Wyrachowana miłość. IX

+18

Powoli otworzyła oczy i zobaczyła na poduszce obok siebie znajomą siwą czuprynę. Jęknęła głośno. Jak mogła dopuścić, żeby to znów się stało? Wszystko przez ten pocałunek.

– Pocałuj mnie tylko na dobranoc – powiedział jej wtedy.- Przecież nic się nie stanie.

Akurat! Znowu dała się nabrać na to samo. Ale już nigdy więcej!

Zaczęła szturchać go mocno.

– Saitou! Wstawaj. Idź do swojego pokoju, zanim ktoś cię tu nakryje. I pamiętaj, że ostatni raz tu się znalazłeś. Nie rozumiem, jak to się stało. Musiałam być szalona. Przecież nawet mi się nie podobasz, nie jesteś w moim typie.

– Bo nie mam forsy? Jakoś w nocy ci to nie przeszkadzało- odparł, patrząc na nią z drwiącym uśmieszkiem.- Pamiętam nawet, jak powiedziałaś, że…

– Nic nie mówiłam. Nawet jeśli cokolwiek powiedziałam, to i tak bez znaczenia. Takie tam gadanie pod wpływem chwili. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wziąłby tego na serio.

– Dla mnie to zabrzmiało bardzo serio. ‘O, Sai- chan, najdroższy- przedrzeźniał ją sztucznie cienkim głosikiem- jesteś mężczyzną mojego życia. Nigdy nie kochałam…’

– Przestań!- Minako cisnęła w niego poduszką.- Nie chcę tego słuchać. Czy ty przypadkiem nie powinieneś już wyjść?

– A która jest godzina?- spojrzał na zegarek.- O, rzeczywiście. Kei zabiłby mnie, gdybym się spóźnił.- Pocałował ją szybko i zerwał się z łóżka.

Pośpiesznie włożył spodnie, a resztę ubrania zwinął w kłębek.

– To na razie, kochanie. Zobaczymy się później.

– Na pewno nie, jeśli będę miała cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie. Trzymaj się ode mnie z daleka!- zawołała za nim.- Zawsze wszystko psujesz.

Potem rzuciła się na łóżko i owinęła głowę prześcieradłem.

Dlaczego? Dlaczego znowu spędziła z nim noc? Jak mogła być taka głupia?

Zawsze do tej pory dawała sobie radę z mężczyznami. Potrafiła zdecydowanie powiedzieć „nie” i zresztą najczęściej robiła to, gdyż nie była amatorką łatwych znajomości i przygód.

Tyle że w białowłosym było coś takiego, co wykraczało poza jej doświadczenia z mężczyznami. Mimo wszystko musi jakoś wykrzesać z siebie dodatkowe siły, bo przecież nie bardzo można łapać milionera na męża, kiedy jest się związanym z kim innym.

Czy fakt, że się kochali, zniszczy jej życiową szansę? Wspomnienie minionej nocy wywołało rozmarzony uśmiech na twarzy blondynki. Saitou był najwspanialszym pod słońcem kochankiem. Kiedy tak…

Nie! Na pewno nie pozwoli, żeby zniweczył jej plany. Przyjechała do Osaki, żeby znaleźć męża i nic nie zmieni jej postanowienia.

Zerwała się z łóżka i podeszła do komody po listę z nazwiskami i rozkładem spotkań. Teraz czekał ją obiad z Taro, właścicielem sieci sklepów z męską odzieżą. Nosił na palcu pierścionek z brylantem, który był pewnie wart więcej niż dwuletnie zarobki kogoś takiego jak ona.

Otworzyła szafę i zaczęła przeglądać jej zawartość. Do południa było jeszcze sporo czasu i miała zamiar sprawić, aby na jej widok Taro padł trupem.

~

Gdyby Taro rzeczywiście padł trupem, pewnie mało kto zauważyłby różnicę. Nie spotkała nigdy drugiego tak nudnego mężczyzny. Z trudem tłumiła ziewnięcia i bawiła się ziarnkiem groszku na talerzu. Gdzie podziewa się Saitou, kiedy akurat jest jej potrzebny?

