Wyrachowana miłość. XII

Miał być w niedziele, ale po pierwsze nie wytrzymałam :D, a po drugie, nie miałabym tyle czasu.

To miał ostatni rozdział w pierwszych planach, ale historia uległa transformacji i czeka was jeszcze przynajmniej pięć rozdziałów.

 ~

Minako zeszła na dół i natknęła się na białowłosego, zakotwiczonego w swoim stałym już miejscu, czyli obok windy. Zadarła nos w gorę i chciała przejść udając, że go nie zauważyła, ale chwycił ją za rękę.

– Dokąd tak ci spieszno?

– Mam spotkanie z Kosho- san, o ile to cię w ogóle powinno obchodzić.

– Już go nie masz.

– Jak mam to rozumieć?

– Ja zastępuję Kosho- kun.

Wyrwała mu się z wściekłością.

– Znowu wygrałeś mnie, tak? Który to był tym razem dołek?

– Żaden dołek, tylko ful. Damy na czwórkach.

– Dziwię się, że nie wyzwałeś go na zawody w nurkowaniu.

– Jesteś zła o to, kochanie? Tak jakoś nam wyszło z Sora. Kiedy byliśmy młodsi zawsze współzawodniczyliśmy ze sobą.

– Możesz być pewien, że mnie to wcale nie interesuje.

– No chodź, nie gniewaj się już. Musiałem się nieźle napracować, żeby wygrać cię od Kosho. Może napijemy się czegoś?

I nagle pomysł okrutnej zemsty spadł jej jak z nieba. Uśmiechnęła się do niego słodko.

– Dobrze. Taki piękny wieczór, napijmy się na tarasie.- Zbliżyła się i oparła rękę na jego piersi.- Może przyniósłbyś nasze drinki, a ja tam zaczekam? Mam ochotę na mrożone truskawkowe daiquiri. Podwójne.

– Za moment wracam- powiedział białowłosy, pocałował ją w policzek i zniknął.

Wrócił po paru minutach, a Minako czekała na niego w ocienionym rogu tarasu.

– Jestem tutaj- szepnęła, kiedy Saitou rozglądał się, szukając jej.

– Wyglądasz jeszcze piękniej w świetle księżyca – powiedział, podając jej daiquiri.

– Dziękuję, ale księżyc jeszcze nie wzeszedł. To tylko sztuczne oświetlenie.

– W takim razie wyglądasz jeszcze piękniej w tym sztucznym oświetleniu- rzekł pochylił się do jej szyi, ale blondynka wywinęła mu się.

– Sai- chan?

– Tak, kochanie?

– Według mnie Akihito- kun jest bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Czy wiesz, że zaprosił mnie do swojej posiadłości?

– O, naprawdę?

– Naprawdę.- Znów dotknęła dłonią jego piersi i zaczęła przesuwać rękę w dół, aż do paska od spodni.-  Jesteś zupełnie pewny, że to homoseksualista?

– O, tak. Bez wątpienia. Nie masz po co tam jechać, dla ciebie to tylko strata czasu.

Mocno pociągnęła z przodu za pasek i wlała mu całą zawartość koktajlu w spodnie.

– Łgarz- syknęła, cisnęła szklankę w ślad za płynem, po czym odwróciła się na pięcie i odmaszerowała, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.

Saitou wyłowił szklankę, ale nie mógł wiele zdziałać, jeśli chodzi o truskawkową papkę, spływającą mu po udach. Najlepiej chyba byłoby poczekać, aż spłynie całkowicie. Mogło być jeszcze gorzej. Na przykład, gdyby miał na sobie obcisłe dżinsy. Albo gdyby Kei był świadkiem tego upokarzającego incydentu. Kuzyn wyśmiewałby się z niego do końca życia. Dzięki Bogu, że go tu nie ma.

Z cienia dobiegł go cichy śmiech i musiał pozbyć się niewczesnych nadziei. To Kei albo Akihito.

Okazało się, że obydwaj. Bracia podeszli do niego i przyglądali mu się z zaciekawieniem.

– O co chodzi u ciebie z tymi drinkami w spodniach?-spytał starszy Yamana.- Jakiś rodzaj fetyszyzmu?

– Jeszcze jedno słowo, chłopcy, a nie ręczę za siebie – powiedział białowłosy ostrym tonem.

