Wyrachowana miłość. XIV

Rei Hino skręciła z zadrzewionej ulicy na wysypany żwirem podjazd. Samochód zakołysał się ostro na wybojach. Spod kamieni sterczały grube korzenie dębów. Znalazła wolne miejsce tuż obok garażu, zaparkowała i wysiadła. Wesoło pomachała ręką do siedzącej na tarasie Oharu Sada. Była szczęśliwa, że nareszcie dotarła do domu. Pot spływał jej po karku. W czasie długiej jazdy cienka bluzka przylepiła się jej do pleców. Brunetka otarła twarz papierową chusteczką.

– Chodź, napijesz się mrożonej herbaty!- zawołała Oharu.- Wyglądasz, jakbyś za chwilę miała się rozpuścić!

– Wydaje mi się, że już się rozpuściłam – mruknęła Rei.- Zawsze tu tak gorąco?

– O tej porze roku zawsze. Miejscowi powiadają, że w Osace są tylko dwie pory roku. Na szczęście sierpień dobiega końca. Wrzesień na ogół bywa przyjemniejszy, zwłaszcza w ostatniej dekadzie, a w październiku jest wręcz wspaniale.

Oharu nalała szklankę herbaty i podała ją czarnowłosej. Wypiła długi łyk i przycisnęła zimne szkło do czoła.

– Pierwsze co zrobię zaraz po wypłacie, to odstawię samochód do warsztatu, żeby mi jak najszybciej naprawili klimatyzację. W Tokio nie była mi potrzebna. To stary wóz, lecz spisuje się całkiem nieźle. Prawdę mówiąc, dopóki nie przyjechałam do Osaki, nawet nie wiedziałam, że nawiew nie działa.

– Mogę pożyczyć ci pieniądze.

– Nie.- Rei uniosła rękę.- Absolutnie. Ty i Yo zrobiliście dla mnie wystarczająco wiele. Dzięki wam znalazłam pracę i mieszkanie. To aż za dużo. Żadnych pożyczek. Dziękuję, ale nie skorzystam.

– To chociaż przez jakiś czas używaj samochodu Yo- chan. Jeszcze przez dziesięć dni będzie siedział w Kobe, a wóz stoi bezczynnie w garażu.

Propozycja była kusząca, zwłaszcza przy tej pogodzie, lecz Rei nie chciała zbyt nachalnie korzystać z uprzejmości swoich gospodarzy. Nie przywykła do tego, przynajmniej do czasu, gdy rozstała się z mężem. Wówczas został jej tylko lexus, nieco ciuchów i kilka osobistych rzeczy, które przed wyjazdem pospiesznie wrzuciła do bagażnika. Nie mogła liczyć na pomoc ojca. Miał jej za złe, że zerwała z kimś, kto na dobrą sprawę był jego odbiciem. W ciągu ostatnich kilku lat żyła wprawdzie z dnia na dzień, ale była tysiąc razy szczęśliwsza. Doktor Oharu Sada uczyła ją na ostatnim roku studiów na Uniwersytecie w Tokio. Potem wraz z całą rodziną przeniosła się tutaj, ale utrzymywały ze sobą kontakt listowny i telefoniczny. Oharu i Minako jako jedyne znały całą prawdę. No, może prawie całą…  Rei ze swojej strony zawsze chciała obronić pracę doktorską, ale nie znajdowała na to czasu, wciąż uciekając przed Tetsu. Oharu użyła wszystkich wpływów, żeby zapewnić jej jakąś pracę.

– Jak ci idzie? – spytała.

– Cudownie. Mam kilku naprawdę dobrych studentów. Podobają mi się także spotkania z doktor Kase, chociaż zadaje mi mnóstwo lektur. Właśnie wracam po trzech godzinach spędzonych w bibliotece.

Oharu dolała jej herbaty. W tej samej chwili po drugiej stronie jezdni stanęła ciężarówka pełna mebli i sprzętów.

– Wygląda na to, że nasi nowi sąsiedzi sprowadzą się już niedługo – zauważyła.

– Rzeczywiście – przytaknęła brunetka. – Wiesz, kto kupił tę willę?