Niestety, koktajl z Sosuke też nie okazał się lepszy. Jej towarzysz był miły i opowiadał jej o uprawie ryżu, ale nie zdołała wykrzesać z siebie ani odrobiny zainteresowania ani dla jego osiągnięć rolniczych, ani dla kogoś o imieniu Hisa. Nie była pewna, czy chodziło o psa, czy też o kobietę, ale życzyła mu wszystkiego najlepszego, byleby tylko przestał ją zanudzać.

– A ty, gdzie się tak odstawiłaś?- spytała przyjaciółki, która przechadzała się niespokojnie przed głównym wejściem.

Czarnowłosa miała na sobie krótką, czerwoną sukienkę z dość głębokim dekoltem.

– Nie odstawiłam- mruknęła, zażenowana.- Obiecałam wczoraj Kei, że pojadę z nim do Osaki, musi pozałatwiać parę praw w firmie, a potem pójdziemy razem na kolację.

– I wcale się nie odstawiłam- przedrzeźniała ton głosu przyjaciółki.

– O co ci chodzi?- spytała, oglądając się na boki, by mieć pewność, że Kei nie nadchodzi.

– O nic- powiedziała blondynka, śmiejąc się uradowana.- Miłej zabawy- pokiwała jej, wracając do swojego pokoju, aby przygotować się do kolejnej ‘randki’.

Miała spotkać się z Akihiko i to już na szczęście było coś innego. Jasnowłosy był jednym z członków zarządu spółki lotniczej, był tak samo wesoły i miły jak jego starszy brat, Kei. Dwa lata temu wrócił ze Stanów, gdzie studiował prawo, a oprócz tego miał jeszcze dwa fakultety. Był niebywale przystojny, miał szerokie ramiona, zielone oczy i chłopięcy uśmiech. Kolacja i rozmowa z nim przebiegała gładko i przyjemnie.

– Jakoś nie mam talentu dojazdy konnej- mówiła Minako.– Kiedy pierwszy raz próbowałam z Kei, dwa razy wylądowałam na ziemi.

– Ja też zleciałem kilka razy i wiem, że człowiek nie czuje się wtedy zabawnie. Ale założę się, że ze mnie lepszy nauczyciel niż z mojego brata. Przyjedź do naszej rodzinnej posiadłości, a wybiorę dla ciebie najspokojniejszego konia i będę udzielał ci lekcji.

– A gdzie się ona mieści?

– Obok Tenri. Można tam łatwo dojechać z Osaki albo z Kobe. Ma kilkaset akrów i jest wspaniale położona, zwłaszcza wiosną trudno znaleźć piękniejsze miejsce, kiedy łąki całe pokryte są kwiatami. Chciałbym ci to pokazać. Zapraszam cię, kiedy tylko będziesz mogła przyjechać. Moim zdaniem, im wcześniej, tym lepiej.

– To brzmi zachęcająco – powiedziała, uśmiechając się słodko do niego.

Nagle przy ich stoliku jak spod ziemi wyrósł Saitou.

– Jak leci, moi drodzy? Przepraszam, że wam przeszkadzam, ale jest telefon do ciebie, Akihiko. Możesz odebrać w recepcji.

Kiedy mężczyzna oddalił się pośpiesznie, białowłosy usiadł na jego krześle i pochylił się nad stolikiem.

– Nie chciałem ci tego mówić, ale obawiam się, że zaczniesz robić sobie jakieś nadzieje co do Akihiko – powiedział cicho.

– O czym ty mówisz?

Saitou rozejrzał się pośpiesznie wokoło.

– On jest gejem – wyszeptał.

– Nie, nie wierzę!

– Naprawdę. Jest miły i sympatyczny, ale to gej.

