Sekret. II

Ledwie zamknęła za sobą drzwi, kiedy z mrocznego korytarza wyłoniła się wysoka postać. Poczuła, jak serce podjeżdża jej do gardła, gdy spojrzała w przenikliwe oczy.
O Boże, pomyślała, ogarnięta narastającą rozpaczą. Proszę, Kaori, bądź cicho.
– Zastanawiałem się, gdzie zniknęłaś – wycedził, stając przed nią. Twarz miał nieprzeniknioną niczym maska.
– M… musiałam zajrzeć do… dokumentów – odpowiedziała ze ściśniętym gardłem.
– Czy to twój gabinet? – Wskazał drzwi, które zasłaniała swoim ciałem.
– No… tak.
– Może wejdziemy i pogadamy sobie trochę – zasugerował. – Mamy jeszcze parę minut, zanim zbierze się cały komitet.
Przycisnęła się plecami do drzwi.
– Pogadamy o… czym?
Stała nieruchomo, gdy ujął długie, nieposłuszne pasemko jej złotych włosów i przesunął je między palcami, jak gdyby badał jakość jedwabnej przędzy.W oczach płonęło mu uczucie, które pamiętała aż nazbyt dobrze.
– O nas – powiedział.
– Nie ma „nas”… Zakończyłeś nasz związek cztery lata temu, pamiętasz?
– Wszystko pamiętam – odpowiedział, nadal bawiąc się jej włosami. – Ty też. Widzę to w twoich oczach.
Nagle usłyszała stłumiony kaszel dobiegający z jej gabinetu.
– Ja… muszę przygotować się do zebrania – odezwała się pospiesznie, podnosząc głos na wypadek, gdyby Kaori znowu zakasłała. – Jeśli chcesz, spotkamy się później – ciągnęła, nie myśląc o konsekwencjach. – Możemy porozmawiać. Wiesz… Pójść na drinka…
Puścił pasemko jej włosów i cofnął się z tajemniczym uśmiechem na ustach.
– Będę czekać z niecierpliwością – powiedział.
Ruszył przed siebie korytarzem i Minako oderwała się od drzwi. Niemal zasłabła z ulgi, kiedy zniknął za rogiem, kierując się ku schodom. Kilka minut później rozejrzała się wokół siebie i zastanowiła, czy nie będzie potrzebowała czegoś więcej niż kieliszek szampana dla kurażu. Spóźnieni członkowie rady i goście w końcu nadciągnęli, ich ożywione głosy denerwowały ją jeszcze bardziej, choć i tak była już kłębkiem nerwów. Widziała Saitou, który stał z tyłu, trzymając w dłoni kieliszek z prawie nietkniętym szampanem. Odwrócił się i spojrzał jej w oczy. Uwodzicielska obietnica w tym spojrzeniu sprawiła, że serce zamarło jej w piersi.
– Członkowie zarządu, szanowni goście, panie i panowie. – Na szczęście dyrektor muzeum zajął miejsce przy mikrofonie i jego dudniący głos przywrócił bicie jej serca. – Mamy zaszczyt gościć Sekine Saitou- san, prezesa Fundacji, który przebył długą drogę, aby być tu z nami dziś wieczór. – Rzucił przymilny uśmiech w kierunku białowłosego. – Chciałbym teraz poprosić Aino- san, zastępującą kuratora muzeum, aby wyjaśniła, że wystawa ta nie mogłaby powstać bez wsparcia z państwa strony – członków rady i naszych wspaniałych sponsorów, nie wyłączając wyjątkowo hojnego Sekine- san. Minako -san?
Ruszyła niepewnym krokiem do mikrofonu, czując zupełną pustkę w głowie. Co ma powiedzieć? Nieoczekiwana wizyta Kaori i nagłe pojawienie się Saitou w korytarzu sprawiły, że nie miała czasu przygotować przemówienia.
Myśl! Myśl!
Trzeba było dopasować mikrofon do jej wzrostu i to zapewniło jej kilka bezcennych minut, niezbędnych, by zmusić mózg do pracy.
