Wyrachowana miłość. VII

Coś czuje, że niektórzy zastanawiali się kiedy będzie gorąca scena między S/M. ^^

18+? XD

~

Saitou od razu wyczuł, że weszły do pokoju. Zorientował się, gdyż Taro przerwał w pół słowa dowcip, który właśnie opowiadał i zerwał się z miejsca, zaś Sachi, Seiki, Sora i Aki spojrzeli w stronę drzwi i również zamarli. Pozostali obecni zerwali się na równe nogi. Po chwili wszyscy, oprócz Kei i samego Saitou, na wyścigi rzucili się w stronę kobiet, przepychając się łokciami. Saitou jeszcze nigdy nie widział czegoś takiego. Dorośli mężczyźni, zajmujący się poważnymi interesami, zachowywali się jak smarkacze na koncercie rockowym.

– Co się z nimi dzieje?- spytał białowłosy.- Można by pomyśleć, że nigdy nie widzieli ładnej kobiety.

– Musisz przyznać, że to nie są po prostu ‘ładne kobiety’. Poza tym wiesz, że chłopcy lubią współzawodnictwo. Sam stanę do tych zawodów.

– Jakich znowu zawodów?

– Jest zakład, który umówi się z nimi na kolację. W puli mamy dwadzieścia tysięcy jenów.

– Chyba zaduszą je, zanim zdążą się zdecydować. Chodź musisz pomóc mi wydostać Minako z ich szponów.

Kei wstał i podszedł do zwartej grupki.

– No dobra panowie. A teraz odsuńcie się, żeby panie mogły złapać oddech.

– Ruszaj się- warknął Saitou, dając Isoshi kuksańca łokciem.- Zróbcie trochę miejsca.

Minako jeszcze nigdy nie ucieszyła się tak bardzo z widoku jakiekolwiek mężczyzny jak w chwili, gdy ujrzała Kei i Saitou robiących sobie miejsce w otaczającej je ciżbie. Przez pierwszą chwilę czuła się jak Scarlett O’Hara na pikniku, ale już zaczęła ogarniać ją panika.

– Dziękuje- powiedziała swoim wybawcom.- Czułyśmy się trochę przytłoczone tymi dowodami sympatii.

– Ej, Kei- odezwał się Taro.- Chcesz wygrać, a nawet nie ma cię w puli.

Obie kobiety popatrzyły na nich, wyraźnie nic nie rozumiejąc.

– Każdy ze zgromadzonych tu panów chciałby dostąpić zaszczytu zjedzenia z wami kolacji- wyjaśnił Kei.- Najlepiej wybierzcie kogoś i skróćcie nasze męki.

Minako spojrzała na wyczekujące twarze. W pierwszym odruchu zapragnęła wybrać Kei, ale przecież pozostali byli tacy mili, przysyłali jej kwiaty i nie mogła ich odrzucić.

– Ja nie potrafię podjąć takiej decyzji.

– Rei?- spytał z nadzieją w głosie jasnowłosy, na co ona bezwiednie wzruszyła ramionami.

– To więc może wrzucimy tu nasze nazwiska?- zaproponował, biorąc ze stołu drewnianą misę.- Dziewczyny będą ciągnęły.

– Ale kto zgarnia pulę?- zapytał Sora.

– Ten kto pierwszy zostanie wylosowany- wyjaśnił Kei.- Jaszcze tylko dorzucę siebie i Saitou.

– Jaką pulę?- Rei spytała mężczyznę.

– Z zakładami, kto zaprosi was na kolację.

– O nie- zirytowana pokręciła głową.- Nie mam zamiaru być zabawką w sklepie dla małych chłopców.

– W takim razie, jako dżentelmen zapraszam cię na kolację- blondyn, uśmiechając się szeroko ukłonił się przed brunetką w pas.- Musimy przecież dokończyć wywiad, prawda?

– Yyy…- Czarnowłosa spojrzała na przyjaciółkę, której wzrok mówił sam za siebie. Przełknęła głośno ślinę.

– Z jakiej niby racji?- spytał Sosuke.

– A co, podasz mnie do sądu?

– Panowie, przestańcie się kłócić- wtrącił Seiki.- Została przecież kolacją z Minako- san.