– Nie wierzę ci, na pewno mówisz to specjalnie. Wiesz, co by było gdyby jego rodzina się dowiedziała? To wysoko postawieni ludzie. Poza tym on chce zostać sędzią, na Boga.

– No to co? W palestrze jest wielu homoseksualistów. Zapytaj Kei, jeśli mi nie wierzysz. W końcu to jego brat- dodał i szybko oddalił się z restauracji.

Kiedy Akihiko wrócił, ona mimo woli przyglądała mu się taksująco. Trudno jej było uwierzyć, że taki wspaniały okaz mężczyzny może być homoseksualistą. A jeśli tak, to naprawdę szkoda.  Podejrzewała, że Saitou skłamał, ale mimo wszystko wieczór miała już zepsuły. Pożegnała się z blondynem wcześnie pod byle pretekstem i poszła do swojego pokoju, a tam dokładnie zamknęła drzwi i położyła się do łóżka. Tym razem wreszcie sama.

~

Rei wolnym krokiem przechadzała się po przestronnym gabinecie Kei. Pomieszczenie było nowocześnie i skromnie umeblowane: tylko wysoka szafa ze szkła, a na środku- drewniane biurku. Z zaciekawienia i nudów przyjrzała się wszystkim dyplomom, wiszącym na ścianie.

Skończył Harvard. Ciekawe, pomyślała.

Tam pewnie poznał Mamoru, narzeczonego Usagi.

Jednak najbardziej interesująca w całym pomieszczeniu była fotografia, stojąca na biurku. Przedstawiała Kei z młodą, śliczną blondynką, obejmującą go czule w pasie.

Więc taki jest jego typ. Śliczne laleczki. Mogła się tego spodziewać.

– To moja przyjaciółka- usłyszała za sobą męski głos i naraz w pasie objęły ją silne ramiona. Kei położył głowę na jej przegubie.- Znamy się od dziecka. Wychowaliśmy się razem.

Aha przyjaciółka, pomyślała.

– Ma męża i dwójkę dzieci. Mito- chan, jej starszy syn jest moim chrześniakiem- zachichotał, widząc jak zmrużyła oczy na wspomnienie słowa ‚przyjaciółka’. Musnął pieszczotliwie jej szyje, przez co bezwiednie zadrżała.

– A co mnie to interesuje?

– Wydawało mi się przez chwilę, że jednak interesuje- odparł, ujmując jej dłoń i poprowadził w stronę wyjścia.- Jestem już wolny i cały twój, możemy iść coś zjeść, a potem cię zabiorę w pewne fajne miejsce.

– Gdzie?- spytała, zaciekawiona.

– Niespodzianka- uśmiechnął się szeroko, naciskając guzik windy.

Zjechali w milczeniu na parter, wychodząc na podziemny parking wysokiego biurowca.

– Skończyłeś Harvard?- zapytała po dłuższej chwili milczenia, gdy zmierzali do jego samochodu. Spojrzał na nią nad wyraz zdziwiony.- Widziałam dyplom- wytłumaczyła się zawstydzona.

– Byłem tak dwa lata. To były szalone czasy- uśmiechnął się na samo wspomnienie.- Zdobyłem wielu dobrych przyjaciół. Jeden z nich mieszka w Tokio, jest świetnym lekarzem. Saro już poznałaś. Po ukończeniu wróciłem do Japonii i na krótki czas osiedliłem się w Tokio, tam także studiowałem. Do tej pory, przy każdej okazji, daję duże dotacje na rzecz studentów.

– Niemożliwe!

– Zaręczam cię, że to prawda. A co, wolałabyś, żebym skłamał?

– Oczywiście że nie. – Taki właśnie był Kei. Czasami szczery aż do bólu. To też w nim podziwiała.

Wybrali się do jego ulubionej restauracji na obrzeżach miasta. Wieczór był pogodny, więc siedzieli w ogródku. Rei zjadła tylko sałatkę. Ciągle nie mogła się nadziwić, że na początku czerwca było na tyle ciepło i nie musieli uciekać do środka.

