Zabłąkane dusze. VII

Biedzie gorąco 😀

***

Wchodząc do domu, Usagi ziewnęła szeroko. Nie przesadzała i nie wykręcała się, mówiąc, że jest zmęczona. Bezsenne noce i wczesne wstawanie odbijały się na jej stanie fizycznym. Zrzuciła buty i padła na kanapę. Na stoliku do kawy jak wyrzut sumienia leżały ostatnie nie sprawdzone wypracowania uczniów, ale sama myśl o ich poprawianiu była nie do zniesienia. Poczekają. Teraz pora, by zwlec się z kanapy i wpełz­nąć do łóżka, zanim zaśnie na siedząco.
Wyłącznie z przyzwyczajenia umyła twarz i zęby. Naciągnęła swoją ukochaną koszulkę i odchylała właśnie koc, gdy usły­szała wycie wiatru na dworze. Zimny front z poprzedniego dnia ustąpił wilgot­nemu upałowi, zapowiadającemu takie właśnie lato. Jeszcze przed chwilą powietrze było nieruchome, Usagi zaniepokoiła się więc, czy nie nadciąga burza. Podeszła do okna, odsunęła zasłony i podniosła żalu­zje. Komuś nie przyzwyczajonemu do dziwactw japońskiej pogody musiało się wydawać, że wszystko jest w porządku. Księżyc przesłaniały ciężkie chmury, ale teren po­dwórza oświetlała uliczna latarnia, ostro zarysowując linię płotu i drzewa, który prężył konary ku granatowe­ mu niebu. Nic się nie ruszało oprócz czarnych chmur, przesuwających się w poprzek księżyca, to go za­słaniając, to odsłaniając. Usagi doszła do wniosku, że uległa złudzeniu, gdy na horyzoncie rozbłysła błyskawica, a nagły powiew wiatru szarpnął drzewem i uderzył w okno. Czekała na odgłos gromu, ale burza była zbyt daleko. Po chwili niesamowity spokój nocy powrócił. Zamknęła na powrót żaluzje i poprawiła zasłony. Wróciła do łóżka i z ulgą odetchnęła, gdy materac ugiął się lekko pod jej ciałem, a pościel owinęła wokół jak kokon. Po chwili spała spokojnie jak dziecko…

Zegar na kominku tykał głośno, regularnie, jak ludzkie serce. Firanki w otwartym oknie chwiały się lekko w ciepłym wietrze, niosącym zapach kwitnących właśnie pnących róż. Była zadowolona, szczęśliwa i nuciła coś pod nosem, mieszając gotującą się na piecu zupę. Nagle poczuła niepokój. Piosenka utkwiła jej w gardle jak duszący przedmiot, a wzrok powędrował ku oknu, znajdując tam potwierdzenie jej lęku.
Stwór był wielki, ciemny, złowrogi. Uświadomiła sobie, jakie stanowi zagrożenie. Wchodził do domu, ale nie próbowała go zatrzymać. Nie mogła. Mogła go tylko nienawidzić i bać się, bo wiedziała, czym jest. Groźba, jaką z sobą niósł, zabrała jej zadowole­nie i godność. Stwór przemówił, wyśmiewając ją i kpiąc. Wypros­towała się i zakryła uszy dłońmi, by nie słyszeć, co mówi, gdy się do niej zbliżał. Nie mogła mu się przeciwstawić, ale i tak podjęła walkę. Serce waliło jej głośno, rozdzierając płuca. Nie wolno mu jej dotknąć! Rzuciła się do ucieczki, biegnąc ile sił, ale bezskutecznie. Dopadł ją. Straszliwy ból przeszył jej nogę.
Zegar wybił godzinę, a ona krzyknęła. Dziwne buczenie za oknem ogłuszało ją. Rzuciła się przed siebie, ignorując ból, nie poddając mu się, ale stwór ją trzymał. Okno. Światło wpadało przez okno, kpiąc z ciemnego stwora. Światło ją przyzywało. Choć stwór jej ciążył, odwróciła się ku światłu. Rozsadzał ją ból, ale nie zważała na to, skupiona na dotarciu do światła. I wtedy, w świetle, pojawiła się inna postać, mała i niegroźna. Zamarła na ten widok. Przeraźliwy krzyk wydarł się z jej płuc, potem następny i następny, mieszając się z tykaniem zegara i buczeniem za oknem. Stwór dopadł ją. Czuła jego ohydę, gdy poruszał się w niej. Jęcząc spojrzała ku światłu, ku twarzy w świetle…

Usagi usiadła na łóżku, obejmując się ramiona­mi. Miała wrażenie, że serce wyskoczy jej z piersi. Sprzęty wokół były znajome, ale świadomość, że jest bezpieczna, nie pomagała odgonić paraliżującego stra­chu. Szarpnęła koc i rzuciła się przez ciemny dom do dużego pokoju. Niezręcznie usiłowała zapalić stojącą lampę, w końcu ją przewracając, ale oświetlając pokój. Nie próbowała robić porządku, tylko szukała numeru Mamoru na kartce koło telefonu. Odpowiedz. Odpowiedz. Błagam cię, odpowiedz szybciej…
– Mamoru?