– Nie. Naora- chan ma nadzieję, że to jakaś rodzina z „fajnym synem” w jej wieku.

Naora miała trzynaście lat i była córką państwa Sada. Syn, Tanzu, był już prawie mężczyzną. Udane dzieci, lecz w niebezpiecznym wieku. Zbyt duże, by pilnowała je opiekunka, lecz zarazem zbyt małe, by puścić samopas. Rei dyskretnie nadzorowała rodzeństwo podczas nieobecności rodziców.

Smukły sportowy wóz zatrzymał się tuż za ciężarówką. Wysiadła z niego długonoga, zgrabna blondynka.

– Właścicielka? – spytała ciemnowłosa.

Oharu pokręciła głową.

– Raczej dekoratorka. Ktoś pakuje w tę willę straszne pieniądze. W zeszłym roku widziałam w sklepie takie meble.- Wskazała na robotników, którzy przenosili sprzęty do domu.- Jedno krzesło kosztowało więcej niż aparat na zęby dla Naora- chan. Wolałam zapłacić za aparat.

Dom był naprawdę piękny, z dachem krytym czerwoną dachówką i z sporym tarasem. Pokój Rei był umeblowany głównie starociami, które wynajdywała na bazarach i wyprzedażach. Dziewczyna uśmiechnęła się do własnych myśli.

– Co cię śmieszy? – zainteresowała się Oharu.

– Myślałam właśnie, jak to dobrze, że znalazłam się w Osace. Bardzo lubię to miasto. Pojedziesz jutro ze mną na bazar?

– Nie mogę. Naora- chan ma przedstawienie. Obiecałam jej kibicować.

Pod willę podjechała następna ciężarówka.

– Przeprowadzka w toku- mruknęła Rei.- Jeszcze chwila i Naora pozna całą prawdę. Mam nadzieję, że to będzie naprawdę fajny chłopak.

  ~

W sobotę rano Rei jeszcze myła zęby, gdy ktoś zapukał. Na pewno Oharu, pomyślała. 

Wypłukała usta i poszła otworzyć. Mokre dłonie wytarła w szorty. Serce podeszło jej do gardła. W progu stał Kei Yamana z szerokim uśmiechem na twarzy i kubkiem w dłoni.

– Dzień dobry – powiedział grzecznie.

– Co ty tu robisz?!

Wskazał na kubek.

– Przyszedłem pożyczyć cukru.

– Cukru? W takim razie nieźle się nachodziłeś. Jak mnie znalazłeś?

– Dostałem twój adres od Minako- kun, a jakaś słodziutka nastolatka z aparatem na zębach wskazała mi, gdzie mam zapukać. Chyba mówiła, że ma na imię Naora. To kawa tak pachnie? Dam pięćdziesiąt… sto jenów za łyk dobrej kawy.

Ciemnowłosa westchnęła ciężko.

– Wejdź, ale nie na długo. Zaraz jadę na bazar.

– Sprzedajesz coś?

– Wręcz przeciwnie.

Poszedł za kobietą do maleńkiej kuchennej wnęki. Nalała mu kawy.

– Cukru? Śmietanki?

– Jedną łyżeczkę. Za śmietankę uprzejmie dziękuję. Hej… urządziłaś się całkiem przyjemnie.

– Dziękuję. Mnie też tu się podoba.

– Przytulny pokoik.- Stał tak blisko, że czuła delikatną woń jego wody po goleniu.

Usiłowała zachowywać się spokojnie, ale rozsypała cukier po całej szafce, zanim udało jej się posłodzić kawę. Podała mu kubek.

– Wyśmienita- pochwalił zupełnie szczerze.- A nie zostało ci nic ze śniadania? Jajka, biszkopty albo coś takiego?

– Nie- odpowiedziała, otwierając szafkę.- Ale jest jakiś batonik. Możesz go wziąć. A teraz bardzo cię przepraszam, ale zbieram się do wyjścia.

– Skąd ten pośpiech?

– Mówiłam ci, że wybieram się na bazar. Wykupią mi co lepsze rzeczy, jeśli się nie pospieszę.

– Wiesz co?- schował baton do kieszeni i nalał sobie drugą porcję kawy.- Pojadę z tobą. Pokażesz mi drogę.