– Członkowie zarządu, szanowni goście, panie i panowie… – zaczęła i jakoś kontynuowała przemówienie. Ani razu nie zerknęła w kierunku Saitou, mimo to czuła na sobie spojrzenie jego oczu.
Nareszcie było po wszystkim. Zeszła z podestu, czując, że nogi trzęsą się pod nią niczym galareta, i wzięła do ręki kieliszek szampana, który podsunęła jej Aika. Koleżanka zaciągnęła ją w cichy kącik.
– Byłaś wspaniała. Sekine- san gapił się na ciebie przez cały czas. Możesz uważać go za aroganta, ale wygląda na to, że mu się podobasz.
Minako upiła solidny łyk szampana.
– Jestem pewna, że się mylisz. On mnie nie lubi – powiedziała, kierując spojrzenie na Saitou, który pochylał się, by usłyszeć, co mówi jeden z członków zarządu.
– Co masz na myśli? – Aika zmarszczyła czoło, podążając wzrokiem za spojrzeniem Minako..
– Mam złe przeczucia. – Złotowłosa jeszcze mocniej zacisnęła palce na kieliszku.
Aika przyjrzała się jej uważnie.
– Spotkałaś go już wcześniej?
Minako nie odpowiedziała, ale musiała zdradzić się wyrazem twarzy, bo Aika po prostu zapiała.
– Już rozumiem! Poznałaś go w Anglii, kiedy prowadziłaś tam badania, tak?
Minako odstawiła opróżniony do połowy kieliszek i odwróciła się, by nie patrzeć na mężczyznę, który złamał jej serce.
– Coś nas łączyło, ale wolałabym o tym nie mówić. Przepraszam. To zbyt bolesne.
– Nie martw się, nie pisnę ani słówka. Oho. On tu idzie. Lepiej będzie, jeśli się zmyję.
– Nie, nie zostawiaj mnie! – Minako próbowała złapać ją za ramię, ale było już za późno.
– Czas, abyś spełniła obietnicę – oznajmił Saitou. Miał nieustępliwy wyraz twarzy. – Chodźmy już na tego drinka, dobrze?
– Ja… Nie jestem pewna, czy to odpowiedni moment… Muszę porozmawiać z kilkoma osobami i…
Przysunął się, tak że musiała wykręcić szyję, by spojrzeć mu w oczy. Podejrzewała, że zrobił to celowo, żeby ją zastraszyć.
– Chyba nie wycofujesz się z naszej umowy? – spytał.
– Nie jestem pewna, czy powrót do przeszłości to dobry pomysł… – Oblizała usta i dorzuciła drżącym głosem: – To był męczący dzień i chyba lepiej będzie, jeśli wrócę od razu do domu.
Wpił w nią spojrzenie: kryło się w nim ostrzeżenie. Wiedziała, że nie może go lekceważyć.
– Może warto w tym momencie przypomnieć ci, że jeśli nie dotrzymasz obietnicy, może się okazać, że nie masz już wystawy i – śmiem zasugerować – pracy? Spotkanie ma się już ku końcowi. Na dworze czeka na mnie limuzyna. Wyjdziemy razem i udamy się do mojego hotelu, tam urwiemy sobie pogawędkę, wypijemy po drinku, dobrze?
– Skoro nalegasz… – odpowiedziała z nieukrywaną niechęcią, ciskając z oczu błyskawice gniewu.
– Dobrze. – Ujął ją za łokieć. – Wyjdziemy od razu. Uśmiechaj się do kamer. Nie wyglądałoby dobrze, gdybyś na zdjęciu w gazecie patrzyła na mnie tak, jak gdybym był diabłem wcielonym.
Limuzyna czekała przed wejściem do muzeum. Minako zeszła po schodach z piaskowca, z trudem trzymając się na nogach. Gdy znaleźli się w aucie, Saitou zasunął szybę oddzielającą kierowcę od pasażerów, usiadł obok na pokrytym kosztowną skórą siedzeniu. Ugięło się pod jego ciężarem i Minako mimo woli pochyliła się ku niemu. Wyciągnęła rękę, aby odzyskać równowagę, ale jej dłoń oparła się o umięśnione, mocne udo. Cofnęła gwałtownie rękę, ale złapał ją i znowu położył na swoim udzie, tym razem o wiele wyżej. Czując, że jej policzki pokrywają się coraz ciemniejszym odcieniem czerwieni, próbowała się odsunąć. Nie pozwolił jej na to.