– Zaraz u ciebie będę.
Ściskała słuchawkę, jak koło ratunkowe na wzbu­rzonym morzu. Serce wciąż boleśnie waliło jej w piersi. Stary zegar na kominku zaczął wybijać godzinę, wywołując nowy przypływ przerażenia, odbierając oddech. Jak długo czekała? Nie byłaby w stanie powiedzieć, czy oczekiwanie trwało sekundy, czy dni, ale zegar nie zdążył wybić jedenaście razy, gdy głośne pukanie podniosło ją na nogi. Rzuciła się ku drzwiom, przeklinając zamki i łańcuch, a gdy w końcu dała radę je otworzyć, praktycznie skoczyła brunetowi w ramio­na. Złapała go za koszulę, gniotąc materiał w zaciś­niętych pięściach, gdy wtulała twarz w jego pierś.
– Usagi, co się stało? O co chodzi? – zapytał.
– Ss…sen – wydusiła z siebie. – Oook..okropny.- I tuląc się w bezpiecznym schronieniu jego ramion, wybuchnęła powstrzymywanym dotychczas szlochem.
Mamoru udało się wejść do domu i zamknąć ramieniem drzwi. Przycisnął blondynkę do siebie, gładził jej plecy i mruczał uspokajające słowa, ale nie dawała się ukoić. W końcu dźwignął ją w ramionach, zaniósł na kanapę, posadził sobie na kolanach i uspokajał, aż przestała szlochać. Odsunął włosy z jej twarzy i pocało­wał w skroń.
– Przyniosę chusteczki – powiedział. Kiwnęła gło­wą, ale na wszelki wypadek pocałował ją jeszcze raz w czoło i dodał uspokajająco: – Zaraz wracam.
Wrócił, niosąc chusteczki i wilgotny ręcznik. Cze­kał cierpliwie, gdy wycierała oczy i nos, a potem delikatnie otarł jej twarz mokrym ręcznikiem. Gdyby nie była tak wyczerpana płaczem, mogłaby się znowu rozszlochać z powodu delikatności i troski.
– Zwykle nie jestem taka płaksiwa – powiedziała, pociągając nosem.-Tylko… Nigdy dotychczas nie miałam takich koszmarów, a ten był… – Pochyliła się, objęła Mamoru w pasie i przytuliła policzek do jego piersi. – Obudziłam się i znowu słyszałam krzyk, ale…- Podniosła głowę i spojrzała mu w twarz. W oczach wciąż miała ślady przerażenia. – Ale to był mój głos. To ja sama krzyczałam. Och, czy to możliwe, że ostatnim razem to też byłam ja? Nie pamiętam, żebym wówczas śniła. Po prostu usłyszałam krzyk i obudziłam się. Taka byłam pewna…
Przyciągnął jej głowę do piersi i pogłaskał po włosach.
– Nie ma powodu uważać, że te dwie sprawy się wiążą. Od tamtego czasu miałaś kilka nieprzyjemnych przygód. Może dzisiaj twój mózg odtwarzał wszystko, co się zdarzyło.
– Boję się. Boję się, że tracę rozum.
– Miałaś zły sen. Po tym, czego się dzisiaj dowiedzia­łaś, nie ma się co dziwić! – Zamilkł na chwilę, by mogła przemyśleć jego słowa. – Czy pamiętasz, co śniłaś?
– To samo co zeszłej nocy – powiedziała z pewnym zdziwieniem. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że oba sny były podobne.
– Zegar i okno?
Kiwnęła głową potakująco.
– Tylko tym razem sen był bardziej realistyczny, a ja w nim bardziej uczestniczyłam. Poprzednio czułam się, jakbym oglądała film, a tym razem brałam udział w zdarzeniach. Było tam coś ciemnego, coś okropnego…
– Co?
– Nie wiem. Nie widziałam. Po prostu… Ścigało mnie, a ja nie mogłam uciec.
– Spróbuj już o tym nie myśleć – powiedział, przeczesując jej włosy palcami. Wyraźnie czuł, że trzyma w ramionach kobietę, pachnącą kobieco, za­okrągloną kobieco i kobieco miękką. Fakt, że go potrzebowała, działał jak afrodyzjak. – Już lepiej?- spytał, a Usagi przytaknęła. Pocałował ją w czu­bek głowy. – Może zrobimy kawę?
Zawahała się na chwilę.
– A jeśli zrobię kakao, zostaniesz na chwilę i porozmawiasz ze mną?
– Jasne – potwierdził, myśląc, że nawet ładunek dynamitu by go teraz stąd nie ruszył.
Wyplątała się z jego objęć, wstała i spojrzała po sobie.
– Chyba powinnam…
– To by było bez sensu, nie uważasz? Już cię w tym stroju widziałem.
