Tysiąc łez. VIII

Wreszcie się wzięłam 🙂

***

Usagi spędziła długą bezsenną noc, zastanawiając się, jak mogła być na tyle głupia, że pozwoliła się uwieść i dała pretekst do snucia rozmaitych fałszywych domysłów. Znała dobrze Mamoru i jego ciasne poglądy na temat kobiet, toteż wiedziała, że uznał jej zachowanie za nieprzyzwoite. Poznała to po jego zimnym potępiającym spojrzeniu i tym, że odsunął się od niej, jakby obawiał się zbrukać.
Najwyraźniej żywił dla niej wyłącznie pogardę. Jeżeli nadal będzie dawała mu do tego powody, to jedynie osłabi swoją pozycję wobec niego. Nie wolno jej bowiem ani na chwilę zapomnieć, że ma za przeciwnika człowieka należącego do jednej z najbogatszych i najpotężniejszych rodzin w Japonii. Dostrzegła w jego wzroku wojowniczość, a wiedziała doskonale, że posiadła coś, o czym Mamoru marzy przez całe swe dorosłe życie – jego syna i spadkobiercę.
Zdawała sobie sprawę, że jeżeli przestaną być małżeństwem, Mamoru postara się zdobyć sądownie prawo do wyłącznej opieki nad Ichiro. Gdy przez zasłony zaczęło przenikać blade światło brzasku, drżąc otuliła się szczelniej kołdrą.
Popełniła błąd, że nie przewidziała reakcji męża i liczyła na to, iż zachowa się w sposób cywilizowany. Jak mogła być aż tak naiwna? Przecież dla Mamoru wszystko jest wyłącznie czarne lub białe. Kobiety są dziwkami albo dziewicami; kochankami albo żonami. I ona nigdy nie zdoła tego zmienić. Więc jak on teraz postąpi?
Ze znużeniem zwlokła się z łóżka, starając się wczuć w sposób myślenia męża. Czy będzie próbował wykorzystać przeciwko niej fakt, że zwróciła się do niego o pomoc? Wciągnęła stare dżinsy oraz najgrubszy sweter, jaki znalazła. Umyła twarz i ręce, a potem poszła do kuchni zrobić sobie kawę, zanim Ichiro się obudzi. Spał dłużej niż zwykle, a ona, zamiast skorzystać z tego i jeszcze trochę się zdrzemnąć,
krąży niespokojnie po całym domu z nerwami napiętymi jak postronki, czekając niecierpliwie kiedy wreszcie będzie mogła go przytulić.
Rozgniotła kilka bananów na śniadanie, gdy nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi. Zdała sobie sprawę, że nie zdążyła nawet porządnie się uczesać. Chociaż z drugiej strony przynajmniej Mamoru nie pomyśli, że usiłowała za wszelką cenę… jak on to ujął? – aha, „użyć magii swych wdzięków”.
Otworzyła drzwi i ujrzała Juro. Stał z dość żałosną miną, trzymając w ręku miskę jajek.
– Dzień dobry – rzekł, wręczając jej miskę. – Jeden z rolników przysłał mi te jajka, a ja pomyślałem, że ci się przydadzą.
Zamrugała zdziwiona.
– Och… no… dziękuję ci, to bardzo miłe.
– Eee… mogę na chwilę wejść? – spytał zmieszany.
Usagi ukradkiem zerknęła na zegarek. Wciąż było jeszcze przed dziewiątą – a zresztą, nawet jeśli Mamoru zjawi się wcześniej, to przecież są w separacji. Ona ma prawo do własnego życia i nie musi się przejmować jego staroświeckimi poglądami na kwestie obyczajności.
– Naturalnie – rzekła pogodnie. – Miałam właśnie nakarmić Ichiro. Mógłbyś nastawić czajnik? Napijemy się herbaty.
Napełnił czajnik i odwrócił się do niej, z zakłopotaniem przestępując z nogi na nogę.
– Gryzie mnie sumienie, że podniosłem ci czynsz, chociaż wiedziałem, że z trudem wiążesz koniec z końcem. Może więc zapomnijmy o tym – zaproponował.
– Jak to? – spytała zdziwiona.
Wzruszył ramionami.
– Po prostu niech wszystko zostanie po staremu.
Usagi skrzywiła się, lecz zaraz pokryła to uśmiechem. Nalała herbatę do dwóch kubków i jeden podała Juro, a potem usiadła i zaczęła karmić Ichiro. Gdyby oznajmił jej to wcześniej, nie pojechałaby do Mamoru, aby wyżebrać od niego rozwód i jakieś alimenty. Jednakże i tak prędzej czy później musiałaby porozmawiać z mężem. Nie mogła przecież przez całe życie uciekać przed nim i ukrywać istnienie Ichiro. Lecz oświadczenie Juro poprawiło jej sytuację. Przestała odczuwać tę okropną panikę.
