Wyrachowana miłość. VIII

Było już grubo po pierwszej, gdy Kei Yamana wspinał się, zmęczony, do swojego apartamentu na drugim piętrze. Wolnym krokiem ruszył w głąb korytarza, obracając w palcach klucz do drzwi. Wtem usłyszał tuż za plecami tupot bosych stóp. Odwracając głowę, napotkał przenikliwe spojrzenie ciemnowłosego anioła.

W swoim krótkim, aczkolwiek burzliwym życiu przez jego łóżko przewinęło się wiele pięknych kobiet, lecz znajomość z brunetką wykraczała poza jego wszystkie zdobyte doświadczenia.

Wpatrywał się w nią dłuższą chwilę. Czy ona wie na co się naraża, przychodząc do niego w krótkim, satynowym szlafroku, który nie zakrywał nic z jej jakże apetycznego ciała? Ledwie wyższa niż chochlik, była w większości długimi, gładkimi nogami, które chciał mieć owinięte wokół siebie.

– Gdzie on jest?- spytała, przerywając natłok jego grzesznych myśli.

– Kto?

– Jak, to kto? Ten gnojek, który był z Minako- chan- warknęła, zirytowana.- Co on jej zrobił? Sui- san wszystko mi powiedziała- dodała szybko, widząc jego pytający wzrok.

– Odesłaliśmy go do Osaki. Już nie będzie się naprzykrzał Minako. Obiecuje.

– Co za… gdybym go dostała w swoje ręce- zacisnęła dłonie w pięści, wbijając w skórę długie, czerwone paznokcie.- Gdzie ona teraz jest? Z Saitou- san, tak? Jak on…

Zanim się zorientowała Kei zamknął jej usta mocnym pocałunkiem.

Przymknęła powieki, by w krótkiej chwili unieść się do własnego nieba. Złapała mocno rękami jego błękitną koszulę, przyciągając do siebie. Uszedł z niej delikatny jęk, rozchylając jej wargi, dając jego językowi dostęp do wilgotnej jaskini.

Blondyn powolnym ruchem posmakował Rei, mieszaninę miodu i wanilii, smak, od którego łatwo mógłby się uzależnić. Ogień zapłonął jasnym światłem, liżąc jego skórę falami intensywnego gorąca, pocałunek stał się bardziej wymagający, a mężczyzna objął ją w pasie, przyciągając jeszcze bliżej. Poczuł na swoim torsie jej miękkie piersi i ledwo mógł zapanować nad własnym ciałem, marząc, by schwycić ją w ramiona i zanieść prosto do swojej sypialni. Odciągając od jej ust swoje usta, Kei przesunął je go ucha brunetki, ujmując płatek między zęby, zanim wyszeptał:

– Zostań na noc.

– Nie ma mowy- wydusiła z siebie, chcąc się uwolnić z jego ramion, jednak on trzymał ją mocno. W końcu westchnęła zrezygnowana.- Przecież wiesz, że przyjechałam tutaj z powodu artykułu, a nie, aby nawiązywać romanse.- Musnął lekko jej szyję, a ona wtuliła się głowę w jego ramiona, wciągając ze świstem powietrze do płuc.- Przestań!

– Co mam przestać?

– Skubać moją szyję.

– Naprawdę ją skubałem?- Przesunął językiem po obrzeżu jej ucha, ponownie ściskając je zębami.- Nie lubisz tego? Po tych westchnieniach, jakie wydawałaś, sądziłem, że to ci się podoba.

– Ja nie wzdychałam!

– Przepraszam, musiałem się pomylić. Dla mnie to brzmiało jak westchnienie.

– Wydawało ci się. I zabierz mi ten język z ucha, a rękę z mojej piersi.

– Tego też nie lubisz?- spytał, pieszcząc kciukiem czubek jej brodawki, która natychmiast stwardniała jak kamień.

– Zdecydowanie nie.

– Zabawne, znów wydajesz te odgłosy. Te, które brzmią jak westchnienia, ale wcale nimi nie są.

– Widocznie musisz umyć sobie uszy. Odsuń się ode mnie!

– Nie mogę, tygrysku.

– Dlaczego nie możesz?

– Bo tak mocno ściskasz moją koszulę.

Rzeczywiście tak było i na dodatek okazało się, że dłonie nie chcą poddać się jej woli.

– Chyba mnie sparaliżowało- szepnęła, wyciągając ku niemu usta.