Choć porzuciła pomysł nałożenia szlafroka, Mamoru nie dziwił się, że nie wydaje się całkiem prze­konana jego argumentami. Oboje byli świadomi, że pod spodem ma niewiele. Koszulka nie była na tyle gruba, by zamaskować fakt, że jej nie skrępowane stanikiem piersi wpierały się w jego tors. Gumka majteczek zaryso­wywała ostro ich brzegi pod miękką koszulką. Za­uważył to, gdy szła przed nim do kuchni. Wzrok Mamoru wędrował od połowy ud blondynki przez zgrabne łydki do szczupłych kostek i z powrotem. Nie miał racji, mówiąc jej, że ma fantastyczny ty­łeczek: jej tyłeczek był więcej niż fantastyczny, był po prostu niezrównany. Przyglądał się zręcznym ruchom Usagi, która wyjmowała, odmierzała, nasypywała, nalewała i mieszała składniki. Uniosła wzrok.
– Mam krakersy – powiedziała z wahaniem. Zro­zumiał jej zmieszanie, gdy wyjęła pudełko: były to krakersy dla dzieci, miały kształt małych miśków. Spojrzała na Mamoru z wyraźną groźbą. Podniósł ręce w górę.
– Nic nie mówiłem!
– Wyszczerzyłeś zęby!
– Często to robię. Przy tobie jestem absolutnym, szczerzącym zęby głupolem. Myślę, że to może być miłość.
Tym razem to Usagi się roześmiała.
– Jesteś tak samo niepoczytalny z braku snu, jak ja.
– To może być wywołane również frustracją sek­sualną – podsunął.
– Gdyby tak było, świat byłby pełen szczerzących zęby głupoli – zaprotestowała.
– No, widzę, że czujesz się lepiej – powiedział.
– To był tylko sen. Zareagowałam przesadnie.- Wpatrywała się w kręgi powstające na powierzchni kakao, gdy mieszała je łyżką. – Czy miewałeś kiedyś koszmary senne?
– Nie. Ale w czasie studiów mieszkałem z kumplem, który przeżył straszliwy wypadek samochodowy. Budził się, krzycząc. – Podszedł bliżej. – Jego strach był prawdziwy. Twój także.
– Czy rzucał się na ciebie i wypłakiwał na twoim ramieniu?
– Nie. Po obudzeniu szybko dochodził do siebie. Uświadamiał sobie, że to tylko sen.
– Chodzi ci o to, że jeśli sen będzie się powtarzał, to się przyzwyczaję? – Usagi pochyliła się, by wyłączyć palnik pod garnuszkiem.
– Mhm. – Brzeg jej koszulki podjechał niebezpie­cznie blisko tych kuszących krągłości, które tak przyciągały uwagę bruneta. Mamoru wstrzymał oddech i patrzył z żalem, jak prostuje się, a koszulka opada w dół.
– No, w każdym razie wolałabym nie przeżywać tego jeszcze raz, dziękuję uprzejmie – powiedziała nieświado­ma jego tęsknego wzroku. Otworzyła szafkę, by wyjąć kubki. Jeden stał w zasięgu ręki, a pozostałe zajmowały najwyższą półkę. Stanęła na palcach, ale nie była w stanie dosięgnąć. Kraniec koszulki znów podjechał do góry, a Mamoru wstrzymał oddech, usiłując kontrolować reakcję swego centralnego systemu nerwowego i innych części ciała na ten widok. Blondynka podskoczyła do półki, ale bezskutecznie. Mamoru wypuścił powietrze z płuc i zmusił się do oderwania oczu od brzegu koszulki, by odegrać rolę dżentelmena. Zrobił krok do przodu.
– Czekaj, pozwól mi… -Zamilkł, bo nagle wyschło mu w gardle. W tej samej chwili, gdy ruszył do przodu, zaprzestała prób i zrobiła krok do tyłu, a oba te ruchy spowodowały, że Mamoru przywarł lędźwiami wprost do jej pośladków. Koszulka, figi i jego dżinsy mogłyby równie dobrze nie istnieć. Prąd pożądania, który przebiegł go od włosów na głowie do palców u nóg, był tak silny, że nie byłby w stanie przypomnieć sobie, jak się nazywa, gdyby go ktoś o to akurat zapytał. Był zbyt skoncentrowany na bliskości Usagi, by zwracać uwagę na cokolwiek innego. Odwróciła się do niego, a wyraz jej oczu powiedział mu, że tak jak nim wstrząs­nęło nią erotyczne podniecenie.