Wszyscy, oprócz Kei- który niezauważenie wymknął się z Rei- wyjęli z kieszeni wizytówki i wrzucali do misy.

Saitou automatycznie sięgnął do spodni, ale powstrzymał się w porę. Przecież nie może użyć wizytówki z napisem: ‘dr Saitou Sekine’. Poprosił więc Sora o jego wizytówkę, przekreślił i wypisał swoje nazwisko na odwrocie.

– Dlaczego to robisz?- spytała blondynka.

– Zawsze mogę zapłacić gotówką- odparł, mrugając porozumiewawczo.

– Wielkie dzięki- odparła zgryźliwie.- Teraz to ja czuje się jak nagroda w pudełku z cuksami.

– To tylko przyjacielski zakład- wyjaśnił Sachi.- A zresztą, czy wygram czy nie, zapraszam panią na drinka, dziś wieczorem.

– Z przyjemnością- uśmiechnęła się wdzięcznie.

– Na pewno- zaprotestował Taro.- Ja też chciałem to zrobić.

– Ja też- włączył się Sora.

– Spokojnie chłopcy- mitygował ich Akihiko.- To ustalimy później.- Chwycił za misę i podsunął ją Minako.- A może uda nam się namówić naszą piękną panią na pocałunek dla zwycięscy?- dodał, uśmiechając się szelmowsko.

Saitou burknął coś do niego, więc blondynka chcąc zrobić na przekór, uśmiechnęła się uroczo.

– Czemu nie- powiedziała.

– No to ciągnij, złotko- odezwał się Sora, zacierając ręce.- Czuje, że będę miał szczęście.

Wszyscy ucichli, kiedy Minako włożyła rękę do misy i zamieszała zawartość. Czuła, że może to być najważniejsza chwila w jej życiu, żałowała tylko, że Kei nie wrzucił swojego nazwiska.

Zamknęła oczy i wymówiła w myśli krótką modlitwę. Drżącymi palcami namacała jedną kartkę, ale okazało się, że są to dwie, zlepione razem. Rozdzieliła je i wyjęła jedną, ale była zbyt zdenerwowana by przeczytać, więc stała przyciskając ją do piersi.

– Nie trzymaj nas tak w napięciu- ponaglał ją Sachi.- Kto jest tym szczęśliwcem?

– Przeczytaj- powiedziała, podając wizytówkę Akihiko. On spojrzał na nazwisko, uniósł brwi i uśmiechnął się szeroko.

– No proszę…- powiedział i pokazał zawartość karteczki Minako.

– Saitou- kun?- powiedziała, wstrząśnięta.- Ale przecież…

– Kochanie, nie można uniknąć przeznaczenia- odparł białowłosy, chichocząc lekko.

– Ty szczęściarzu- odezwał się Sora, klepiąc go po plecach.

– A co z pozostałymi? Kiedy przyjdzie nasza kolej?- spytał Kosho.

– Uważaj, bo zadzwonię do Tai- san i powiem, jak się sprawujesz!- zawołał Akihiko.

– A niby jak się sprawuję? Te panie przeprowadzają wywiady dla pisma, prawda?

– Zgadza się- odparła Minako ze śmiechem.

– A może przy śniadaniu ustalimy plan zajęć- zaproponował Akihiko.- Przekażę Kei, aby rozkład dnia umieścić na tablicy z ogłoszeniami.

Tymczasem Saitou zaoferował blondynce ramię.

– Czy możemy pójść na naszą kolację?

Minako ostentacyjnie przewróciła oczami, pozwalając białowłosemu poprowadzić się do oddalonej alkowy.

– Chętnie bym cię udusiła- syknęła, kiedy stanęli przy stoliku.- Po jaką cholerę wrzuciłeś swoje nazwisko?

– Mówiłem ci, że stać mnie jeszcze na taki zakład- odparł, uśmiechając się w taki sposób, że serce zabiło jej gwałtownie.- A zresztą lubię z tobą przebywać.

– Przecież wiesz, że nie jestem tobą zainteresowana. Chyba powiedziałam ci to wyraźnie.

– Oczywiście, pamiętam doskonale.- Saitou odsunął krzesło, żeby mogła usiąść przy stoliku.