Jeszcze jeden pocałunek, powiedziała sobie. Tylko ten ostatni, na dobranoc.

Kiedy w końcu się rozłączyli, wpadła do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Miała się dowiedzieć gdzie jest Minako, a nie wylądować w łóżku ledwo poznanego mężczyzny. Martwiła się o serce przyjaciółki, ale prawda była taka, że sama poddała się urokowi czarującego blondyna.

A niech cię Kei! Sprawiasz, że czuje się tak pierwszy raz w życiu, pomyślała rozgoryczona.

Przymknęła powieki, napawając się wspomnieniem dotyku jego warg. Jaka szkoda, że pewnie traktuje ją jako kolejną zdobycz do swojej kolekcji.

~

Przez szparę w zasłonie wpadł promień światła i Minako gwałtownie otworzyła oczy. Czuła na sobie ciężar ramienia białowłosego, a jego oddech łaskotał ją w szyje. Dobry Boże czy oni…

Tak. I to nawet kilka razy, a na dodatek było im ze sobą cudownie.

Czy ona zupełnie oszalała? Co ją napadło? Przecież miała szukać bogatego narzeczonego, a nie łóżkowych przygód, choćby nawet tak wspaniałych. Saitou Sekine nie jest z całą pewnością odpowiednim dla niej mężczyzną. Nie ma co do tego wątpliwości. Jak przez mgłę przypomniała sobie jego słowa. Mówił, że ją kocha. A może to był sen? Nie, słyszała to kilka razy podczas tej burzliwej nocy.

Czy ona też coś takiego mówiła? Nie, na pewno nie. Przecież nie mogłaby zakochać się w Saitou! Co wtedy stałoby się z jej tak misternie przemyślanym planem? Mimo wszystko jednak miała dziwne, niejasne przeczucie, że mogła coś nieopatrznie powiedzieć. Energicznie potrząsnęła głową, jakby chciała odpędzić od siebie taką możliwość i wtedy mężczyzna poruszył się. Uniósł głowę, uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie.

– Dzień dobry, najdroższa. Mam nadzieję, że nic cię nie boli.

– Nie, nie boli.

Zerwała się z łóżka i owinęła prześcieradłem.

– Bardzo się spieszę- powiedziała.- Umówiłam się na śniadanie z Sora.

Saitou przekręcił się i wyciągnął na szerokim łóżku. Był całkiem nagi i uśmiechał się, jakby czymś ubawiony.

– Zamiast tego moglibyśmy zjeść śniadanie w łóżku.

– O nie! Nie uda ci się odwieść mnie od moich planów. Przyznaję, że noc minęła przyjemnie…

– Przyjemnie?- powtórzył białowłosy kpiąco, unosząc w górę brew.

– Tak, przyjemnie. Bardzo miło, ale to o niczym nie świadczy.

Teraz już śmiał się w żywe oczy.

– Panie Sekine! Zechce pan zetrzeć ten uśmiech z twarzy. Powtarzam, że to o niczym nie świadczy. Byłam psychicznie rozstrojona i potrzebowałam ciebie, żeby dojść do równowagi. Jestem ci za to bardzo wdzięczna, ale to wszystko. Jeśli nawet coś wtedy powiedziałam, to i tak nie ma znaczenia.

– Nie ma znaczenia?

– Nie ma. Czasami mówi się coś pod wpływem chwili, ale tak naprawdę, to nic nie znaczy, rozumiesz?

– Wszystko to, co ja mówiłem, było świadome i ma dla mnie wielkie znaczenie- powiedział, patrząc na nią takim wzrokiem, że kolana zrobiły jej się miękkie.

– No cóż, ale dla mnie nie- odparła, czując, że policzki jej płoną.- To znaczy… dokładnie mówiąc, nie pamiętam już, co mówiłam, ale powtarzam jestem ci bardzo wdzięczna. Byłam naprawdę przerażona. Doznaje czasami takiego uczucia, nieraz nawet bez przyczyny. Nie chodziło mi tylko o zachowanie Sachi. Psychoterapeuta mówi, że to się skończy, kiedy odzyskam poczucie bezpieczeństwa.

– Rozumiem, a ty doszłaś do wniosku, że pomoże co w tym parę milionów.

