Tysiąc łez. VII

To była piekielna podróż.
Usagi siedziała w miękkim skórzanym fotelu luksusowej limuzyny, prowadzonej przez szofera, sztywno wyprostowana i napięta, niczym na krześle elektrycznym. Wciąż od nowa przypominała sobie brutalne, bezlitosne słowa męża.
Ale czego innego oczekiwała? Przecież dobrze go  znała i powinna przewidzieć właśnie taką reakcję. Nie mogła się spodziewać, że uprzejmie skinie głową i natychmiast da jej rozwód, a potem zapyta, kiedy mógłby odwiedzić syna. Jakąż idiotką się okazała, żywiąc wobec niego złudzenia!
Jednak przynajmniej teraz sprawa szybko się rozwiąże. Niebawem Mamoru ujrzy Ichiro i oczywiście natychmiast rozpozna w nim swoje dziecko. Wprawdzie wówczas pojawią się kolejne problemy, ale przecież obydwoje są dorośli i z pewnością znajdą jakiś zadowalający kompromis.
– Więc kto się nim dzisiaj opiekuje?
Pytanie, wypowiedziane przez męża oskarżycielskim tonem, wyrwało ją z ponurych rozmyślań.
– Moja przyjaciółka, Makoto.
– Ach, tak – mruknął i skrzywił się, co dostrzegła nawet w panującym w samochodzie półmroku. – Czy ona posiada doświadczenie w opiece nad dziećmi?
– Ma synka mniej więcej w tym samym wieku – odpowiedziała pospiesznie, niezadowolona, że musi się przed nim tłumaczyć, a jednocześnie pragnąc dowieść, iż jest dobrą matką. – Dzisiaj zostawiła go z mężem, aby położyć mojego chłopczyka do snu w jego własnym łóżeczku.
Mamoru zabębnił palcami po udzie.
– Jak często powierzasz swoje dziecko obcej osobie, żeby móc wpaść do centrum na przygodny seks?
Dziewczyna aż się wzdrygnęła, usłyszawszy ten złośliwy i niesprawiedliwy zarzut. Spojrzała mężowi w twarz i wyjąkała drżącym głosem:
– Jak śmiesz mówić mi coś takiego?
– Chcesz powiedzieć, że twoje dzisiejsze zachowanie było czymś wyjątkowym?
– Cholernie dobrze wiesz, że tak!
Istotnie, w głębi duszy to wiedział. Świadczył o tym zapał, z jakim Usagi zareagowała na jego pieszczoty – a także aura niedostępności, którą zawsze wokół siebie roztaczała. Chyba właśnie to od początku najbardziej go w niej pociągało. Jednakże został wychowany w taki sposób iż, żywił mnóstwo rozmaitych przesądów na temat tego, jak kobiety powinny traktować seks. Niedawno w apartamencie hotelu Usagi zachowała się jak namiętna kochanka, a nie jak młoda matka. Chociaż upajał się jej żarliwą zmysłowością, zarazem poniekąd gardził nią za tę obyczajową swobodę. Odwrócił głowę i wpatrzył się w przemykający za oknem wieczorny krajobraz. Wkrótce samochód zwolnił, minął ozdobną bramę i wjechał na szeroką trzypasmową drogę dojazdową. W oddali widniały identycznie wyglądające domki, skupione jeden przy drugim.
– Mieszkasz tutaj? – zapytał Mamoru.
– Tak – odrzekła. – Wynajmuję na terenie tego osiedla niewielki domek. O, to tam. Możesz powiedzieć szoferowi, żeby skręcił w prawo i przejechał obok jeziora?
Mamoru wydał polecenie przez intercom i po chwili limuzyna podjechała miękko pod uroczy mały domek, jakie widuje się na pocztówkach – z kamiennymi ścianami oraz bujnymi krzakami rosnącymi wokół drzwi, nad którymi wisiała staroświecka latarnia. Obydwoje wysiedli i zdenerwowana blondynka zerknęła na posępną minę Mamoru.
– Lepiej wejdę pierwsza i uprzedzę…
– Nie – przerwał jej stanowczo i powstrzymał ją, chwytając za nadgarstek. – Nie ma potrzeby nikogo uprzedzać, Usako. Wejdziemy razem.
Poczuła się schwytana w potrzask, lecz po chwili się zreflektowała. Była u siebie, a Mamoru – który przyjechał tu upewnić się, że nie jest ojcem Ichiro – przeżyje za chwilę potężny szok.
Poczekaj, Chiba! – pomyślała zawzięcie.
– Cześć! – zawołała. Pchnęła drzwi i spostrzegła światło padające z salonu.
Makoto leżała na kanapie owinięta w koc i oglądała telewizję.
– Cholernie tu zimno – poskarżyła się Usagi, a potem jej twarz zastygła w wyrazie niebotycznego zdumienia, gdy ujrzała wchodzącego za nią mężczyznę o surowej twarzy. – Dobry Boże! Pan z pewnością jest…
– To Mamoru Chiba – rzekła lakonicznie Usagi i rzuciła przyjaciółce spojrzenie oznaczające: „Później ci wszystko opowiem”. – Jak Ichiro- chan?
Makoto zerknęła z zaciekawieniem na wysokiego bruneta.
– Och, właściwie nie sprawiał żadnych kłopotów, choć był trochę niespokojny. Pewnie tęsknił do mamusi. Ale zjadł olbrzymi podwieczorek, a potem go wykąpałam. Powinnaś jednak skłonić Juro- san, żeby zamontował w łazience grzejnik.