Akihito udał, że zamyka sobie usta na klucz, ale Kei nie poddawał się.

– Mówiłem, że w końcu zgubią cię te kłamstwa. Lepiej powiedz jej prawdę, bo inaczej ją stracisz.

– Masz rację – odparł Saitou z westchnieniem. – Powiem jej jeszcze dzisiaj.

– O ile będzie chciała z tobą rozmawiać.

– Tak, o ile jeszcze będzie chciała ze mną rozmawiać. Akihito, może odstąpiłbyś mi dzisiejszą kolację z nią?

– Nie, wolałbym nie.

– Cholera, Akihito. Powiedz, za ile.

 ~

Akihito Yamana po raz kolejny okazał się uroczym towarzyszem. Mówił z taką swadą, ze powietrze wokół zdawało się wirować.

– Wina? – spytał, biorąc butelkę.

– Ja dziękuję, ale ty się napij, jeśli masz ochotę.

– Zazwyczaj piję jeden kieliszek, czasami dwa. Nie jestem wielkim amatorem alkoholu.

Więc na szczęście w tym nie przypomina brata. Choć była prawie pewna, że to także kolejne kłamstwo Saitou. Od czasu przyjazdu ani razu nie widziała Kei pijanego. Interesujące. Zdała sobie sprawę, że do tej pory nie zwracała na młodszego brata Kei zbyt dużej uwagi. A tu proszę czarujący, przystojny, bogaty. Czyżby na koniec trafiła na najlepszego? Uśmiechnęła się do niego promiennie.

– Opowiedz mi o waszych liniach lotniczych.

Przez resztę wieczoru rozmawiali o jego interesach, Osace, o tym, jak pierwszy raz sam pilotował samolot, a ona na pierwszym pokazie o mało nie spadła z wybiegu. Opowiedziała mu zabawne historie o życiu w Nowym Jorku, a on- o jego rodzinnym mieście. Już od dawna nie śmiała się tak z całego serca. Kolacja okazała się nad wyraz udana.

Z wyjątkiem jednego- Saitou siedział z drugiej strony sali i gapił się na nich przez cały wieczór. Minako próbowała go ignorować, ale mimo wszystko czuła się nieswojo, więc zaproponowała, żeby kawę wypić na tarasie. Tym razem księżyc świecił naprawdę, powietrze było czyste i balsamiczne, niosło zapach miłorzębów i wiosennych róż. Blondynka wypiła kilka łyków kawy, odstawiła filiżankę i oparła się o balustradę. Pomimo przeżyć, nagromadzonych w ciągu minionych dni, czuła się lekko i radośnie.

– Chyba polubiłam Osakę- powiedziała.

– A mężczyzn?

– Też- odparła z uśmiechem.- A zwłaszcza ciebie, Akihito- kun.

– Ja też bardzo cię lubię- powiedział bez cienia zakłopotania.- Jesteś wspaniała.

Czuła, że serce bije jej coraz szybciej. Czy to możliwe? Może to jednak będzie on? Zacisnęła kciuki, żeby to się spełniło, a potem zwilżyła językiem wargi.

– Akihito- kun?- odezwała się cicho.- Czy możesz mnie pocałować?

Przez chwilę był wyraźnie zaskoczony.

– Oczywiście – odpowiedział w końcu i pocałował ją w policzek.

– Nie tak.

Wyciągnęła ramiona i objęła go za szyję, a potem przytknęła swoje wargi do jego ust. Myślała, że zaraz wybuchną fajerwerki i odezwą się dzwony.

Nic.

Przylgnęła mocniej do niego, przycisnęła się całym ciałem i czekała na jakiś dreszcz, choćby najmniejszy… Absolutnie nic się nie działo.

– Och, nie – jęknęła i odsunęła się. – Przepraszam cię, Akihito. Bardzo przepraszam.

Odwróciła się i pobiegła do środka. Słyszała, jak Saitou woła jej imię, ale za żadne skarby nie chciała teraz z nim rozmawiać. Wpadła do windy i odjechała, zanim zdołał ją dogonić, a potem schroniła się w swoim pokoju, zaryglowując drzwi. Za chwilę białowłosy już stukał do nich, ale nie chciała go widzieć.

To wszystko przez niego.

Oparła się o drzwi, a potem powoli osunęła na podłogę i przytuliła głowę do futryny. Niech go diabli! Zrujnował cały tak misternie przygotowany plan.