– Właśnie. Dzięki temu można kupić wiele rzeczy zapewniających bezpieczeństwo: ogrodzenia, systemy alarmowe, psy, cokolwiek będzie trzeba. Najważniejsze, że wtedy będę miała poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa, o tutaj- dodała, pokazując swoją pierś.

Saitou tym razem tylko przytaknął bez słowa.

Na Boga, dlaczego on się nie ubierze? Jak może przekonująco tłumaczyć, że do siebie nie pasują, kiedy on tak leży… nagi, muskularny i piękny, niczym młody bóg. Z przerażeniem spostrzegła, że znów jest podniecona.

– Może pomóc ci jeszcze trochę się uspokoić?

Oderwała od niego wzrok i ciaśniej owinęła się ręcznikiem.

– Oczywiście, że nie. Czy ty nie masz wstydu?

– Ani trochę- odparł, parskając śmiechem.

Minako bez słowa odwróciła się i poszła do łazienki. W kabinie puściła prysznic silnym strumieniem. Zaczęła namydlać się trąc z całej siły, jakby chciała zmyć z siebie całą przeszłość, kiedy nagle otworzyły się drzwi i do środka wszedł Saitou.

– Co ty tu robisz?

– Biorę prysznic- odpowiedział, wyjmują jej mydło z ręki.

– Saitou…

– Co takiego?- Zaczął delikatnie namydlać jej ciało, masując ramiona, plecy, a na koniec wewnętrzną stronę ud.

– Przestań, tak nie wolno- powiedziała, opierając się o niego z westchnieniem.

– Mam przestać?- Odłożył mydło i teraz masował ją i pieścił palcami.

– Tak. Za chwilę.

– Oczywiście, kochanie. Za chwilę.

– Saitou, to nic nie znaczy. Jeśli nawet seks między nami jest nadzwyczaj udany, to ja i tak… ach, wspaniale… i tak nie zamierzam się z tobą wiązać.

– Wiem, najdroższa.

~

Jakoś udało jej się przemknąć dyskretnie do swojego pokoju, tak żeby nikt nie zauważył pogniecionego i podartego ubrania. Potem szybko je zrzuciła, włożyła dżinsy i jedwabną bluzkę, zrobiła makijaż i wyszła z sypialni, udając się na dół schodami do restauracji. Po drodze natknęła się na swoją przyjaciółkę.

– Gdzie wczoraj byłaś?- spytała, bez ceregieli.

– Przecież wiesz, że Kei zaprosił mnie na kolację- odpowiedziała brunetka, starając się wypaść przekonywająco.- Nie mogłam odmówić. To byłby niegrzeczne z mojej strony.

– Kręcisz, znam cię nie od dziś- odparła przyjaciółka, mrużąc oczy.- Czy do czegoś doszło między wami?

– Minako…- Rei była wyraźnie zmieszana.

– Rozumiem- powiedziała jasnowłosa, uśmiechając się smutno.- Myślałam, że mogę na tobie polegać… ale zresztą ty zawsze bierzesz to, co nie należy do ciebie- dodała ze łzami z oczach.

– Minako- chan!- krzyknęła za nią Rei, lecz ta zbiegła szybko schodami na spotkanie z Sora.

~

Była spóźniona o kwadrans, ale mężczyzna czekał na Minako z rozpoczęciem śniadania. Wstał, kiedy ją zobaczył, przysunął jej krzesło i dał znak kelnerowi, aby podał herbatę.

– Przepraszam za spóźnienie.

– Nic nie szkodzi. Jeśli mam być szczery, nie miałbym pretensji gdybyś w ogóle się nie zjawiła. Tak mi przykro z powodu Sachi. Nie mam pojęcia, co w niego wstąpiło. Główną przyczyną było chyba to, że się upił. Tak czy owak, wsadziliśmy go do samochodu z kierowcą, który odwiózł go do Osaki. Już nie będzie cię niepokoił.

– Ja też przepraszam. Mam wrażenie, że to nasza obecność powoduje problemy.

– Nie, skądże. Nawet tak nie myśl. Nie chciałbym, żebyś odniosła wrażenie, że tutaj mężczyźni zachowują się w ten sposób. Może coś zjemy?

