Wyrachowana miłość. XIII

Właściwie to taka druga część, bardziej skoncentrowana na Rei i Kei.

 ~

Pół roku później

To był błąd, pomyślała Rei, siedząc na tylnej ławce kościoła wśród tłumu ślubnych gości. Niepotrzebnie dała się namówić na przyjście. Śluby bywały niebezpieczne. I tak ledwo uszła z życiem, kiedy odmówiła Usagi zostania druhną.

Poza tym na ślubach można spotkać ‚starych znajomych’…

Oszukiwała się przez pół roku. W gruncie rzeczy jej uczucia wcale się nie zmieniły.

Przesadnie drażnił ją zapach lilii, szepty i pokasływania zaproszonych gości. Miała ochotę uciec. Uniosła się z ławki, lecz muzyka zagrała głośniej i wszyscy także wstali. Teraz jest za późno. W drzwiach kościoła ukazała się pierwsza druhna.

Brunetka dostała gęsiej skórki. Czuła na sobie wzrok Kei. Na pewno już ją zauważył. Wbrew sobie odwróciła głowę i popatrzyła w jego stronę. Mrugnął okiem. No tak! Kto, poza Kei, miałby czelność flirtować w czasu ślubu?! Pewnie tak samo by się zachowywał, gdyby był panem młodym…

A żeby cię pokręciło, Yamana!- pomyślała.

W tym momencie pluła sobie w brodę, że się tutaj zjawiła. Nie chciała szukać żadnych wymówek. Bądź co bądź była psychologiem… no, niedługo nim zostanie. Dobrze zdawała sobie sprawę, że przyfrunęła tutaj jak przysłowiowa ćma do lampy, zwabiona światłem Kei.

Potrząsnęła głową, żeby odpędzić niepotrzebne myśli, i popatrzyła na  pannę młodą. Usagi Tsukino, jej bliska przyjaciółka, przecudnie wyglądała w  prostej satynowe sukni, ozdobionej skromną koronką. Mamoru Chiba z niezwykłą czułością spoglądał na oblubienicę.

Rei miała łzy w oczach.

Minako, która była dziś świadkiem panny młodej promieniała od kilku tygodni niebywałym szczęściem. Nic dziwnego, była permanentnie zakochana. Jej narzeczony, doktor Saitou Sekine, pełnił funkcję głównego drużby.

Rei nic nie zapamiętała z całej ceremonii, bowiem wodziła wzrokiem od drzwi do Kei. Nie chciała wychodzić w połowie ślubu, ale z drugiej strony wolałaby tu nie zostawać. Postanowiła, że po wyjściu świeżo poślubionej pary wymknie się bocznym wyjściem, wsiądzie do taksówki i wróci do domu.

Cholera! Nie miała kluczy.

– A teraz możesz pocałować pannę młodą.

Brunetka uniosła głowę. Zobaczyła oblubieńców złączonych w namiętnym pocałunku. Kei wciąż zerkał w jej stronę. Nerwowo ścisnęła torebkę w dłoniach.

– Moi kochani, pozwólcie, że wam przedstawię pana i panią Chiba.

Nowożeńcy uśmiechali się szeroko. Zadźwięczały organy. Goście zaczęli pomału kierować się do wyjścia. Ciemnowłosa wlepiła wzrok w kolorowy witraż i starała się nie patrzeć na jasnowłosego. Odczekała, aż wszyscy wyszli, a potem błyskawicznie podbiegła do bocznych drzwi i otworzyła je na oścież.

W progu, nonszalancko oparty o futrynę, stał Kei Yamana.

– Gdzieś się wybierasz, tygrysku? – zagadnął od niechcenia.

– Szu… szukam toalety – wyjąkała.

Uśmiechnął się z rozbawieniem, dał krok na bok i wskazał jej właściwą drogę.

– To tam. Poczekam na ciebie.

– Nie ma potrzeby- odpowiedziała z udawaną beztroską.- Na pewno musisz być gdzieś indziej. Zdjęcia i tak dalej…

– Poczekam.

Weszła do toalety, zamknęła za sobą drzwi i nie wychodziła bardzo, bardzo długo. Przemyła twarz zimną wodą i na nowo wyszminkowała usta. Wreszcie, zniechęcona, chwyciła torebkę i wyszła. Jasnowłosy przyjrzał jej się z wyrozumiałym uśmiechem.

– Co za uroczy widok dla spragnionych oczu!- zawołał.- Wiesz, jak cholernie długo cię szukałem po twojej ucieczce z Sakura Zensen? Gdzie się schowałaś?