– No to w końcu ile wygrałeś za kolację ze mną?- spytała ze ciężkim westchnieniem.

– Dziesięć tysięcy.

– Dziesięć tysięcy jenów?

– Tak. Masz ochotę na sałatę?

– Proszę, ale z niskokalorycznym sosem. To znaczy każdy włożył do puli tysiąc?

– Dwa tysiące- wyjaśnił mężczyzna.- Połowa za kolację z Rei, ale Kei sprzątnął ją im sprzed nosa.

– Skąd wziąłeś pieniądze?

– Znikąd. Kei za mnie wyłożył. Wina?

– Poproszę. Czy to uczciwe?

– Pewnie, że tak. Przecież wygrałem, prawda?

Zbliżył się kelner i Saitou złożył zamówienie, a po chwili podano na początek bochenek mlecznego, ciepłego chleba. Jego zapach wydał się zgłodniałej Minako wprost niebiański. Ukroiła sobie kawałek i posmarowała miodem, po czym ugryzła spory kęs, aby uciszyć skurcze żołądka.

– Jeśli mowa o Kei- kun, to czy on naprawdę tyle pije?- spytała szeptem.- Wcale tego po nim nie widać.

– Wiesz mi jest prawdziwym alkoholikiem. A z kolei Sora lub reszta…- Saitou znacząco uniósł brwi i pokręcił głową.

Pochyliła się do niego.

– Co chciałeś powiedzieć?

– Nie lubię powtarzać takich rzeczy. O, jest wino.

Chociaż zżerała ją ciekawość, nie potrafiła z niego wyciągnąć nic więcej. Potem białowłosy zmienił temat i nie poruszali już tamtych spraw, a on sam okazał się wspaniałym rozmówca- miłym, interesującym, czarującym. Siedziała oczarowana, z oczami błyszczącymi jak gwiazdy i przyglądała mu się. Widziała, że nie spuszcza wzroku z jej ust, a jego palec gładzi delikatnie lezącą na stolę łyżeczkę. Miała wrażenie, że czuje dotyk mężczyzny i to tak namacalnie, że zrobiło jej się gorąco i zaczęła się wiercić na krześle. Oderwała oczy od jego dłoni i wypiła łyk wina. Boże, dlaczego on jest taki przystojny. I na dodatek przy nim czuje się tak, jakby była najpiękniejszą i najbardziej fascynującą kobietą na świecie. Pasowali do siebie jak ulał. Tylko…

Westchnęła bezgłośnie. Saitou miał wszystko, czego pragnęła, oprócz jednej rzeczy. Pieniędzy. W życiu nie przyszłoby jej do głowy, że kiedy będzie otoczona wianuszkiem dziesięciu bogaczy, którzy prześcigają się w staraniach o jej względy, ona wzdycha do jednego mężczyzny w okolicy, który ma puste konto.

Musisz się opanować, powtarzała sobie. To nie jest odpowiedni mężczyzna. Nawet nie byłby w stanie kupić złotego pierścionka z brylantem.

Uśmiechnęła się promiennie, odsunęła krzesło i wstała.

– Kolacja była znakomita. Teraz wybacz, ale muszę poszukać Sachi. Obiecałam mu drinka.

– Już? Myślałem, że dopijemy wino.

– Jest już dziesiąta- odparła.

– Widzisz- uśmiechnął się do niej szeroko.- W doborowym towarzystwie, zawsze czas biegnie szybciej.

Minako bezwolnie wywróciła oczami.

– Jeszcze raz dziękuje za miło spędzony czas- powiedziała, chcąc przejść obok mężczyzny. Saitou jednak ujął delikatnie jej dłoń, całując wewnętrzną stronę.

– Ja także dziękuje- uśmiechnął się zmysłowo.

– Skończyłeś?- zapytała nieswoim, zachrypniętym głosem i wyrwała mu rękę.- Przepraszam- dodała, oddalając się do baru, gdzie przebywała reszta panów.

~

Sachi zaprowadził ją do oddalanego stolika na bocznym tarasie. Na białym obrusie ujrzała świecie w kryształowych lichtarzach, szampan chłodzący się w srebrnym wiaderku i świeże truskawki oblewane czekoladą.