Jasnowłosa przytaknęła z uśmiechem. Sora był miły i uprzejmy, a jeszcze do tego przystojny, wysoki i szczupły, ale zupełnie nie w jej typie. Chyba, że ktoś lubi długowłosych brunetów o głębokich, niebieskich oczach. Jedli śniadanie i rozmawiali, a Minako doszła nagle do wniosku, że byłby o wiele przystojniejszy, gdyby miał białe włosy i szare oczy. Mimo, że uosabiał wszystko, czego mogła zapragnąć kobieta, ze smutkiem stwierdziła, że nie odczuwa nic, żadnego dreszczyku, żadnego zwiastuna, że oto coś między nimi się zaczyna.

Przyglądała się jego dłoniom, kiedy obracał w nim pałeczki do ryżu. Miał długie palce, które natychmiast przypominały jej o innych dłoniach. Szczupłych, wspaniałych i znów gdzieś zbłądziła myślami.

– A ty co o tym sądzisz?- spytał Sora.

– Przepraszam?- odparła zaskoczona.  

– Mówiłem, że po takim nieprzyjemnych wydarzeniach, pewnie będziecie chciały odwołać resztę spotkań.

– Och, nie. Wcale nie. Nic się nie stało. Po prostu teraz nie pójdę już z nikim na spacer ciemną aleją.

– Minako, zapewniam ciebie i Rei- san, że nie macie się czego obawiać. Kiedy wiadomość o wybryku Sachi rozeszła się, chłopcy byli na niego naprawdę wciekli. Nie chcielibyśmy, żebyście myślały o nas źle z powodu jednego drania.

– Nie będziemy, obiecuję.

Wyjęła z torebki notatnik, gdyż- niezależnie od tego, co się stanie miała zobowiązania wobec ‘Vogue’. Zadała Sora kilka pytań na tematy, które powinny zainteresować czytelników pisma.

– Grasz w golfa?- zapytał, kiedy chowała notatki do torby.

– Nawet nie rozróżniam, który kij do czego służy.

– O mnie też tak mówią- odparł ze śmiechem.- Gramy dziś przed południem. Jeśli chcesz, możesz powłóczyć się z nami po polu albo poleniuchować na basenie.

Minako wybrała basen.

Przez dobrą godzinę rozkoszowała się pieszczącymi skórę promieniami ciepłego, wiosennego słońca. Dopiero, gdy poczuła, że ktoś przysiada się na leżaku obok, zdała sobie sprawę z tego, że zdrzemnęła się na chwilę. Zamrugała powiekami przestraszona, nie wiedząc w pierwszym momencie, gdzie się znajduje.

– Przepraszam, że cię obudziłam- odezwała się Rei, bawiąc się swoimi palcami.- Możemy pogadać?

– Chyba powinnyśmy- westchnęła ciężko blondynka.- Rei- chan, za bardzo się dziś rano uniosłam. Nie powinnam była tak zareagować. Kei- kun, nie jest moją własnością. Zresztą- pokiwała głową, smutno się uśmiechając- widziałam, jak on na ciebie patrzy. Najpierw to zbagatelizowałam, ale powinnam była wiedzieć… tak samo była z Jiro…

– Nie chce o tym słyszeć, proszę…- wyszeptała Rei, patrząc w dal, chwilę później dodając:- Minako- chan zdajesz sobie sprawę z tego, że to był największy błąd mojego życia- znów przerwała, aby wziąć głęboki oddech.- Tu nie chodzi o Kei, ani o Jiro, ani nawet o moje małżeństwo. To ciebie chciałam chronić. Nigdy nie odebrałabym ci szansy na miłość. Jeśli czujesz, że on- przymknęła oczy, ciągnąc dalej- jest tym jedynym, ja się usunę.

– Rei- chan, nie bądź śmieszna.- Podciągnęła się na leżaku, zakładając okulary słoneczne na złote włosy.- Kei nie jest jedynym mężczyzną, stąpającym po świecie. A on z tego co widzę ma chyba na ciebie chrapkę- zachichotała, gdy brunetka uderzyła ją lekko w ramie.- Ładnie byście razem wyglądali- postanowiła jeszcze trochę podrażnić przyjaciółkę.

– Teraz to przeginasz- mruknęła ciemnowłosa, kiwając groźnie palcem.

– Tak tylko gdybam- zaśmiała się, machając z daleka wracającym z pola golfowego mężczyznom.- Ach zapomniałabym, jestem z nim umówiona na obiad… a może chcesz, żebym ci go odstąpiła?- spytała z lekkim uśmiechem. 

– Nie, dziękuje- mruknęła oburzona brunetka. 