– Pojechałam do domu. Do Tokio.

– A potem? W Tokio byłem jeszcze tego samego dnia, przed północą. Już stamtąd zniknęłaś. Nie miałem odpowiedniego psa, który by cię wytropił.

– Wybrałam się z wizytą do przyjaciółki w Kioto. A zresztą… co ci do tego?

– Jeszcze pytasz? Po tamtych chwilach spędzonych razem obiecałaś, że spróbujemy…

– Nic ci nie obiecywałam. Coś sobie wyimaginowałeś.- Zauważyła, że jej słuchał z narastającą wesołością, więc przerwała i wzięła głębszy oddech.- Choć raz pokaż, że jesteś dżentelmenem i nie wspominaj więcej o tamtych wydarzeniach.

Nie przestał się uśmiechać.

– Nic z tego, tygrysku- powiedział i pogłaskał ją po podbródku.- Co prawda mama wychowywała mnie na dżentelmena, lecz pamięć mam w porządku.

Dreszcz przebiegł jej po plecach. Ten dotyk… Dumnie uniosła głowę. Nie zamierzała po raz drugi wpaść w chytrą pułapkę. W jej życiu nie było miejsca dla mężczyzn, a już zwłaszcza takich jak Kei.

– W żadnym wypadku nie licz na powtórkę – ucięła stanowczym tonem. – A teraz przepraszam…- Chciała odejść, ale zastąpił jej drogę.

– Nie tak szybko…- mruknął, niemal przypierając ją do kamiennego muru.- Skoro już cię znalazłem, nie pozwolę ci znowu uciec.

Ktoś ponownie otworzył drzwi. Okazało się, że był to dziadek Kei.

– Chłopcze… – zaczął i naraz urwał z cichym gwizdnięciem.- Od razu mogłem się domyśleć, co ty tutaj robisz. Pani wybaczy- zwrócił się do Rei- ale lepiej będzie, jeśli go zabiorę, zanim jego matka na dobre wyskoczy ze skóry.

– Zjawię się za minutę, dziadku, obiecuję – powiedział jasnowłosy.

– Lepiej idź od razu- poradziła mu brunetka.

– Jak cię zostawię, to zaraz zwiejesz.

Dziadek Kenshin, postąpił dwa kroki bliżej. Miał już dobrze po osiemdziesiątce, ale wciąż trzymał się prosto jak świeca, a w jego ciemnych oczach błyszczały wesołe ogniki.

– A niech mnie kule biją!- zawołał.- To przecież Hino Rei- san. Jak ci się wiedzie, młoda damo?

Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę na powitanie.

– Teraz nazywam się Ito. Wszystko w porządku, panie Uesugi. Dziękuję bardzo.

– Ito?- gwałtownie powtórzył Kei.- Wyszłaś znów za mąż?

– Daj spokój z tym ‚panem Uesugi’– powiedział staruszek.- Żadne z nich nie zwróciło najmniejszej uwagi na pytanie blondyna.- Bez względu na to śmieszne wdzianko, wciąż jestem starym dziadkiem Kenshin. Idź sobie, Kei. Zajmę się Rei- san do czasu, aż skończysz ze zdjęciami.

Kei stał jak wrośnięty w ziemię.

– Jesteś mężatką?

Chciała skłamać, bo to oszczędziłoby masę kłopotów. Ale coś w jego głosie zmusiło ją do wyznania prawdy. Westchnęła ciężko i pokręciła głową.

– Więc dlaczego zmieniłaś nazwisko?

– To długa historia.

– Mam czas.

– Nie masz– zaprotestował Kenshin.- Wynoś się już. Pogadasz o tym później.- Przepędził wnuka i wziął Rei pod rękę.- Mała damo, zechcesz mi towarzyszyć w drodze na wesele? Pojedziemy taką śmieszną limuzyną. Z przodu jest dużo miejsca. Inni goście po prostu zzielenieją z zazdrości, kiedy zobaczą mnie z taką piękną dziewczyną. Chyba nie odmówisz mi tej przyjemności?- Poklepał ją po dłoni i uśmiechnął się tak uroczo, że nie miała sumienia mu odmówić.

– Jesteś niepoprawnym flirciarzem, dziadku Kenshin. Teraz już wiem, w kogo wrodzili się wnukowie.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej i łobuzersko mrugnął okiem.

– Dałem im dobrą szkołę. Chodźmy, panno Rei. W drodze do restauracji opowiesz mi, dlaczego nosisz nazwisko Ito. Jestem tego bardzo ciekawy. Nie wyszłaś po raz drugi za mąż?