Wsunął palce prawej dłoni w jej rozburzone włosy, a lewą ręką przyciągnął ją do siebie. Z ust wyrwało jej się pełne oczekiwania westchnienie, a wargi rozchyliły się zapraszająco. Patrzyła na niego tak, jak przedtem w restauracji, z mieszaniną lęku i tęsknoty. Pochylił się i leciutko musnął jej wargi, próbując ich smaku, pełen strachu, że jeśli pozwoli sobie na zbyt wiele, straci resztkę kontroli nad swoimi emocjami. Intensywność pożądania przeraziła Mamoru. Był pełnym życia mężczyzną o normalnych potrzebach, ale nigdy jeszcze żadna kobieta nie podniecała go tak jak ta, którą teraz trzymał w ramionach. Z kolei pożądanie mieszało się jakoś z poczuciem odpowiedzialności, a nawet z troską o jej zadowolenie. Przyzwyczaiwszy się już do aksamitnej miękkości jej warg, przesuwał po nich ustami powoli i rytmicznie, aż wyprężyła się nieco, delikatnie domagając się czegoś więcej. Z gardła bruneta wydobył się dźwięk, który był w równej mierze jękiem i westchnieniem. Mężczyzna odpowiedział na żądanie z ciągle jeszcze kontrolowaną niecierpliwością. Przygarnął ją mocniej i pogłębił pocałunek. Powitała go, przytulając się jeszcze ciaśniej. Mamoru opuścił rękę i nareszcie mógł objąć kuszącą wypukłość jej pośladków, gładzić ciepłą, nagą skórę i śliski materiał fig. Szafka była tuż, tuż. Mamoru popchnął blondynkę lekko do tyłu, więżąc swoją dłoń między drewnianą płytą a miękkim ciałem kobiety i przywierając twar­dymi lędźwiami do jej łona. Intymność tej pozycji ujawniła bez żadnych wątpliwości, jak bardzo jest podniecony. Usagi czuła, że jej ciało reaguje podob­nym ogniem. Po nieskończenie słodkiej chwili przerwał pocałunek i odsunął się, niechętnie tracąc kontakt z ciałem dziewczyny. Przeczesał palcami jej włosy.
– Nie po to mnie tu wezwałaś.
– Jesteś pewien? – spytała zachrypniętym głosem.- Bo ja nie.
Nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy. Miała zarumienione policzki, oczy jej błyszczały, a wargi wciąż były wilgotne od pocałunku. Przez moment nie był pewien, czy uda mu się zapanować nad sobą. Jej uroda odebrała mu dech, a jej kruchość przywołała natychmiast tę niewygodną cechę jego charakteru: przyzwoitość.
– Byłabyś, za godzinę – powiedział gorzko, zmu­szając się, by się odwrócić. Do diabła, życie było niesprawiedliwe dla przyzwoitych facetów. Nie patrzył na nią, ale był świadom, że napełniła kubki, postawiła je na tacy i wyszła z kuchni. Odetchnął głęboko i poszedł za nią do stołu w aneksie jadalnym. Gdy podnosiła kubek do ust, ręce jej drżały tak bardzo, że zastanawiała się, jakim cudem przyniosła tu tacę. Scena w kuchni wydawała jej się coraz mniej realna, gdy usiłowała określić, co właściwie się stało. Milczała, gdy Mamoru usiadł na krześle naprzeciw­ko i ujął swój kubek. Żadne z nich przez chwilę nic nie mówiło. Brunet otworzył pudełko krakersów i wysypał sporą garść na swoją serwetkę. Po chwili Usagi wyciągnęła rękę i wzięła jednego krakersowego miśka. Ich oczy spotkały się i napięcie odrobinę zelżało, gdy uśmiechnęli się do siebie. Napięcie zelżało, ale cisza trwała nadal. Myśli Usagi kłębiły się bezładnie, gdy usiłowała uporząd­kować wydarzenia wieczoru: koszmarny sen, telefon, scena miłosna w kuchni. Powiedział, że za godzinę znów będzie wiedzieć, dlaczego go wezwała. Teraz jednak wiedziała tylko tyle, że nigdy w życiu nie chciałaby mieć więcej takiego koszmaru jak ten, który ją wyrwał ze snu. Skończyli już pić kakao.
– To był ten sam sen – powiedziała z namysłem w głosie, a Mamoru poruszył się na krześle, by dać jej znać, że słucha. – Wczoraj i dzisiaj. Ten sam sen, tylko tym razem z większą liczbą szczegółów. – Zamyśliła się na chwilę. – Nigdy dotychczas nie miałam po­ wracających snów.
– Czy ten sen ma dla ciebie jakieś szczególne znaczenie?
– Jeśli chodzi o okno, to łatwe. Wczoraj po po­wrocie do domu otworzyłam okno, a gdy się ochłodzi­ło, zamknęłam je, ale wciąż czułam przeciąg. Wtedy właśnie postanowiłam zadzwonić do działu technicznego. Myślałam o tym, zasypiając.
– A zegar?
– Myślałam… – zawahała się, czy przedstawić mu swoją teorię na temat zegara.
– Co myślałaś?
Och, ostatecznie… zdecydowała, po tym, jak od­ powiedziała na jego pocałunek, nie ma czego ukrywać.
– Miałam nadzieję, że przyjdziesz i tuż przed za­śnięciem sprawdziłam godzinę. Była dziewiąta, więc poczułam się rozczarowana, że już tak późno, bo uznałam, że…
– Że żaden dobrze wychowany człowiek nie przy­jdzie z tak późną wizytą? – podpowiedział.
Usagi nie podobało się, że tak gładko mu to wyszło i że wygląda na zadowolonego.
– I żaden dobrze wychowany człowiek nie przy­szedł – zauważyła kąśliwie i uśmiechnęła się słodko.
