Wyrachowana miłość. VI

Żeby nie było, że Rei jest postacią na odczepkę.

~

– Kei nie musisz za mną iść- brunetka zwróciła się grzecznie do mężczyzny, który właśnie wysiadał z windy.

Jedyna myśl jaka tłoczyła umysł kobiety od kilku minut, to niezwłoczne pozbycie się przystojnego natręta. Lepiej trzymać go na dystans, nie będąc pewną reakcji własnego ciała. Siedziała cały wieczór jak wmurowana, gdy on delikatnie gładził kciukiem jej dłoń, potem zgrabne udo. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że wcale jej to nie przeszkadzało. Zdawała sobie sprawę, że takie zachowanie było wprost niedorzeczne.

Z Kei było inaczej. Mogłaby słuchać godzinami jego głębokiego głosu, śmiać się z opowiadanych anegdot.

Nie! Musi odesłać go do stu diabłów. Mężczyźni są niebezpieczni i kłamliwi, a ten tu, pewnie spał już z całym tabunem kobiet.

– Spotkamy się na kolacji- oznajmiła, przystając na chwilę.

Chciała, aby głos brzmiał oschle i rzeczowo, lecz chyba nic z tego nie wyszło. Kei nie odezwał się słowem, tylko ujął delikatnie jej dłoń prowadząc w stronę sypialni. Rei poczuła jak jej twarz spłonęła rumieńcem. Dotyk jego ręki sprawił, że przenikał ją dreszcz, ale usiłowała panować nad głosem.

– Co robisz?

– Jak to co? Dżentelmen odprowadza damę do pokoju- uśmiechnął się, zatrzymując przed apartamentem.

Spojrzała na niego wyczekująco. Nie odchodzi. A niech go szlag! Wsunęła pośpiesznie klucz do zamka, odprawiając przy tym modły, by jakimś magicznym sposobem on  nagle zniknął.

– Nie zauważyłem na twoim palcu pierścionka- powiedział nieoczekiwanie.

– Musiałabym najpierw znaleźć narzeczonego.

– A szukasz?- spytał, opierając dłonie o drzwi i odwracając ją ku sobie. W sztucznym świetle korytarza wydawało jej się, że jego oczy lśnią jak błękitne ogniki. Jak zahipnotyzowana uniosła ku niemu twarz, w stronę zbliżających się ust.

– Nie- szepnęła.

Jego wargi dotknęły jej- pytająco, delikatnie. Wiedziała, że daje jej możliwość wycofania się, ale jego zapach, cała otaczająca go aura sprawiły, że znikły gdzieś rozsądek i umiejętność oceny sytuacji. Alkohol lekko szumiał w głowie. Miał takie miękkie usta. Ciepłe. Cudowne. I tak podniecające.

– Nie- powtórzyła, zapominając o co pytał i otoczyła go ramionami.

Męskie wargi zagarnęły jej usta władczo, zachłanne i poczuła, że ziemia się poruszyła. Fajerwerki wybuchały w każdej komórce jej ciała, po skórze przebiegały dreszcze, pod powiekami strzelały ogniste race. Przerażona własną reakcją próbowała oderwać się od niego, ale kolana miała jak z waty. Oparła głowę o jego pierś i starała uspokoić oddech.

– O Boże- powiedziała.

Nie powinna była do tego dopuścić. Chyba była szalona. Przecież ten facet nie jest dla niej.  

– Jakiego rodzaju mężczyzny szukasz?- spytał, jakby potrafił czytać w jej myślach. Gładził ją po plecach, aż zaczęła drżeć jak osika. Musi z tym skończyć! Jeszcze ktoś ich zobaczy! Zebrała wszystkie swoje siły.

– Już ci mówiłam. Nie szukam.- To zabawne, jak dziwnie brzmiał jej własny głos.- I nie obraź się, ale nie mam zamiaru wiązać się z kimkolwiek.

– Rozumiem- odparł spokojnie, unosząc jej podbródek i znów dotknął ust.

Nie może pozwolić, żeby ta ją całował. Natychmiast trzeba z tym skończyć… lub za chwilę. Wpiła palce w jasne, gęste włosy i miała zamiar oderwać jego głowę i usta od siebie, ale jakoś dłonie nie zrozumiały tego i przyciągnęły go jeszcze mocniej. Musi się powstrzymać… za moment… za minutę. Albo za dwie.