Czyżby zauroczył ją Kei Yamana, przystojny architekt? Nie, oczywiście, że nie, jego złapała w swoje sidła Rei. Albo może jego brat, Akihito, który prowadził rozległe interesy w branży budowlanej i rodzinnych liniach lotniczych? A może Sora, który ma wielkie pieniądze i sieć restauracji w całym kraju?

Nie. Żaden z nich. Również nie Seiji ani Sosuke, ani Isoshi, nie mówiąc już o biednym nudziarzu Taro

Zakochała się po uszy w niejakim Saitou Sekine. 

Kim jest Saitou Sekine?

Naprawia stare samochody?

Jak mogła postąpić tak głupio?

Zerwała z siebie ubranie, rzuciła się na łóżko i usiłowała zasnąć. Przez godzinę kręciła się, próbując zdecydować, jak ma postąpić. Ale odpowiedź była tylko jedna.

A więc nie stanie się właścicielką wielkiej posiadłości w Osace, brylantów czy luksusowego samochodu. Kocha Saitou i jeśli nawet będą musieli przez jakiś czas mieszkać razem z dziadkiem
Uesugi w jego hoteliku, to jakoś to wytrzyma. Wytrzymywała już gorsze rzeczy.

Podniosła się ze zmiętej pościeli, włożyła szlafrok i pobiegła do drzwi, zdecydowana powiedzieć mu nareszcie o swoich uczuciach. Kocha go. Mimo że tak bardzo się przed tym broniła.

Otworzyła gwałtownie drzwi i chciała biec dalej, ale zatrzymała się, widząc Saitou. Siedział na

podłodze z podciągniętymi kolanami i głową opartą o ścianę.  Miał zamknięte oczy, był kompletnie

przygnębiony i wyczerpany. 

– Sai- chan?

Poderwał głowę i spojrzał na nią, a blondynka wyciągnęła do niego rękę.

– Chodź do łóżka.

Uśmiechnął się niewiarygodnie szczęśliwym uśmiechem i zerwał się natychmiast. Zanim zdołała cokolwiek dodać, chwycił ją w objęcia.

– Najdroższa moja, tak bardzo cię kocham.

– Ja też cię kocham.

– Powtórz to – zażądał, wpatrując się w jej twarz.

– Kocham cię.

Przycisnął ją do siebie tak mocno, że aż jęknęła.

– Przepraszam, najdroższa, ale nie wyobrażasz sobie, jak bardzo pragnąłem, żebyś to powiedziała. Nie tylko w łóżku.

– Jeszcze nigdy ci tego nie mówiłam! Ani w łóżku, ani nigdzie indziej- zaprotestowała z oburzeniem.

– Tak, tak, kochanie. Jeśli tak twierdzisz.

Śmiejąc się, wziął ją na ręce, wniósł do pokoju i kopnięciem zamknął za nimi drzwi. Zaczął całować ją, zanim jeszcze dotarli do łóżka, a Minako poczuła wybuchające wokół fajerwerki. Powietrze w pokoju aż drgało od wyładowań elektrycznych.

Tej nocy nie zapomni do końca życia.

Obudziła się, kiedy załaskotał ją w nos promyk porannego słońca. Leżała w poprzek białowłosego, zupełnie naga w plątaninie pościeli. Dotknęła językiem czubka jego piersi, a on natychmiast otworzył oczy.

– Dzień dobry – powiedziała.

– Dzień dobry. Powtórz to jeszcze raz.

– Powiedziałam ci to chyba już ze sto razy— odparła ze śmiechem.- Chyba powinieneś wstawać. Dzisiaj jest finał turnieju golfowego.

– Do diabła z turniejem. Powiedz jeszcze raz.

– Kocham cię.

– Boże, tak uwielbiam, kiedy to mówisz. Tak się bałem, że cię stracę, że zabierze mi cię ktoś inny. Kiedy wczoraj zobaczyłem, jak całujesz Akihito, myślałem, że umrę.

– Wtedy dopiero naprawdę zrozumiałam, że cię kocham. Pocałowałam go i nic poczułam absolutnie nic.

– On ma mnóstwo pieniędzy.

– Wiem-odparła wzdychając.- To znaczy, że nie jest mi przeznaczone zostać żoną milionera.