– Ach, to dlatego byłaś tak wrogo nastawiona – żar­tował. – Myślałaś, że zostałaś wystawiona do wiatru!
– Nie umawialiśmy się – ucięła.
– To dlaczego byłaś taka wystrojona?
– Ja…
– Miałaś na sobie taką wymyślną piżamkę, i wstąż­kę we włosach, i perfumy…
Usagi już miała zaprzeczyć, ale stwierdziła, że lepiej się poddać z gracją.
– Przyznaję się do winy – oznajmiła.
– Niech mnie diabli wezmą! – wykrztusił, wybu­chając śmiechem.
Usagi miała ochotę powiedzieć mu, że też by sobie tego życzyła. Dała jednak spokój.
– To nie ma znaczenia – stwierdziła. – Zaniepoko­jenie przeciągiem i… drobne towarzyskie rozczarowa­nie nie mogło wywołać tak przerażającego snu jak dzisiejszy.
– Freud pewnie by znalazł jakieś powiązanie – po­wiedział Mamoru.
– Powinnam przewidzieć, że go wyciągniesz! – ob­ruszyła się. Milczała chwilę, coś rozważając.- Czy uważasz, że potrzebuję tego typu pomocy?Psychiatrycznej?
Mamoru zacisnął wargi w cienką linię, zastanawiając się nad odpowiedzią.
– Tylko ty możesz podjąć taką decyzję – powie­dział w końcu ostrożnie.
– Wykręcasz się.
– Nie mogę decydować za ciebie.
– Ale możesz powiedzieć, co sądzisz.
– Dobrze. Chcesz, to ci powiem: widziałaś ducha i nielicho to tobą wstrząsnęło, w każdym razie na tyle, by wywołać koszmary. Uważam, że jest to całkiem normalna, zdrowa, zrozumiała reakcja. – Musiał wyczytać wdzięczność w jej spojrzeniu, bo gwałtownie podniósł się z krzesła i wyciągnął rękę. – Chodź, usiądziemy na kanapie. Chcę cię tylko potrzymać w ramionach – dodał, gdy się zawahała.
Usiedli tak jak przedtem. Usagi oparła głowę na ramieniu Mamoru. Był silny, ciepły i dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Wspaniale było się temu poddać. Ale jego bliskość budziła w niej także inne uczucia. Pamiętała wyraźnie, jak ich ciała przy­wierały do siebie, a pożądanie rozpaliło się w niej żywym ogniem. Pamiętała również, że wykręcenie numeru telefonu przyszło jej zupełnie od­ruchowo. Nie miała cienia wątpliwości, iż natychmiast przyjdzie. Niemal równie odruchowo objęła teraz dłońmi jego twarz i pocałowała w poli­czek.
– Dziękuję – powiedziała.
– Czy dziękujesz za coś konkretnego, czy tak ogólnie?
– Chyba ogólnie.
Zapadła cisza.
– Możesz spać, jeśli chcesz – powiedział po chwili.
– To niesprawiedliwe w stosunku do ciebie. Musisz wcześnie rano wstać. Wcześniej niż ja.
– Gdybym cię tu samą zostawił, i tak nie mógłbym spać. Zbyt bym się martwił, czy…
– Mamoru- chan?
– Mhm?
– Miałeś rację. Nie dlatego cię wezwałam.
W policzku zadrgał mu mięsień, a ciało napięło się. Po raz pierwszy pomyślała, jak trudno musia­ło mu być oderwać się od niej. Nigdy nie ukrywał, że mu się podoba, ale traktowała jego erotyczne aluzje jako typowe męskie przekomarzania. Tak doskonale pasowaliby do siebie. Ta myśl i niedawne wspomnienia pobudziły jej krew w żyłach. Poczuła, że się rumieni. Obudziło się w niej pragnienie przypominające, że jest kobietą. Spróbowała wymó­wić jego imię, ale całkiem zaschło jej w ustach i musiała najpierw przełknąć ślinę. Mamoru spojrzał na nią.
– Nie dlatego cię wezwałam, ale…
Głaskał ją po głowie uspokajająco, ale nagle za­trzymał rękę w pół ruchu.
– Śpij. Nie ma co do tego wracać.
Uniosła dłoń, by obrócić twarz Mamoru ku sobie.
Spojrzała mu w oczy bez wahania.
– Nie dlatego cię wezwałam, ale teraz tak właśnie cię potrzebuję.
Jego ciało znów się napięło, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, objęła go za szyję i oparła czoło o jego pierś. Mówiła, jakby chciała, by jej słowa do­tarły wprost do serca.
– Przy tobie czuję się normalna, bezpieczna i peł­na życia. Proszę cię, bardzo cię dziś po­trzebuję.
Usłyszała i poczuła, jak jego serce przyspiesza, gdy przytulił ją mocno i schował twarz w jej włosach.
– Usagi, jestem tylko człowiekiem. Drugi raz nie udałoby mi się odsunąć. Nie proś mnie o to, jeśli nie jesteś pewna, czego chcesz. Jeśli to tylko twój pokrętny sposób podziękowania, to…
Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.