Kiedy w końcu Kei oderwał usta, nie mogła opanować drżenia.

– Dobry Boże- wyszeptał mężczyzna, z trudem chwytając powietrze.

– Nie szukam przygód- powiedziała stanowczo, ale takim głosem jakby przechodziła atak astmy.

– Oczywiście- odparł i pocałował ją jeszcze raz.

~

 Kiedy białowłosy cicho zamykał za sobą drzwi, poczuł na ramieniu czyjąś rękę.

– Przyłapałem cię- powiedział Kei, chichocząc.- Co to, ukradkiem wyślizgujesz się z pokoju pięknej pani?

Targnął nim nagły gniew.

– Ty draniu!- warknął i nie namyślając się, uderzył swojego kuzyna.

Kei zachwiał się i oparł o ścianę.

– O co ci chodzi, do cholery?- spytał zdziwiony, pocierając obolały podbródek.

– Masz brudne myśli i brudny język, a po za tym o mało nie zabiłeś Minako- san, każąc jej jeździć na tym cholernym koniu. Ostatkiem sił doszła do swojego pokoju.

– Słuchaj stary, przepraszam za to, co powiedziałem. To miał być żart.

– Jak widzisz, jakoś się nie śmieje.- Saitou nie dał się łatwo udobruchać.- I powiedz mi dlaczego, zafundowałeś jej czterogodzinną przejażdżkę? Przecież musiałeś od razu spostrzec, że nie umie jeździć?

– Jasne, że wiedziałem, ale nie miałem innego wyjścia! Tutaj wszyscy faceci ślinią się na ich widok, włącznie z Akihiko- kun. Wymyśliłem więc tą przejażdżkę, a Minako powiedziała, że umie jeździć. Kiedy zobaczyłem, że nie odróżnia tyłu konia od przodu, nie wiedziałem, co mam dalej zrobić. Byłoby jej głupio, że przypałem ją na kłamstwie. Czy coś się stało?

– Tak stało. Jest cała posiniaczona i ledwo może chodzić.

– Może wezwę lekarza?

– Kei, ja jestem lekarzem.

– Ach, no tak… ale ty jesteś chirurgiem plastycznym.

– Nie trzeba wołać ortopedy, żeby zdiagnozować posiniaczony tyłek. Wiesz Kei, jak na takiego mądrego faceta, czasem jesteś niesamowicie głupi. Mam nadzieję, że ona poda cię do sądu za twoją tępotę.

– Ty naprawdę oszalałeś na jej punkcie, prawda?

Saitou odetchnął głęboko. Złość powoli przechodziła. Opuścił głowę.

– Tak. Owszem. Ale boję się, że parę dni wśród was sprawi, że zostanę wyrolowany.

– Nie martw się mnie się nie musisz obawiać.- Klepnął go przyjacielsko w ramię.- Ale jeśli już mowa o tępocie- zaczął Kei powoli- to nie potrafię zrozumieć dlaczego nie powiesz jej prawdy. Skończą się te twoje katusze.

– Przecież już ci tłumaczyłem. Mam swoje powody, żeby jeszcze o tym nie mówić, więc póki co trzymaj język za zębami. Aha, przy okazji udawaj, że nie wiesz nic o jej obrażeniach, po co ma się czuć jeszcze bardziej upokorzona.

– Jasne. Coś jeszcze?

– Nie. Dzięki i przepraszam za tamten cios- dodał Saitou, śmiejąc się cicho.- Chcesz okład z lodu?

– Obejdzie się. Jakoś, to przeżyje.

– Gdzie mam się zakwaterować?

– Tutaj, obok Minako.- Kei wskazał palcem na sąsiednie drzwi.- Jun już tam wrzucił twoje bagaże. Chodźmy na dół. Podejrzewam, że obu nam przyda nam się szklaneczka sake i przynajmniej jedna partyjka pokera, a ja czuje, że szczęście dziś mi sprzyja.

