Wyrachowana miłość. X

Po śniadaniu okazało się, że wszyscy mężczyźni znów grają w golfa, wszyscy oprócz Kei. Minako pomachała im na pożegnanie i spokojnie wypiła jeszcze jedną kawę.

Ciekawe gdzie się podziewa starszy Yamana? W dodatku nie zastała Rei tego ranka w jej apartamencie.

Było teraz cicho i przyjemnie. Spojrzała na zegarek. Do obiadu z Seiji miała jeszcze trzy i pół godziny. Nie bardzo mogła pływać, a do tenisa potrzeba partnera. Nie miała ochoty siedzieć w pokoju i czytać, zaś jazda konna z oczywistych względów nie wchodziła w rachubę. Został tylko dziadek Kenshin. Uśmiechnęła się. Oczywiście, że tak. Chętnie pojedzie zobaczyć się ze staruszkiem.

– A niech mnie – powiedział Uesugi, kiedy pół godziny później blondynka zajrzała do jego pokoju. – Zobaczcie, kto się zjawił. Zostaw nas teraz, Kaz- kun- zwrócił się do pielęgniarza. – Młoda dama przyszła do mnie z wizytą. Minako była modelką, jak Cindy czy Claudia, ale jeśli chcesz, znać moją opinię, to ona wygląda ładniej niż tamte dwie razem wzięte.

– Pan to umie czarować – odparła jasnowłosa śmiejąc się. – Co czytamy? – Podniosła książkę, leżącą na nocnym stoliku.- Tym razem romans?

– A tak. Mówiłem ci, że czytam wszystko, co zostało wydrukowane. Niestety, Kaz nie jest ani w połowie tak dobrym lektorem jak ty. Wiesz, on przy niektórych fragmentach ścisza głos, tak jakby się wstydził.

– Uwielbiam romanse. Może poczytać panu trochę?

– No pewnie.

Czytała ponad godzinę, a potem rozmawiali jeszcze przez chwilę, głównie o jego zmarłej żonie. Romantyczna historia najwyraźniej wprawiła go w sentymentalny nastrój.

– Za młodu byłem trochę lekkoduchem – mówił. -Ale w chwili kiedy pierwszy raz ujrzałem Aiko- chan, wiedziałem już, że ona jest wprost stworzona dla mnie, i od tej pory nigdy nie spojrzałem na żadną inną kobietę

– Nigdy? – spytała Minako, unosząc brwi z powątpiewaniem.

– No, tak się mówi. Może popatrzyłem przez chwilę, ale to wszystko. Na żadnej innej kobiecie nie zależało mi tak jak na niej. Zakochałem się po uszy. Myślę, że tak samo będzie z moimi wnukami, jeśli trafią na właściwą kobietę. A jak mają się sprawy między tobą a Saitou?

– Wciąż pan próbuje nas swatać? – spytała z uśmiechem.

– Aha. Saitou- chan obedrze mnie ze skóry, jeśli dowie się, że znowu do tego wracam, ale mówię serio o tych dwóch milionach. Chciałbym mieć cię tutaj.

– Pan jest bardzo miły, ale nie sądzę, żeby on był mężczyzną odpowiednim dla mnie.

– Jesteś pewna? A gdybym podniósł stawkę do dziesięciu?- Wstała, śmiejąc się, i pocałowała go w policzek.

– Idę na dół po jakieś ciastka. Dla pana też coś wziąć?

– Poczekaj, zastanówmy się. A Kei? Albo Akihito- chan? Może oni ci się spodobali? To dobrzy chłopcy, czasami trochę zwariowani, ale nie bardziej niż…

– Czas na ćwiczenia!- zawołała radośnie od drzwi barczysta, mocno zbudowana niewiasta.

– Idź stąd, kobieto, przynosisz mi tylko tortury. Nie widzisz, że mam gościa? Właśnie jesteśmy w trakcie poważnych negocjacji.

– Niech pan nie mówi głupstw – odparła fizykoterapeutka. – To dla pańskiego dobra i pan świetnie sobie z tego zdaje sprawę.

– Ona jest jak poganiacz niewolników – powiedział siwowłosy do Minako.