– Nie, chociaż jestem już dwa lata po rozwodzie. Na razie postanowiłam wrócić do nazwiska panieńskiego.

Nie była to prawda. Nazwisko „Ito” wzięła z książki telefonicznej w Kioto.

Kenshin pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Chciałaś na dobre zatrzeć ślad po łajdaku, który próbował ci zmarnować życie.

– A skąd wiesz, że to łajdak?

– Chyba mnie nie doceniasz. Przecież gdyby było choć trochę inaczej, na pewno byś z nim została. Z drugiej strony musiał być skończonym głupcem, skoro wypuścił z rąk taką dziewczynę.

Wypuścił? – powtórzyła w myślach. No… niezupełnie. Podeszli do czekającego samochodu.

– To dobrze, że jesteś wolna – powiedział.- Kei wodzi za tobą maślanym wzrokiem, w związku z czym mam pewną propozycję.

– Propozycję?

 – Tak. Niczego więcej nie pragnę w życiu dla moich czterech wnuków, jak tego, żeby każdy z nich znalazł dobrą żonę, ustatkował się i założył szczęśliwą rodzinę. Cieszyłem się, kiedy Saitou zaczął spotykać się z Minako, a Akihiko wybrał sobie Ami- san. Powiem ci jednak w tajemnicy, że dali mi mocno popalić. Pozostało więc tylko dwóch. Najwyższa pora na Kei, bo jest najstarszy… no i spotkał właściwą dziewczynę.

– Naprawdę? – Rei nagle poczerwieniała. Coś ją zakłuło w piersi. – A niby kogo?

– Jak to kogo? – zdziwił się. – Ciebie.

– Mnie? – pisnęła nieswoim głosem. 

Pokiwał głową.

– Minako ma o tobie nadzwyczaj dobre zdanie. Kei też się podobasz. Kiedy na chwilę stracił cię z oczu, zaczął miotać się jak niedźwiedź ze zranioną łapą. Zaglądał we wszystkie kąty, wynajął tabun ludzi. To czyni cię w moich oczach naprawdę wyjątkową. Wysłuchaj zatem mojej propozycji. Jeżeli wyjdziesz za niego, to w dniu ślubu dam ci dwa miliony.

Rei popatrzyła na niego z osłupieniem. Dobrze wiedziała, że dziadek Kenshin, chociaż uchodził za dziwaka, w rzeczywistości dysponował olbrzymim majątkiem i bez trudu mógł spełnić tę obietnicę. Mimo to nie wierzyła własnym uszom.

– Dwa miliony jenów? – wyjąkała. – Za ślub z Kei? Ja? Chyba żartujesz.

– Nic podobnego. Jestem śmiertelnie poważny. Musisz wiedzieć, że za cztery miesiące Minako zgarnie swoje dziesięć za ślub z Saitou.

– Ależ, przecież to niedorzeczne! Nie wyjdę za twojego wnuka dla pieniędzy!

Starzec westchnął.

– Prawdę mówiąc, Kei potrzebna jest silna ręka. Moim zdaniem powinien porzucić dotychczasowy styl bycia. Ty wydałaś mi się odpowiednią osobą. Znasz się na psychologii i nie brak ci rozumu.

– Właśnie dlatego nie zamierzam wydać się za Kei! Nie będę jego treserką. A zresztą, nie szukam męża. Dziękuję bardzo.

– Na twoim miejscu bym się nie zarzekał. Przemyśl to sobie. Weź pod uwagę, że chodzi mi o jego szczęście. W razie potrzeby dam ci nawet pięć milionów.

  ~

Kiedy tylko fotograf zrobił ostatnie zdjęcie, Kei uciekł, jakby się paliło. Złamał wszystkie przepisy drogowe, pędząc z kościoła do restauracji. Zupełnie się tym nie przejmował. Chciał jak najprędzej spotkać się z Rei. Na samą myśl, że znów mogła zniknąć, zimny dreszcz przebiegał mu po plecach. Wbiegł do restauracji i… odetchnął z ulgą. Stała ręka w rękę z dziadkiem Kenshin. Popatrzył na nią z uwielbieniem. Była naprawdę piękna. Te długie nogi, zgrabna figura, zmysłowe usta – jakby wprost stworzone do całowania – i ogromne ciemne oczy…

Lecz było w niej coś więcej. Coś, co powodowało, że na jej widok zupełnie tracił głowę i czuł drapanie w gardle. Coś, o czym ludzie pisywali wiersze. On też by pisał, gdyby tylko umiał.

Podszedł do niej.

Spokojnie, Yamana, upomniał się w myślach. Postaraj się jej nie przestraszyć.

