Tysiąc łez. V

Przez całe popołudnie Usagi włóczyła się bez celu po mieście. Krytyczne komentarze Mamoru na temat jej wyglądu sprawiły, że czuła się wymizerowana i nieatrakcyjna. Na koniec weszła więc do toalety w supermarkecie, gdzie odświeżyła się i nałożyła lekki makijaż.
Z mocno bijącym sercem wśliznęła się do hotelowego baru i zobaczyła Mamoru. Wysoki i nadzwyczaj przystojny, w czarnym garniturze, rozmawiał z kierownikiem sali, czując się całkiem swobodnie w tym ekskluzywnym lokalu.
Rozejrzała się nerwowo. Przy trójkątnych stolikach, w fotelach obitych zielonym aksamitem siedziały sławne osobistości stolicy. Kobiety o wspaniałych figurach były ubrane w wytworne drogie kreacje oraz szpilki na tak wysokich obcasach, że zdawały się zaprzeczać prawu grawitacji. Ogarnęło ją okropne zmieszanie. Poczuła się przy nich jak postać z wiktoriańskiej powieści – uboga zaniedbana dziewczyna, sprzedająca zapałki na rogu ulicy. Najchętniej uciekłaby stąd, gdzie pieprz rośnie, jednak wiedziała, że nie ma żadnego wyboru i musi zostać.
Mamoru przyglądał się z nieprzeniknioną miną, jak podchodziła do ich stolika. Zauważył, że nie spędziła popołudnia na kupowaniu nowych strojów – jak uczyniłaby większość kobiet, zamierzając zacząć znowu sypiać z dawnym kochankiem. Co oznaczało, że naprawdę jest spłukana… albo nadzwyczaj pewna swej erotycznej władzy nad nim. Albo jedno i drugie, pomyślał ze wzgardą.
– Usako – rzucił.
– Witaj – odrzekła, zakłopotana dziwacznością tej sytuacji.
– Kierownik sali poinformował mnie przed chwilą, że niestety wszystkie stoliki są zarezerwowane, ale podadzą nam napoje na tarasie na dachu.
– Z pewnością zachwyci państwa piękny widok – rzekł kierownik i pstryknął palcami na boya hotelowego, który zaprowadził ich do wind.
Mamoru poznał ze spojrzenia Usagi, że nie uwierzyła w brak wolnych stolików i wietrzy w tym jego intrygę. Nie zaprotestowała jednak. Prawdopodobnie uznała, że musi przyjąć jego reguły gry, jeśli chce otrzymać rozwód. W milczeniu, które stawało się coraz bardziej przytłaczające, wjechali na ostatnie piętro hotelu i znaleźli się w wielkim salonie olbrzymiego apartamentu, bogato udekorowanym kwiatami. Widok rozciągający się za szklanymi ścianami istotnie był przepiękny – oszałamiająca feeria błyszczących gwiazd i świateł wieżowców na tle wieczornego nieba barwy indygo. Lecz uwagę Usagi przykuło przede wszystkim największe łoże, jakie kiedykolwiek widziała. Przygryzła wargę. To była ze strony Mamoru rażąca zniewaga.
– Czy mogę jeszcze czymś służyć? – zapytał boy.
– Nie, to wszystko, dziękuję.
Zaczekała, aż chłopak wyjdzie, a potem rzekła z wyrzutem do Mamoru:
– Powiedziałeś, że mamy wypić drinka w barze, a tymczasem przyprowadziłeś mnie tutaj.
Uśmiechnął się, zdjął marynarkę i rozluźnił krawat. A więc Usagi zamierza bawić się z nim w kotka i myszkę.
– Jedno nie przeszkadza drugiemu, nieprawdaż? – Wskazał niedbałym gestem butelkę szampana w wiaderku z lodem. – Możesz pić do woli.
– Twierdzisz, że ty ze swoimi pieniędzmi nie potrafiłeś załatwić stolika? -rzekła z niedowierzaniem, daremnie usiłując opanować zdenerwowanie.
– Mógłbym go zdobyć – przyznał. – Ale zgodzisz się, że tu jest znacznie wygodniej… i oczywiście intymniej – dodał z wyzywającym spojrzeniem. Nalał pieniącego się złociście szampana do dwóch wysokich kieliszków. – Zdejmij płaszcz i napijmy się. Wspomniałaś, że chcesz mi o czymś powiedzieć.
Napięcie dławiło ją za gardło i odbierało oddech. Skinęła głową, zdjęła płaszcz, przysiadła na skraju sofy i wzięła kieliszek. Zauważyła, że on nie podniósł swojego. Dawno nie piła szampana. Już po pierwszym łyku zakręciło się jej w głowie i przypomniała sobie, że od śniadania nic nie jadła. Poza tym oszałamiała ją bliskość męża i spojrzenia, jakie na nią rzucał. No, powiedz mu, ponagliła się w duchu.