– Kim jest ten Juro- san? – zapytał podejrzliwie Mamoru.
– Właścicielem domu – wyjaśniła zwięźle Usagi.
– Ach, tak? – rzekł, przeszywając ją ostrym spojrzeniem.
Miała ochotę powiedzieć mu, że to nie jego sprawa, ale zmilczała, przypomniawszy sobie, jak bardzo jest zaborczy i zazdrosny. Nic dziwnego, że wyglądał teraz jak wulkan, który lada chwila wybuchnie!
Makoto poderwała się z sofy.
– Słuchaj, na mnie już czas.
Usagi z uśmiechem wdzięczności skinęła głową.
– Dziękuję ci za wszystko, Mako. Zobaczymy się jutro.
W krępującej ciszy przyjaciółka wzięła płaszcz oraz torebkę i wyszła. Usagi stała jak wmurowana, nie wiedząc, co ma teraz zrobić. Lecz jej mąż przejął inicjatywę.
– Gdzie on jest? – zapytał.
– T-tam – wyjąkała, wskazując drżącą dłonią uchylone drzwi sypialni. – Ale, proszę, nie zbudź go.
Mamoru skrzywił wargi w szyderczym uśmiechu.
– Nie mam zamiaru. Przyjechałem tu jedynie dla spokoju sumienia. Zerknę tylko na niego i znikam.
Czuła się dziwnie, wkradając się do oświetlonej łagodnym blaskiem nocnej lampki sypialni Ichiro z sercem przepełnionym lękiem i miłością. Usiłowała ujrzeć synka oczami męża, jakby widziała go po raz pierwszy. I choć targał nią niepokój, poczuła gwałtowny przypływ macierzyńskiej dumy. Chłopczyk leżał na plecach, z piąstkami przy głowie, jakby szykował się do walki. Jak zwykle rozkopał kołdrę, więc odruchowo chciała ją poprawić.
– Nie – powstrzymał ją. – Zostaw.
– Ale…
– Powiedziałem: zostaw.
Z zapartym tchem obserwowała, jak podszedł do łóżeczka. Przez chwilę stał nieruchomo – niczym wielki posąg z zimnego czarnego hebanu. Zaciskała pięści tak mocno, że paznokcie wbijały się jej w dłonie. Pragnęła przerwać tę nieznośną sytuację, lecz nie śmiała. Uświadomiła sobie, że mąż ma prawo przyglądać się tak długo, jak zechce.
Mamoru z mocno bijącym sercem wpatrywał się w gęste czarne włosy śpiącego dziecka i usta o nieco nadąsanym wyrazie – tak bardzo podobne do jego własnych. Nawet w przyćmionym świetle lampki wyraźnie widział gładką cerę chłopca – i wyczuwał drzemiącą w tym drobnym ciałku przyszłą władczość i siłę. Wydał długie chrapliwe westchnienie, a potem nieoczekiwanie odwrócił się i wyszedł z sypialni. Stropiona Usagi wygładziła kołdrę i musnęła dłonią jedwabiste włosy Ichiro, niemal jakby chciała go obudzić. Jednak spał mocno, a ona nie mogła dłużej kryć się tutaj przed nieuniknionym gniewem Mamoru.
Przecież nie zrobiłaś niczego złego – rzekła do siebie.
Wróciła do salonu. Mamoru stał bez ruchu, czekając na nią niczym kat na swoją ofiarę. W jego oczach migotała lodowata furia.
– Fushidarana! – rzucił ze śmiertelną pogardą.
Ta obelga była całkiem niestosowna, jednak wiedziała, że używa się jej wobec kobiet, które ich zdaniem postąpiły źle.
– Dobrze wiesz, że nie jestem dziwką – rzekła spokojnie. – Nie powinieneś mnie w ten sposób obrażać.
Ich spojrzenia po raz pierwszy dzisiaj naprawdę się spotkały i Usagi uświadomiła sobie z goryczą, że chciał ją zranić. Zgodziła się, by tu przyjechał, gdyż sądziła, iż to najlepsze rozwiązanie. Jednak okazało się, że jego wizyta jeszcze bardziej skomplikowała sytuację, i Usagi nie miała pojęcia, czy uda im się znaleźć kompromisowe wyjście.
Oderwał wzrok od jej pobladłej twarzy i popatrzył wokoło z niedowierzaniem na zniszczoną kanapę i łuszczącą się farbę na ścianach, na których widniały jaśniejsze prostokąty – pozostałości po wiszących tam niegdyś obrazach. Ogarnęło go przemożne poczucie, że znalazł się pośród życiowych rozbitków i nieudaczników.
– Śmiesz… wychowywać mojego syna w takim miejscu? – wydusił, z trudem hamując wściekłość. – Skazałaś go na życie w ubóstwie.
A więc nie zakwestionował swojego ojcostwa! Usagi zalała ulga, lecz niemal natychmiast zastąpiły ją lęk… i zaciekawienie.
– Zatem nie przeczysz, że to twój syn?
Mamoru spodziewał się, że wejdzie do pokoju dziecinnego, zobaczy jakieś niemowlę i nie poczuje niczego szczególnego – może najwyżej zazdrość, gdyż widok dziecka będzie dowodem, iż jego żona nawiązała intymne stosunki z innym mężczyzną. Lecz stało się coś zupełnie innego, czego nawet sobie nie wyobrażał. Oto natychmiast zyskał pewność, że chłopiec jest jego synem. Widywał własne zdjęcia z okresu niemowlęctwa i podobieństwo było uderzające. Jednak kryło się w tym coś więcej. Gdy spoglądał na to śpiące dziecko, jego serce przenikało jakieś nieznane uczucie… jakby pierwotne rozpoznanie. Wyczuwał więzy krwi ciągnące się wiele wieków wstecz i sięgające w nieznaną przyszłość.
