Wyrachowana miłość. V

Opowiadanie jest na ukończeniu w moim magicznym notesiku. XD

Rozdział +15 ze względu na scenę z ręczniczkiem…-.-

:D

~

Ścieżka, którą szła blondynka, prowadziła do kładki, przerzuconej nad strumykiem. Oparła się o poręcz i przyglądała krystalicznie czystej wodzie, płynącej leniwie wśród małych skałek i piaszczystych mielizn. Jak tu spokojnie! Czuła się tak bezpiecznie pośród szumu wysokich drzew, jakby znajdowała się w całkiem innym świecie. Przymknęła oczy, wsłuchując się w odgłosy ptaków, oddychając czystym, rześkim powietrzem i myśląc o tym, jak daleko w tyle zostało jej dawne życie.

– Witaj piękna pani- odezwał się za nią męski głos.- Dlaczego całe życie nie wiedziałem o twoim istnieniu?

Minako odwróciła się, zaskoczona. W pierwszej chwili pomyślała, że to Kei, ale gdy dokładnie rzuciła okiem zorientowała się, że mężczyzna jest nieco młodszy. Też był blondynem, ale jego włosy były dłuższe, związane w kitkę, miał delikatniejsze rysy twarzy i był niższego wzrostu.

– O, dzień dobry- odezwała się.- Przestraszył mnie pan. Nie wiedziałam, że ktoś jest w pobliżu.

– Właśnie zostawiłem bagaże w domku tuż obok. Mam nadzieję, że jesteśmy sąsiadami?

– Sąsiadami?

– Mieszka pani w jednym z tych domków?

– Nie- odparła.- Zatrzymałam się w głównym budynku.

– Szkoda. Myślałem, że wpadnę wieczorem pożyczyć cukier czy coś w tym rodzaju.- Obdarzył ją szerokim uśmiechem.- Jestem Yamana Akihiko– san.

– Ja nazywam się, Aino Minako- san. Przyjechałam razem z przyjaciółką napisać artykuł do ‘Vogue’.

– Ach, tak Kei- kun o tym wspominał. Będziecie przeprowadzać ze wszystkimi wywiady?

– Tak, znaczy tak myślę- odpowiedziała.

– Muszę zamienić kilka słów z Kei- kun. Wraca pani do środka?- zapytał.

– Tak.

Kiedy szli razem do głównego budynku, Minako dowiedziała się jeszcze, że Akihiko właśnie ukończył studia prawnicze i ma zamiar zając się adwokaturą, a oprócz tego prowadzi rozległe interesy w rodzinnej branży drzewno- budowlanej i w linii lotniczej Japan Airlines.

– Wiem, wasze samoloty pomalowane są całkiem na czarno.

– Tak, czarne ze złotymi napisami. Latałaś kiedyś naszymi liniami?

– Nie, chyba nie.

– Powinnaś. Nikt nie ma lepszych cen i nie jest bardziej punktualny. No i nigdy nie mieliśmy wypadku.

– Naprawdę?

– Oczywiście. Tanio, ale bezpiecznie. Mamy najlepszych pilotów i maszyny.

– Chyba musisz być bardzo dumny z rodzinnego biznesu?

– O, tak!- odparł, otwierając przed nią drzwi do holu.

Wewnątrz od razu natknęli się na dwóch mężczyzn. Jeden był wysoki i barczysty, drugi, niższy od niego o dobrych kilka centymetrów i nosił okulary o grubych soczewkach.

– Akihiko- kun, ty chyba potrafiłbyś znaleźć piękną kobietę nawet w męskim klasztorze- powiedział mężczyzna w okularach.

– Widzisz Kosho, niektórzy to potrafią, a niektórzy mogą sobie tylko marzyć. Minako oto Abe Kosho- san i Kobi Aki- san. Minako- san przyjechała tutaj, żeby napisać reportaż do… jak się nazywa to pismo?

– ‘Vogue’- odparła, kłaniając się na powitanie.

Okazało się, że Aki, ten wysoki, wyglądający na cichego i nieśmiałego, miał firmę komputerową, zaś Kosho posiadał kilka sieci sprzedaży samochodów.

– Jeśli potrzebny pani nowy Lexus, jestem do usług- powiedział, podając jej swoją wizytówkę.