– Mamoru- kun… to bardzo skomplikowana sprawa – zaczęła.
Usiadł obok niej. Spostrzegł, że drżą jej ręce i uśmiechnął się z arogancką satysfakcją. A więc ona naprawdę go pragnie!
– Czyżby? – rzucił.
Wyjął jej z dłoni opróżniony do połowy kieliszek i odstawił na stół, a potem powiódł palcem po nadmiernie wystającym obojczyku dziewczyny i poczuł, jak zadrżała.
– Tylko od nas zależy, czy ją uprościmy – ciągnął. – Dlaczego po prostu nie przyznać, że nadal odczuwamy do siebie nawzajem pociąg i oboje tego chcemy?
Usagi wpatrywała się w niego swoimi wielkimi oczami z rosnącym przerażeniem. A więc on sądzi, że wróciła, aby… dobić targu! Szybki rozwód w zamian za erotyczną noc.
– Nie to miałam na myśli – odparła.
Lecz nie słuchał, wpatrzony w jej falujące piersi. Nie doświadczał tak palącego pożądania od czasu, gdy ostatni raz kochał się z Usagi. A raczej, gdy uprawiał z nią seks, poprawił się w duchu, ponieważ w tamtym ich desperackim zbliżeniu nie było ani krzty miłości. Może zresztą nigdy nie łączyło ich uczucie, a jedynie przypływy nieodpartej żądzy.
– Mniejsza z tym – rzekł. – Chodzi mi tylko o jedno.
Wpił się w jej usta długim namiętnym pocałunkiem. Tym razem było inaczej niż poprzednio w jego gabinecie. Nikt nie mógł im przeszkodzić, a ona wiedziała, że została ostatecznie pokonana. Za kilka minut będzie musiała powiedzieć coś, co nieodwołalnie zmieni jego życie, a potem znieść jego gniew i pogardę. Lecz w tym momencie pragnął jej, a ona przyznawała w duchu, że także nigdy nie przestała go pożądać. Czemu więc nie mieliby skorzystać z tej okazji i po raz ostatni zasmakować rozkoszy, zanim wszystkiego nie zasnują ciemne chmury?
– Mamoru… – jęknęła, przywierając do jego muskularnej piersi.
Odepchnął od siebie wspomnienia wywołane tym namiętnym westchnieniem i przygarnął blondynkę do siebie. Poczuł, że jej szczupłe ciało drży i znów zaczął ją całować. Płonęło w nim pożądanie, jakiego nie doświadczył nigdy z żadną inną kobietą. Co ona mu zadała, że aż tak bardzo jej pragnie?
– Dotknij mnie! – wydyszał. – Tak jak dawniej.
Usłyszała w jego głosie błagalną nutę… a może tylko jej się zdawało? Lecz też tego pragnęła, więc z lubością wsunęła dłoń pod cienką jedwabną koszulę i pogładziła jego pierś.
– Tak? – szepnęła.
– Tak!
– Więcej?
– O wiele więcej!
Przesunęła rękę niżej. Usłyszała, że wyrwało mu się gardłowe przekleństwo. Jakby nie mógł znieść tego, że popadł w niewolę zmysłów… choćby nawet i rozkoszną.
– Usako! – jęknął.
Powiódł dłonią po jej ciele, które znał tak dobrze… i zmarszczył brwi, gdyż wydało mu się odmienione. Nie chodziło tylko o chudość; odniósł wrażenie, że jej piersi mają inny kształt – przynajmniej, o ile mógł ocenić przez materiał.
– Ściągnij tę cholerną sukienkę – polecił.
Usagi pomimo podniecenia ogarnęła irytacja. Chyba nie oczekuje, że na jego rozkaz posłusznie się rozbierze – jak czyniła dawniej, zaraz po ślubie? Przecież to byłoby tak, jakby mu się sprzedawała!
A czyż w istocie tak nie jest? – odezwał się szyderczy głos w jej głowie. Jednak postanowiła zignorować ów głos. Oblizała suche wargi i szepnęła:
– Ty… ty mnie rozbierz.
– Skoro nalegasz – mruknął.
Naturalnie, miał w tym wprawę. Zastanawiała się z bólem, ile kobiet rozbierał, odkąd od niego odeszła. Tymczasem zdjął z niej tanią sukienczynę i pogardliwie cisnął na podłogę.
– Chcę na ciebie patrzeć – oświadczył.
Cofnął się o parę kroków i powiódł po niej palącym spojrzeniem ciemnoniebieskich źrenic, niczym promieniem diabelskiego lasera. Skuliła się pod jego wzrokiem. Zapragnęła zakryć ramionami piersi i ścisnąć kolana, by uniknąć nieuchronnej krytycznej oceny jej wychudłego ciała, nędznej bielizny i…