~

Minako nie wiedziała, co ją obudziło. Może to był głód, a może zapach kwiatów albo erotyczny sen, ale na pewno coś wyrwało ją z drzemki. Spojrzała na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziła, że dochodzi ósma. Nic dziwnego, że żołądek skręcał się z głodu. Musi się pośpieszyć, żeby zdążyć na kolację. Ciekawe czy Rei jest już na dole, przeszło jej to przez myśl. Odrzuciła przykrycie i wtedy zobaczyła, że spała naga. Przypomniała sobie, jak do tego doszło i aż jęknęła. Naprawdę dopuściła do tego, żeby Saitou robił jej masaż? A ona leżała tak bez niczego, no może poza małym ręcznikiem? Przecież to czysty obłęd! Nic dziwnego, że miała takie sny erotyczne. Dotyk jego rąk by wprost czarodziejki. Nie podobało jej się to, a raczej przeciwnie, za bardzo spodobało. To się musi wreszcie skończyć! Jeszcze raz popatrzyła na zegarek i wtedy spostrzegła kwiaty na stoliku. Jaskrawożółty polny bukiet, włożony do wazonu z wodą. Obok leżała kartka.

Od Saitou. Pisał, że spotkają się na kolacji. Jakie to miłe. Nie potrafiła zapanować nad czułym uśmiechem, kiedy wyobraziła sobie, jak zrywa je dla niej.

Nie! Musi wybić sobie go z głowy. Pragnęła myśleć o Kei, Akihiko albo o Sora. O mężczyznach, którzy mają solidne konta w bankach. Powinna marzyć o posiadłości w Osace czy Tokio lub w Kyoto. O mercedesie albo BMW. O brylancie na palcu, o nie o jakiś polnych kwiatuszkach.

Poruszając się powoli, ostrożnie usiadła na łóżku. Wciąż czuła się sztywna i obolała, ale dało się jakoś wytrzymać. Zsunęła nogi na podłogę i wstała. Jak na razie, całkiem nieźle. Udała się do łazienki po szlafrok i zdała sobie sprawę, że przestał utykać. Saitou naprawdę świetnie ją wymasował, ale obiecała sobie, że ostatni raz pozwoliła mu się dotknąć. On jest głównym zagrożeniem jej planu.

Umalowała się starannie, a potem włożyła piękne, jedwabne majteczki i sukienkę bez rękawów w swoim ulubionym kolorze brzoskwini. Skończyła się szykować i wyszła z łazienki, po czym stanęła jak wryta. Jej pokój tonął w kwiatach. Przeważnie były to czerwone róże, zaś żaden z bukietów nie zawierał mniej niż ze dwadzieścia dorodnych pąków na długich łodygach. Zaczęła czytać doczepione do nich karty i okazało się, że herbaciane dostała od Kei wraz ze słowami powitania w Sakura Zensen oraz od Sora, który- o ile dobrze pamiętała- miał sieć restauracji. On z kolei zapraszał ją na kolację. Czerwone róże dostała od Isoshi, Seiji, Taro, Sosuke, a wszyscy oni także dołączyli zaproszenia na kolację. Na stoliku znalazła małe pudełko, zapakowane w złoty papier, z karteczką od Akihiko, w której zapewniał ją, że wkrótce zabierze ją w lot prywatnym odrzutowcem. Roześmiała się, gdy w środku znalazła miniaturową figurkę samolotu pasażerskiego ze złotymi wstęgami. Obok leżał jeszcze jeden prezent, tuż przy butelce wyśmienitego szampana. We wnętrzu leżał złoty wisiorek zawieszony na delikatnym łańcuszku, w kształcie kwiatu japońskiej wiśni, zaś w miejscu, gdzie  znajdowały się pręciki, widniały malutkie brylanty, czy też coś co z powodzeniem je udawało. Ten prezent pochodził od Sachi, który proponował wspólne wypicie szampana.

Sachi. Tokio. Bankowość? Tak, banki i ubezpieczenia. Trochę łysieje, ale co tam, włosy nie są najważniejsze. Mówi się, że łysi są świetnymi kochankami. Tak, Sachi nadaje się doskonale.

Zapinając łańcuszek na szyi, zrobiła w myśli listę odpowiednich kandydatów. Prawie wszyscy przysłali jej kwiaty albo prezenty, z wyjątkiem Kosho, Abi i Seiki. Zupełnie nieźle. Kei był oczywiście na pierwszym miejscu, ale w razie gdyby nie wypaliło, ma w odwodzie jeszcze siedmiu. Co za dzień! Całe życie o takim marzyła. Zaśmiała się cicho z radości. Już miała zajrzeć do sypialni przyjaciółki, kiedy usłyszała delikatne pukanie do drzwi i zaraz klucz przekręcił się w zamku, a drzwi uchyliły się lekko. Wielki Boże, nie zamknęła ich na zasuwę! Strach całkowicie ją sparaliżował. Drzwi otwarły się całkiem i Minako wrzasnęła. Intruz także krzyknął. Była to kobieta w średnim wieku, z upiętymi w ogonek rudymi włosami.