– Jak pięknie- powiedziała, kiedy podał jej krzesło.

– To ty jesteś piękna.

Poczuła ciepło, kiedy pochylił się i pocałował ją w rękę. Światło świec lekko zalśniło w łysinie. Pomyślała, że nie tylko maniery ma gładkie. No cóż, bez wątpienia  brak włosów nie jest tak dolegliwy jak brak pieniędzy. Poza tym, zawsze można sobie zafundować przeszczep, pomyślała. 

~

– Bawimy się w podglądacza?

Białowłosy odwrócił się i spojrzał na Kei ze złością.

– A ty nie powinieneś zabawiać panny Hino?

– Uciekła po kolacji na górę- wzruszył ramionami, chowając ręce do kieszeni.

– A ty nie gonisz króliczka?- spytał białowłosy, unosząc brew w wyrazie zdziwienia.- Nie poznaję się Kei.

– Sam siebie nie poznaje- westchnął ciężko.

Saitou spojrzał ponownie za okno i zaklął siarczyście.

– Są już przy trzecim kieliszku i ten łajdak karni ją truskawkami z ręki.

– Sachi to niezły numer. Nie przepuści niczemu co się rusza. Nie wiem, co on takiego ma, ale kobiety podobno za nim szleją. Popatrz, zdaje się, że przypadli sobie do gustu.

– Do cholery, ona jest moja!

– W takim razie może byś jej o tym powiedział, bo na razie jest wyraźnie zainteresowana Sachi. Ciekawe, dokąd oni teraz idą?- zauważył Kei, zaglądając przez szybę.

– Czekaj, zobaczę- odsunął kuzyna.

– Poszli chyba ścieżką w stronę stawu.

– Jak on jej dotknie, to połamię mu nogi.

– Ty? Lekarz?- Kei udał zdziwienie.- A co z przysięgą Hipokratesa?

– On nie jest moim pacjentem. Zobaczysz, że połamię mu kości.- Saitou odwrócił się i ruszył do drzwi, słysząc za sobą donośny śmiech Kei.

~

Zbyt późno zdała sobie sprawę, że spacer z Sachi nie był najlepszym pomysłem. Po pierwsze było ciemno i niewiele widziała, a po drugie, okazało się, że jej towarzysz wypił co najmniej jeden kieliszek za dużo. Podejrzewała, że pił jeszcze przed ich spotkaniem i teraz już nie zachowywał się nienagannie. Kiedy objął ją w talii, a potem zsunął rękę niżej, odsunęła się i zaprotestowała.

– Tylko bez takich poufałości- powiedziała, starając się, aby zabrzmiało żartobliwie.

Znajdowali się na drewnianym mostku nad stawem i Sachi przycisnął ją do barierki.

– Od razu kiedy cię zobaczyłem , marzyłem o dotyku tych wspaniałych ust. Chodź, pocałuj mnie.

Próbowała się wyrwać, ale on przytrzymał ją i zaczął całować w szyję. Ogarnęła ją panika. Uspokój się, powtarzała sobie w duchu. Przecież potrafisz poradzić sobie z taką sytuacją. On jest po prostu pijany i zebrało mu się na amory.

Schowała głowę w ramiona, żeby utrudnić mu dostęp do szyi i usiłowała go odepchnąć.

– Sachi, proszę przestań. Wypiłeś trochę za dużo i teraz nie wiesz, co robisz.

– Och, wiem doskonale. Robię to, co oboje mieliśmy na myśli od samego początku. Od pierwszej truskawki.

Jaka była głupia, że postawiła z nim poflirtować! Czuła, że jego uścisk się wzmaga. Dobrze znany strach chwycił ją za gardło. Zaczęła wykręcać się i szarpać, żeby się uwolnić.

– Puść mnie. Proszę, puść mnie!

Wcisnął kolano między jej nogi, ręka rozerwał przód sukienki. W jednej chwili wróciło straszne wspomnienie- straciła panowanie nad sobą i zaczęła przeraźliwie krzyczeć.

– Ty cholerny draniu!- rozległ się rozgniewany, męski głos.