– Nie bądź taki szybki- osądził go Akihiko.- Tai- san gotowa wydrapać ci oczy.

Kosho zaśmiał się, zaś Akihiko wyjaśnił Minako, że Tai od ośmiu lat jest jego narzeczoną.

– Sama mawia, że Kosho dlatego zwleka z małżeństwem, gdyż nie chce opuścić naszego klubu.

Przed lunchem, gdy pojawiła się Rei, kobiety zdążyły poznać następnych członków: Seiki, Isoshi, Seiji, Sachi, Taro, Sosuke oraz Sora. Zajmowali się przeróżnymi rzeczami od uprawy ryżu, przez banki do budowy mostów. Jeden z nich- Minako nie zapamiętała, czy Seiki, czy Seiji- działał w ratownictwie morskim, co brzmiało fascynująco. Wszyscy wydawali się blondynce nadzwyczaj atrakcyjni.

Oczywiście, kobiety nie zapomniały o robieniu notatek, żeby zamaskować prawdziwy powód przyjazdu. Zresztą Minako i tak miała zamiar napisać ten artykuł, choćby dlatego, żeby być uczciwą wobec samej siebie.

– Brakuje jednego z naszych kolegów- powiedział Akihiko.- Nasz przyjaciel ze studiów, wpadł jak śliwka w kompot. Długo się zapierał, a teraz się żeni i nie odstępuje swojej narzeczonej na krok. Ciekawe co u niego słychać.- Zamyślił się krótką chwilę, a potem pstryknął palcami, zwracając się do Kei:- Ale przecież jego drużbą jest…

– Akihiko- kun, do cholery!

– Co ja takiego powiedziałem?- był wyraźnie zdziwiony.

– Przestań zajmować bez przerwy uwagę naszych pięknych gości. Może lepiej poszukałbyś Kosho? Organizuje właśnie partyjkę pokera.- Kei z szerokim uśmiechem ujął obie kobiety pod rękę.- Pokarzę wam basen i stajnie. Jeździcie konno?

~

Właściwie po cichym parsknięciu Rei, nie powinna była dalej kłamać. Należało przyznać się, że nie odróżnia jednego końca konia od drugiego. Nie cierpiałaby teraz takich katuszy. Ale ona powiedziała Kei, że trochę jeździła i bardzo chciałaby podszkolić swoją jazdę. No i przez kilka godzin Kei usiłował ją uczyć, oczywiście ku wielkiej frajdzie Rei. Jedynym wnioskiem, jaki wysnuła z tej lekcji było to, że jazda na koniu nie jest odpowiednia dla normalnego człowieka. Wewnętrzna strona ud bolała ją, jakby miała otwarte rany. Kość ogonowa na pewno została zmiażdżona, a kości biodrowe wyłamane ze stawów. Minako zacisnęła zęby i usiłowała zachować uśmiech, kiedy wracali do głównego budynku.

– Może zgłoś się na olimpiadę- szepnęła Rei, chichocząc.

– Cicho!

– Na pewno nic ci nie jest?- zapytał Kei, nieco zaniepokojony.

– Oczywiście.

– W takim razie może wstąpimy do baru, napić się czegoś?

– Może później- odparła szybko blondynka.

– Rei?- zwrócił się do czarnowłosej kobiety.

– Raczej…

– Idź- szepnęła jej na ucho Minako.- Wypytasz o mnie.- Popchnęła ją delikatnie w stronę mężczyzny. Kei wziął ją pod ramię i zanim kobieta zdążyła zaprotestować, zaprowadził ją w stronę stolików. 

– Do zobaczenia na kolacji- krzyknęła w ich stronę blondynka.

W tej chwili potrafiła myśleć tylko o gorącej kąpieli i wodnym masażu. Wyprostowała ramiona i na miękkich kolanach pomaszerowała prosto do windy. Kiedy tylko weszła do środka przycisnęła guzik drugiego piętra i złapała za uchwyt. Zamknęła oczy i usiłowała wytrwać jeszcze chwilę.

– To wspaniale, żeśmy się tutaj spotkali- odezwał się za nią znajomy głos.

Otworzyła szeroko oczy.

– Saitou!

– We własnej osobie.

– Co ty tu robisz?

– Jadę z tobą windą.

– To widzę, ale co robisz w Sakura Zensen?

– Zostałem zaproszony.