– Pewnie dlatego terapia tak dobrze skutkuje- odparła.- Muszę już iść. Wpadnę do pana wkrótce.

Wstąpiła po drodze do kuchni, żeby porozmawiać chwilę z Akina oraz zjeść paczkę babeczek. Kiedy wychodziła z hotelu, zdała sobie sprawę, jak mało zostało jej pieniędzy. Jeśli w ciągu paru dni nie załatwi tego, po co tu przyjechała, znajdzie się w nie lada kłopocie. Konto bankowe puste, a gotówki nie wystarczy jej nawet na zatankowanie samochodu. Gdyby miało stać się najgorsze, pewnie będzie musiała pożyczyć od Rei pieniądze, po raz kolejny. Miała jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. Przyjechała do Osaki, żeby złapać jakiegoś milionera i, na Boga zrobi to! Musi tylko zdecydować, którego.

Akihito Yamana wydawał się najlepszą partią. Ani przez chwilę nie wierzyła, że jest homoseksualistą. Co do Aki czy Kosho, z którymi była umówiona na koktajl, to raczej nie sądziła, żeby coś z tego wyszło. Za to Seiki z pewnością wchodził w rachubę. Przyjemnie byłoby włóczyć się po świecie na jachcie i zanurzać dłonie w stosy złotych monet albo antycznej biżuterii. Nie powinna też zapominać, że został jeszcze Sora. Taki milutki i przystojny. Dziś ma zjeść z nim kolację.

A nuż jednak coś zaskoczy? Nigdy nie wiadomo.

Odświeżyła się po wycieczce i zjechała na dół, żeby zjeść obiad z Seiji. Kiedy drzwi windy otworzyły się, ujrzała Saitou, opierającego się o ścianę.

– Cześć, złotko – przywitał ją, uśmiechając się od ucha do ucha.- Idziesz na obiad?

– Tak, owszem, i proszę, nie nazywaj mnie „złotko”. A teraz przepraszam, bo jestem umówiona z Seiji.

– No, cóż… otóż nie jesteś.

– Ależ jestem. Tak mam zanotowane w rozkładzie.

– Zaszła niewielka zmiana.

– Jak to?

– Tak. Obiad jesz dzisiaj ze mną- powiedział, podając jej ramię.

– Jak to się stało?- spytała, ignorując wyciągniętą rękę.

– Wygrałem cię.

– Co to znaczy „wygrałem”?

– Tak. Na czternastym dołku. On nie trafił, a ja zarobiłem jedno uderzenie dodatkowo. Wygrałem cię.

– Zaraz, zaraz, wyjaśnijmy to. Założyłeś się z Seiji na polu golfowym, że…

– Na czternastym dołku. Naprawdę było ciężko.

– Więc Seiji postawił spotkanie ze mną. A ty co postawiłeś?

– Pięć tysięcy.

– Postawiłeś pięć tysięcy jenów za obiad ze mną? Chyba jesteś szalony.

– Szaleję za tobą- odparł i pocałował ją w policzek.- Możemy iść? Umieram z głodu

Minako mruczała pod nosem, kiedy szli do stolika. Pięć tysięcy! Nie mogła uwierzyć, że zrobił coś tak głupiego. Im dłużej myślała o całej tej sytuacji, tym bardziej ją to złościło.

– Co się stało, kochanie? spytał białowłosy, przyglądając się jej znad menu.

– Nic się nie stało. Poproszę o łososia na zimno i sałatkę.

– Wino?

– Herbatę.

– Jeśli nic się nie stało, to dlaczego masz nos spuszczony na kwintę?

– Mylisz się – odparła, prostując się. Siedziała bez słowa, kiedy Saitou zamawiał obiad.

– Powiesz mi teraz, o co chodzi? – spytał, kiedy znów zostali sami.

– Jeśli już musisz wiedzieć, to moja duma trochę ucierpiała, kiedy dowiedziałam się, że zostałam stawką w grze. Zaczynam czuć się jak żeton w kasynie.

– Och, kochanie.- Wziął ją za rękę, uścisnął lekko palce i pocałował.