– Co się stało? – spytał. – Nie pamiętasz, jak kiedyś miałaś zwyczaj wsuwać swoją małą, gorącą rączkę w moje spodnie? Czy to zamierzałaś dziś zrobić, żeby przypomnieć mi, co nas łączyło, na wypadek gdybym o tym zapomniał?
Wpatrywała się w niego – nie była w stanie mówić ani poruszyć się, ledwo mogła oddychać.
Powoli zbliżył usta do jej szyi, jego wargi muskały wrażliwą skórę.
– Mogę wciąż czuć twój smak. Twoja słoność i twoja słodycz wciąż palą mój język.
Poczuła w brzuchu ukłucie tysiąca igiełek pożądania, skóra rozpalała się od środka. Próbowała się odsunąć, ale nadal pieścił jej szyję, aż dotarł do zaokrąglenia prawej piersi, do której miał dostęp dzięki głębokiemu dekoltowi sukni.
– Nadal smakujesz namiętnością – powiedział cichym głosem, sięgając po jej nieosłoniętą biustonoszem pierś. – Czuję, jak pulsuje pod twoją skórą.
Pochylił ku niej głowę, na jego wargach pojawił się cień okrucieństwa, ale nie próbowała się odsunąć.
Tylko jeden pocałunek, tłumaczyła sobie w myśli. Saitou oderwał wargi od jej ust i wpatrywał się w nią lśniącymi oczami.
– A więc jest tak, jak podejrzewałem od chwili, gdy znowu cię zobaczyłem. Nadal płoniesz dla mnie, jak ja płonę dla ciebie. To nigdy się nie skończyło, prawda?
– Nie! To nieprawda!
W jego uśmiechu pojawił się cień bezwzględności; zacisnął palce na jej dłoni.
– Z pewnością wyrosłaś już z etapu kieszonkowca, prawda? Tym razem chodzi ci o większą zdobycz.
– Mylisz się – odpowiedziała, unosząc dumnie głowę. – Nigdy nie ukradłam niczego tobie ani twojej matce. Zostałam wrobiona. Jestem tego pewna. Ktoś chciał, abym wyglądała na winną, ale to nie znaczy, że tak było.
– Więc nadal kłamiesz. – Jego srebrne oczy rozbłysły gniewem. – A myślałem, że mogłaś już pozbyć się tego nałogu.
– Nie kłamię!
– Tak dobrze udajesz niewiniątko, że z pewnością zmyliłabyś nawet wykrywacz kłamstw. Ale ja nie jestem głupcem. Widzę dobrze, o co ci chodzi.
Zrobiło się jej słabo ze strachu. Drżała na całym ciele, gdy limuzyna zatrzymała się przed jednym z najbardziej luksusowych hoteli.
– Wysiadaj – rozkazał, kiedy portier otworzył drzwi od jej strony.
Ujął jej dłoń i uniósł do ust. Wargami pieścił końce jej palców, wreszcie przerwał tę pieszczotę i zapytał:
– Ale chciałbym wiedzieć, na ile teraz mnie wyceniasz?
– Wy…wyceniam?
Wysiadła i podeszła na uginających się nogach do czekającego na nią Saitou. Wyciągnął do niej rękę, siła jego palców nie zostawiła jej szans na ucieczkę, gdyby nawet miała dość odwagi lub była dość nierozsądna, aby tego próbować. Winda ruszyła na najwyższe piętro, ale nadal miała zaciśnięte gardło. Gdy patrzyła na jasnozielone, podświetlone numery każdego piętra, czuła narastający ucisk lodowatych palców strachu. Powinny jarzyć się czerwienią, pomyślała, przełykając z trudem ślinę. Czerwienią, jak sygnał zagrożenia…

Reklamy

One thought on “Sekret. II

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s