~

Wieczorem blondynka umówiona  na kolację z Seiki. Z miłą chęcią słuchała, jak jej towarzysz- szczupły, o opalonej skórze i wypłowiałych od słońca jasnych włosach- opowiada o szukaniu zaginionych skarbów w oceanie, ale ledwo zdążyli zjeść, kiedy znienacka wyrósł przy ich stoliku Saitou.

– O ile się nie mylę, ten taniec jest mój- powiedział i zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, porwał ją w ramiona.- Tańczysz tango, prawda?

– Oczywiście, że tańczę, ale…

– Byłem tego pewien. Masz figurę wprost stworzoną do tanga.

Przycisnął policzek do jej policzka i pociągnął ją wzdłuż niewielkiego parkietu. Za każdym razem, kiedy próbowała protestować, wypuszczał ją na długość ramienia jak jo- jo, a potem przyciągał z powrotem tak mocno, że uderzała o jego pierś. Następnie zaś przechylał ją aż do podłogi tak, że to co robili stawało się parodią tańca.

– Saitou do cholery…

– Wspaniale wyglądasz w tańcu.

– Saitou!

– Uwielbiam, w jaki sposób wymawiasz moje imię- powiedział i znów zakręcił nią, aż plasnęła o jego tors, a potem przechylił tak, że prawie dotykała głową podłogi. Na szczęście muzyka dobiegła końca, lecz gdy Minako spróbowała wyrwać się i wrócić do Seiki, białowłosy przytrzymał ją.

– Poczekaj, posłuchajmy. O, to samba. Umiesz tańczyć sambę?

– Tak, ale… Nie, nie umiem.

– Za późno, przyłapałem cię- odparł, szczerząc zęby i znów pociągnął ją na środek parkietu.

– O, nie.- Wreszcie udało jej się uwolnić.- Jak masz ochotę tańczyć, to możesz to sobie robić sam. Ja mam spotkanie.

– Ach, tak wiem. Niezły z niego ptaszek. Opowiadał ci o czasach, które spędził w ciupie?

Odwróciła się i bez słowa odeszła.

– Bardzo przepraszam- powiedziała do Seiki, kiedy już znalazła się przy stoliku.

– Ja też przepraszam, że nie była nas tak długo- powiedział Saitou, przysiadając się do nich.- Nie mogę się doczekać, kiedy opowiesz nam o tym galeonie, który odkryłeś dwa lata temu u wybrzeży Filipin.

Minako miała ochotę go udusić. Mimo, że dawała mu znaki, przyssał się do nich jak pijawka. Musiała w końcu dać za wygraną i pożegnać się.

– Odprowadzę cię- powiedział Saitou, zrywając się z krzesła.- Wiesz, mieszkamy w sąsiednich pokojach- dodał, mrugając do Seiki porozumiewawczo.

W windzie blondynka zacisnęła zęby, żeby nie zacząć krzyczeć. Jeśli on myśli, że spędzi tę noc w jej łóżku, to się grubo myli.

~

Wracając z wieczornego spaceru Rei, minęła się na schodach z nieznajomą kobietą, która wyszła uśmiechnięta z apartamentu Kei. Była ruda, wysoka i bardzo ładna. I młoda. Nawet bardzo młoda.

Co mnie to wszystko obchodzi?- westchnęła w duchu Rei. A niech sobie przychodzą całymi tabunami. Wcale nie jestem zazdrosna.

Kłamczucha, niemal natychmiast przemknęło jej przez głowę.

No, może rzeczywiście trochę.

Głupia jesteś! – ofuknęła się.

Przecież wiedziała, że Kei miał trudną i bardzo odpowiedzialną pracę. Z dużą powagą podchodził do swoich obowiązków. Nie w głowie był mu flirt z tą rudą. Sam przecież opowiadał jej o swojej firmie i obowiązkach w rodzinnych liniach lotniczych. Dlaczego miałaby mu nie wierzyć?

Tylko dziwne, że żadna z kobiet, które tutaj pracowały, oprócz Sui, nie była ani gruba, ani siwa.

Co mnie to obchodzi? – powtórzyła w myślach. Jest moim facetem? Nie jesteśmy ze sobą. Między nami nie istnieje żaden związek. Kei nie jest moją własnością.

A szkoda.