W jednej chwili był wolna, ale nie potrafiła przestać krzyczeć. Usłyszała uderzenie, a potem głośny plusk i naraz objęły ją czyjeś mocne ramiona. Czuła znajomy zapach, który odsuwał strach, otulał ją, uspokajał.

– Saitou?- wyjąkała, chwytając go za koszulę.

– Tak, kochanie, to ja. Uspokój się, już po wszystkim.

– Sai…ja…

– Już dobrze.

– Co się stało?- spytał Kei, który właśnie nadbiegł.

– Jak chcesz, to może wyciągnąć tego drania z jeziora, zanim się utopi, ale ostrzegam cię, że jeśli go kiedyś zobaczę, to zabiję.

– Do diabła z nim- odparł Kei.- Czy Minako nic się nie stało?

– Fizycznie chyba nie, ale psychicznie jest wykończona.

– Mam wezwać lekarza?

– Kei, do cholery!

– Dobrze już, nie denerwuj się tak. Słuchaj, zaprowadź ją do najbliższego domku- wskazał ręką w stronę małych budynków.- Uspokoi się, odpocznie, a ja tymczasem załatwię sprawę z Sachi.

Saitou zaniósł blondynkę do środka, zapalił lampę i usiadł na kanapie, wciąż trzymając ją w objęciach. Wczepiła się w niego kurczowo, szczękała zębami, usiłując coś powiedzieć.

– Wszytko w porządku. Zimno ci?

Minako gwałtownie pokiwała głową.

– Mam rozpalić w kominku?

Znów przytaknęła. Ale kiedy spróbował posadzić ją na kanapie i wstać, zadrżała i przytrzymała go jeszcze mocniej.

– Kochanie, nie mogę równocześnie być przy tobie i rozpalać w kominku- powiedział, delikatnie całując ją w czoło.

– To nie rozpalaj. Najważniejsze, żebyś mnie trzymał. Nie puszczaj mnie. Tak się przestraszyłam. Wróciły wspomnienia… te okropne wspomnienia o tamtym mężczyźnie w Nowym Jorku.- Przełknęła  ślinę powoli.- Spotykaliśmy się jakiś czas, mieliśmy nawet razem zamieszkać. Potem zerwałam z nim, a on włamał się do mojego mieszkania i próbował… chciał mnie zgwałcić. Broniłam się, więc zranił mnie nożem.- Głośno chwytała powietrze.- Pociął mi twarz. Krzyczałam tak głośno, że nie mogli mnie uspokoić. Saitou, trzymaj mnie. Trzymaj mnie mocno.

– Trzymam cię. Nie pozwolę ci odejść. Tu jesteś bezpieczna.

Wciąż obejmując Minako, sięgnął jedną ręką po leżący na oparciu kanapy koc, owinął nim ją i otulił. Przez dłuższy czas siedzieli tak po protu, nie nie mówiąc. W ciszy słychać było jedynie ich oddechy i tykanie ściennego zegara. Po chwili blondynka zaczęła się uspokajać, drżenie powoli ustępowało.

– Nie zgwałcił mnie. Po prostu uciekł. Chirurg plastyczny naprawił mi twarz, a psychoterapeuta zreperował to co się zepsuło w mojej głowie i teraz jest już dobrze. Naprawdę dobrze.

– Oczywiście.

– Naprawdę. Jestem całkowicie wyleczona.

– Prawie.

Przytulił ją jeszcze mocniej. Cierpiał, gdyż mógł tylko tyle dla niej zrobić, a tak bardzo pragnął trzymać ją w objęciach do końca świata. Rozumiał, przez co musiała przejść i jakie upiory przeszłości ją ścigają.

– Boże czuje się jak idiotka.

– Wiesz co- odparł, przyglądając się jej uważnie.- Wcale nie wyglądasz jak idiotka.

– A jak wyglądam?

– Jak piękna kobieta, którą śmiertelnie wystraszył parszywy łobuz.

– Na początku był miły- powiedziała, uśmiechając się i wtuliła głowę w jego szyję.- Tylko potem okazało się, że jest pijany.