– Gdyby chodziło mi tylko o podziękowanie, upie­kłabym ci czekoladowe ciasteczka.
Patrzyli na siebie, delektując się świadomością, co ich za chwilę połączy. Czułość w wyrazie twarzy Mamoru sprawiała, że była bliska łez. Po­prosiła go, by został z różnych powiązanych i skom­plikowanych przyczyn, ale główną był on sam. Traktował ją poważnie i poważnie podchodził do kochania się. A to było dla Usagi istotne. Odwróciła wzrok i powiedziała cicho:
– Biorę zastrzyki, żeby nie zajść w ciążę, ale nie mam…
– Ja mam.
Usiadła, odwracając się do Mamoru plecami. Była na siebie zła, że czuje się niezręcznie.
– W dużej łazience są różne drobiazgi toaletowe dla gości. Czuj się jak u siebie. Chyba że planowałeś wrócić do domu…
Poczuła na ramieniu ciężar jego dłoni.
– Mówiłem ci, że nie zostawię cię dziś samej. Nawet na pięć minut.
Kiwnęła głową, nie dowierzając swemu głosowi. Przeszedł ją dreszcz oczekiwania. Mamoru przesunął dłonią wzdłuż jej ręki, objął przegub i pociągnął delikatnie z powrotem w swoje objęcia. Oparła się o jego tors i westchnęła.
– Szczęściarz ze mnie – powiedział, całując ją w skroń. – Spotkamy się w sypialni?
Usagi uniosła oczy do nieba.
– Niesamowite! Mamy randkę!
– Mhm. Już się nie wycofasz. – Wzmocnił uścisk.
– Wcale się nie wycofuję – zaprotestowała. – Tyl­ko to wszystko jest…
– Usagi!
Jego głos był tak nietypowo surowy, że połknęła resztę zdania. Mamoru ujął ją pod brodę i uniósł twarz ku swojej.
– Teraz się pocałujemy. A potem wstaniesz i pó­jdziesz do sypialni, i przygotujesz się do łóżka… i dla mnie. I nie będziesz ani zmieszana, ani niepewna, bo jesteś piękną kobietą i pragnę cię tak, jak jeszcze nigdy w życiu nie pragnąłem żadnej kobiety. Jasne?
Przekomarzał się z nią, ale jego spojrzenie nie pozwalało wątpić w jego szczerość. Miała ochotę równocześnie śmiać się i płakać.
– Och, Mamoru- chan!
Wargi bruneta stłumiły ten wykrzyknik. Pocału­nek, który nastąpił, sprawił, że straciła resztę wątpliwości. Gdy ją w końcu puścił, oparła głowę o jego ramię i zamknęła oczy, usiłując dojść do siebie. Bała się, że nogi się pod nią ugną. Mamoru był najwyraź­niej tak samo pod wrażeniem pocałunku, bo chwilę trwało, zanim uspokoił mu się oddech.
– Rzeczywiście wspaniale całujesz, gdy jesteś w na­stroju.
– Och, w gruncie rzeczy nie byłam tak całkiem w nastroju – przekomarzała się z nim.
– Kłamczucha! – Objął ją i uwięził ramiona­mi przy piersi. Niskim, zmysłowym głosem zamruczał jej do ucha: – Czy przypadkiem nie miałaś gdzieś pójść i czegoś zrobić?
– To było wtedy, kiedy naprawdę byłam w na­stroju.
– Może uda mi się znów cię wprowadzić w odpo­wiedni nastrój – powiedział, łapiąc lekko zębami jej
skórę na karku.
– Nic z tego.
– Naprawdę? – Odgarnął jej włosy i delikatnie nagryzł płatek ucha.
– No, może trochę…
– Tylko trochę? – Przesunął językiem wzdłuż brze­gu ucha.
Usagi złapała oddech.
– Może trochę więcej niż trochę…
– O ile więcej? – Znowu skupił uwagę na jej karku.
Usagi wysunęła się z jego ramion i wstała, uśmiechając się uwodzicielsko.
– Na tyle, żeby mi przypomnieć, gdzie miałam pójść i co miałam zrobić. – Z uśmiechem wyszła z pokoju, czując, że odprowadza ją wzrokiem. Świadomość, że jest pożądana, towarzyszyła jej w łazience, gdy przygotowywała się do łóżka. Usłysza­ła szum wody i uśmiechnęła się do siebie. Zawsze krępowało ją wspólne korzystanie z łazienek i umywa­lek. Nie czułaby się swobodnie, dzieląc najbardziej intymną część swego domu. Ale wiedza, że między nimi jest zaledwie parę ścian, dodawała smaku oczekiwaniu, równocześnie nie naruszając jej potrzeby prywatności.