– To nie tak. Ja go do tego nakłoniłem. Zapytaj Sora albo Aki. Oni też przy tym byli. Zresztą Seiji byłby dla ciebie stratą czasu, bo za dwa tygodnie żeni się z rozwódką, która ma posiadłość obok jego terenów.- Pochylił się i dodał szeptem:- Wierz, mi, wynudziłabyś się przy nim, a poza tym czuć mu z ust.

Nie wytrzymała i musiała się roześmiać.

– Jesteś taki sam jak twój dziadek. Odwiedziłam go dziś przed południem. Chyba czuje się lepiej, ale strasznie narzeka na terapię, której jest poddawany.

– Też to słyszałem, ale ćwiczenia bardzo dobrze mu robią. Za tydzień lub dwa powinien być już na nogach i potem problemem będzie raczej to, żeby się nie przeforsował.

– Było bardzo przyjemnie. Poczytałam mu dzisiaj romans, a on podniósł swoją ofertę do dziesięciu milionów, jeśli wyszłabym za ciebie.

Saitou o mało nie wywrócił szklanki, ale złapał ją w ostatniej chwili i tylko trochę wody chlusnęło na obrus.

– Chyba nie traktujesz staruszka poważnie – powiedział, osuszając dłoń serwetką.

– Oczywiście, że nie. Powiedziałam mu, że nie jesteś w moim typie. Zdaje się, że teraz będzie forsował kandydaturę Kei lub Akihito. Myślę, że Akihito- kun, to nie jest taki zły pomysł.

Szklanka przewróciła się na obrus, a zimny strumień spłynął prosto na jego uda.

– Cholera! – krzyknął mężczyzna, zrywając się na nogi. Podbiegł kelner i zaczął sprzątać stół, zaś białowłosy próbował się osuszyć. Akurat w pobliżu pojawił się Sora, przystanął przy nich i zachichotał patrząc na jego spodnie, mokre w okolicy rozporka.

– Słyszałem o stosowaniu zimnych pryszniców, ale myślę, że to także może być niezłym sposobem na ostudzenie.

– To nie jest wcale śmieszne- warknął Saitou, a Minako z trudem usiłowała zachować powagę.

– Dla mnie jest- odparł szatyn.- Idź zmienić spodnie, a ja tymczasem zabawię twoją towarzyszkę.

– Na pewno nie zostawię jej sam na sam z tobą.

– Człowieku, o co ci chodzi? Zobacz, ile tu ludzi. Zapewniam cię, że ze mną nic jej nie grozi.

– Dobrze, ale zaraz wracam.- Saitou cisnął mokrą serwetę na stół i odszedł.

– Może przeniesiemy się w bardziej suche miejsce? – zaproponował Sora, wciąż ubawiony.- Co w niego wstąpiło?- spytał, gdy już usiedli przy innym stoliku i kelner przyniósł świeżą wodę.- Nigdy jeszcze nie widziałem, żeby zachowywał się tak niezgrabnie. Pewnie to z twojego powodu- dodał, uśmiechając się porozumiewawczo. Czy to coś poważnego?

– Ależ skąd – odparła pospiesznie.- Saitou jest  bardzo miły, ale zupełnie nie w moim typie.

– Nie?- spytał, podnosząc do ust napełnioną wodą szklankę.- A jaki jest twój typ?

Nagle poczuła się onieśmielona.

No, dalej, ponagliła siebie w duchu. To może być twoja największa szansa.

Zwilżyła językiem wargi i ubrała twarz w swój najlepszy uśmiech z okładki.

– Lubię mężczyzn wysokich, ciemnych i przystojnych– powiedziała niskim głosem, obrzucając go powłóczystym spojrzeniem. Wyciągnęła stopę pod stolikiem i dotknęła jego nogi. – Takich jak ty.

Szklanka runęła na stół. Sora próbował ją złapać, ale potrącił tylko szklankę jasnowłosej. Tym razem oboje dostali strugę wody prosto na kolana. Minako skoczyła na równe nogi, kiedy poczuła lodowaty strumień.

– Cholera! – zawołał szatyn, próbując wytrzeć wodę, zanim wsiąknie w jej ubranie.

– Co ty, u diabla, robisz? – wrzasnął Saitou, który właśnie pojawił się z powrotem.