– Jak to? Przez kogo?

– Przez Kei- kun. Znamy się od dziecka, właściwie wychowaliśmy się razem.

– Przecież tu są tylko członkowie klubu.

Właśnie winda zatrzymała się na drugim piętrze, więc Saitou przytrzymał drzwi i puścił ją przodem. Minako uznała, że musi jak najszybciej dotrzeć do swojego pokoju, dopóki w ogóle jest w stanie iść.

– To prawda, ale jeden z nich nie przyjechał i potrzebowali kogoś, żeby zastąpił go w turnieju golfowym. Kei- kun wie, że jestem w tym niezły. Dlaczego tak utykasz? Miałaś, jakiś wypadek? Te buty są bardzo ładne, ale tutaj chyba niezbyt praktyczne.

– Nie miałam żadnego wypadku- odparła przez zaciśnięte zęby, wkładając klucz w drzwi.- Jeździłam konno i jestem trochę zesztywniała. Zrobię sobie kąpiel i drinka. Wszystko będzie dobrze. Bardzo ci dziękuje za ofertę, ale nie potrzebuje żadnych konsultacji.

– Wyglądasz, jakby raczej potrzebny był ci masaż.

– To prawda- przyznała, krzywiąc się z bólu.- Czy to jest tutaj możliwe?

– Zobaczę, co da się załatwić, a ty weź kąpiel.

– Dzięki. Jesteś kochany.

– Nie ma, za co.

Czuła, że nogi się pod nią trzęsą, więc zdjęła kurtkę i pośpieszyła do łazienki, chcąc tam dotrzeć, zanim mięśnie całkiem odmówią jej posłuszeństwa. Puściła wodę do wanny i usiadła, żeby zdjąć buty. Jęknęła głośno z bólu. Spróbowała poradzić sobie inaczej, ale też bez powodzenia.

– Nic ci nie jest?- zawołał Saitou, stukając w drzwi łazienki.

– Nie.

– Mogę ci jakoś pomóc?

Chciała zaprzeczyć i uratować resztki dumy, ale rzeczywiście potrzebowała jego pomocy. Nie mogła przecież kąpać się w wysokich butach i dżinsach, ale w żaden sposób nie potrafiła sama ich zdjąć.

– Minako- chan?

– Co takiego?

– Kochanie, mam ci pomóc?

– Nie jestem żadnym ‘kochaniem’. Tak, pomóż mi.

– Mogę wejść?

– Chyba będziesz musiał- odparła z westchnieniem.- Tylko nie waż się śmiać- dodała, kiedy otwierał drzwi.

– Wcale się nie śmieje. Co się stało?

– Cztery godziny wyszukanych średniowiecznych tortur, nie byłoby gorsze od siedzenia na tym przeklętym koniu.

– Cztery godziny? I to pierwszy raz w życiu?

Przytaknęła.

– Co za idiota bierze nowicjusza na czterogodzinną jazdę?

– Kei. Ale to nie jego wina. Powiedziałam mu, że umiem jeździć, ponieważ Rei- chan świetnie sobie radzi. Chociaż jestem pewna, że domyślił się, że trochę minęłam się z prawdą, kiedy spadłam z konia za drugim razem.

– Jak to?

– No, bo za pierwszym razem koń stąpnął w dziurę i Kei- kun powiedział, że to się może przytrafić każdemu. Chociaż i tak czułam się upokorzona. Nie jestem pewna, jak to było za drugim razem, ale on powiedział, że lepiej na tym zakończyć. Nie uwierzysz, jak mi ulżyło. Nie rozumiem jak ludzie mogą chcieć jeździć na tych stworach.

Saitou zaklął i zakręcił kran.

– Jak mogę ci pomóc?

– Proszę, nie śmiej się ze mnie, ale nie mogę zdjąć butów.

– Gdzieżbym śmiał.

Przyklęknął i ostrożnie zsunął jej buty.

– Bosko- westchnęła, poruszając palcami u stóp.

– Poradzisz sobie z dżinsami?

– Tak sądzę.

– No to zobaczymy.

Minako była przyzwyczajona od lat, żeby ubierać i rozbierać się na oczach dziesiątków ludzi, teraz nie wiadomo dlaczego ogarnął ją wstyd.

– Odwróć się.