Potem podjechali na duży parking, gdzie stało mnóstwo samochodów. Ze środka budynku naprzeciw dochodziły dźwięki skocznej muzyki. Głośne śpiewy i okrzyki przeszywały powietrze. Kei wcisnął banknot w dłoń kelnera i kazał mu znaleźć jakiś wolny stolik w pobliżu parkietu. Nad długim barem połyskiwały czerwone, zielone, żółte i niebieskie światła neonów. Piwo lało się strumieniami. Na parkiecie w rytm głośnej muzyki uwijało się kilkadziesiąt par.

Kei nawet nie pozwolił usiąść brunetce.

– Tygrysku, ruszamy w tany! – Pociągnął ją za sobą na środek parkietu.

Sama nie wiedziała, w jaki sposób zdołała za nim nadążyć. Dzięki Bogu, że tak pilnie uczęszczała na lekcje tańca panny Moto.

– Jesteś świetna! – zapewnił ją Kei, uśmiechając się od ucha do ucha.

Tańczyli pół godziny, aż muzycy zarządzili przerwę. Zmęczona i zgrzana wachlowała się ręką. Jasnowłosy podsunął jej chusteczkę. Z ulgą otarła spocone czoło, wróciła do stolika i ciężko opadła na krzesło.

– Nie wiem, czy wytrzymam dłużej- wysapała.- Serce mi zaraz stanie. Jestem zupełnie wykończona.

Roześmiał się.

– Radzisz sobie całkiem nieźle. Nabujałaś mi. Nie wierzę, że nie często chodzisz w takie miejsca.

– Nie chodzę, ale przez dwanaście lat chodziłam na kursy tańca. A poza tym wreszcie trafiłam na dobrego partnera.

– Bardzo pani dziękuję za łaskawe słowa – zażartował. – Gdzie się uczyłaś?

– W Tokio- odpowiedziała, mimo zmęczenia mając się na baczności.- Stepowanie, balet, jazz, taniec towarzyski. Mama mnie namówiła. Potem, kiedy… zmarła, ojciec nie pozwolił mi przerwać. Był przekonany, że to wyśmienita lekcja dyscypliny.

– Serio?

– Prawdę mówiąc, chciał się mnie pozbyć z domu.

Kei pociągnął łyk piwa wprost z butelki.

– Ile miałaś lat, kiedy straciłaś matkę?

– Dziewięć. Przedawkowała środki nasenne. Znalazłam ją po powrocie ze szkoły.

– O mój Boże…- położył dłoń na jej ręce.- Tak mi przykro.

– To było bardzo dawno temu. Nie chcę tego dzisiaj wspominać. Bawmy się. Może zagramy w bilard? – Ruchem głowy wskazała stoły w drugim kącie obszernej sali.

Uniósł brwi ze zdumienia.

– Grasz w bilard?

– A co w tym takiego dziwnego? Założę się, że cię pokonam.

– Hm… Lepiej mnie nie prowokuj, tygrysku. Trafiłaś na prawdziwego mistrza.

Uśmiechnęła się.

– Przecież twierdziłeś, że najlepiej się czujesz przy pokerze.

– Zrobiłem dwa fakultety. Zakład stoi?

– Stoi- odpowiedziała.

Rozegrała czyściutką partię. Kei nawet nie doszedł do stołu. Kiedy wbiła ostatnią bilę, z uznaniem pokręcił głową.

– Zdaje się, że wyszedłem na durnia.

Wybuchła śmiechem.

– Ostrzegałam cię.

– Kto cię uczył?

– Mój kuzyn, Oda. Kiedy coś przeskrobał, chował się przed moim ojcem na trzecim piętrze, w sali bilardowej. Żal mi go było, więc też tam chodziłam i grywaliśmy razem. Zdarzało się to bardzo często. Byliśmy ze sobą bardzo… zżyci.

– Przedtem o nim nie wspominałaś.

– Nie.

– Teraz widujecie się o wiele rzadziej?