Rei przymknęła oczy. W życiu nie przypuszczała, że dzisiejszy ranek zacznie się w ten sposób. Z drugiej strony ucieszył ją widok Kei. Wreszcie znajoma twarz, pomyślała.

– Skąd tu się wziąłeś? – zapytała, kiedy już wyszli z mieszkania.

– Chciałem się z tobą spotkać… i pożyczyć cukru. 

Przewróciła oczami.

– Nie o to chodzi. Co robisz w Osace?

– Praca.

– To nie musisz być teraz gdzieś indziej? Na przykład na jakimś spotkaniu?

Uśmiechnął się i włożył ciemne okulary.

– Mam wolne do poniedziałku. Ten weekend należy do mnie. Chcesz, żebym poprowadził?

– Nie, dziękuję. Poradzę sobie. Ale ty weź plan miasta, będziesz moim pilotem.

Szybko otworzyła drzwiczki samochodu, aby blondyn nie musiał udawać dżentelmena.

  ~

– Zgubiliśmy się! – powiedziała Rei.

– Nie… – zaprotestował jasnowłosy. – A może spróbuj skręcić w lewo?

Wjechała na niewielki parking koło najbliższego sklepu i wyrwała mu plan z ręki.

 – Zabłądziliśmy! – zawołała. – Co z ciebie za pilot?

– Mówiłem ci, że jestem dużo lepszym kierowcą.

Przez chwilę studiowała plan. Okazało się, że są zaledwie kilka przecznic od miejsca przeznaczenia.

– Tam jedziemy! – stuknęła palcem w mapę. – Prowadzisz jakąś dziwaczną drogą!

Oddała mu plan, położyła ręce na kierownicy, policzyła w myślach do dziesięciu, wyjechała z parkingu i skręciła w prawo. Już trzeci raz zabłądzili od chwili wyjazdu z domu. Podejrzewała, że mężczyzna robił to specjalnie.

– Przepraszam- bąknął bez cienia żalu w głosie.- Chciałbym ci się za to jakoś zrewanżować. Zapraszam cię na obiad. Lubisz meksykańską kuchnię?

– Uwielbiam, ale najpierw chciałabym sobie sprawić jakieś porządne biurko. Potrzebne mi jest do pracy. Obyśmy się tylko nie spóźnili…

  ~

Dotarli do bazaru. Mimo późnej pory brunetka zobaczyła coś, co od razu przypadło jej do gustu. Niewielki sekretarzyk w stylu królowej Anny, pomalowany paskudną zieloną farbą. Przy drobnym… nie, przy sporym nakładzie pracy na pewno można go odrestaurować. Był prześliczny. I znakomicie pasował do jej pokoju.

– Podoba ci się? – spytał Kei.

– Bardzo!- szepnęła.- Pod tym zielonym ohydztwem kryje się bardzo ładny mebel. Czegoś takiego szukałam. Nie mogliśmy lepiej trafić.

– No to kupujmy.

Rei zerknęła na cenę i posmutniała.

– Zdaje mi się, że właścicielka wie, co sprzedaje. Sześćdziesiąt pięć. To i tak niewiele, ale w tej chwili nie stać mnie na to. Myślałam, że zapłacę najwyżej dwadzieścia pięć.

– Może się potargujemy?

Kei od razu wiedział, co się stanie, zanim brunetka powiedziała słowo. Wydawało mu się, że miała łzy w oczach. Serce pękało mu z bólu. Kupiłby jej choćby i dwieście takich paskudnych stolików, ale wiedział, że ma do czynienia z upartą i czułą na swoim punkcie dziewczyną. Obraziłaby się, gdyby wyciągnął pieniądze, a on z kolei wprost nie mógł patrzeć na jej cichą rozpacz.

Kiedy wróciła z powrotem,  delikatnie przesunęła dłonią po krawędzi wymarzonego stolika.

– Nic z tego? – spytał.

Pokręciła głową.

– Udało mi się zbić cenę tylko o piętnaście. Chyba nie masz zamiaru tego kupić? – zapytała nagle, wskazując na starą tandetną wazę, którą blondyn trzymał w obu dłoniach.