Saitou wniósł oczy ku górze, ale posłusznie odwrócił się tyłem. Rozpięła ciasno przylegające do ciała spodnie i spróbowała je zsunąć, ale okazało się, że nie może. Słysząc głośny jęk, Saitou znów zaklął i odwrócił się do niej.

– Saitou- kun!

– Nie bądź taka wstydliwa. Jeśli teraz nie zajmiemy się twoimi obrażeniami, to jutro nie wstaniesz z łóżka. Wyobraź sobie, że jestem lekarzem.

Nie miała wyboru. Z miną wytrawnego pokerzysty pozwoliła, aby zdjął jej dżinsy. Potem bez słowa chwyciła ręcznik, okręciła się w pół i zsunęła majtki, które rzuciła niedbale do kosza przy umywalce.

– Dziękuje. Z resztą sobie poradzę.

– Na pewno?

– Na pewno. Dziękuje ci.

– Dasz radę sama wejść do wanny?

– Tak, poradzę sobie.- Myślała, że Saitou teraz wyjdzie, ale on najwidoczniej nie miał takiego zamiaru, tylko zaczął grzebać po szafkach w łazience.- Czego szukasz?

– Soli do kąpieli, ale nie mogę znaleźć. Kei- kun powinien mieć coś u siebie. Pójdę sprawdzić.

– Ani mi się waż! Nie wolno ci nic mówić. Jeśli go zastaniesz w apartamencie, pomyśli, że jestem kompletną idiotką.

– Nie bój się, kochanie- powiedział, znienacka całując ją w czubek nosa, przez co mocno się zarumieniła.- Milczę, jak grób.

– Przestań z tym ‘kochaniem’. Dopiero co się poznaliśmy i mamy być najwyżej znajomymi.

– Będzie jak zechcesz- odparł.

Zirytował ją jego porozumiewawczy uśmiech. Kiedy wreszcie wyszedł, rozebrała się do końca, związała włosy w kok i weszła do wanny. Wymagało to sporego wysiłku, ale przy akompaniamencie ‘ochów’ i jęków jakoś udało jej się tego dokonać. Gdy tylko zanurzyła się w gorącej wodzie, od razu zrobiło jej się lepiej. Wlała do niej trochę aromatycznego olejku, położyła się, opierając głowę o brzeg wanny, przymknęła oczy i przez kilka minut rozkoszowała się kąpielą. Nie usłyszała nawet cichego pukania do drzwi.

– Lepiej się czujesz?

Minako wrzasnęła i próbowała zasłonić się rękoma.

– Saitou- kun! Co ty robisz?

– Sole do kąpieli.- Pokazał jej spory pojemnik.- Dzięki nim ból znacznie się zmniejszy. Kei- kun ma tego mnóstwo, tak że nic nie zauważy.

– Dziękuje. A teraz czy wreszcie mógłbyś zostawić mnie samą?

– Za chwilę. Muszę przecież wrzucić to do wody. Mówiłem ci myśl, że jestem lekarzem.

Wcale nie wyglądał na lekarza w tej szarej koszuli, której kolor podkreślał jego cudowne oczy, w obcisłych dżinsach i z tym swoim olśniewającym uśmiechem.

– Ja… jakoś nie potrafię.

– No to, że jestem twoim starym znajomym.- Otworzył pojemnik i zaczął wsypywać powoli do wody białe kryształki. Po chwili usłyszeli pukanie do drzwi.- Ja to załatwię- powiedział.

– Ależ Saitou, nie chcę, żeby ktoś cię tu zobaczył…

– Nie bój się, to tylko barman.

– Jak to barman?- zapytała, ale już go nie było. Po chwili wrócił z tacą.

– Wspominałaś o drinku, więc pozwoliłem zamówić sobie coś. Odpowiada ci gimlet?

– Wspaniale.

Postawił szklankę na brzegu wanny.

– Odpocznij sobie jeszcze pół godziny, a ja postaram się załatwić wszystko, co potrzebne do masażu.

Minako upiła pierwszy łyk, był lodowato zimny, cierpki i w ogóle wspaniale smakował.

– Cudownie. Naprawdę, dałoby się postarać o masażystkę?

– Wszystko załatwione.

– Dziękuje- kiwnęła głową, zanim zniknął ponownie w jej sypialni.