Pościel na łóżku była rozburzona, przypominając o koszmarze, który wyrwał ją ze snu. Teraz prześcieliła łóżko i wsunęła się pod koc. Choć nadal czuła się nieswojo na wspomnienie snu, strach, który wyrwał ją z łóżka, minął dzięki Mamoru. Jakby przywołany jej myślą, pojawił się w drzwiach. Zdjął koszulę i po raz pierwszy zobaczyła tors, który już tak dobrze poznała do­tykiem. Wyraz jego ciemnoniebieskich oczu sprawił, że zabrakło jej tchu. Usiadł na brzegu łóżka i pochylił się ku niej, opierając na łokciu. Nie spuszczał oczu z jej twarzy.
– Czy ty w ogóle masz pojęcie, jak bardzo jesteś godna pożądania?
– Ogoliłeś się. – Podniosła rękę, by przesunąć pal­cami po policzku.
– Znalazłem jednorazowy nożyk.
Usagi uśmiechnęła się i poklepała poduszkę.
– Już późno. Może wskoczysz do łóżka?
– Całe życie mógłbym czekać na takie zaproszenie- powiedział, całując przelotnie czubek jej nosa i wstając. Sięgnął do kieszeni, wyjął małą paczuszkę i położył ją pod poduszką. Ściągnął spodnie i slipki i zostawił na dywanie. Ani na chwilę nie odwrócił się od niej, a ani na chwilę nie oderwała wzroku od jego ciała. Była oczarowana doskonałością męskich mięśni i szczupłością bioder. Dostrzegła, że był już gotów. Podążył wzrokiem za jej spojrzeniem.
– Widzisz, co ze mną robisz? – uśmiechnął się.
– Wystarczy, że o tobie pomyślę.
Nagle zażenowana, zamknęła oczy i zsu­nęła się niżej pod koc. Czuła, jak materac ugiął się pod ciężarem. Poczuła dłoń mężczyzny na swoim policzku. Spojrzała na niego i jej niepokój zniknął. To był Mamoru, znała go i wiedziała, że jest cierpliwy, silny i dobry. Ciepło jego ciała kusiło ją i chętnie poddała się działaniu siły ciężkości, która ściągała ją do zagłębienia, utworzonego w materacu przez cięższe ciało.  Wsunął rękę pod ramiona Usagi i przyciągnął bliżej, tak że ich ciała przywarły do siebie na całej długości. Usagi oparła dłoń o jego pierś i zagłębiła palce we wło­sach. Odnalazła płaski, twardy sutek i podrażniła go delikatnie. Mamoru podciągnął jej koszulkę wyżej, pod pachy. Gładził jej plecy, jej krzyż i pośladki, przyciąga­jąc do swego ciała. Usagi jęknęła cicho i przytuliła się jeszcze mocniej, obejmując nogą uda Mamoru. Twarde, gorące męskie ciało wparło się w miękkie, delikatne ciało kobiety. Przeczesała palcami włosy Mamoru, do­tknęła jego świeżo ogolonych policzków, a w końcu złapała wargami jego wargi, kusząc pocałunkiem. Czuła, jak w odpowiedzi na gorący dotyk jego ciała rośnie w niej pożądanie. Nie odrywając się od jej ust, przełożył Usagi na plecy i przykrył jej ciało swoim. Podparł się na łokciu i odchylił lekko na bok, by móc ująć jej pierś. Drażnił kciukiem sutka i głaskał krągły pagórek całą dłonią, aż wygięła się w łuk. Ten ruch ułatwił Mamoru dostęp, a równo­cześnie jej brzuch otarł się o jego lędźwie, wyrywając obojgu z ust zmysłowy jęk. Usagi wsunęła rękę między ich ciała, by go dotknąć. Odpowiedź była gorąca i wywołała podobną reakcję w głębi jej bioder.
– Chcę cię w środku – szepnęła.
– Tutaj? – spytał, docierając do źródła rozkoszy.
Na chwilę zabrakło jej tchu. Nie była w stanie odpowiedzieć mu słowami, ale reakcja jej ciała była jednoznaczna. Uniosła biodra, by mocniej przywrzeć do jego ręki. Mamoru schował twarz między jej piersiami i lizał delikatnie, wdychając zapach i smakując skórę. Jęknął głośno: po części z pożądania, po części z frustracji.
– Chyba pora na rozsądek – powiedział.
Usagi westchnęła z rozczarowaniem, gdy odsunął się od niej. Zamknęła oczy i wcisnęła się w poduszki, wciąż świadoma bliskości jego ciała, ciepła i zapachu. Usłyszała dźwięk rozrywanej torebeczki i szelest roz­wijanej prezerwatywy. I w końcu materac znów się ugiął pod ciężarem wracającego bruneta. Poczuła lekkie pocałunki na twarzy, a dłoń wędrowała po jej ramieniu, aż napotkała na koszulkę. Pośpiesznie pozbyli się tej ostatniej prze­szkody.
– Zgaś światło – poprosiła i Mamoru wyłą­czył lampkę.