– O mój Boże, przepraszam. Myślałam, że pani jeszcze śpi. Wystraszyłam się śmiertelnie. Jestem Sui- san. Pracuje tutaj i dziś mało nóg nie pogubiłam. Tak biegaliśmy razem z Jun- kun w kółko do pań z kwiatami i innymi rzeczami. I jeszcze Saitou- san powiedział, że obedrze mnie ze skóry, jeśli panią obudzę.

Sui śmiała się dobrodusznie, a Minako poczuła, że od razu ją polubiła.

– Nie wierzę, żeby mógł to zrobić.

– Ja też nie, ale sama nie chciałam pani przeszkadzać. Mówił, że nie czuje się pani najlepiej, ale tamci na dole wciąż posyłali nas z prezentami.

Znów rozległo się pukanie, a do sypialni cichutko wsunęła się Rei.

– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Byłam u ciebie wcześniej, ale Sui- san mówiła, że spisz.- Wskazała ręką na starszą kobietę.- Lepiej się czujesz?- spytała z troską.

Minako kiwnęła głową, uśmiechając się szeroko.

– Ach, zapomniałabym. Miałam to przekazać.- Rudowłosa podała Rei kremową kopertę.- Miało być dołączone do róż, które pani dostała przed chwileczką- dodała w odpowiedzi na pytający wzrok.

– Proszę, a to dla pani.- Wręczyła kolorową paczkę blondynce.- Został tylko papier z ostatnich świąt, ale Seiki- san wolał, żeby dostarczyć to pani jak najprędzej. Nie chciał, żeby inni go ubiegli. Oni wszyscy wciąż współzawodniczą ze sobą.

– Dziękujemy i przepraszamy za kłopot- odparła Rei.

– Żaden kłopot. Cieszę się, że mogłam to zrobić. Zejdą panie na dół? Oni nie zaczną kolacji bez pań, a moim zdaniem powinni prędko coś zjeść, żeby zneutralizować to morze alkoholu, które zdążyli już wypić.

– Za chwilę będziemy na dole- powiedziała Minako, śmiejąc się.

Kiedy zostały wreszcie same, jasnowłosa mogła w końcu porozmawiać chwilkę z Rei.

– Od kogo to?- spytała, wskazując na kopertę, którą przyniosła Sui.

– Nie ważne- wzruszyła ramionami brunetka.- Pewnie od jednego z tych typków, dzięki którym mój pokój wygląda jak wielka szklarnia.

Minako zachichotała.

– Nie podobają ci się dowody sympatii?

– Tak, gdyby to były dowody sympatii…- mruknęła cicho.

Blondynka nie próbując ciągnąć tematu, otworzyła swój prezent. W środku znalazła książkę Seiki o tym, jak znajduje zatopiony galeon ze skarbami. Na pierwszej stronie umieścił kwiecistą dedykację, w której stwierdził, że jest cenniejsza niż największy piracki skarb. Między kartkami błyszczał złoty dublon. Zaśmiała się, rzuciła monetę w górę i zręcznie ją złapała. W takim razie dziesięciu bogaczy. Włożyła sobie monetę za dekolt, aby przyniosła szczęście i spojrzała na przyjaciółkę, która w odpowiedzi pokręciła bezsilnie głową.

– Co tu robi Saitou- san?- zagadnęła.- Widziałam go na korytarzu.

– Mówił, że Kei- kun go zaprosił, ponieważ jeden z gości nie mógł przyjechać- Minako wzruszyła bezwiednie ramionami. 

– Coś mi tu w tym wszystkim nie pasuje- brunetka zmarszczyła brwi w zastanowieniu.

– Nie baw w detektywa, tylko lepiej powiedź jak poszła rozmowa z Kei- kun? Wspominał coś o mnie?- zapytała, podekscytowana Minako.

Twarz Rei nabrała koloru dorodnej wiśni.

– Eee… nic nie mówił- wydusiła w końcu.

– Szkoda- westchnęła jasnowłosa.- Ale jak myślisz podobam mu się w ogóle, choć trochę?- spytała, odrzucając do tyłu złote, długie włosy.