~

Owinięta ręcznikiem kąpielowym, wyjrzała z łazienki. W pokoju zobaczyła Saitou, który siedział w fotelu i czytał gazetę. Poza nim nie było nikogo. Mężczyzna spostrzegł ją, uśmiechnął się i odłożył pismo.

– Jesteś gotowa?

– A, gdzie masażystka?

– Masażysta. Właśnie stoi przed tobą. Oliwka już jest zagrzana i wszystko inne także jest przygotowane.- Wskazał ręką łóżko, na którym pościel była odsunięta na jedną stronę, a prześcieradło przykryte drugim, złożonym na pół. Na nocnym stoliku leżały ręczniki i stały różne butelki.

– O, nie. Nie ma mowy…- powiedziała cofając się przed nim.

– Ależ kochanie, ja bardzo dobrze masuję. Słowo honoru.

Usta miała suche, a serce zaczęło jej walić jak szalone.

– Nie sądzę, żeby to było… właściwe.

– Dlaczego?

– To zbyt duża poufałość. Nie… to nie byłoby rozsądne- potrząsnęła głową.

– Przestań, to żaden problem.

– Przecież świetnie wiesz, że my…

– Że, my co?- spytał, uśmiechając się kącikiem ust.- Płoniemy jak pochodnia?

– Oczywiście, że nie!- zaprotestowała, szczelniej owijając się ręcznikiem.- Setki razy powtarzałam ci, że między nami nic nie ma. Musisz wreszcie to sobie wbić do głowy.

– Kochanie, nie musisz krzyczeć. Wszytko rozumiem. Nie chcesz, żebym cię masował, ponieważ boisz się, że jeśli poczujesz moje ręce na ciele, to możesz stracić głowę. Tak?

– Tak. Nie! Nigdy w życiu! Zrób mi wreszcie ten cholerny masaż. Jesteś w końcu dla mnie kimś w rodzaju lekarza.- Z zadartą głową pomaszerowała do łóżka i wyciągnęła się na brzuchu.- I nie mów do mnie kochanie.

– Dobrze, skarbie.

Zacisnęła ręce w pięści, próbując się opanować. Mężczyzna ściągnął z niej okrycie, ale zanim zdążyła coś powiedzieć, owinął jej pośladki suchym, ciepłym ręcznikiem.

– Zacznijmy od stóp- powiedział, unosząc w górę jej nogę, rozmasowując na niej ciepły płyn. W porządku, od masażu stóp jeszcze nikomu nic się nie stało, pomyślała, ale już za chwilę musiała zmienić zdanie. Okazało się, że one także mogą należeć do stref erogennych. Kiedy zaś Saitou zaczął dotykać kostek i łydek, aż zagryzła zęby, żeby nie wzdychać z rokoszy. Te jego cudowne dłonie miały chyba na nią jakiś magiczny wpływ i wywoływały dzikie, erotyczne wizje. Ręce przesunęły się wyżej, a ona mało nie wyskoczyła z łóżka. Boże, dłużej już nie mogła wytrzymać. Zaczęła drżeć.

– Odpręż się.

– Przecież to robię!- warknęła.

Saitou tylko zachichotał. Niech go cholera! I pomimo wszystko poczuła, że zaczęła się odprężać. Napięcie opuszczało jej ciało. Właściwie powinna go wyrzucić za drzwi, ale ciepły płyn i jego delikatne dłonie wywierały taki cudowny efekt, że chciała poczekać jeszcze trochę. Napięcie zniknęło, mięśnie stały się miękkie. Czuła się jak zanurzona w ciepłym, gęstym morzu bitej śmietany. A kiedy białowłosy zaczął masować jeszcze wyżej nie potrafiła zaprotestować.

~

Jeszcze długo po tym, kiedy poczuł, że jej mięśnie rozluźniły się, masował ją delikatnie, rozkoszując się dotykiem gładkiej skóry koloru białej porcelany z lekką domieszką złotego miodu. Na biodrze miała siniaki od upadku z konia, zaś na prawej łopatce zauważył trzy niewielkie, ułożone w trójkąt, ciemniejsze punkty. Dziwne punkty. Dotknął ich delikatnie opuszkami palców. Pragnął przycisnął do nich wargi, ale nie odważył się. Przecież mu zaufała.

– Minako- chan- szepnął.