– Mylisz się-powiedział, całując ją w czubek nosa.

 Serce jej załomotało ze strachu. Co to znaczy? Czyżby nie chciał się z nią ożenić?

– Co przez to rozumiesz?- spytała ostrożnie.

– Kochanie, muszę ci coś powiedzieć, ale najpierw mi obiecaj, że nie będziesz na mnie zła. Przyrzekasz?

– Jak mogę przyrzec, kiedy nie wiem, o co chodzi?- Nagle zerwała się i usiadła na łóżku.- Chyba nie jesteś żonaty?

– Ależ nie, nic z tych rzeczy. Po prostu nie byłem z tobą całkowicie… tak do końca szczery.

-Tak? – Patrzyła na niego spod przymrużonych powiek.

– Nie jestem jakimś tam znajomym Kei i Akihito. Tak naprawdę, to jesteśmy kuzynami.

 – Aha?

– To jeszcze nie wszystko. Ojii- san ma czterech wnuków oraz jedną wnuczkę. Mojego brata Naohiro i mnie, a także Kei, Akihito i Miyo.

– I co dalej?

– Dziadek Uesugi wcale nie prowadzi tego hotelu dlatego, że musi zarabiać pieniądze. On jest bogaty, bardzo bogaty. Nawet nie wiem, ile ma milionów.

Kenshin Uesugi? – Minako patrzyła jak osłupiała. – Staruszek Uesugi jest…

– Milionerem- dokończył.- A wiesz, jak to się stało, że Kei i Akihito są bogaci? Kiedy ukończyli szkoły, dziadek dał im po milionie dolarów i obiecał, że jeśli ktoś z nich podwoi tę sumę w ciągu roku, dostanie jeszcze dziesięć. Wszyscy podwoili.

Powoli opowiadanie Saitou zaczęło do niej docierać. Czuła ucisk w żołądku.

– A co z tobą i twoim bratem?- spytała.

Saitou odchrząknął i wpatrywał się w ścianę.

– Ze Naohiro i ze mną było to samo – powiedział w końcu. – Dostałem milion, kiedy…

– Powtórz to.

– Dziadek dał mi pierwszy milion, kiedy ukończyłem specjalizację.

– Pierwszy milion? Specjalizację? Jaką specjalizację?

– Chirurgię plastyczną – odparł, patrząc na nią nieśmiało.

Blondynka ogarnęła nagła furia. Wyskoczyła z łóżka, owijając się prześcieradłem.


– Okłamałeś mnie! – krzyczała. – Przez cały czas kłamałeś. Pozwoliłeś mi myśleć, że jesteś

ubogim mechanikiem, a twój dziadek prowadzi hotel, a ty… ty jesteś…

– Bogaty- dokończył.- Kochanie, przepraszam za to wszystko, ale teraz naprawdę możesz wyjść za milionera.

Jeszcze coś sobie uświadomiła i ta myśl wprawiła ją w panikę.

– Kto jeszcze uczestniczył w tej szopce? Kei? Akihito? Sora?

– Kochanie… – wyglądał bardzo nieszczęśliwie.

– Oni wszyscy. O Boże, jakie to upokarzające.

Teraz widziała, jaką zrobiła z siebie idiotkę. Na pewno stała się obiektem żartów i zresztą zasłużyła na to. Narzucała się Sora, całowała biednego Akihito. Chciała schować się w mysią dziurę, a najlepiej zniknąć. Zaczęła krzyczeć na Saitou, wymyślając mu najgorszymi wyzwiskami, jakie przychodziły jej do głowy.

– Wynoś się z mojego pokoju, ty glisto. Już cię tu nie mu. Nie chcę cię więcej widzieć.

– Ależ najdroższa, ja cię kocham.

– Kochasz? Ty kochasz? Ty ogóle nie wiesz, co to słowo znaczy. Wyjdź!- wrzasnęła.- Wynoś się stąd!

– Dobrze, już dobrze. Wychodzę. Może łatwiej uspokoisz się i trochę ochłoniesz. Wiem, że zawiniłem i bardzo przepraszam, ale…

– Wynoś się!

– Idę, idę. – pozbierał swoje rzeczy i zniknął.

Minako padła na łóżko i zalała się łzami. Płakała, jakby serce miało jej pęknąć i chyba zresztą tak

było.