– To bardzo miłe z twojej strony – powiedziała. – Jestem ci naprawdę wdzięczna.
– Drobiazg, nie ma o czym mówić – rzucił szorstko. Przez chwilę mieszał herbatę, a potem z zaciekawieniem podniósł wzrok na Usagi. – Jeden z dzierżawców wspomniał mi, że ubiegłej nocy przyjechała tu jakaś limuzyna.
Dziewczyna zatrzymała łyżkę z bananową papką w pół drogi do buzi synka.
– Czy umowa najmu tego zabrania? – spytała lekkim tonem.
– Oczywiście, że nie. Chodzi mi tylko o to, że nieczęsto miewasz gości, a ja…- urwał i gwałtownie potrząsnął głową.
Wrzaski Ichiro zagłuszyły stukanie do drzwi. Usagi usłyszała dopiero powtórne, głośniejsze – i ledwo zauważyła, że synek wepchnął jej we włosy garść bananowej papki.
– Ktoś puka – zauważył całkiem zbędnie Juro.
Chciała kazać mu wyjść albo usunąć go niepostrzeżenie tylnymi drzwiami. Opamiętała się jednak. Czyż nie przyrzekła sobie, że będzie silna? Zatem nie powinna zachowywać się, jakby robiła coś złego. Juro jest właścicielem domu i ma pełne prawo tutaj być. Otworzyła drzwi i na widok Mamoru serce podskoczyło jej w piersi. W niczym bowiem nie przypominał biznesmena i miliardera, który tak skutecznie ją wczoraj uwiódł. Dziś był ubrany niezobowiązująco w czarne dżinsy i kurtkę. Z pozoru wydawał się odprężony – a jednak przez to jeszcze bardziej niebezpieczny. Jak śpiący w słońcu tygrys, który, gdy zakłócisz mu spokój, unosi głowę i wpatruje się w ciebie groźnym wzrokiem.
– Dzień dobry – powiedziała, świadoma, że ów powitalny zwrot jest czysto konwencjonalny, gdyż ten dzień bynajmniej nie zapowiadał się dobrze.
Nie zareagował, tylko zerknął nad jej ramieniem w głąb domu. Siedzący na
wysokim dziecięcym krzesełku Ichiro odpowiedział mu zaciekawionym spojrzeniem wielkich ciemnoniebieskich oczu.Mamoru wpatrywał się w niego z nie mniejszą fascynacją. Zapragnął podejść i wziąć synka na ręce, jednak powstrzymał go widok mężczyzny – mężczyzny! – rozpartego przy kuchennym stole nad kubkiem herbaty.
– Kim, u diabła, jesteś? – zapytał lodowatym tonem.
– Słucham? – odrzekł zaskoczony Juro.
– Dobrze słyszałeś. Kim jesteś i co robisz w domu mojej żony?
– Pańskiej żony? – Skonsternowany Juro zerwał się z krzesła i odwrócił z oskarżycielską miną do Usagi. – Ale przecież powiedziałaś mi, że nie utrzymujesz już kontaktów z mężem!
– Ach, tak? – rzucił ponuro Mamoru.
To jakiś koszmar – pomyślała. Przełknęła nerwowo i powiedziała:
– Myślę, Juro, że najlepiej będzie, jeśli już sobie pójdziesz.
Mężczyzna zmarszczył brwi.
– Jesteś pewna, że dasz sobie radę?
Miło z jego strony, że się o nią martwił, ale uświadomiła sobie z lekkim odcieniem histerii, że w tej sytuacji nie mógłby jej w niczym pomóc. Nie wyrzuci przecież kipiącego z gniewu Mamoru ze swojej posiadłości!
– Naturalnie – odpowiedziała, zmuszając się do uśmiechu.
W krępującej ciszy Juro wyszedł frontowymi drzwiami. Gdy zamknął je za sobą, Mamoru odwrócił się do blondynki.
– Sypiasz z nim? – zapytał z hamowaną furią.
Dziewczyna poczerwieniała z gniewu.
– Co ty sobie myślisz?
– Myślę, że on nie wygląda na dostatecznie męskiego, by zaspokoić twój nienasycony seksualny temperament. To mogłoby tłumaczyć, dlaczego tak ochoczo zareagowałaś na moje pieszczoty. – Spojrzenie jego ciemnych oczu zdawało się przeszywać ją na wylot. – Ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
– Oczywiście, że z nim nie sypiam – wyjąkała, drżąc z urazy i oburzenia.
Lecz Mamoru odwrócił się od niej, jakby ta kwestia już przestała go interesować. Jakby pytał tylko po to, aby upokorzyć ją i wprawić w zakłopotanie. I rzeczywiście mu się to udało. Podszedł do Ichiro – który wciąż wpatrywał się w niego z napiętą uwagą – i długo mu się przyglądał, a serce biło mu ciężko i powoli.