Rei drgnęła jak spłoszona łania, kiedy wyjął z jej rąk kieliszek z winem i oddał go dziadkowi.

– Zatańczymy? – Wziął ją w ramiona.

 – Jeszcze nie grają. – Usiłowała go odepchnąć. – Orkiestra dopiero stroi instrumenty.

– Będę mruczał.- Z powrotem przyciągnął ją do siebie.- Co wolisz? Walca? Fokstrota? Tango? To ostatnie wychodzi mi najlepiej.

Z śmiechem uwolniła się z jego objęć.

– Jesteś zupełnie niepoprawny. Jak ty się zachowujesz?

Mrugnął.

– Mam ochotę na coś bardziej zdrożnego.

– Kei! – szepnęła z oburzeniem. – Twój dziadek! – Ruchem głowy wskazała za siebie.

– Już sobie poszedł.

Obejrzała się, zaskoczona.

– Jak to? Przecież z nim rozmawiałam!

Jasnowłosy wzruszył ramionami.

– Ma swoje lata i doświadczenie. Wyczuwa sytuację. Skoro nie chcesz ze mną zatańczyć, to co powiesz na małego drinka? Bar już otwarty.

– Nie dokończyłam wina.

– Zaraz to naprawimy. – Skinął na kelnera z tacą.

Wziął dwa kieliszki szampana i jeden z nich podał brunetce.

– Dziękuję- powiedziała i lekko pochyliła głowę. Wolała patrzeć w głąb kieliszka niż na stojącego obok niej mężczyznę.

Kei lekko dotknął jej ciemnych kosmyków. Nie umiał się powstrzymać.

– Obcięłaś włosy.

Skinęła głową.

– Troszeczkę.

– Schudłaś.

– Odrobinę.

Wziął ją pod brodę i zmusił, by spojrzała mu prosto w oczy.

– Dlaczego ode mnie uciekłaś?

– Nie uciekłam.

– Nie kłam.

– Nie uciekłam – powtórzyła z naciskiem. – Po prostu wyjechałam.

– W takim pośpiechu?

– Zostawiłam ci kartkę. Musiałam zdążyć na samolot.

– Nie wróciłaś do domu. Znikłaś z powierzchni ziemi. Szukałem cię dosłownie wszędzie. Nawet twoje najlepsze przyjaciółki, Usagi i Minako, nie miały zielonego pojęcia, co się z tobą dzieje.

– Mówiłam ci już, że z Tokio pojechałam wprost do Kioto. Dostałam stamtąd ofertę pracy.

– I nie zostawiłaś żadnego adresu?

Wzruszyła ramionami, a potem, jakby chciała dodać sobie odwagi, jednym haustem wychyliła całą zawartość kieliszka.

Uważaj, Yamana, pomyślał mężczyzna.

Postanowił nieco spuścić z tonu i dłużej nie naciskać. Z uśmiechem podał jej swój kieliszek.

– Następną porcję?

Potrząsnęła głową.

– Minako- chan nic mi nie powiedziała, że będziesz na weselu – mruknął.

– Prawdę mówiąc, miałam w ogóle nie pojawiać się na ślubie.

– Miałaś? – zapytał z udawaną beztroską.

Starał się, żeby to zabrzmiało najbardziej naturalnie.

Przytaknęła.

Zapadła chwila ciszy. Kei cierpliwie czekał, żeby czarnowłosa coś dodała.

– A dlaczego? – zapytał w końcu.

– Bo wyprowadzam się z Tokio.

– Gdzie? – Znów milczenie.

Nie dało się wyciągnąć z niej nic więcej.

– Kei! – rozległ się nagle tubalny głos i ktoś wielką łapą klepnął go po ramieniu.- Mogłem się domyślić, że zechcesz na calutki wieczór zagarnąć ją dla siebie. Witaj, Rei. Pamiętasz mnie? Jestem Taki Shibata, starszy brat Sora. Poznaliśmy się na imprezie przed ślubem. Słyszałem, że masz podjąć pracę u boku doktor Ogata na Uniwersytecie w Osace. To świetnie, świetnie… Dzięki temu staniemy się sąsiadami.

Kei był zły, że Taki wiedział od niego o wiele więcej o życiowych planach brunetki. Spojrzał na przyjaciela spode łba.

– Spadaj, Taki. Rozmawiamy teraz o prywatnych sprawach.

Olbrzym błysnął zębami w uśmiechu i jowialnie klepnął go w plecy.

– Hola! Tak się zwracasz do swojego burmistrza?