– A dlaczego? Przypadłaby do gustu dziadkowi. Ma charakter – roześmiał się.- Całkiem niedługo wypadają urodziny dziadka. Do tego te ręczniki… – Wskazał palcem. – Mogłabyś przy okazji rzucić okiem na tamtą lampę.

Kiedy Rei odeszła kilka kroków i zajęła się lampą, blondyn powiedział coś półgłosem do małej grubej niewiasty siedzącej za straganem. Popatrzyła na niego jak na wariata, ale wzruszyła ramionami i skinęła głową. Wyciągnął portfel, wepchnął jej w garść banknoty i z uśmiechem podszedł do czarnowłosej. Pod pachą trzymał ręczniki i naczynie.

– Patrz, ubiłem niezły interes!- zawołał.- W sumie zapłaciłem pięćdziesiąt sześć jenów: za biurko, za wazę i za ręczniki.

– Pięćdziesiąt sześć… – powtórzyła, urwała nagle i spojrzała na niego spod oka. – Ile kosztowała waza?

– Za drogo. Ale jakoś się z nią dogadałem. Dwadzieścia pięć za biurko, dwadzieścia pięć za wazę i sześć za ręczniki.- Cieszył się jak małe dziecko. – Dziadek będzie wprost uszczęśliwiony.

– Chyba ci nie wierzę.

– Niby dlaczego? Znam gust dziadka. Postawi to na pewno w salonie.On trzyma kupę takich gratów.

– O tym akurat wiem. Minako- chan mi mówiła. Nie wierzę, że kupiłeś biurko za dwadzieścia pięć.

– Sama spytaj. – Wskazał na handlarkę.

Rei oczywiście poszła za jego radą. Korpulentna handlarka odpowiedziała z kamienną twarzą:

– Taki był układ. Dwadzieścia pięć za biurko, dwadzieścia pięć za tą starą wazę i sześć za ręczniki. Macie jak zabrać biurko?

Rei przede wszystkim miała ochotę z radości ją ucałować.

– Wrócimy po nie po południu moją furgonetką – odparł Kei i odciągnął brunetkę na bok, zanim wzięła handlarkę na dalsze spytki. Skoro chciał zapłacić dwadzieścia pięć za wazę wartą nie więcej niż cztery… Jego sprawa i tyle.

Wsiedli do samochodu. Rei oddała mu należność za zielone biurko. Przyjął pieniądze bez wahania.

– Ależ upał… – westchnął. – Lepiej zamknij okna i włącz klimatyzację. Co powiesz na obiad? Wiesz, jak dojechać do Kita?

– Oczywiście. Ale klimatyzacja jest zepsuta.

– Co jej dolega?

– Nie mam pojęcia. Dowiem się po piętnastym.

– Dlaczego dopiero po piętnastym?

– Bo to dzień wypłaty.

Kei ugryzł się w język i nie powiedział ani słowa. Nie zdziwiłby się, gdyby zamierzała zapłacić za siebie w restauracji.

I tak też się stało.

– Przykro mi, kochanie, ale mam swoją dumę- odparł zdecydowanym tonem.- To ja cię tu zaprosiłem i ja płacę.

– Dziękuję, było wspaniale. Wszystko mi smakowało. Zwłaszcza tortilla.

– Najlepsza w mieście. W Osace można nieźle zjeść. A co powiesz na wspólną kolację?

– Nie. Jesteś bardzo miły, ale już ci o tym mówiłam, że między nami nic nie będzie.

– Wiem, pamiętam. Ale musisz coś jeść. Ja także. Jesteś umówiona z kimś innym?

Pokręciła głową.

– Nie. Nawet o tym nie myślę. Chcę trochę oczyścić biurko i poczytać. Ostatnio mam dużo pracy.

Kei nie zamierzał poddać się bez walki, ale na razie nie nalegał.

  ~

Chyba kompletnie zwariowałam, myślała Rei. Wspólna wyprawa na bazar była czystym szaleństwem, a obiad zakrawał już na obłęd. Teraz jeszcze droga powrotna do domu… Ani na chwilę nie zapomniała tamtych wspólnie spędzonych nocy. Wciąż pamiętała smak jego pocałunków, dotyk rąk…

– Uważaj!