– Mój syn – powiedział wreszcie głosem, w którym brzmiały ból i radość.
Usagi wzdrygnęła się w duchu, słysząc jego władczy ton, choć zarazem była zachwycona, że chłopczyk nie cofnął się przed nim, jak zwykle czynił wobec obcych. Ale przecież Mamoru nie jest obcym człowiekiem, lecz kimś równie bliskim Ichiro, jak ona. Być może, synek podświadomie to wyczuł.
– Spokojnie – powiedział łagodnie, wyciągając do niego ręce. – Chodź.
Ichiro zamrugał zawstydzony, wcisnął się w oparcie plastikowego krzesełka i pokręcił główką, zerkając na mężczyznę kątem oka. Jednak Mamoru nie nalegał, tylko nadal mamrotał coś do niego cicho, aż wreszcie, ku zdumieniu Usagi, chłopczyk pozwolił mu wziąć się na ręce.Ichiro nie protestował, gdy ktoś, kogo pierwszy raz widział, podniósł go z krzesełka i przytulił! Cały świat Usagi przewrócił się do góry nogami. Poczuła zawrót głowy, słabość i… tak, zazdrość. Zirytowało ją, że Mamoru z taką łatwością pozyskał sobie jej syna.
– Trzeba… trzeba go wykąpać – wyjąkała drżącym głosem, mrugając rozpaczliwie, aby powstrzymać łzy.
Mamoru przeniósł wzrok na nią – na jej potargane włosy i bladą twarz z ciemnoczerwonymi plamami rumieńców na policzkach, na sprane dżinsy, bose stopy oraz porozciągany znoszony sweter, kryjący kuszące piersi. Nie znał drugiej kobiety, która odważyłaby się pokazać mu tak zaniedbana. A jednak te wielkie niebieskie oczy nadal miały magiczną moc wzbudzania w nim pożądania.
– Ciebie też, sądząc z twojego wyglądu – rzucił.
Usagi wbiegła do łazienki, zamknęła drzwi i włączyła prysznic, żeby nie usłyszał jej łkania. Woda spływała jej po twarzy, mieszając się z łzami, a w głowie gorączkowo wirowały myśli. Co ona najlepszego narobiła? Wpuściła Mamoru nie tylko do swojego życia, lecz również do życia Ichiro. A on wtargnął w nie, wnosząc ze sobą mroczną aurę władzy i instynktu posiadania.
Wzięła gorący prysznic i zmyła z włosów bananową papkę. Wpadła do łazienki w desperacji i oczywiście nie zabrała ze sobą czystego ubrania. Owinęła się więc największym ręcznikiem, a pod mniejszym ukryła wilgotne włosy, po czym nieśmiało wyszła z łazienki i ruszyła do sypialni. Była przygotowana na to, że przechodząc przez salon natknie się na Mamoru. Lecz on nawet nie zauważył jej powrotu. Wciąż, z Ichiro w ramionach, obchodził niewielki pokój i przyglądał się uważnie rozmaitym przedmiotom – fotografii matki Usagi, zegarkowi, który po niej odziedziczyła… I przez cały czas przemawiał cicho do synka. A chłopczyk słuchał zafascynowany, niekiedy dotykając pulchnym paluszkiem nieogolonego policzka ojca.
Spojrzał nad główką Ichiro i napotkał jej wzrok. Poczuł gniew… i pożądanie. Jednakże trzymał na ręku dziecko, które przestraszyłoby się przejawu gwałtownych uczuć. Dlatego opanował się i zmusił, by zapytać chłodno:
– Wzięłaś prysznic?
– Tak.
Leniwie przyjrzał się miękkim krągłościom jej piersi, prześwitującym przez cienki materiał taniego ręcznika. Usagi drżała teraz nie tylko z zimna. Odwróciła się i weszła do sypialni, nie potrafiąc znieść sprzecznego przesłania, jakie odczytywała w jego spojrzeniu… oraz swojej reakcji na nie. Odnosiła wrażenie, że mąż pragnie ją na wszelkie sposoby zdominować – najpierw zawłaszczając dla siebie synka, a teraz wpatrując się w nią pożądliwie. Poczuła się kompletnie zdezorientowana i zagubiona – jakby jej dawne ja zniknęło, zastąpione przez jakąś nieznaną obcą osobę. Włożyła szybko swój codzienny praktyczny uniform – czyste dżinsy i inny sweter – którego w żadnym wypadku nie można by uznać za twarzowy. Lecz właśnie o to jej chodziło. Nie chciała się wystroić, by nie wyglądało, że zamierza wywrzeć wrażenie lub kusić. Uczesała się i pobieżnie osuszyła włosy suszarką, a potem odetchnęła głęboko i wróciła do salonu. Mamoru, nadal trzymając Ichiru, stał teraz odwrócony do niej plecami i wyglądał przez okno na rozłożysty kasztanowiec. Chłopczyk pierwszy usłyszał jej kroki. Obejrzał się, pisnął cicho i zaczął się do niej wyrywać. Wzięła go na ręce i zanurzyła twarz w jego jedwabistych włosach, chcąc ukryć ogarniające ją osobliwe wzruszenie. Mamoru odwrócił się do niej i z niesmakiem zacisnął usta, widząc że,