Rei kiwnęła nerwowo.

– Jestem gotowa. Idziemy? Jestem bardzo głodna.- odparła Minako, kierując się ku drzwiom.

– Jasne– mruknęła Rei, wlekąc się ociężale z tyłu.

Kiedy Minako zamykała sypialnię na klucz, czarnowłosa wykorzystała moment i niepostrzeżenie wysunęła bilecik z koperty.

Jeśli mowa o pierścionku,

pięknie wyglądałabyś w

brylancie od Tiffaniego.

Co za buc! Co on sobie wyobraża! Najpierw ją całuje, a potem wysyła takie wiadomości? Wciekła brunetka, zgniotła bilecik w dłoni, zaciskając mocno zęby.

– Wszystko w porządku?- Obróciła się pośpiesznie w stronę dochodzącego za plecami głosu.

– Oczywiście, że tak.

– Chodź więc wreszcie.- Minako złapała jej rękę, ciągnąc do windy, a pod nosem cicho nuciła: ‘Brylanty są najlepszym przyjacielem kobiety’.

Reklamy

13 thoughts on “Wyrachowana miłość. VI

  1. xD cudne, no i nie umiem inaczej komentować u ciebie xD mega mi się podoba ^^ postacie są bardzo obrazowe i żywe naprawdę (a w poprzednim rozdziale, o tym nieobecnym kompanie, który został w mieście i się żeni to było o Mamoru czy o kim innym? bo już jego imię tu padało… i sama nie wiem – ach ta moja dociekliwość..)

          1. ogarniam xD
            denerwuje mnie trochę Saitou… znaczy lubię taki motyw, że się udaje kogoś kim się nie jest i ukrywa prawdę, ale to niezmiennie irytuje ;] Mam nadzieję, że się wszystko dobrze odkręci…

            1. ja lubię jak jest dobrze… bo potem to ja czuję irytację, złość i ogólnie wpadam w doła… za bardzo przezywam i mam lekką depresję… ale to ja – jestem dziwna ^^ tak czy siak oczekuję happy endu 😛
              (do komentarza poniżej)

  2. No, w końcu Rei. Przyznam, że strasznie podoba mi się ten fragment. Zazwyczaj poukładana, pewna siebie i twarda kapłanka tak bardzo rozpadła się pod wpływem pocałunku mężczyzny. mam przeczucie, że niedługo zrobi się zabawnie, zwłaszcza, gdy Minako odkryje, że Rei i jej potencjalny przyszły narzeczony mają się ku sobie i gdy Saituo w końcu weźmie się porządnie do roboty ;D
    Pozdrawiam,

  3. No i nadrobiłam 😉 Rozdział świetny, a scena pomiędzy Rei i Kei’em….. po prostu mruuuuuuuuu…………… 😉 Więcej takich proszę…. Mam tylko nadzieję, że Mina się dowie szybko o nich, żeby mogła się zwrócić w kierunku Saitou 😉

  4. No to ładnie, widzę, że Rei nieźle tu namiesza 😀 Ciekawa jestem co zrobi Saitou jak dowie się ile prezentów dostała Minako 😀 Pozdrawiam i dodaj szybko kolejny rozdział bo już się nie mogę doczekać 😀

  5. Niech ktoś szybko palnie Minę w głowę, bo ja już nie wytrzymam… Takiego faceta odrzucać, bo woli się kasę… Ech 😉
    Zaskoczyłaś mnie sceną między Rei a Kei’em. Sądziłam, że czarnowłosa będzie twardsza i dłużej będzie się opierać, a tu niespodzianka 😉
    Pozdrawiam 😀

  6. Mnie też zaintrygowało co Saitou powie jak zobaczy u Minako ten wisiorek. A już ubaw by był po pachy jakby znalazł tą złotą monetę 😀 ( Ach ta moja wybujała wyobraźnia)

  7. Nadrobiłam zaległości. Czytając Twoje rozdziały miałam ciągle uśmiech na twarzy 🙂 kolejny cudowny rozdział. Saitou jest taki uroczy 😀 do schrupania, zresztą Kei też. Ta scena z Rei myślałam że się to bardziej rozwinie ale niestety nie (mam nadzieje ze w dalszych rozdziałach się coś w tym stylu pojawi 😛 ) Gorąco pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s