– To nie jest żadne usprawiedliwienie. Nawet jeśli weżniemy poprawkę na twoje przejścia, to sam słyszałem, że powiedziałaś mu, żeby cię puścił, a on nie posłuchał. Przestań obwiniać samą siebie  o to, że facet jest gnojkiem. To nie była twoja wina. Jakbym złapał tego drania, to bym go wykastrował tępym nożem i …

– Teraz to ty przesadziłeś- przerwała mu z uśmiechem.

Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale słowa utknęły mu gdzieś w gardle. Ich oczy spotkały się. Patrzyli na siebie tak, jakby przepływał między nimi prąd elektryczny. Aż do bólu pragnął ją pocałować, ale wiedział, że teraz łatwo byłoby ją zranić, a za żadne skarby nie chciał jej na to narazić. Poza tym obawiał się, że nie skończyłoby się tylko na pocałunku, a to nie jest właściwy moment.

– O czym myślisz?- spytała szeptem.

– O niczym.

– Łgarz. Jestem ci winna pocałunek.

– Jak to?

– No tak, za wygranie w puli.

Ich usta kierowały się do siebie, jak przyciągane magnesem.

– Minako- chan, ja nie sądzę…

– Słusznie, nie sądź. Po prostu mnie pocałuj.

Mężczyzna nie kazał sobie powtarzać dwa razy. Jego usta zaraz wzięły ją w posiadanie, a ona wyszła mu naprzeciw, czując się jak w niebie. Uzmysłowiła sobie, że przecież nie tak miało być, po czym jeszcze mocniej przyciągnęła go do siebie. Oboje oddychali coraz szybciej, pocałunki stawały się coraz gorętsze, aż wreszcie Saitou oderwał się od niej na chwilę.

– Minako, kochanie moje- wyszeptał. -Nie powinniśmy tego robić.

– Masz rację- odparła.- I nie wyobrażaj sobie, że to ma jakiekolwiek znaczenie.

– Wiem najdroższa.

– Chcę tylko, żebyś mi pomógł się uspokoić.

– Wiem.

Zdjął złoty łańcuszek z zarysem kwiatu wiśni, który miała na szyi i upuścił na stolik. Minako jęknęła i wczepiła palce w jego długie włosy, kiedy poczuła, jak całuje ją posuwając się w głąb dekoltu.

– Saitou, proszę- odezwała się niemal bez tchu, przyciskając jego głowę do swoich nabrzmiałych piersi.

– Proszę, co?

– Dotykaj mnie. Całuj mnie.

Rozpiął jej biustonosz i zsunął z ramion, a wtedy na podłogę potoczyła się złota moneta. Dotknął końcem języka, czubka jej piersi. Kiedy zaś jego wargi zamknęły się wokół stwardniałej brodawki i zaczęły ją lekko ssać, pomyślała, że długo nie wytrzyma.

– Czy to cię uspokaja?

– Och, tak niebywale. Uspokój mnie jeszcze trochę.

Nie wiadomo, kiedy ich ubrania wylądowały na podłodze. Potem nie było już miejsca na jej ciele, którego on by nie dotknął lub nie całował. Poczuła, że jej skóra stała się niezwykle wrażliwa.

– Saitou- westchnęła, znów chwytając go za włosy.

– Co, kochanie?

– Chcę ciebie. Chcę, żebyś mnie kochał.

– Jesteś pewna?

– Rany boskie, tak!

Jego pieszczoty sprawiły, że drżała z niecierpliwości i nie sądziła, że można doznać tak wielkiego podniecenia. Nagle mężczyzna przerwał i zaklął cicho.

– Co się stało?

– Zapomniałem o zabezpieczeniu.

– Nic nie masz?- spytała, patrząc na niego z przestrachem.

– Jeszcze sprawdzę.

Podniósł z podłogi spodnie i pośpiesznie przejrzał kieszenie, a potem jeszcze raz zaklął.

– Nie stosujesz przypadkiem pigułki?

– Nie. Prezerwatywy, też nie noszę w torebce.

– Poczekaj chwilę. Nie ruszaj się stąd.

– Gdzie idziesz?

– Do łazienki. Przypomniałem sobie, że te domki są wyposażone we wszytko.