– Rajstopy! – rzucił drwiąco. – Odkąd to zaczęłaś je nosić?
Odkąd przestałam być własnością miliardera! – miała ochotę wykrzyknąć. On chyba nie zdaje sobie sprawy, że wkładanie jedwabnych pończoch niezbyt pasuje do wstawania o świcie, by nakarmić piersią niemowlę. Myśl o dziecku i konieczności powiedzenia o nim mężowi na moment ją zmroziła. Usagi chciała powstrzymać Mamoru i uświadomić mu, że to wszystko jest daremne. Jednak on już ściągnął jej rajstopy, wsunął głowę między jej uda i całował ją tam przez materiał zwykłych bawełnianych majteczek. Pragnęła go szaleńczo, niemal boleśnie…
– Mamo- chan… – wyjęczała.
– Chcesz iść do łóżka? – zapytał z żarem.
Lecz obawiała się, że to zniszczyłoby ulotny nastrój tej chwili i dałoby jej czas na rozmyślenie się. Do głosu doszedłby rozsądek i odwiódłby ją od tego, co sprawiało, że czuła się znów w pełni kobietą. I tak już rozum podpowiadał jej, że to szaleństwo… jednak ciało miało w tej kwestii całkiem odmienne zdanie. Zresztą Mamoru jest nadal moim mężem – powiedziała sobie – więc mam prawo się z nim kochać.
– Nie – wyszeptała, zanurzając palce w jego gęstych kruczoczarnych włosach, jak czyniła wcześniej tyle razy. – Zróbmy to tutaj.
Mamoru zalała fala triumfalnej radości, gdy usłyszał tę łatwą kapitulację i uświadomił sobie, że błyskawicznie zmieniła się z królowej lodu w kuszącą syrenę. Zawsze uwielbiał żarliwą namiętność, kryjącą się w niej pod powierzchownością skrytej, powściągliwej blondynki – płomień zmysłowej swobody, płonący w niej, dopóki nie ugasił go mróz ostatnich miesięcy ich małżeństwa. W dziedzinie seksu był jej wytrwałym nauczycielem, czemu więc nie miałby po raz ostatni skosztować owoców swego trudu i przekonać się, czy od tego czasu nauczyła się czegoś nowego?
– Zdejmij mi koszulę – rzucił głosem schrypniętym z podniecenia.
Drżącymi palcami zsunęła delikatny materiał z jego gładkiej skóry. Lecz gdy zaczęła delikatnie głaskać jego szeroką pierś, chwycił ją za rękę i powstrzymał.
– Później – powiedział. – Jeszcze przyjdzie na to czas, ale teraz…
Sięgnął do klamry paska spodni i pomyślała, że nie będzie żadnego później. Głos rozsądku ponaglał ją, żeby natychmiast powiedziała mu o Ichiro, ale zignorowała go i zachłannie musnęła wargami szyję, a potem policzek męża. Usłyszała jego urywane westchnienie. Pomyślała z drżeniem, że erotyzm potrafi być bardzo okrutny. A także przewrotny i podstępny – gdyż sprawia, iż czujemy coś, co w rzeczywistości nie istnieje. Potrafi nas skłonić, byśmy uwierzyli, że nadal kogoś kochamy… a ona przecież już nie kocha. Oczywiście, że nie! Jak mogłaby darzyć go miłością po wszystkim, co między nimi zaszło?
Rozebrał się szybko i pchnął ją na sofę. Położył się na Usagi i wszedł w nią. Przez moment leżał bez ruchu, spoglądając na nią oczami zamglonymi pożądaniem… i czymś jeszcze, jakby gniewem. Ale przecież w takiej intymnej chwili chyba nie mógł odczuwać gniewu?
– Mamoru? – rzuciła niepewnie.
Nieznacznie potrząsnął głową i zaczął się poruszać. Przenikały go spazmy rozkoszy, a jednocześnie pogardzał Usagi za jej erotyczną władzę nad nim. Wpatrywał się w jej mocne zaciśnięte powieki i oblewające się rumieńcem policzki, gdy zgrabnymi nogami ciasno objęła jego biodra. Ten obraz nawiedzał go w snach od tak dawna! Miał nadzieję, że dziś raz na zawsze uwolni się od zmysłowego czaru. Zacisnął usta i wycedził:
– Popatrz na mnie.
Niechętnie uniosła powieki. Z zamkniętymi oczami mogła się łudzić, że znaleźli się w łóżku, ponieważ darzą się miłością. Jednak prawda przedstawiała się zupełnie inaczej, a pobudki ich obojga były znacznie bardziej pogmatwane. Spojrzała w jego napiętą twarz.