Ciemność nadała nowy wymiar ich kochaniu się, zmysły wyostrzyły się, jakby chcąc im zrekompen­sować utratę możliwości widzenia. Perfumy, płyn po goleniu, zapach mężczyzny i kobiety mieszały się w powietrzu, którym oddychali. Skóra, włosy, twar­dość, miękkość – dotykiem poznawali swoje ciała. Każde westchnienie, każdy nierówny oddech, każdy szept potęgowały ich namiętność. Wzajemne pragnienie rosło, aż przekroczyło granicę słów i logiki, aż ich ciała się połączyły. Poruszali się powoli, w napięciu, w skupieniu. Usagi przywarła do Mamoru, pierwsza osiągnęła szczyt, a gdy świat wokół niej rozpadł się na kawałki, trzymała go, jakby on jeden mógł ją uchronić przed wpadnięciem w niebyt. Skurcz jej mięśni, krzyk uniesienia i zachłanność, z jaką go przyciągała, doprowadziły z kolei Mamoru do ekstazy i wstrząsającego fizycznego spełnienia.
Leżeli wyczerpani i zaspokojeni, gdy ich płuca przypominały sobie, jak się normalnie oddycha, a serca wracały do zwykłego rytmu. Mamoru wyszeptał pytająco jej imię, a ona otworzyła oczy i zobaczyła jego twarz tuż nad swoją.
– Nie zostawiaj mnie – poprosiła. – Nie opuszczaj mnie jeszcze.
– Nie mógłbym się ruszyć, nawet gdyby łóżko się paliło – zapewnił ją.
– A nie pali się? – spytała, uśmiechając się z wy­siłkiem.
– Już nie, ale przed chwilą szalał tu pożar. – Uniósł jej dłoń do warg, a potem przytknął do piersi. – Jesteś…
– Co jestem? – spytała, gdy zawiesił głos.
– Pewnie zgnieciona – powiedział, ostrożnie wysu­wając się z jej objęć i opadając obok na prześcieradło.
– Nie zauważyłam – zaprzeczyła i westchnęła, gdy ją znów do siebie przyciągnął.
– Muszę wstać na chwilę – oznajmił jakiś czas później.
Usagi jęknęła z żalem i przytuliła się, specjalnie utrudniając mu wstanie.
– Będę za dwie minuty – powiedział.
– Za jedną – targowała się, wykorzystując swoje kobiece wdzięki.

Japonia, Tokio- 1946
Kazuma wynajął pokój w pensjonacie wdowy Masoko i znalazł pracę w jedynej firmie budowlanej w Tokio. Zalecał się do Mitsuko  przez przyjęty w takich sytuacjach czas, potem zaręczyli się, by po roku wziąć ślub w małym kościółku w Tokio. Mitsuko była zupełnie niedoświadczona, jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami. Szanujące się kobiety czekały do ślubu, a zanim Kazuma pojawił się w jej życiu, nigdy nie spotkała mężczyzny, który by ją zainteresował. Gdy przenosił ją przez próg ich apar­tamentu, była bardzo zdenerwowana i bardzo zako­chana w swoim mężu.
Kazuma siedział w barze, gdy kąpała się w pachnącej wodzie i wkładała koronkową koszulkę i peniuar. Następnie czyściutka, pachnąca i ubrana w najlepszą bieliznę, przemierzała pokój, czekając na swego męża. Czekała, by stać się jego żoną w każdym znaczeniu tego słowa.

Reklamy

6 thoughts on “Zabłąkane dusze. VII

  1. Taaak 😀 Ten rozdział jest zdecydowanie gorący 😀 A przecież Mamoru miał ją uwieść jak pozbędą się ducha 😛 Cóż za niesłowny facet xD Ale nie naprawdę uwielbiam ich tutaj w tym opku 😀 Chcę więcej :p

  2. Drugie podejście komentarza…
    Może najpierw zacznę od:
    „Usagi udało się wejść do domu i zamknąć ramieniem drzwi.” — a nie czasem Mamoru??
    „Spojrzała na Taylora z wyraźną groźbą. Podniósł ręce w górę.” — jaki Taylor? Wygląda jakbyś w tym momencie czerpała inspirację z jakiejś książki 😛 (spoko samej mi się zdarza) bądź miała w głowie co innego niż SM 😛

    A teraz coś do rozdziału 😀
    Faktycznie gorąco, ale ja tak lubię 😀 I właściwie to Usagi uwiodła Mamoru, a nie on ją 😛 On był po prostu bezsilny na jej prośbę i wdzięki, których jest świadoma ^^
    A koszmar naprawdę nieprzyjemny… Ja bym pewnie była rozbita przez wiele dni przez takie coś… Wolałabym nigdy nie mieć takiego snu..
    A ten koniec z lat 40 to jakiś taki urwany nagle, jakby brakowało dalej czy co… Ale ciekawe i intrygujące ^^

    1. Drugie podejście udane 😉
      Sama to dziś zauważyłam i zastanawiałam się skąd mi się to do cholery wzięło, ale zaraz skojarzyłam, że jestem w trakcie czytania pewnej sagi (właściwie to już III części) i teraz cały czas w głowie mi to siedzi. 😛 W ogóle jestem jakaś zakręcona ostatnio. 😀
      Jeśli chodzi o koniec rozdziału to miało tak wyjść, w tym cała tajemnica opowiadania, a przynajmniej mnie się tak wydaje. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s