Sora stanął jak wryty. Popatrzył na białowłosego, a potem na swoją rękę, spoczywającą na spodniach Minako.

– I tak mi nie uwierzysz- odparł.- Bardzo przepraszam- powiedział, zwracając się do blondynki.- Chyba teraz przyszła nasza kolej na zmianę strojów. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, proponuję obiad przy basenie. Możemy włożyć kostiumy kąpielowe i oszczędzić sobie przebierania.

– Nikt cię nie zapraszał na obiad- odezwał się jasnowłosy gniewnie. -Zjemy u Minako w pokoju.

– Nie zachowuj się tak nieuprzejmie – wtrąciła się, trącając go dyskretnie łokciem.- Zjemy razem przy basenie- dodała, uśmiechając się uroczo do szatyna, a ten w odpowiedzi też się uśmiechnął.

~

Rei obudziła się tuż przed świtem. Burza przeszła gdzieś dalej. Przestało padać. Cichcem przemknęła się do łazienki. Jej ubranie było wciąż wilgotne. Skrzywiła się, wciągając mokre ubrania, lecz nie chciała, żeby ją ktoś zobaczył w szlafroku. Usłyszała jakiś hałas przy drzwiach. Przestraszona drgnęła. Szybko spojrzała przez ramię.

– Obudziłam cię? Przepraszam.

– To nie hałasy, ale raczej cisza podniosła mnie na nogi – mruknął Kei. – Bałem się, że znów uciekniesz. Co tu robisz?

– Właśnie uciekam – powiedziała przekornym tonem. – Nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył, jak w szlafroku przekradam się przez hol.

– Tym się nie przejmuj.- Ziewnął.- Wracaj do łóżka i spróbuj się trochę przespać.

Uśmiechnęła się z powątpiewaniem.

– Jeśli znów tam wrócimy razem, to już na pewno nie zaśniemy.

Zmarszczył czoło.

– Wyssałaś ze mnie wszystkie soki. Na razie jesteś bezpieczna. Chodź.- Wyciągnął rękę.

Poszła za nim z powrotem do ogromnego łoża. Cynicznie kłamał lub też po krótkiej przerwie złapał drugi oddech. Obudziła się, gdy na dworze było już całkiem widno. Była sama. Usiadła i przeciągnęła się. W tej samej chwili Kei wsunął głowę do sypialni.

– Dzień dobry, tygrysku. Lubisz bento?

– Nawet bardzo – odparła z uśmiechem.

– To znakomicie. Zaraz wracam.

Po dwóch minutach zjawił się ponownie z tacą w rękach, ubrany tylko w dżinsy.

– Śniadanie do łóżka? – spytała.

– Właśnie.

Postawił tacę na jej kolanach. Rei uśmiechnęła się, a potem wzięła do ust pierwszy kęs.

– Mmm… – zamruczała z uznaniem. – Przepyszne. A gdzie twoja porcja?

– Już zjadłem. Twoją też i to nawet dwa razy.

Zmarszczyła brwi, nie bardzo wiedząc, co chciał przez to powiedzieć. Kei zauważył jej minę i wybuchnął śmiechem.

– Zamówiłem śniadanie wcześniej, ale ty wciąż spałaś. Zjadłem je, żeby się nie zmarnowało. Godzinę później pomyślałem sobie, że pewnie się obudzisz, więc kazałem przynieść Sui- san następne i zajrzałem do sypialni, ale ty nadal chrapałaś jak zarżnięta. Wówczas doszedłem do wniosku, że do trzech razy sztuka… no i wreszcie się udało- dokończył.- Chcesz coś jeszcze?

Rei, zażenowana jego troskliwością, poczuła się trochę nieswojo. Pokręciła głową.

– Nie, dziękuję. Nikt nigdy nie przyniósł mi śniadania do łóżka.

– Nawet jak byłaś chora? Albo w dniu urodzin?

Ponownie potrząsnęła głową.

– Nie. Dziękuję ci. Dziękuję z całego serca.

– Nie ma sprawy.- Cmoknął ją w policzek i usiadł obok.– Obejrzysz dziennik?

Wziął pilota i włączył telewizor.

– Chętnie. Przejrzałeś już niedzielne gazety?- Wypiła łyk zielonej herbaty.