– Mamo- chan… – wyszeptała.
– Mamo- chan! – powtórzył szyderczo. – Czy jestem najlepszym kochankiem, jakiego kiedykolwiek miałaś?
– Wiesz… że tak! – wydyszała.
Wiedziała, że tym pytaniem chciał ją zranić, ale nagle przestała o to dbać. Liczyło się tylko to, że napełniał jej ciało rozkoszą. Miała wrażenie, jakby wystrzelił ją ku gwiazdom.
– Mamo- chan…! – jęknęła ponownie.
Odrzuciła głowę do tyłu i wbiła mu paznokcie w plecy. W tym samym momencie on również osiągnął szczyt orgazmu tak wspaniałego, jakiego nigdy dotąd nie przeżył. Osłabły z rozkoszy, popatrzył w dół na jej twarz zaróżowioną z podniecenia, na kosmyk włosów przylepiony do spoconego policzka. Dawniej odgarnąłby go i owinął sobie wokół palca, lecz teraz tego nie zrobił – gdyż byłby to gest czułości, której wcale nie odczuwał. Odsunął się od Usagi, wstał z sofy, podszedł do stołu i nalał sobie szklankę wody. Podniósł ją do ust i pijąc spojrzał nad jej brzegiem na blondynkę, a potem zapytał drwiącym tonem:
– Zdajesz sobie sprawę, że byliśmy tak roznamiętnieni – jak zapewne byś to nazwała – że zapomnieliśmy o antykoncepcji? Jednak oboje dobrze wiemy, że nie powinniśmy się tym martwić.
Usagi, drżąc, spojrzała na niego z niedowierzaniem. Cóż za niewyobrażalne okrucieństwo! Mamoru zachował na koniec najboleśniejszy cios. Jak mógł powiedzieć jej z wyrachowaniem coś tak podłego tuż po tym, gdy dzielili najbardziej intymną rozkosz? Wprawdzie się mylił – o czym niebawem się dowie – jednak jego brutalne słowa uświadomiły w samą porę, że powinna pozbyć się wszelkich złudzeń i głupich mrzonek dotyczących jej męża.
– Ta uwaga była całkowicie nie na miejscu – rzekła sztywno.
– Tak? – rzucił kpiąco. – Ale przecież to prawda.
Pomyślała, że kiedy powie mu o Ichiro, chyba jej nie uwierzy. Zaczęła się pospiesznie ubierać, gdyż nie chciała ani chwili dłużej zostać przy nim naga.
Przyglądał się jej z niesmakiem. Zdał sobie sprawę, że zmysłowe uniesienia potrafią przysłonić rzeczywistość, lecz kiedy namiętność mija, pozostają tylko suche niezbite fakty. Usagi była dla niego teraz jedynie obłudną żoną, która zgodziła się pójść z nim do łóżka, aby zyskać szybki rozwód. Również sięgnął po ubranie, ponieważ nagle zapragnął jak najszybciej znaleźć się z dala od niej.
– Mamoru – odezwała się, gdy już wciągnęła przez głowę sukienkę i odgarnęła z twarzy potargane włosy. – Pamiętasz, wspomniałam, że muszę ci o czymś powiedzieć.
Spojrzał na nią przelotnie, zapiął koszulę i włożył buty.
– Wprost nie mogę się doczekać – rzucił sarkastycznie.
Odetchnęła głęboko. Musiała wreszcie wyznać mu prawdę.
-Masz… to znaczy… my mamy… – urwała i odchrząknęła. Serce waliło jej jak szalone. – Widzisz, chodzi o to, że… mamy syna. Syna. Masz syna.

Reklamy

6 thoughts on “Tysiąc łez. V

  1. Musiałaś skończyć w tak ciekawym momencie? 😛 Mamoru od zawsze był i jest moim ulubieńcem, ale tu to go po prostu nie trawię, wybacz 😉 oby wieść o tym że ma syna zadziała na niego jak kubeł zimnej wody i trochę obudziło jego rozbuchane ego. Oczywiście bardzo mi się podobało 😉 pozdrawiam!

  2. Ja dalej myślę o Mamoru to samo co wcześniej i opowiadanie dalej podoba mi się najbardziej, jeśli o serię U/M chodzi 🙂 Fakt, że Mamoru jest mało mamorowaty, ale dzięki temu bliżej mu jest do Di 😀

    Nie było wolnego stolika? 😀 Taki boss wchodzi do restauracji i nie ma wolnego stolika? 😛 Też bym sobie pomyślała ,,no jasne” 😛

    A ogólnie mrauuu ;P I to nie jest niezłe, tylko świetne- dla mnie windujesz poziom niesamowicie 🙂

  3. Ty to wiesz kiedy urwać… =.=
    Wciąż mi to nie pasuje w tej kwestii nic się nie zmieniło, ale ja masochistką chyba jestem więc czytam… Ech 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s