Zanim Minako zdążyła ochłonąć i zdać sobie sprawę z tego, co zaraz miało się nastąpić, on już był z powrotem przy niej i całował tak, że zapomniała o bożym świecie. Czuła, jakby całe życie dążyła do tej chwili. Do tego, żeby być z nim. Nie istniało nic innego. Świat stanął w miejscu, a każda sekunda była wiecznością. Kochali się w takim zapamiętaniu, że zsunęli się z kanapy na podłogę, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. Saitou szeptał jej do ucha słowa pełne miłości.

– Tak!- zawołała, kiedy zbliżała się kulminacja, a białowłosy powtórzył jeszcze raz jej imię i razem popłynęli przez falę rozkoszy.

Leżeli potem długo, ciesząc się swoją wzajemną bliskością, a to uczucie było silniejsze, niż kiedykolwiek sobie mogła wyobrazić. W końcu jednak trzeba było wrócić do rzeczywistości, zwłaszcza że leżeli na podłodze, a Minako poczuła pod sobą własny but i jeszcze coś twardego, zaś białowłosy wydawał się teraz niewiarygodnie ciężki. Stęknęła z wysiłku, a on uniósł głowę, pocałował po kolei obie jej piersi i uniósł się, uwalniając ją od swego ciężaru.

– Jak to się stało, że znaleźliśmy się na podłodze?- spytał, znów zaczynając ją pieścić.

– Skąd mam wiedzieć. Saitou! Przestań!

– Nie lubisz, kiedy to robię? Myślałem, że ci to sprawia przyjemność.

– Tak, ale…

Zaczął ssać czubek piersi, a ona nie potrafiła powstrzymać westchnienia.

– A to lubisz?

– Co z tego, że lubię, kiedy…

Usta przesunęły się na drugą pierś i blondynka zapomniała, co chce powiedzieć.

– Czujesz się uspokojona?

– Jak to, uspokojona?

– Widzę, że przede mną jeszcze sporo pracy.

Wziął ją na ręce, zaniósł do łóżka i uspokajał aż do rana.

Reklamy

12 thoughts on “Wyrachowana miłość. VII

  1. No nareszcie 😉 Rozdzialik rewelacyjny !!! Bardzo się cieszę, że Minako w końcu poszła po rozum do głowy!! A scena z Saitou po prostu…no brak mi słów 😉 Mhmmmm…….pomarzyć można 😉

  2. Jestem jedną z osób które czekały na to 😀 cudowny rozdział scenka S/M uufff gorąca chce jeszcze 😛 Sachi okazał się podłym draniem ale cudowny książę Saitou wybawił swoja panią i później w spaniały sposób uspokajał 🙂 kocham twoje opowiadania. Znam tylko 2 blogi o opowiadaniach które nie mają konkurencji 😛 Twój się zalicza do tego grona.

  3. „- Czujesz się uspokojona?
    – Jak to uspokojona?
    – Widzę, że przede mną jeszcze sporo pracy.
    Wziął ją na ręce, zaniósł do łóżka i uspokajał do rana.”
    Mistrzostwo świata 😀
    tyle mojego komentarza 😀

  4. W końcu się wydało przez co przeszła Minako… a rozdział baaaaardzo gorący 😀 No i jestem ciekawa co nasza słodka blondyneczka zrobi rano gdy się obudzi i uświadomi sobie co się stało w nocy 😀 Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny wpis 😀

  5. Oj, było gorąco 😀
    Zgadzam się z Amai. Ciekawe jaka będzie poranna reakcja Minako na tę namiętną noc z Saitou. Mam nadzieję, że nie ucieknie…
    Świetny rozdział. Czekam z kolejny.
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

  6. Olaboga, co to się działo. Teraz jeszcze pora na upartą jak osioł Rei (; Podobało mi się i to nie tylko ze względu na (w końcu) noc Minako z Saitou, ale ogólnie. Najbardziej chyba jednak przypadła mi do gustu rozmowa Saitou z Kei, gdy podglądali kolację Minako.
    Pozdrawiam

  7. Oj biedna Minako jak uswiadomi sobie co zrobila
    z Satoru to pewnie znajac życie zacznie go unikać.
    Szkoda mi ze biedaczka miała taka traumatyczna przeszłosc
    ale to nie jest powod aby isc do łozka z nowo poznanym facetem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s