Zrobić z siebie taką idiotkę. Musi stąd wyjechać. Natychmiast. Nie potrafiłaby spojrzeć w oczy

Kei czy Akihito, nie mówiąc już o Sora… Kto jeszcze brał udział w tej zmowie?
Czuła się taka upokorzona. Zerwała się z łóżka i wyciągnęła z szafy walizkę.

Chwilkę później głośno zastukała do apartamentu przyjaciółki, lecz nikt jej nie odpowiedział. Ponowiła próbę. Znów nic. Pewnie była z Kei, pomyślała blondynka i chwytając torbę do ręki podążyła szybkim krokiem w stronę windy.

 ~

Właśnie zatrzasnęła klapę bagażnika, kiedy spostrzegła zbliżającego się Kei.

– Dzień dobry- powiedział.- Wracam ze spaceru. Ależ ty chyba nie wyjeżdżasz?

Minako wytarła nos i usiłowała się uśmiechnąć.

– Tak, już czas na mnie. Szukałam Rei- chan, ale nie mogłam jej znaleźć. Może ty wiesz gdzie jest?

– U mnie- odpowiedział, przypatrując się jej przez moment, wreszcie dodając:- Co się stało? Płakałaś? To przez Saitou, prawda? Wiedziałem, że tak będzie- mruknął.

– Nie… Po prostu nagle okazało się, że jestem uczulona na pyłki. Śmieszne, prawda?

– Wybacz, ale ci nie wierzę. Wyglądasz na nieszczęśliwą. Czy mogę jakoś ci pomóc? Mam z nim pogadać?

– Nie- odparła i wtedy przypomniała sobie, ile ma pieniędzy w portfelu, a ile benzyny w baku. Raczej nie zdoła dojechać do miasta.- Okropnie mi głupio, ale czy możesz pożyczyć mi dwadzieścia jenów? Zwrócę ci jak najszybciej.

– Proszę, weź sto – powiedział Kei, wyjmując pieniądze. – I nie musisz mi nic zwracać. Na pewno

nie potrzebujesz  więcej?

– Nie, nie- odparła i pocałowała go w policzek.- Jesteś kochany. Mam nadzieję, że ułoży się między tobą, a Rei- chan. Ona zasługuje na szczęście- powiedziała, przegrzebując wnętrze swojej torebki, by wyciągnąć z niej niewielką kartkę.- Przekaż to jej.

– Jasne- odparł Kei i i podał jej swoją wizytówkę.- Zadzwoń do mnie, kiedy już będziesz na miejscu.

Potem pomógł jej wsiąść do samochodu i machał ręką na pożegnanie. Minako nawet nie zwolniła przy hotelu dziadka Uesugi. Jechała prosto do Osaki, tylko raz zatrzymując się po benzynę i próbując wymyślić, skąd wziąć pieniądze na resztę podróży do Tokio. Może powinna była pożyczyć więcej od Kei, ale jej duma nie pozwoliła na to.

Tylko gdzie była ta duma, kiedy obmyślała całe to idiotyczne przedsięwzięcie?

– Usagi- chan? Słuchaj, nie mam czasu na szczegóły, ale proszę cię, żebyś wzięła te srebrne świeczniki od mojej ciotki i zastawiła je w lombardzie. Jak tylko dostaniesz pieniądze, prześlij mi je telegraficznie.
Wyszła z budki telefonicznej na lotnisku w Osace i usiadła, czekając na przekaz. W żołądku jej burczało. Przypomniała sobie, że przecież nie jadła śniadania. Przeliczyła posiadane zasoby i uznała, że może zużyć kilka jenów na śniadanie.

Za chwilę szła już z pełną tacą, na której piętrzyły się jajka, tosty, naleśniki, banan, płatki, mleko i sok. Znalazła wolny stolik, usiadła i zabrała się do jedzenia. Niektórzy ludzie nie mogą nic przełknąć, kiedy są nieszczęśliwi, ale z nią było akurat odwrotnie. Mogłaby zjeść konia z kopytami.

Gdzieś w połowie śniadania poczuła na sobie czyjś wzrok. Rozejrzała się i zobaczyła Saitou, który szedł w jej stronę. Niestety, nie miała żadnej drogi ucieczki, więc postanowiła go ignorować. Ukroiła sobie kawałek naleśnika.