– Nie jesteś moim- podkreślił ostatnie słowo- burmistrzem. Nawet nie byłem na wyborach.

Rei wytrzeszczyła oczy, słysząc, kim jest jej rozmówca.

– Oczywiście że cię pamiętam, nie wiedziałam tylko… – wykrztusiła speszona i wyciągnęła rękę, żeby się przywitać.

– Poprzednim razem widzieliśmy się jeszcze przed wyborami – wyjaśnił brunet.

– Objąłem stanowisko dopiero w styczniu.

– Z całego serca gratuluję.

Taki przytrzymał jej dłoń trochę dłużej niż trzeba. Kei aż pozieleniał ze złości.

– Zwyciężyłeś tylko dlatego, że kiedyś grałeś w baseball w pierwszej lidze. Ludzie cię pamiętali. Nikt jednak nie wie, że na boisku wytłuczono ci cały rozum.

– Kei, jak możesz! – zawołała przerażona jego słowami brunetka.

Taki parsknął śmiechem.

– Wygrałem, bo na tydzień przed wyborami mój przeciwnik uwikłał się w paskudny skandal. Nikt nie był bardziej zdumiony ode mnie, kiedy podliczono wyniki głosowania.

– To tylko świadczy o twojej skromności – zauważyła Rei.

– Taki i skromność?- nie wytrzymał blondyn.- Dobre sobie! Idź już – zwrócił się do przyjaciela.- Jak tego nie zrobisz, to odbiorę ci kartę wstępu na pola golfowe w Sakura Zensen.

– Chcesz się mnie pozbyć? – zażartował brunet.

Kei wycelował w niego palcem.

– To było ostatnie ostrzeżenie, burmistrzu.

Olbrzym wybuchnął śmiechem.

– Zrozumiałem. O pozostałych sprawach pogadamy później. Na razie, Rei.- Z górnej kieszeni marynarki wyjął wizytówkę i podał ją dziewczynie.- Zadzwoń do mnie, jak już się urządzisz. Pokażę ci kawałek miasta i pójdziemy razem na kolację. W Osace znajdziesz najlepsze restauracje.

Odwrócił się i odszedł, w samą porę, żeby nie dostać w zęby. Kei wyrwał wizytówkę z rąk brunetki, podarł ją na drobne kawałeczki i wrzucił do najbliższego wazonu.

– Kei! Co ty wyprawiasz?

– Co?

– Nie bądź skończonym idiotą! Dlaczego podarłeś wizytówkę Taki?

– Bo nie chcę, żebyś do niego dzwoniła. Unikaj go. Jest niebezpieczny. Chodźmy zatańczyć.

Nie ruszyła się z miejsca.

– Niebezpieczny?

– Tak. Farbuje włosy, kłamie, że potrafi grać w golfa, i na co dzień nosi bokserki w uśmiechnięte słoneczka.

Próbowała zachować powagę, lecz nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.

– Czy ty choć raz potrafisz powiedzieć coś z sensem?

– Są chwile, kiedy bywam śmiertelnie poważny.- Przyciągnął ją do siebie i głęboko wciągnął w płuca zapach jej włosów. – Na przykład teraz.

– Rei- chan! – zabrzmiał piskliwy okrzyk o parę metrów od nich.

Natychmiast wyzwoliła się z objęć mężczyzny i uśmiechnęła się radośnie.

– Makoto- chan! – Wyciągnęła ręce. Uściskały się z przyjaciółką jak dawno zaginione siostry. – Tak długo cię nie widziałam! Wyglądasz cudownie!

– Ty też. Dlaczego nie przysłałaś mi choćby kartki? Tak się martwiłam!

Rei wzruszyła ramionami.

– Przepraszam. Znasz mnie. Nie cierpię pisania listów. Naprawdę okropnie cieszę się, że cię widzę. Minako mówiła mi, że dostałaś pracę w Departamencie Stanu. Chodź, przypudrujesz nos i ze szczegółami opowiesz mi o wszystkim!

Zniknęły w mgnieniu oka. Mimo najszczerszych chęci, Kei nie mógł za nimi wejść do damskiej toalety. Odwrócił się więc, by poszukać Taki. Też mieli kilka spraw do omówienia. Wcześniej odrzucił jego propozycję, żeby nie wyjść na ostatniego durnia. Znał swoje ograniczenia. Teraz jednak doszedł do wniosku, że może warto spróbować… Rei była tego warta.