Nie poruszyła się. Dzięki Bogu, zasnęła. Przestał jej dotykać i przyglądał się teraz jej profilowi, zwróconemu w jej stronę. Była bez makijażu i dzięki temu mógł dokładnie obejrzeć widoczne teraz blizny. Targnął nim gniew, kiedy uzmysłowił sobie, przez jaką mękę- fizyczną i psychiczną- musiała przejść. Co za zwyrodnialec mógł zrobić coś takiego? Czuł w sobie wielką czułość, aż ścisnęło go w gardle. Nie mógł znieść myśli, że ktoś mógłby jeszcze raz ją skrzywdzić, przyczynić kolejnych cierpień, zniszczyć pogodę ducha. Nawet wspomnienie Kei i tej niemądrej przejażdżki, wywoływało u niego gniew. Narastała w nim przemożna potrzeba opiekowania się nią, chronienia, obrony ze wszystkich sił, aż do ostatniej kropli krwi. Uśmiechnął się, kiedy pomyślał, jaka byłaby jej reakcja, gdyby powiedział jej o tym. Pewnie wściekłaby się. Ale to nie zmienia faktu, że takich uczuć doświadczał i to pierwszy raz w życiu. A może, po raz pierwszy naprawdę się zakochał? Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego stało się to właśnie teraz, wobec tej kobiety, ale nie miał zamiaru tego się wypierać. Bardzo ostrożnie pochylił się i dotknął wargami blizn, a potem przykrył blondynkę prześcieradłem. Powinna odpocząć. Później do niej zajrzy. Zgasił lampkę na nocnym stoliku i na palcach wyszedł z pokoju.

Reklamy

12 thoughts on “Wyrachowana miłość. V

  1. Mmm… rozpłynęłam się ^^ Saitou jest po prostu boski 😀 I ten jego sposób rozmowy z Minako. Rozdział cudny, czytałam go szczerząc się jak głupia do ekranu komputera 😀
    Pozdrawiam 🙂

  2. cudeńko, po prostu cudeńko. Naprawdę zazdroszczę tak lekkiego pióra, chciałabym móc znowu tak pisać… Mega, naprawdę ^^ I zabawne dialogi… Czekam na jeszcze 😉

  3. Ten rozdział był cudowny a jeszcze cudowniejszy był Saitou. Ten chłopak to po prostu ideał 😀
    Pozdrawiam 😀

  4. Witam, jestem, w końcu tutaj dotarłam. Od razu przepraszam, że tak długo mi to zajęło, ale ostatnimi czasy otoczona jestem wyłącznie notatkami i zajęta przygotowaniami do kolejnych egzaminów, więc jedyne o czym marzę, to kilka godzin spokojnego snu. Ale to nic, kończę narzekać i zabieram się za to, po co tutaj się zjawiłam.

    Jestem zauroczona tą historią, choć na początku nie podobało mi się do końca podejście Minako i jej jawne dawanie do zrozumienia, że pokocha tylko faceta, który będzie miał na koncie sumkę z kilkunastoma zerami na końcu. Ale wychodzi na to, że najwyraźniej szybko zmieni zdanie, co mozemy zawdzięczać uroczemu Saitou.
    Jestem także naprawdę ciekawa tego, co wydarzyło się jej w Nowym Jorku. I chętnie poczytałabym coś więcej na temat jej relacji z Rei. Bo muszę się przyznać, że jak przeczytałam informację przed ktorymś z rozdziałów, że historia będzie o Minako i Rei, to pomyślałam, ze połączysz je w parę. I od razu miałam przed oczami obrazek z rozdziału pierwszego, który zawsze uważałam za uroczy. (;
    No, ale tyle na temat moich osobistych wynurzeń.

    Jeszcze raz przepraszam, że tak późno się tutaj pojawiłam i zapewniam, że mój kolejny komentarz będzie z deczka konkretniejszy (;

    Pozdrawiam,

    1. Przyznam się, że mnie korci, aby je połączyć kiedyś razem, bo tworzyłyby uroczą parę, moim zdaniem :), ale w tym opowiadaniu Rei, będzie miała zupełnie inną historię. 😉

  5. Saitou i jego cudowne ręce 🙂 dziwie się że Mina się na niego nie rzuciła ale to pewnie dlatego że nie mogła się ruszać po przejażdżce 😛 CUDO Twoje rozdziały są coraz lepsze 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s