– Minako- chan. Tak się bałem, że cię nie znajdę.

Zjadła naleśnik, wypiła trochę soku, wciąż zachowując się tak, jakby go w ogóle nie było. Mężczyzna usiadł przy stoliku i próbował coś jej tłumaczyć, ale spojrzała na niego jak na powietrze. Wzięła banana, obrała i zaczęła kroić na plasterki. Saitou chwycił jej dłoń, pocałował i wsunął sobie do ust kawałek banana.

– Minako- chan, posłuchaj mnie.

– Trudno słuchać kogoś, kto mówi z pełnymi ustami.

Saitou przełknął pośpiesznie.

– Kocham cię!- zawołał.

Parę osób obejrzało się na nich.

– Ludzie patrzą. Przestań robić cyrk i odejdź wreszcie.

– Nie odejdę. Niech patrzą, nic mnie to nie obchodzi. Kocham cię.- Odwrócił się do ludzi, przyglądających się scenie.- Ja ją kocham. Chcę się z nią ożenić, a ona złości się, bo jestem milionerem. Powiedzcie, czy to jest w porządku?

– Kochany- odezwała się młoda, rudowłosa kobieta.- Jak ona nie będzie chciała, to ja cię wezmę.

– Yoko!

– No co, czemu nie? Jest taki śliczny i jeszcze do tego bogaty.

– Odejdź, Saitou.- blondynka odwróciła się bokiem i zajęła swoim talerzem.

Podniósł się i wyszedł, ale zanim zaczęła tego żałować, wrócił z bukietem róż, które złożył u jej stóp.

– Zaklinam cię, najdroższa, przyjmij ten skromny dowód mojej miłości i przebacz mi wszystkie

przewinienia.- Padł na kolana i wyciągnął do niej ramiona teatralnym gestem.

Minako pragnęła zapaść się pod ziemię.

– Cicho- strofowała go.- Robisz z nas przedstawienie. Wstań i odejdź wreszcie.

– Nie wstanę, dopóki mi nie przebaczysz.

– Na święty nigdy- odparła i znów zajęła się śniadaniem. Saitou wstał, a ona kątem oka obserwowała, jak podchodzi do małego obdartusa  z gitarą, coś do niego mówi i wręcza pieniądze. Chłopiec wyjął instrument z futerału i zaczął grać, a tymczasem białowłosy wracał już z kolejnym naręczem róż, śpiewając starą piosenkę o miłości.

W restauracji zbierał się coraz większy tłum. Mężczyzna znów padł obok niej na kolana.

– Minako- chan, kocham cię z całego serca. Nikt- biedny czy bogaty- nie będzie cię kochał tak jak ja. Dziadek cię uwielbia, moi kuzyni cię uwielbiają, ja cię uwielbiam. Moi rodzice i brat też będą cię uwielbiać. Już nigdy, przenigdy cię nie okłamię. Proszę, wyjdź za mnie.

Gitara grała teraz donośniej. Ktoś spośród zgromadzonych poganiał Minako, żeby powiedziała „tak”. Spojrzała wreszcie na Saitou, w jego wspaniale stalowe oczy, i dostrzegła w nich tyle miłości, że nie miała siły dłużej się opierać.

– Wybaczysz mi? – spytał.

– Tak – szepnęła.

– Co ona powiedziała? – zapytał ktoś z tłumu.

– Tak – powtórzyła głośniej.

 Ludzie zaczęli klaskać. Białowłosy uśmiechał się radośnie.

– Wyjdziesz za mnie?

– Tak.

Porwał ją w ramiona i pocałował. Tłum zaczął  wiwatować.

Reklamy

21 thoughts on “Wyrachowana miłość. XII

  1. „Mocno pociągnęła z przodu za pasek i wlała mu całą zawartość koktajlu w spodnie.”- dobreeee 😀 Hahaha:D Takie ochładzające 😀

  2. kocham cię wiesz? ale straszysz, że będzie więcej – powinnam się cieszyć? taa… jasne… pomieszasz jeszcze w ciągu kilku rozdziałów i pewno zła będę…

    nie zmienia to faktu, że rozdział cudny 😀
    Ja nie umiem pisać krótkich opowiadań xD