  ~

Makoto i Rei rozmawiały co najmniej przez dwadzieścia minut. Wreszcie brunetka powiedziała:

– Wybacz mi, kochanie, ale obiecałam rodzinie, że zaraz do nich wrócę. Usagi- chan zaprosiła mnie na jutrzejsze śniadanie, więc będziemy miały okazję poplotkować.- Uścisnęła brunetkę.- Stęskniłam się za tobą.

Pomachała na pożegnanie i już jej nie było.

Rei stanęła przed lustrem, żeby poprawić makijaż. Cieszyła się ze spotkania z przyjaciółką. Kiedyś, razem z Minako, Usagi i Ami mieszkały w Tokio. Potem ona i Ami wyprowadziły się.

Makoto była wówczas na studiach i pracowała na pół etatu w biurze pani polityk Kin Harada. Rei studiowała psychologię i próbowała się pozbierać po rozwodzie, Minako była właścicielką mieszkanka w małej kamienicy, w którym znalazły lokum. Po przykrym wypadku w Nowym Jorku, który zniweczył jej marzenia o karierze modelki, pracowała dorywczo w piśmie dla nastolatek. Usagi i Ami pracowały w szpitalu. Wszystkie bardzo się lubiły. Rei traktowała swoje przyjaciółki niemal jak siostry, i było jej z tym bardzo dobrze, bo prawdziwych sióstr nie miała. Bardzo tęskniła choćby za jakąś namiastką rodziny. Jej matka zmarła przed piętnastu laty, a kuzyn którego traktowała jak brata uciekł z domu i do tej pory nie było wiadomo, gdzie się podziewał. Ojciec, znany polityk, wyparł się własnej córki, kiedy rozwiodła się z Tetsu. Zresztą nigdy nie utrzymywała z nim ciepłych stosunków. Był tyranem. To on popchnął jej matkę do samobójstwa i nakłonił Oda do ucieczki.

– Rei- chan?

Uniosła szybko głowę i w lustrze zobaczyła piękną twarz Minako.

– Ślub był cudowny – powiedziała. – Usagi- chan wyglądała na naprawdę szczęśliwą.

– Ona tak – odparła blondynka. – Ale ty wciąż się czymś smucisz.

Rei pokręciła głową i schowała szminkę do torebki.

– Nie. Wspominałam tylko dawne dobre czasy, kiedy mieszkałyśmy razem.

– To było czyste wariactwo! Pamiętasz nasze wygłupy? A teraz chodź już. Państwo młodzi zabierają się do krojenia tortu, a Kei- kun lada chwila wydepcze dziurę w podłodze. Przysłał mnie tu po ciebie.

– Och, Minako- chan. Wcale go nie chcę! Nie jestem jeszcze gotowa do nowego związku…. Jednak nie jestem gotowa.

– Myślałam, że przerabiałyśmy ten temat w Osace i wczoraj. Swoją drogą postąpiłaś jak głupia gęś znikając bez słowa. Chodź już.

Rei nie miała wyboru. Musiała wyjść i dołączyć do reszty gości. Chciała być z dala od Kei, ale on natychmiast znalazł się u jej boku. Po pewnym czasie przywykła do tego, zwłaszcza że prawie zapomniała jak znakomicie tańczył. Pochwaliła go za to.

– Dzięki – mruknął. – Pamiętasz jak ci mówiłem, że za studenckich czasów pobierałem lekcje tańca i pokera.

Roześmiała się. Wciąż żartował.

– Wariat z ciebie.

– Bez wątpienia. – Przycisnął ją do swojej piersi i znów zawirowali w tańcu. – A do tego szaleję za tobą, Rei Hino.

Zesztywniała lekko.

– Ito.

– Przepraszam, Ito. Cieszę się, że porzuciłaś nazwisko tego palanta.

Opowiedziała mu tę samą zmyśloną historyjkę co dziadkowi. Szybko nauczyła się kłamać.

Tak naprawdę nie chciała porzucać swojego panieńskiego nazwiska, jednak stawką było jej życie. Na razie ucieczka jej się udawała. Od dłuższego czasu nie widziała Tensu.

– Spokojnie… – szepnął Kei.

– Słucham?

– Stałaś się sztywna jak słup soli.

– Przepraszam. Jestem trochę zmęczona.

– To raczej ja powinienem cię przeprosić. Tańczymy już prawie godzinę. Lepiej usiądźmy i napijmy się czegoś. A niech to licho! – mruknął nagle. – Mama kiwa na nas. Podejdziesz ze mną do niej?

– Oczywiście. Polubiłam twoich rodziców. Są bardzo mili.

– Raczej wścibscy.

– Chodzi im o mnie?

– Podejrzewam, że widzą w tobie przyszłą synową.