– Nie wiem, gdzie jest.- Westchnęła.- Kiedy skończył osiemnaście lat, najzwyczajniej w świecie uciekł z domu. Od tamtej pory go nie widziałam. Zespół wraca- zmieniła temat, zanim mężczyzna zdążył zadać następne pytanie. – Zatańczymy?

– Jak sobie życzysz.

Nauczył ją kilku nowych kroków. Była pojętną uczennicą. Najbardziej podobały jej się nieco wolniejsze tańce, takie policzek do policzka.

Kei też się to podobało.

Było już dobrze po północy, kiedy wreszcie zdecydowali się wracać do domu. Knajpa nadal pękała w szwach, lecz ciemnowłosa czuła się już zmęczona.

Mężczyzna serdecznie objął ją za ramiona, kiedy szli w stronę samochodu.

– Zadowolona? – spytał.

– Było cudownie. – Przytuliła się mocniej do niego. Wiał silny wiatr, zrobiło się dużo chłodniej. – Zimno mi. – Zadygotała.

– Będzie burza.

Błyskawica przecięła czarne niebo. Chwilę później odległe echo gromu przetoczyło się nad wzgórzami. Spadły pierwsze krople deszczu. Kei zdjął swoja szarą marynarkę i włożył na ramiona brunetki.

– Biegnijmy do samochodu, zanim na dobre lunie.

Prawie im się udało. Byli już na parkingu, gdy rozpętała się ulewa. W mig przemokli do suchej nitki. Kei próbował ją osłonić, ale niewiele to pomogło. Wskoczyli do jego czarnego mercedesa i zaraz potem ruszyli. Wycieraczki z trudem radziły sobie ze strugami deszczu.

Kei uruchomił ogrzewanie.

– Zaraz zrobi się odrobinę cieplej – zapewnił.

– Skąd ta nagła burza? – zapytała, szczękając zębami.

– Uroki południowej pogody.

Rei próbowała z grubsza wytrzeć się pękiem papierowych chusteczek, które znalazł pod fotelem, ale i tak wciąż była mokra. Wreszcie, za sprawą włączonej klimatyzacji, zrobiło jej się cieplej.

Popatrzyła spod oka na mężczyznę. Chętnie ściągnęłaby z niego tą przemoczoną koszulę… Poruszyła się niespokojnie. Chyba wyczuł, co się z nią dzieje, bo szybko zerknął w jej stronę. W jego oczach błyszczało pożądanie. Wyciągnął rękę i delikatnie pogładził ją po udzie. Drgnęła, jakby ją przeszył impuls elektryczny. Ze świstem wciągnęła powietrze. Dobrze, że była przypięta do fotela pasem bezpieczeństwa, bo pewnie zrobiłaby coś bardzo głupiego.

Powoli cofnął rękę i wsparł obie dłonie na kierownicy.

– Teraz muszę uważać na drogę – powiedział dziwnie schrypniętym głosem. – Nie chciałbym spowodować jakiegoś wypadku.

– Masz rację – odparła bez tchu.

Kei jechał dość szybko, lecz bardzo uważnie. Od razu skręcił w stronę willi, nie zatrzymując się na niewielkim parkingu przed głównym wejściem. Wjechali w boczną ścieżkę wprost do małego garażu mieszczącego się z boku ogromnej posiadłości.

– Znów zmokniemy, wchodząc po schodach – powiedział i wjechał do środka. – A poza tym mam większe łóżko.- Wyszczerzył zęby.- Coś mi się zdaje, że dziś w nocy będziemy potrzebować bardzo dużo miejsca.

Parę minut później wbiegali po schodach, cicho śmiejąc się, aż w końcu stanęli pod apartamentem mężczyzny.

– Wejdź, proszę – powiedział. – Musisz się ogrzać i osuszyć. Przemokłaś do suchej nitki.

– Ty jesteś tak samo mokry.

– Ale poza tym jestem mężczyzną.

Pociągnął ją za sobą.