Zdecydował, że musi ostrożnie dobierać słowa.
– Jak on ma na imię? – zapytał, uświadamiając sobie z bólem, że nie zna nawet imienia swojego syna.
– Ichiro.
– Ichiro… – powtórzył cicho. – Ichiro.
Wymówił to zupełnie inaczej niż ona, lecz obrzucił przy tym Usagi zimnym złowrogim spojrzeniem, pod którym mimo woli zadrżała. Wiedziała, że musi być silna. Powiedziała to sobie dziś rano tuż po obudzeniu, u progu tego wlokącego się w nieskończoność dnia. Nie mogła dać się zastraszyć.
– Więc co teraz zrobimy? – zapytała.
Zmarszczył brwi. Oboje wciąż byli w płaszczach – ale tylko głupcy zdjęliby je w tym wyziębionym pokoju. Czy jego synkowi jest dostatecznie ciepło? Ichiro. Tym razem wypróbował to słowo w myśli i znów poczuł, jak jego serce ogarnia mroczny wir nieznanych wcześniej emocji. Nagle podszedł do Usagi i przyciągnął ją do siebie. Bliskość jej wiotkiego ciała natychmiast rozpaliła w nim pożądanie.
– Czujesz, jak bardzo cię pragnę? – rzucił schrypniętym głosem.
– Mamoru… – westchnęła.
Ujrzała w jego oczach błysk posępnej determinacji, zanim wpił się w jej wargi gniewnym władczym pocałunkiem, będącym zaprzeczeniem czułości i miłości. Jednak i tak oddała mu pocałunek, pomimo protestów głosu rozsądku. Teraz gdy ujrzał Ichiro i rozpoznał w nim swego syna, doświadczała głębokiego pierwotnego poczucia, że pomiędzy nimi trojgiem zadzierzgnęły się nierozerwalne więzy – że wraz z narodzinami chłopca utworzyli swoistą pradawną doskonałą trójcę. Och, nie bądź idiotką – skarciła się w duchu. – Fantazjujesz, aby usprawiedliwić to, co w tej chwili robisz…
– Mamoru! – jęknęła, niezdolna oprzeć się jego surowej męskiej sile i pożądaniu.
Pozwoliła, by rozpiął i rozchylił jej płaszcz, a potem podciągnął sukienkę. Gdy wsunął dłoń między jej uda, niecierpliwie usiłowała zerwać z niego palto. Żałowała, że wszystkie ich ubrania nie mogą zniknąć w jednej chwili, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
– Mamoru – powtórzyła, tym razem bardziej nagląco.
Wyczuwała szybkie bicie jego serca. Miała wrażenie, że przyciąga ją do siebie jakąś nieodpartą magnetyczną siłą. Nie mogła się doczekać, kiedy ściągnie jej majteczki i wejdzie w nią, a ona będzie wić się pod nim i krzyczeć z rozkoszy.
Nagle puścił ją równie nieoczekiwanie, jak przed chwilą objął. Nogi ugięły się pod nią, lecz nie podtrzymał jej i musiała chwycić się poręczy sofy, żeby nie upaść.
– Co ja robię? – wymamrotał do siebie zdegustowany.
Omal nie uległ pokusie, by ponownie posiąść Usagi – pomimo że ukrywała przed nim jego syna – a może nawet odesłać szofera, spędzić z nią noc i obudzić się rano, słysząc głos swojego dziecka. Jednak gdyby to uczynił, niewątpliwie osłabiłby swoją pozycję przetargową wobec Usagi. Natomiast jeżeli ją teraz zostawi, będzie cierpiała i zastanawiała się nad przyczyną jego decyzji. Zdawał sobie sprawę, że jeśli zależy nam na zdobyciu czegoś, najskuteczniejszym sposobem jest działanie przez zaskoczenie.
– Usako – rzekł pozornie łagodnym głosem, w którym jednak pobrzmiewała stalowa nuta. – Zbyt wiele razy ulegałem przy tobie podszeptom zmysłów. Nazbyt często używałaś magii swych wdzięków, by wzbudzić we mnie palące pożądanie, które odbierało mi rozum. Lecz tym razem tak nie będzie, ponieważ sprawa jest zbyt poważna. Teraz muszę myśleć głową, a nie… – nie dokończył, tylko skrzywił się z niesmakiem i spojrzał znacząco w dół. Spostrzegł, że twarz Usagi oblał gorący rumieniec. Jakim cudem ona wciąż jeszcze potrafi się czerwienić jak niewinna dziewica, chociaż przed chwilą wiła się w jego ramionach niczym kotka w rui? Cofnął się od jej kuszącego ciała.
– Wrócę tu jutro o dziewiątej rano – oznajmił.
Coś w jego głosie przejęło ją lękiem.
– Wrócisz po co? – zapytała, starając się opanować niepokój. Przeczesał dłonią potargane włosy. Niewątpliwie bardzo chciałaby poznać jego zamiary.
– Dowiesz się jutro – odrzekł niewzruszenie.