Gwałtownie wcisnęła hamulec, zatrzymując się tuż za czekającą na światłach ciężarówką. Przycisnęła rękę do piersi i wzięła głęboki oddech.

– O mój Boże… Przepraszam. W ogóle jej nie widziałam. W ogóle. Przysięgam, że tak było. Przepraszam.

– Nic się nie stało, tygrysku. Nie musisz się tak przejmować. A może wolisz, żebym poprowadził?

Pokręciła głową. Światła się zmieniły i pojechali dalej. Brunetka spod oka zerknęła na Kei. Siedział zupełnie rozluźniony, z łokciem wspartym na krawędzi okna. Tenzu już dawno skląłby ją jak diabli za bezdenną głupotę. A poza tym… Na pewno nie pojechałby z nią na bazar.

W gruncie rzeczy to bardzo dobrze, że ja i Kei mieszkamy od siebie tak daleko, pomyślała. Naprawdę trudno mu się oprzeć.

Podjechali pod dom Sada.

– Gdzie twoja furgonetka? Nigdzie jej nie widzę.

– W garażu.

Rei zmarszczyła brwi.

– W jakim garażu? Na stacji napraw?

– Skądże! To świetny samochód. W moim garażu. To co, jedziemy po ten stolik?

– Nic nie rozumiem. Gdzie masz garaż?

– Tam.- Wskazał na willę po drugiej stronie ulicy.

– Tu mieszkasz?!

Jasnowłosy wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, oparł się o jej samochód i z dumą popatrzył na swoją rezydencję.

– Owszem. Sprowadziłem się wczoraj wieczorem. 

Rei poczuła, że coś ją gniecie w brzuchu.

– Ale dlaczego?

– Dom był już przygotowany, po remoncie i przeróbkach, meble na ciężarówce… A do pracy mam się stawić w poniedziałek. Po co więc było czekać?

– Nie o to chodzi! Dlaczego tutaj?!

– Szukałem, żeby coś kupić, i to miejsce mi się spodobało. Chcesz zobaczyć?

– Mówię poważnie! Dlaczego kupiłeś willę tuż koło mojego domu?

– To się nazywa szczęście, prawda? Od dziecka mi dopisywało. Mówiłem ci już, że w szkole przezywali mnie Szczęściarzem?

– Przestań wygadywać bzdury! Masz mnie za idiotkę? Dobrze wiem, że to nie przypadek! Specjalnie chcesz mi uprzykrzyć życie!

– Ależ tygrysku, nie bądź na mnie zła. Niczego nie chcę ci uprzykrzać. Po prostu Taki- kun mnie namówił, żebym przyjął posadę w Komisji Rozwoju Kolei Żelaznej, i dlatego musiałem przenieść się do Osaki. Obejrzałem co najmniej tuzin różnych domów, no i ten spodobał mi się najbardziej. Przysięgam!

Przeżegnał się z rozmachem i wlepił w nią niewinne spojrzenie. Brunetka zmarszczyła brwi.

– Kiedy go kupiłeś?

– Jakieś dwa, trzy tygodnie temu.

– Dokładnie kiedy?

– Hm… niech pomyślę…- Wsunął ręce w kieszenie i popatrzył w niebo.- Dobrze, już wiem. Papiery podpisałem dzień po ślubie Mamoru- kun. Ty jeszcze byłaś w Tokio. Do Osaki przyjechałaś dużo później. Jedziemy po biurko?

Westchnęła ciężko.

– Jedziemy.

– Znakomicie. Chodźmy po samochód. 

Lekko objął ją w talii. Drgnęła jak oparzona. Niedobrze, pomyślała. Bardzo niedobrze. Nie mogła mu jednak kazać, żeby się wyprowadził. Sama także musiała zostać u Oharu, bo na razie nie stać jej było na wynajęcie innego mieszkania.

– Posłuchaj- powiedziała, kiedy ruszyli w drogę.- Jeżeli naprawdę mamy być sąsiadami, to musimy przestrzegać kilku prostych zasad.