– Nie czytuję gazet.

– Dlaczego? Nie wyobrażam sobie niedzielnego ranka bez filiżanki herbaty i lektury.

– Nie mam na to czasu i ochoty. Wolę oglądać telewizję.

– Swoją drogą, jak w ogóle możesz żyć bez gazet? Zwłaszcza teraz, kiedy mówiłeś, że zajmiesz się polityką?

– To taka strata? Mam przecież TXN News. Tam na okrągło dają wiadomości. Mogę je oglądać nawet przy goleniu.

Przewróciła oczami.

– Ale w gazetach jest więcej szczegółów.

– W radiu też. 

Westchnęła ciężko.

– Czasami bywasz niemożliwy.

Parsknął śmiechem i wypił łyk jej zielonej herbaty.

– Mówiłem ci już, że zupełnie zwariowałem na punkcie twoich piersi? – spytał nagle i na potwierdzenie tych słów wsunął rękę pod kołdrę.

– Mmm… – zamruczała brunetka. – Dziesiątki razy. Uważaj, wylejesz.

Zestawił tacę na podłogę.

– A co z moim śniadaniem?

– Później będzie jeszcze jedno.- Odrzucił kołdrę na bok.

Potem długo się zastanawiał, dlaczego nie powiedział Rei wszystkiego. Przy śniadaniu miał przecież do tego znakomitą okazję. Dlaczego nie przyznał szczerze, że czuje nieodparty wstręt do gazet i wszelkiego pisanego słowa? Dlaczego jak mężczyzna nie zdobył się na odwagę i nie powiedział, że jest skończonym durniem? Teraz pluł sobie w brodę, że tak nędznie stchórzył. Nie chciał, aby pomiędzy nimi były tajemnice.

Zimny pot zrosił mu czoło. Prędzej czy później i tak się dowie, pomyślał z ciężkim sercem.

A może nie? Może się uda? Był przecież mistrzem kamuflażu.

Nawet najbliżsi krewni nie wiedzieli, że przez swoją wadę wzroku ledwo potrafił czytać.

Reklamy

6 thoughts on “Wyrachowana miłość. X

  1. 😀 Świetny rozdział. Saitou widać, że już całkiem stracił głowę dla Minako, chodzi za nią jak cień i ciekawa jestem, kiedy się wyda, że jednak nie jest takim biedakiem, za jakiego uważa go Aino. A Kei’a zrobiło mi się żal, nie spodziewałam się, że tak dobrze umie utrzymać swój sekret w tajemnicy. Zastanawiam się jednak jak zareaguje na to Rei gdy dowie się całej prawdy.
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejny wpis 😀

  2. ojo. Czemu nie ma okularów skoro ślepy? Biedaczek… Lubię go serio… a dziadek wymiata 😀 ale Mina będzie raczej wściekła jak prawda wyjdzie na jaw. Rei za to (wada wzroku) chyba powie, że Kei jest głuptasem i to wcale nie wstyd mieć wadę wzroku… Serio. Cudnie jak zwykle 🙂

  3. Po przeczytaniu tego zaraz nasunął mi się kawał, jak to facet modli się codziennie do Boga o wygraną w totka. Po 10 latach, Bóg, się zdenerwował i wrzasnął na niego, czemu nie wysłał przez ten czas, ani jednego losu 😀 Tak jest z Miną, chce być bogata, a jak jej ktoś już to proponuje, to nie bierze….. Ehhhh….Ciężko zrozumieć, czego ona w ogóle chce 😉 W każdym bądź razie, wracając do rozdziału, to był jak zwykle świetny 🙂 Dlatego z niecierpliwością oczekuje kolejnego 😉 Pozdrawiam i życzę dużo weny.

  4. Ale mężczyźni są trudni. Ukrywać wadę wzroku… Brak słów, to ich wielkie męskie ego. Rozdział jak zwykle genialny 😀 pozdrawiam

  5. rozdział jak zwykle fantastyczny 🙂 Kei jest albo głupi albo boi się okulisty i okularów na nosie 😀 Ciekawe czy Rei zaprowadzi go do lekarza za ucho 🙂 dziadek to fantastyczna postać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s