Reklamy

8 thoughts on “Tysiąc łez. VII

  1. nie wiem ale mam wrażenie że Usa popełniła błąd mówiąc Chibie o dziecku bo coś czuję że teraz będzie przez to jeszcze bardziej przez niego poniżana a on bez względu na wszystko odbierze jej synka bo widać że jest typowym i bezwzględnym bogaczem który wierzy że tylko on ma rację i prawo do wszystkiego brrr aż mną wstrząsa na myśl o nim 😦 pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze w NOWYM ROKU 🙂

  2. supeeer jak ja długo czekałam na ciąg dalszy:) Już nie mogę się doczekać co też ten Mamoru wymyślił i co chce zrobić……Zrobiłaś mi wspaniały prezent imieninowy;* Muszę to przeczytać jeszcze raz:)))

  3. Jakież to… irytujące… Naprawdę irytujące… Nie lubię tego Mamoru, ale mając naturę masochistki czytam, bo wbrew rozsądkowi podoba mi się…Dlatego tak bardzo mnie to wkurza… Znasz to uczucie – masz ochotę wyrzucić książkę przez okno, nie raz rzucasz ją w kat, ale po minucie i tak do niej wracasz, bo zżera cię ciekawość co dalej…

  4. Mnie dziwi, że nie zażądał zrobienia testu na ojcostwo… ‚Że niby tak na wszelki wypadek, gdyby…’ xD Kurde, Mamoru jest tutaj totalnym dupkiem (wybacz, że się tak wyraziłam, ale musiałam… inne słowa rzucają mi się na usta… uwierz mi! xD) Ale przecież nikt nie mówił, że będzie kolorowo… 😉 No cóż, ja czekam na dalszy rozwój akcji. Byle nie za długo … 😛 Pozdrawiam, Rudzielec! 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s