  3. Ale się nasz chłopczyk postarał. Ja nie mogę, ale to było romantyczne 😀 Kurcze, gdzie ja spotkam takiego drugiego, macie gdzieś adres, albo choćby telefon? Wzruszyłam się jak diabli, rozdział wspaniały, nie ma co 😉 Teraz z niecierpliwością czekam na więcej. Pozdrawiam i weny życzę.
    P.S. Następne opowiadanie będzie U/D? Ślicznie proszę 😉 Tak, wiem, jestem namolna, ale skoro zostało ci już tylko pięć rozdziałów do końca, to ja tylko podpowiadam paring na następne 😉

    1. A widzisz czytasz mi normalnie w myślach xD bo mam gotowe dwa opowiadania, właściwie trzy. Tylko nie wiem, które umieszczę następne.
      Dwa są o U/D, a jedno to sequel do tego opowiadania. On się jakoś dostał do mojej głowy parę dni temu.
      A jeśli chodzi o telefon i adres, to sama bym bardzo chciała, ale niestety nie posiadam.
      Chyba w ogóle takich facetów nie ma, ale to już takie moje przemyślenia. 😛

      1. Ja tam wolę wierzyć, że tacy istnieją 😉 Jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia. A, co do U/D, to cię kobieto ozłocę, bo prawie nikt o nich nie pisze, a ja uwielbiam ten paring 😉 A „Dzika Orchidea”, była obłędna, więc podejrzewam, że następnego mogę się spodziewać równie wspaniałego 😉

        1. Wiem, że bardzo mało osób o nim piszę, a teraz jak Brzudulcia usunęła bloga, byłam bardzo smutna. Uwielbiałam czytać jej opowiadania. U niej Di był taki… miał w sobie to coś.
          Dzika Orchidea zupełnie inaczej wyglądała na początku w mojej głowie i moim zdaniem wcale nie była taka obłędna. Jak dla mnie była niedopracowana. Miała być dłuższa i bardziej rozwinięta, ale wiadomo jak opowiadania wychodzą w praniu. :/

          1. Właśnie czekam, aż założy tego zbiorowego bloga, bo chętnie bym sobie niektóre jej opowiadania przeczytała powtórnie 😉 A co do opowiadań, to wiem co masz na myśli. Zaczynasz z pomysłem i w pewnej chwili wychodzi co innego. W Czasie zmian to widzę, będzie sporo krótsze niż planowałam, ale no cóż 😉 A co do „D.O.”, to mi się bardzo podobało 😉

  4. Haha, nieźle się zaczęło. Aż mi się żal zrobiło biednego Saitou, kiedy zimny drink wylądował w jego spodniach. To musiało być bardzo nieprzyjemne ^^
    Cieszę się, że Minako w końcu poddała się swoim uczuciom. Ona i Saitou pasują do siebie idealnie 😀 Nie będę ukrywać, że w połowie rozdziału wystraszyłam się, że Mina po poznaniu prawdy jednak nie będzie chciała go znać. Ale która oparła by się takim zabiegom i staraniom, jakie Saitou podjął, żeby przekonać do siebie Minako 😀
    Super, że to jeszcze nie koniec opowiadania 🙂
    Pozdrawiam 😀

  5. Świetny rozdział i bardzo się cieszę, że w końcu Minako i Saitou są razem… na początku troszkę się bałam, że to się inaczej potoczy ale końcówka była cudowna i taka romantyczna…aż zazdroszczę Aino… tych bukietów róż hi hi
    Zastanawiam się co może się jeszcze wydarzyć i czym nas jeszcze zaskoczysz 😀
    Pozdrawiam i życzę duuużo weny

  6. Moja mina, gdy czytałam o drinku w spodniach Saitou – bezcenna. Cieszę się, że Minako wybaczyła Saitou i wszystko dobrze się ułożyło, a przynajmniej tak się zapowiada, choć skoro ma być jeszcze jakieś pięć rozdziałów, to nic nie jest do końca pewne. Co prawda, za takimi słodkimi końcówkami nie przepadam jakoś szalenie, ale u Ciebie nic mi nie zgrzyta. Wszystko jest cud, miód i Yaten (;
    Buziaki.

  7. Rozdział super a drink w spodniach musiał być bardzo przyjemny dla Saitou a akcja na lotnisku jeszcze lepsza 😀 ale się musiał chłopak napocić trochę mi to przypomniało film „Książę w Nowym Yorku” tylko tam to było w metrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s