jego zdaniem z przesadą, tuli dziecko do piersi. Podniosła wzrok, na próżno usiłując odczytać cokolwiek z nieprzeniknionego spojrzenia jego granatowych oczu. Ale to nic nowego. Wyjąwszy kilka pierwszych upajających miesięcy ich związku, kiedy oboje byli zauroczeni siłą seksualnego pociągu, który brali za miłość, nigdy nie potrafiła odgadnąć, co dzieje się w głowie Mamoru. On zaś nie zwykł się jej zwierzać, jakby uważał, że mówienie o uczuciach świadczy o słabości mężczyzny.
– Masz jakąś kawę? – spytał nieoczekiwanie.
– Przypuszczam, że nie w gatunku, do jakiego przywykłeś – odpowiedziała zaskoczona i wskazała kuchenną szafkę. – Tam jest ekspres do kawy.
– A więc nie przejęłaś idiotycznego nawyku picia kawy rozpuszczalnej – rzekł zjadliwie.
Skonstatowała zdziwiona, że mąż krząta się po kuchni całkiem sprawnie jak na człowieka, któremu przez całe życie usługiwano. Prawdę mówiąc, spodziewała się, że Mamoru poleci jej, by zaparzyła kawę. Jednakże najwyraźniej nawet on nie ośmielił się tego zrobić. Zamiast tego szybko zaadaptował się do nowej sytuacji. Zastanawiała się, dlaczego z równą łatwością nie przystosował się do partnerskiego pożycia małżeńskiego z nią, tylko z uporem forsował staroświecki autorytarny model związku. Zdawało się, że po włożeniu jej na palec ślubnej obrączki cofnął się kulturowo o kilka dekad. Postawiła Ichiro na patchworkowym dywaniku, który zrobiła w ostatnich dniach ciąży, i dała mu do zabawy kartonowe pudło z pustymi plastikowymi pojemnikami różnej wielkości. Niektóre pojemniki zawierały fasolę lub ryż i potrząsane wydawały rozmaite dźwięki.
Mamoru, który nalewał kawę do dwóch filiżanek, znieruchomiał i skrzywił się drwiąco.
– Dlaczego chłopiec bawi się śmieciami? – zapytał oskarżycielskim tonem.
– To zabawki domowej roboty – odrzekła. – Dzieci często wolą je od wyszukanych i drogich.
– Na które zapewne cię nie stać? – rzucił wyzywająco.
– No, owszem – przyznała, wzruszając ramionami.
Usiadł na twardym krześle przy kuchennym stole i rozejrzał się z nieskrywanym niesmakiem.
– Jak widzę, nie stać cię prawie na nic – zauważył. – Przypuszczalnie właśnie dlatego do mnie wróciłaś.
Uznała, że to nie jest odpowiedni moment, by wyjaśnić mu, że wcale do niego nie wróciła, a jedynie chce formalnie zakończyć ich nieudane małżeństwo.
– Chodzi mi o dobro Ichiro – powiedziała tylko.
– Czyżby? A może po prostu pomyślałaś, że okantujesz mnie na tyle forsy, ile zdołasz? Tak jak wcześniej kantowałaś mnie na inne sposoby.
Na jej policzki wystąpiły rumieńce.
– Nie bądź ordynarny! – zawołała.
Wzruszył ramionami i mówił dalej, ignorując jej protest:
– Gdyby naprawdę zależało ci na dobru synka, skontaktowałabyś się ze mną już dawno temu.
– Próbowałam! – zaoponowała porywczo. – Dwa razy usiłowałam się do ciebie dodzwonić, lecz nie odbierałeś moich telefonów.
– Więc trzeba było postarać się bardziej – stwierdził chłodno. – Wiem, że zjawiłaś się u mnie po pieniądze i seks – i jedno już dostałaś.
– Nie zależało mi na seksie z tobą!
– Naprawdę? Czyli ktoś cię zmusił, żebyś poszła ze mną do łóżka? – powiedział z miażdżącą pogardą. – Tak czy inaczej, nie myślałaś wcale o potrzebach dziecka.
– Ależ myślałam! – wybuchnęła.