Rei wstrzymała oddech.

– Kogo?

Kei roześmiał się i cmoknął ją w czubek nosa.

– Nie przejmuj się, tygrysku.

Podeszli do państwa Yamana i gawędzili miło przez kilka minut. Rei naprawdę lubiła jego rodziców. Kiedy jednak odszedł, by przynieść coś do picia, znalazła jakiś błahy powód, by także się ulotnić. Potrzebowała chwili odpoczynku, zwłaszcza od Kei. Wyszła na podwórko, przypominające piękny ogród, pełen wiszących koszy z kwiatami i wspaniałych, tropikalnych roślin. Usiadła na kamiennej ławeczce w cieniu rozłożystego fikusa.

Czuła się trochę głupio. Jak dziecko robiła wszystko, by unikać prawdziwej konfrontacji. Wolała żyć w ukryciu, w ciągłej ucieczce przed cieniem. Zachowywała się jak pies Pawłowa: na niebezpieczeństwo reagowała całkowicie odruchowo. Z drugiej jednak strony nie musiała obawiać się Kei.

Jak to się działo, że wciąż trafiała na tak przedziwnych mężczyzn? Pomyślała o swoim byłym mężu, Tensu, którego poznała jeszcze na studiach, zanim wyjechała do Nowego Jorku. Była taka szczęśliwa, gdy wzięli szybki ślub po jej powrocie. Myślała, że trafiła na mężczyznę, zupełnie innego od swojego ojca. Był miły, czarujący… do czasu, aż się zdenerwował.

Wzdrygnęła się.

Wiedziała, że blondyn coś do niej czuje, ale ile to będzie trwało. Rok? Dwa? Potem ją rzuci i złamię jej serce. Dlatego romans z nim był błędem. Choćby dlatego, że zostawił wyraźny ślad w jej pamięci i sercu. Gdy pocałował ją po raz pierwszy, miała wrażenie, że jej dusza uleciała prosto do nieba. I wciąż pamiętała to uczucie.

Kei Yamana… No cóż, kolejny Kłopot przez duże „K”. Cieszyła się, że już za parę dni będą oddaleni od siebie o setki kilometrów.

  ~

Kei, z talerzem w każdym ręku, niecierpliwie rozglądał się po sali. Podszedł do niego Taki.

– Zgubiłeś coś?

– Tak – burknął na odczepnego.

Wodził wzrokiem po tłumie gości. Gdzie, do diaska, ona znów się podziała?

– Miałeś przemyśleć moją propozycję. Wejdziesz do Komisji Rozwoju Kolei Żelaznej?

– Teraz mam coś innego na głowie.

– Wiem – parsknął śmiechem Taki. – Pewną ślicznotkę. Zdążyłem już to zauważyć.

Kei łypnął na niego ponuro.

– Tylko nie próbuj jej podrywać. Mówię poważnie, Taki. To wyjątkowa dziewczyna. Jeśli się do niej zbliżysz, połamię ci ręce i nogi.

– Wyczułem to już wcześniej, drogi przyjacielu. Wolałbym jednak, abyś pomyślał też o innych sprawach. W tym tygodniu powinienem zatwierdzić listę kandydatów. Jesteś na pierwszym miejscu. Potrzebuję mądrych i uczciwych ludzi.

– Chyba trochę przesadzasz – parsknął jasnowłosy.

– Nie, mówię całkiem serio. Znasz się na rzeczy. Na pewno się dogadamy.

– Zatem odpowiem ci uczciwie, że już nad tym myślałem. Musiałbym przenieść się do Osaki na stałe, prawda?

– Bez wątpienia. Kei… dobrze wiesz, że to nie jest robota na resztę życia, tylko do następnych wyborów. Poza tym przecież lubisz Osakę. Co cię tak ciągnie do tego Tokio? Mamy świetne pola golfowe – kusił.

– Też mi argument.

– Pozwól, że wyciągnę innego asa z rękawa – roześmiał się Taki. – W Osace znajdziesz coś, czego nie ma gdzie indziej. Rei.

Kei tylko uśmiechnął się do niego.

– Jeżeli weźmiesz tę robotę – ciągnął Taki – to powiem ci, dokąd teraz poszła.

– Załatwione.