– To co z tego? – spytała naburmuszona. – Też potrafię być twarda.

Pocałował ją w czubek nosa.

– Nieprawda. Rozpuszczasz się jak kostka cukru. Miękniesz w moich ramionach. Idź do łazienki i zdejmij te mokre ciuchy- poradził.- W szafce na pewno znajdziesz zapasowy szlafrok.

Nawet nie próbowała się z nim kłócić. Wiedziała, że gorąca kąpiel dobrze jej zrobi. Była przemarznięta aż do szpiku kości.

Łazienka do której weszła pachniała nowością. Od razu podeszła do wielkiego lustra i przeczesała palcami mokre, kruczoczarne włosy. Dopiero teraz zauważyła, że wciąż ma na sobie marynarkę Kei. Zdjęła ją i powiesiła na wieszaku. Potem rozebrała z siebie pozostałe mokre rzeczy, wrzucając je do suszarki pod oknem.

Gdy wzięła już gorący prysznic, podeszła do ściennej szafy. Znalazła tam biały szlafrok z czarnymi, literami ‚SZ’ wyhaftowanymi na prawej piersi. Był na nią nieco za duży, więc musiała zawinąć rękawy i mocniej ścisnąć się paskiem. Przepatrzyła różne szuflady, w nadziei że znajdzie szczotkę i suszarkę do włosów.

Znalazła.

Wszystko dla gości, pomyślała.

Nie zabrakło nawet paczki prezerwatyw. Zawahała się chwilę, a potem wsunęła ją do obszernej kieszeni szlafroka.

Wysuszyła włosy i doprowadziła się trochę do ładu. Potem znowu spojrzała w lustro. Zauważyła w swoich fioletowych oczach tajemniczy błysk podniecenia. Tak, doktor Freud byłby zadowolony. Szykowała się do spotkania z Kei. Właśnie tego chciała. Tej nocy.

Uśmiechnęła się do swojego odbicia i boso podreptała do sypialni, zamierając w progu. Kei siedział w kucki przed kominkiem. Dokładał drwa. Też był boso i bez koszuli. Wstrzymała oddech. Snop iskier buchnął z paleniska. W pomieszczeniu unosił się aromatyczny zapach palonego dębu. Mężczyzna miał na sobie jedynie spłowiałe dżinsy i ręcznik przerzucony przez szyję. Chyba wyczuł lub usłyszał, że weszła do pokoju, bo z uśmiechem obejrzał się przez ramię. Potem wstał i wyciągnął rękę.

– Ogień już buzuje – powiedział. – Chodź się ogrzać. Poprosiłem Sui- san, żeby przyniosła kawę. A może wolisz czerwone wino?

– Najpierw kawa – odparła.

Stanęła tuż przy nim.

– Szybko się uwinąłeś. – Wskazała na ogień.

– Byłem harcerzem.

– W mundurze ci pewnie do twarzy.

– Jak najbardziej.- Wziął ją w ramiona i pocałował.

Rei poczuła jego dłonie na swoich pośladkach.

– Och, kochanie- szepnął jej do ucha. Przywarła do niego całym ciałem, jakby potrzebowała silnego oparcia. Dyszała ciężko. Serce waliło jej jak młotem.

– Kei…

– Tak, tygrysku?

– Pragnę cię.

– Przecież masz mnie. Całego. Tu i teraz.

Znowu ją pocałował. Jego dłoń spoczęła na jej pełnej piersi. Poczuła nagle, że miękną jej kolana.

– Kei… – szepnęła po raz drugi.

– Słucham, najsłodsza.

– Chcę… Pragnę…

– Powiedz mi raz jeszcze, czego naprawdę pragniesz.

Miał czarodziejskie ręce i potrafił nimi zdziałać prawdziwe cuda.

– Chcę… poczuć cię w środku.

Położył ją na kanapie i rozchylił poły szlafroka. Sam klęknął obok.