– Kłamiesz. Nie zawiadomiłaś mnie, gdy odkryłaś, że zaszłaś w ciążę. A kiedy już urodziłaś, nie przyszło ci do głowy, że mam niezbywalne prawo dowiedzieć się o tym.
– Już to przerabialiśmy – rzekła z przygnębieniem. – Nawet gdybyś raczył porozmawiać ze mną przez telefon, to i tak byś mi nie uwierzył.
– Z początku może nie. Ale ostatecznie przecież przyjechałem tu i przyznałem, że to mój syn… choć poczęty w najbardziej niefortunnych okolicznościach.
Niefortunnych. Cóż za okrutnie beznamiętne słowo. Zapragnęła powiedzieć mu, że tamtego ostatniego dnia była załamana i zrozpaczona i tęskniła do tego cudownego okresu, kiedy darzyli się nawzajem miłością. Toteż gdy raz jeszcze wziął ją w ramiona, uległa porywowi namiętności, który przypomniał jej minione szczęśliwe czasy. Zmilczała jednak, gdyż zapewne znów zarzuciłby jej kłamstwo. Z jego zaciętej miny poznała, że nie zmieni swej opinii o niej. Drżącą ręką odstawiła filiżankę na stół.
– Więc co teraz będzie? – spytała niepewnie. – Zakładam, że zechcesz mieć prawo do regularnego widywania Ichiro.
Zagryzła wargę. Mamoru niewątpliwie będzie nalegał, by Ichiro spędzał z nim wakacje na rodzinnej wyspie. A kiedy chłopiec zakosztuje smaku luksusowego życia na tej przepięknej wyspie, niewątpliwie stopniowo zacznie się odsuwać od swojej ubogiej matki.
– Jak myślisz, co powinniśmy zrobić? – wyszeptała.
Mamoru strawił całą noc na rozmyślaniu o tym. Ostatecznie doszedł do wniosku, że istnieje tylko jedno rozwiązanie.
– Wrócisz ze mną – oznajmił ponuro.
– Chyba oszalałeś?! – wykrzyknęła. – Nigdzie z tobą nie pojadę!
Wykrzywił usta w okrutnym uśmiechu.
– Więc nie jedź – rzekł chłodno. – Ale w takim razie zabiorę Ichiro.
– Z-zabierzesz? – wyjąkała. – Naprawdę sądzisz, że pozwolę ci wywieźć mojego syna.
– Naszego syna – poprawił ją. – Zawiozę go na wyspę i lepiej nie próbuj mnie powstrzymać. Zespół moich prawników już pracuje nad tą sprawą. Bardzo im się nie spodobało, że próbowałaś ukryć przede mną moje dziecko. Dobrze ci radzę, zachowuj się rozsądnie.
Usagi zbladła.
– Grozisz mi? Wiedziałam, że tak będzie. Ani trochę się nie zmieniłeś! Nic dziwnego, że…
– Mówisz o przeszłości – przerwał jej spokojnie. – Tymczasem mnie interesuje teraźniejszość i przyszłość mojego syna. Zabieram go do siebie, a jeśli zdecydujesz się nam towarzyszyć, będziesz musiała odgrywać rolę mojej żony.
Wpatrzyła się w niego ze zgrozą. Miała wrażenie, że spada coraz głębiej w ciemną bezdenną otchłań.
– Twojej żony? – powtórzyła z niedowierzaniem.
Spojrzenie jego ciemnych oczu przeszywało ją na wylot.
– Czemu nie? To doskonałe wyjście z tej pogmatwanej sytuacji. Ponadto moglibyśmy przy okazji nacieszyć się sobą.
Usagi była wstrząśnięta. Mamoru przemawiał tak beznamiętnie, jakby sfera erotyczna miała dla niego znaczenie wyłącznie fizjologiczne.
– Chyba nie mówisz serio?
– Ależ zapewniam cię, że tak – odrzekł z ponurą satysfakcją. – I nie udawaj takiej oburzonej. Pachnie mi to hipokryzją, skoro tak ochoczo poszłaś ze mną do łóżka.
– Mamoru…
– Nie, dość sporów! Wystarczająco długo decydowałaś o losie naszego syna. Pora teraz, abyś podporządkowała się moim planom. Spakuj się, jedziemy do Tokio.
Z nieubłaganej miny męża poznała, że wszelki sprzeciw byłby daremny… a jednak spróbowała.
– Nie mógłbyś dać mnie i Ichiro jeszcze kilka dni czasu?
– Po to, żebyś znowu ode mnie uciekła? – rzekł z sardonicznym uśmiechem. -Wykluczone. Masz paszport?
Tępo kiwnęła głową.
– A Ichiro?
– Nie.
– Więc będę musiał to załatwić. Poza tym oboje potrzebujecie nowych ubrań. Ichiro ma wyglądać jak mój syn, a nie jakiś mały nędzarz. Natomiast ty… – urwał i zmierzył Usagi spojrzeniem, które ją zaniepokoiło, a jednocześnie wzbudziło w niej zmysłowy dreszcz – powinnaś wyglądać tak, by mi się podobać.