Reklamy

19 thoughts on “Wyrachowana miłość. XIII

          1. tak czy siak prześladuje…
            mam nadzieję, że Kei zrobi z tym porządek i będzie ok.
            Wciąż na to liczę… Ja za bardzo przeżywam i źle się to na mnie odbija 😛

  1. Minako i Saitou biorą ślub – nareszcie i dostanie 10 milionów :O dopięła swego. Dziadek jest przeuroczy te jego próby przekupienia Rei by wyszła za mąż za jego wnuka są przezabawne. Szkoda mi Rei, pogubiła się i nie wie co ma zrobić ze sobą ale za to Kei podobnie jak Saitou nie daje za wygraną – musi to u nich rodzinne 🙂 Zazdrość Kei jest bardzo zabawna.
    Rozdział jak zawsze cudowny 😀
    Pozdrawiam gorąco.

  2. Nawet nie sądziłam, że kolejny rozdział pojawi się tak szybko. Zazdroszczę tempa, w którym je piszesz, bo ja sama choćbym chciała, to chyba nie dałabym tak rady. Podoba mi się, że jest nieco więcej o Rei, chociaż wciąż czuję niedosyt. Zastanawiam się jakim tyranem okazał się być jej były mąż i jakim cudem uzyskała rozwód, skoro do tej pory przed nim ucieka i to na tyle, że musiała zmienić nazwisko i wzdryga się na kazdym kroku jak spłoszona zwierzyna.
    Niesamowicie lubię fragmenty z Kei (lub wcześniej Saitou) i licznymi kuzynami/braćmi/przyjaciółki, gdy próbują odegnać potencjalnych przeciwników od swoich wybranek. I nie mam pojęcia dlaczego, ale ubzdurałam sobie, że Kei jest szatynem i za każdym razem, gdy piszesz, ze ma jasne wlosy, jestem megazaskoczona ;D
    Pozdrawiam,

    1. Opowiadanie jest już ukończone w moim notesie. 🙂 Teraz przepisuje tylko rozdziały na komputer.
      A co do Rei to wszytko a propos jej przeszłości będzie wyjaśnione. 🙂
      A za to ja nie umiem sobie wyobrazić Kei jako szatyna. Kiedy piszę o nim i o Rei, przed oczami mam Jadeite i żaden szatyn mi tu nie pasuje. 🙂

      1. Jajć, zazdroszczę ludziom, którzy mają notki na zapas. Ja nigdy niczego nie potrafię zostawić sobie na później, bo zaraz mnie korci, co by coś opublikować, a potem zostaję i bez zapasów i bez Wena, który jest strasznie kapryśny. Przynajmniej mój. Jakiś taki niewychowany ;D
        Widzisz, co osoba, to wyobrażenie. Dla mnie w zasadzie i Saitou i Kei są szatynami, tudzież brunetami. Może przez to, że sama tak często wolę facetów o ciemnych włosach. (;

        Pozdrawiam,

          1. Ja ogólnie nocą jestem bardziej produktywna, niezależnie od tego jak to brzmi (; W ciągu dnia nigdy nie mogę się skupić, a nocą wszystko idzie lepiej: pisanie, czytanie czy nawet niezbyt częsta nauka do egzaminów. Choć przy tym ostatnim pomaga również wizja, że za kilka godzin egzamin, a ja mam pustkę w głowie. ;D

  3. Powiem Ci, że mnie zszokowałaś lekko tym rozdziałem. Byłam pewna, że Rei i Kei jednak postanowili być razem, a tu taka niespodzianka. Nasza śliczna brunetka uciekła mu sprzed nosa 😉 Jakie to szczęście, że Usagi brała ślub, bo inaczej pewnie by się nie spotkali…
    Mam nadzieję, że upór Kei’a jednak pozwoli Rei przekonać się całkowicie do niego. Jeśli tylko będzie postępował z nią delikatnie, to Rei w końcu poczuje się przy nim bezpiecznie.
    A tego, co ją skrzywdził, to dopadłabym i …………

    Pozdrawiam 😀

  4. Zgadzam się z Ditą, dziadku Kenshin jest super 😉 Zaskoczyłaś mnie tym rozdziałem, byłam pewna, że Rei będzie z Kei’em, a tu taka niespodzianka. A Mina….ta to się umie ustawić 😀 Dla sprawiedliwości Kenshin mógł zaproponować Rei tyle samo 😉 Pozdrawiam Vesper

  5. Widzę, że Rei nadal wzbrania się przed swoim szczęściem ale nawet jej się nie dziwie po tym co przeszła ze swoim byłym mężem. Mam nadzieję jednak, że w końcu zrozumie, że Kei świata poza nią nie widzi 😀 Pozdrawiam i czekam na kolejny wspaniały rozdział 😀

  6. Uważam, że to Twój najlepszy rozdział, jak do tej pory. Uwielbiam tą parę! Świetnie ich czujesz. Jest między nimi genialna energia :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s