– Masz całkowitą rację, tygrysku. Sporządź odpowiednią listę i omówimy ją w przyszłym tygodniu. Pozwolisz, że zatrzymam się przy sklepie spożywczym? Wcale nie żartowałem, że zabrakło mi cukru. Moja kuchnia świeci pustkami.

– Biedaczysko.

Nie zwrócił najmniejszej uwagi na lekką drwinę w jej głosie.

Wkurzał ją jak sto diabłów, ale próbowała zachować przynajmniej pozory spokoju. Z drugiej strony bawiła się przy nim znakomicie.

– Co będziesz robił u Taki- san?

– W Komisji Rozwoju Kolei Żelaznej? Nie daj się zmylić tą śmieszną i staroświecką nazwą. To nie ma nic wspólnego z pociągami. Już nie. Zajmujemy się głównie wydobyciem ropy naftowej i gazu. Z trzech osób wybranych do prezydium zarządu jedną przyłapano z ręką w słoiku z łakociami. Taki- kun zaproponował mi, żebym objął wakat. Przynajmniej do przyszłych wyborów.

– To znaczy do kiedy?

– Około roku. Z tego co słyszałem, ty też tu dłużej nie zostaniesz – dodał.

Zmrużyła oczy. A może tylko jej się zdawało, że przy ostatnich słowach uśmiechnął się tajemniczo?

– Nie wierzę, że to przypadek – powiedziała. – Kiedy Taki złożył ci tę propozycję?

– Dawno. Półtora miesiąca temu. Na długo przedtem, zanim w ogóle przyjechałaś do Osaki. Chociaż po prawdzie, gdybym wiedział, że zamieszkasz tutaj, zjawiłbym się tu przed tobą, aby godnie cię powitać. Chcesz obejrzeć mój dom?

– Może innym razem. Na razie chcę odebrać biurko i zawieźć je do siebie. Podejrzewam, że przed zeskrobaniem tej obrzydliwej farby trzeba je będzie rozebrać.

– Pomogę ci – mruknął i objął ją za szyję. – Rozbieranie to moja specjalność.

  ~

Rei zdrapała ostatni bąbel zielonej farby z biurka i przetarła blat wilgotną szmatką. Była naprawdę zadowolona. Popatrzyła na wspaniałe orzechowe drewno. Z góry wiedziała, że będzie piękne.

Wyprostowała zgarbione plecy i mimo woli spojrzała na drugą stronę ulicy, na samochód z podniesioną maską, spod której wystawały dwie męskie… hm… pupy w ciasno opiętych dżinsach. Jedna należała do Kei, a druga do Tanzu. Yamana uparł się, że sam naprawi klimatyzację w jej aucie. Ledwie zdążył wziąć się do roboty, a już zyskał w Tanzu wiernego asystenta. Młody Sada przed paroma tygodniami dostał swoje pierwsze prawo jazdy, więc patrzył w Kei jak w obrazek.

– To powinno wystarczyć – oznajmił starszy mężczyzna. 

Uniósł głowę i spojrzał na Rei. Nie zdążyła umknąć wzrokiem. Przyłapał ją, że na niego patrzyła. Mrugnął okiem.

– Chyba skończyliśmy. A co tam u ciebie?

– Pozbyłam się całej farby i muszę je teraz wyszlifować. Naprawdę ci się udało?

– Chyba tak. Zaraz się okaże. Tanzu, włącz silnik. Zobaczymy, czy chłodzi.

Chłopak radośnie zasiadł za kierownicą. Po kilku minutach blondyn zamknął maskę, z uznaniem pokiwał głową, wytarł ręce i podszedł do brunetki.

– Hej! To naprawdę ładny kawałek zabytkowego mebla. Pomóc ci w czymś?

– I tak już zrobiłeś wystarczająco wiele. Dzięki tobie nie będę się roztapiać w rozgrzanym powietrzu Osaki. Dziękuję bardzo. Z nieba mi spadłeś, ale pamiętaj, że ci zapłacę za wszystkie wymienione części.

– Nie ma sprawy. Wiesz przecież, że mieszkam po sąsiedzku. Części nie kosztowały więcej niż dziesięć jenów. Wystarczy więc, że upieczesz ciasto, najlepiej z czekoladą, i wpadniesz do mnie. Będziemy rozliczeni.