Reklamy

8 thoughts on “Tysiąc łez. VIII

  1. Biedna Usagi. Jest w sytuacji bez wyjscia. Niestety ucieczka bylaby najlepsza, chociaz na dluzsza mete i tak musialaby stawic czolo Mamoru. Wiecznie iciekac sie nie da. Musi myslec na trzezwo. Pojechalabym z nim. Dla swoich dzieci, tez zrobilabym wszystko. I na chlodno to wszystko rozegrala. Teraz musi odrzucic emocje.
    Bardzo smutny rozdzial. Ale Mamoru okrutnik wyszedl co majsersztyk.

  2. Najlepsze w tym rozdziale jest to, że Ichiro instynktownie wyczuł, że Mamoru to jego ojciec 😉 I w sumie sam Mamoru odkrył w sobie jakieś ojcowskie uczucia 😉 I to by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywną opinię na temat Chiby 😛 z chęcią bym go zatłukła :-\ wrrr… czekam na więcej 😉 pozdrawiam 😉

  3. Dziękuję! Dziękuję za kolejny rozdział 🙂 Usagi nie ma dużego wyboru i pewnie dla synka zdecyduje się na wyjazd.Coś jednak czuję że nie będzie to ani łatwe,ani przyjemne:( Cudownie mi się czyta Twoje opowiadania 🙂 I bardzo proszę o kolejne 🙂

  4. **mruczy pod nosem niezrozumiale i z niechęcią**

    co ja mogę, że jestem na nie? Hm? no co?
    Ogólnie świetnie napisane, ale… no nie… z resztą wiesz o tym 😉

  5. Mamoru… Mamoru, no jaaa… Co Ty człowieku odpierdzielasz 😀 Tu się na nią rzuca, a zaraz, że fushidara. A zazdrość? Uwielbiam czytać o zazdrosnych facetach 🙂 Zazdrosne kobiety są bardziej nudne w swoich reakcjach, ale Mamoru- to co Ty masz to się nazywa zespół Otella, i to się leczy 😛 W każdym razie, ciągle i nieprzerwanie ( 😀 ) uważam, że Mamoru nie jest taki ,,od tak” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s