– Poczekaj chwilę – powiedział. – Mam jeszcze coś do zrobienia. – Pocałował ją w pępek. – Wolę się upewnić, że jesteś naprawdę gotowa.

Pogładził ją po udzie, przesunął dłonią po brzuchu i palcem zakreślił ósemkę wokół jej nabrzmiałych piersi.

– Jestem gotowa! Nie wytrzymam dłużej!

Parsknął śmiechem.

– Wierzę. Za chwilkę wracam.

Wstał.

– Dokąd idziesz?

– Po… zabezpieczenie.

Poklepała się po kieszeni.

– Mam to tutaj.

Uniósł brwi i uśmiechnął się z lekką kpiną.

– Taka jesteś przewidująca?

– Musisz się do tego przyzwyczaić.

– Rzeczywiście, tygrysku. Wszytko w tobie mnie fascynuje. Wywróciłam mój świat do góry nogami. Teraz cię już nie spuszczę z oka.

Kochali się bez wytchnienia. Wciąż szeptał jej słodkie słówka do ucha, ona zaś wyprężyła ciało w ekstazie.

Był jej prawdziwą miłością.

Naprawdę?

Nie, pomyślała nagle, gdy było już po wszystkim i leżeli zmęczeni, tuląc się do siebie. To, że był zdolnym kochankiem, nie przesądzało jeszcze o uczuciach. Zarzuciła mu ręce na szyję i mruknęła coś pod nosem.

– Co to było, tygrysku? – spytał. – Zachowujesz się jak kotka.

Parsknęła urywanym śmiechem.

– Może faktycznie jestem kotką, kochanie?- powiedziała, przedrzeźniając ton jego głosu.- Dobrze mi z tobą- wyznała.

– Noc jeszcze młoda, tygrysico. Chcesz kawy? Albo wina? A może mam ci podać moje serce na półmisku?

– Wariat z ciebie.

– Wszystko się zgadza, droga pani. Dostałem świra na twoim punkcie.

Burza trwała przez całą noc. Kei zabrał ją do swego ogromnego łóżka i tam, nie zważając na huk piorunów, kochali się niemal do białego rana.

Żaden mężczyzna nie budził w niej dotąd tak wielkiej namiętności. Żaden, oprócz Kei, nie dał jej tyle satysfakcji.

Wreszcie zasnęła, spokojna i ufna jak dziecko, bezpieczna w jego ramionach.

Reklamy

10 thoughts on “Wyrachowana miłość. IX

  1. Mhhhh…. u ciebie zawsze można znaleźć coś ciekawego 😀 Randka Rei i Kei’a była sama w sobie fantastyczna, a finish…. eh…tak długo na to kazałaś nam czekać 😉 Już zżera mnie ciekawość, jak dalej potoczy cię ta akcja i jak się będzie Rei zachowywała następnego ranka. A Saitou, ciekawe cóż ten jeszcze wymyśli, aby obrzydzić Minako potencjalnych konkurentów 😉

  2. Ja ciągle się zastanawiam jak Ty to robisz, że czytam Twoje wpisy z zapartym tchem 😀 Ta randka Rei i Kei’a była cudowna. A co do Minako, to mam nadzieję, że w końcu zrozumie, że nie ucieknie przed własnym szczęściem.^^ Pozdrawiam i proszę, żebyś szybko dodała kolejny rozdział 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀

  3. Spotkanie Rei i Kei było super i nawet się trochę przed nim otworzył co było zadziwiające. Minako jak zwykle coś kombinuje i działa sama wbrew sobie ale Saitou nie daje za wygraną, jego „taktyka” jest urocza. Pozdrawiam.

  4. Widzę, że Saitou nie odstępuje Minako na krok. I bardzo dobrze, jeszcze trochę, a dziewczyna posłucha głosu swojego serca a nie rozumu 🙂
    Rei i Kei… Mmmm… Randka boska, atmosfera gorąca, iskrzy mocno… Po czymś takim innego zakończenia tego wieczoru nie można było się spodziewać 😉
    Cudny rozdział.
    Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s