Rei otwarła drzwi swojej sypialni, rzucając biały kapelusz na duże łózko. Podeszła do drewnianej toaletki, chcąc wyczesać splątane włosy, a jej wzrok napotkał książkę leżącą na nocnej szafce. Najnowsza powieść Haruki Murakami. Pożyczyła ją od Kei, dosłownie pochłaniając w całości jednego wieczoru. Mogła więc mu ją oddać…

Nie zastanawiała się ani chwili dłużej. Chwyciła książkę, wypadła z pokoju i pobiegła na drugą stronę holu.

Trwało niemal całą wieczność, zanim nareszcie jej otworzył. Ubrany był w zielony ręcznik i cały ociekał wodą.

– Zapomniałaś czegoś, Yoko- kun? – spytał, zanim zobaczył, z kim naprawdę ma do czynienia. Na widok Rei radośnie wyszczerzył zęby i nonszalancko oparł się o framugę.- Ach, to ty, tygrysku- mruknął.- Co za przyjemna niespodzianka. Wejdź, proszę.

Brunetka, zupełnie zbita z tropu, skromnie spuściła oczy.

– Przepraszam- wybąkała.- Ja… ja… przyniosłam ci twoją książkę.

Wepchnęła mu powieść w rękę, gwałtownie odwróciła się i odeszła. Kei zawołał coś za nią, ale go nie słuchała.

Dobrze ci tak, pomyślała. Czego się spodziewałaś? Potrzeba ci więcej dowodów? Może pogniecionego prześcieradła? Kei jest normalnym, zdrowym i przystojnym mężczyzną. Nie żyje w celibacie. Szybko wbiegła do pokoju i mocno zatrzasnęła za sobą drzwi.

Kei, klnąc pod nosem, szybko wciągnął dżinsy i podkoszulek, wybiegając na korytarz. Nawet nie wytarł włosów. Co tak ją wzburzyło? Głowa bolała go jak cholera, więc nie mógł spokojnie myśleć. Wiedział tylko, że stało się coś niedobrego. Palcami przeczesał mokre włosy i zastukał do drzwi.

– Rei! – krzyknął. – Rei!

Ostrożnie wyjrzała przez szparę, chociaż dobrze wiedziała, kto się do niej dobija.

– Cicho. Cały hotel postawisz na nogi tym okropnym hałasem.

Wepchnął się do środka.

– Może mi wyjaśnisz, co się właściwie dzieje? Dlaczego uciekłaś?

– Eee… no… chyba przyszłam w nieodpowiedniej chwili.

– W nieodpowiedniej? Niby dlaczego? Bo byłem pod prysznicem?

– To też, ale…

– Wykrztuś to wreszcie!

– Chodzi mi o to, że ty i ta ….ruda… – Szybko spojrzała w bok.

– Ja i Yoko… Co?

Rei wbiła wzrok w ziemię. Nagle zrozumiał.

– Myślisz, że my…? – Roześmiał się na całe gardło. – Ale numer! Po prostu jesteś zazdrosna!

– Nic podobnego!

– Jesteś! – Śmiejąc się, pochwycił ją w ramiona. – A niech mnie… zazdrosna!

Dźgnęła go pięścią w brzuch.

– Nie jestem – powiedziała z naciskiem.- Nie mam najmniejszego powodu. To, co robicie, nic mnie nie obchodzi. Nie jest to moja sprawa.

– Twoja, tygrysku – sprostował. – Bo nie chcę nikogo innego prócz ciebie. Chętnie zaczekam, dopóki sama do mnie nie przyjdziesz. Z natury rzeczy jestem monogamistą. A tak przy okazji powinnaś wiedzieć, że Yoko- kun już od dawna ma fajnego chłopaka- uśmiechnął się rozbawiony zachowaniem czarnowłosej, dodając:- Hej, może chcesz wybrać się ze mną jutro do firmy, a potem zjemy razem kolację na mieście i pójdziemy potańczyć do miłej knajpki. Może być całkiem fajnie. Co ty na to?

– No, sama nie wiem… Nie umiem tańczyć.

– Coś mi się zdaje, że do tej pory nie trafiłaś na odpowiedniego partnera. Masz przed sobą prawdziwego króla parkietu.- Pochwycił ją i wykonał kilka tanecznych kroków.

Wyzwoliła się szybko z jego objęć.

– Masz może ochotę na kieliszek wina?- spytała, aby rozładował napiętą atmosferę, panującą między nimi.

– Nie bardzo. Ale jeśli znalazłbyś u siebie aspirynę, byłbym bardzo wdzięczny.

– Głowa cię boli?

