety, nie mogła tego zrobić. Musiała ratować swoich bliskich!
– Proszę cię, nie rób tego – powtórzyła.
Kei przyglądał jej się z kamienną twarzą. Jakby jej nie usłyszał. Na pewno nie chciał usłyszeć. Mówienie do niego było jak walenie pięścią w betonową ścianę. Żadnego efektu. Co najwyżej można się pokaleczyć.
Rei zerwała się z miejsca, podbiegła do niego, chwyciła go za ręce. Chciała wymusić na nim jakąś reakcję. Jakąkolwiek! Nie mogła znieść jego milczenia, nie mogła uwierzyć, że to jest ten sam człowiek, który wtedy w Tokio pospieszył jej na pomoc, ten sam, który tak czule ją pieścił… Czy to możliwe, żeby to był ten sam człowiek?
Stał teraz tuż obok niej. Ciepły, znajomy… I wcale nie taki zimny, jak się spodziewała. Zauważyła zmianę w jego spojrzeniu, poczuła jak drgnął.
– Nie! – uwolnił się z jej uścisku. Już nie był opanowany, ale przynajmniej nieobojętny. – Za kogo ty mnie uważasz?
– Kei… – próbowała mu wpaść w słowo, ale nie pozwolił.
– Może i nie mam najlepszych stosunków ze swoim ojcem – mówił wzburzony – ale przecież nie będę go oszukiwał! Jak daleko zamierzasz się posunąć, byleby tylko dopiąć swego?
– Nie Kei! Ja tylko…
Nie dokończyła zdania. Zrozumiała, że go nie przekona, że żadne prośby, błagania, nie mają sensu. Może gdyby mu powiedziała, czemu musi zostać żoną jego ojca… Niestety, tego nie mogła zrobić. Dała słowo, a gdyby je złamała, podpisała by tym samym wyrok na swoich najbliższych.
– Daję ci trzy dni – usłyszała głos Kei. – Masz jeszcze trzy dni. Jeśli przez ten czas nie powiesz mojemu ojcu prawdy, to przysięgam ci, że ja to zrobię.

Reklamy

3 thoughts on “Żona mojego ojca. VII

  1. Oh, a myślałam o tej parze wczoraj 🙂

    Mnie rozładowuje rzucenie czymś mocno 😛 Strasznie niepraktyczne, ale nie myślę przed faktem. Za to kiedy widzę zgliszcza momentalnie trzeźwieję. W tym nieopamiętaniu zachowuję jednak resztki rozsądku i staram się łapać coś niegroźnego 😛 Ale fakt, że im mocniej trzaśnie tym się bardziej rozładowuję 😉

    Jak nie sypiają to Kei może przejąć część zadań ojca… Wypada pomagać rodzicom, zwł. kiedy nie dają sobie z czymś rady 😛 Aaaa, co ja znowu mówię… Jestem okropna, nie do odratowania. Nic tylko ręce załamać:/ Ale to Twoja wina, nadmiernie pobudziłaś moją wyobraźnię 😛 Chociaż z perspektywy japońskiej taka relacja to pewnie normalka 😛 I m.in. dlatego uwielbiam Japonię, że się nie patyczkują z żadnym tabu 🙂

    Kei myśli o Rei dość ostro :/ W sumie z jego punktu widzenia… No cóż, nic tylko Niebiosa oświećcie Keia 😛

  2. no to się porobiło, Kei pojawił Rei w trudnej sytuacji i to bardzo i te 3 dni no ciekawe co się będzie działo przez te dni. A co do reakcji ciała Kei na widok Rei to jest super tak samo na odwrót działają na siebie bardzo pobudzająco i to jest fajne bo przeszkadza im w racjonalnym myśleniu co jest zabawne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s