Potarł kark.

– Jak diabli. Za dużo papierkowej roboty.

– Siadaj. Zaraz ci coś przyniosę.

Nie musiał tego dwa razy powtarzać. Czaszka pulsowała niemiłosiernie.

Rei wróciła po chwili ze szklanką wody i tabletkami. Przyjrzała mu się z niepokojem.

– Często ci się to zdarza?

Wzruszył ramionami.

– Raz, dwa razy na tydzień.

– Może powinieneś nosić okulary?

Pokręcił głową.

– Byłem już na badaniach. Wzrok mam w porządku. To po prostu migrena.

Rei nie wiele myśląc, stanęła za nim i położyła mu ręce na ramionach, po czym zaczęła delikatnie masować go po karku. Jęknął z ulgą.

– Robiłam to mojemu ojcu. Też cierpiał na migrenę.

– Nie powiedziałaś jeszcze słowa o swojej rodzinie.

– Nie.

Odczekał dłuższą chwilę z nadzieją, że tym razem dowie się czegoś więcej, lecz Rei uparcie milczała. Nie przerwała masażu. Ból z wolna ustępował i Kei miał wrażenie, że znalazł się w siódmym niebie. Wziął ją za rękę, przyciągnął bliżej i posadził sobie na kolanach.

– Tygrysku – powiedział z powagą – muszę chyba się z tobą ożenić. Żebyś mi nie uciekła, przykuję cię do łóżka.

Zesztywniała. Zerwała się na równe nogi.

– Nic z tego, mój panie!

Cholera! Spłoszył ją. Musi się nauczyć, że nie wolno jej straszyć. Z trudem wyciągnął od Minako parę faktów o pannie Hino. W tym, że jej eksmąż okazał się prawdziwym łotrem. Podobnie zresztą jak jej ojciec. Cierpliwości… Musiał ją obłaskawić jak bojaźliwe zwierzątko. A swoją drogą, ów były małżonek zasługiwał na dotkliwą karę, bo swoim łajdackim postępowaniem zmarnował ślicznej dziewczynie życie.

Reklamy

9 thoughts on “Wyrachowana miłość. VIII

  1. Eh….. zaczynam rozumieć, co też cisnęło ci się na usta przy poprzednim rozdziale. A już myślałam, że Mina zmądrzała, no ale nie od razu Rzym zbudowano, a widzę, że coś jej już świtać zaczyna 😀 Tak więc czekam z niecierpliwością na kolejny rozdzialik, życząc przy okazji dużo weny 😉
    P.S. Kei jest uroczy :D, chodź to blondyn 😉

  2. rozwódka? powiem Ci, że pasuje idealnie – niedawno z przyjaciółką zrobiłyśmy z Rei w naszych wymyślankach właśnie rozwódkę^^ i dlatego mi to tu pasuje ^^ z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg 😉

  3. Kei idealnie pasuje do Rey poniewaz
    widzę że oboje mieli trudna przeszłosc.
    Minako zas chyba już uzmysławia on udaje biedaka.

    Ps, dziekuje za kolejny rozdział był znakomity
    życze Ci wiecej podobnych pomysłów na przyszłosc.

  4. Wspaniały rozdział 😀 ogólnie to całe opowiadanie bardzo przyjemnie się czyta. Za równo Kei jak i Saitou mają bardzo fajne charakterki i czuję że nie spoczną dopóki nie zdobędą naszych dziewczyn ! 🙂 pozdrawiam 😉

  5. Ach ta Minako 😀 całą noc spędziła w ramionach Saitou i wyparła się swoich uczuć… nieładnie. Mam nadzieję, że już niedługo coś do niej dotrze 😀 A ta sytuacja między Rei a Kei’em była taka słodka… Chłopak musiał się naprawdę zakochać skoro już o małżeństwie wspomniał…
    Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział :D:D

  6. Nie wiem co jeszcze Saitou musi wymyślić, żeby Minako w końcu całkowicie przejrzała na oczy 😉 Ale mam nadzieję, że szybko to się stanie.
    Podoba mi się, że obie Twoje bohaterki nie są zwykłymi trzpiotkami, tylko kobietami po przejściach. To daje więcej autentyczności.
    Mam też nadzieję, że Kei znajdzie więcej wyrozumiałości i pozwoli Rei powoli się z nim oswoić. Fajna para by z nich była 🙂

    Pozdrawiam 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s