– Umowa stoi – odparła.

Nigdy w życiu nie piekła ciasta, zwłaszcza z czekoladą, ale przecież mogła skorzystać z przepisu albo po prostu kupić jakieś.  

Kei i tak się uparł, że pomoże jej dokładnie oszlifować biurko. Praca poszła im bardzo wartko. Potem przenieśli mebelek do garażu i pomalowali lakierem bezbarwnym.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że to ten sam zielony koszmarek, który kupiłaś dziś rano- powiedział z niekłamanym podziwem.- Wygląda całkiem nieźle.

– Cieszę się.- oczyściła pędzle i zdjęła gumowe rękawice.– Jutro położę drugą warstwę lakieru.

Spojrzał na zegarek.

– Mamy dość czasu, żeby się wykąpać i przebrać przed kolacją. Wrócę za parę minut.

– Nie mogę iść z tobą. Oharu- kun ma zebranie, więc obiecałam Naora, że wieczorem wystawimy grill. Zaprosili już swoich przyjaciół.

– Wiem.- Mrugnął okiem.- Tanzu mi o tym powiedział. Też jestem zaproszony. Przyniosę pyszne lody.

  ~

Po posiłku zasiedli na podwórku w plecionych ogrodowych krzesłach. Dzieciaki niemal nie odstępowały Kei. Naora i bliźniaczki Eto, Suko i Shoko, chodziły za nim krok w krok. Wcale mu to nie przeszkadzało. Wlepiały w niego maślane oczy i chichotały, jak potrafią chichotać tylko trzynastolatki. Tanzu porozumiewawczo patrzył na swojego kolegę Kiski, ale obaj byli nie lepsi. Niczym urzeczeni słuchali opowieści o wędrówkach po lasach i Alpach japońskich.

– Niesamowite… – westchnął Kiski.

– No pewnie- zawtórował mu Tanzu.- Ile miałeś lat, kiedy po raz pierwszy pojechaliście na taką wyprawę? – zwrócił się do Kei.

– Mój brat Akihiko i kuzyn Naohiro byli mniej więcej w waszym wieku. Może o rok starsi. Saitou i ja byliśmy już na studiach.

– Ekstra sprawa – mruknął Tanzu. – Chciałbym tak spędzać lato.

– O tak… – rozmarzyła się Naora. – Ja też.

– Nie wygłupiaj się!- zmitygował ją brat.- Cały czas tylko byś piszczała ze strachu.

– Nieprawda!

– Hej- cicho powiedział Kei i kłótnia natychmiast ucichła.- Coś wam zaproponuję. Nie możemy spłynąć na tratwie rzeką, ale możemy popływać w kajakach.- Przeniósł wzrok na Rei. – Robiłaś to już kiedyś?

– Nigdy w życiu – przyznała.

– To mnóstwo fajnej zabawy!- zawołała Suko. A może Shoko? Rei nigdy nie mogła je odróżnić.- Nie robiłyśmy już tego całe wieki.

– To dobrze się składa. Wybierzemy się tam w najbliższy weekend – powiedział Kei.- Oczywiście za zgodą waszych rodziców. Chyba nie będą mieli nic przeciwko temu?

– Dokąd się wybieracie?- zapytała Oharu, która właśnie w tej chwili wróciła do domu i dołączyła do grupy.

– Cześć!– zawołała Rei.- Nie słyszałam, że przyjechałaś. Kei obiecał dzieciom wycieczkę nad rzekę.

– Pod warunkiem, że ty też pojedziesz.

– Och, przecież nie umiem…

– To się nauczysz.

– Jedź z nami, Rei! – zawołała Naora. – Proszę, proszę, proszę! Będzie masa zabawy!

Chłopcy i bliźniaczki przyłączyli się do prośby. W geście poddania uniosła obie ręce.

– Oczywiście za zgodą rodziców – powtórzyła wcześniejsze słowa Kei.

– Ja się zgadzam! – szybko wtrąciła Oharu.

Rei łypnęła na nią spod oka, lecz nic tym nie zyskała. Kobieta odpowiedziała jej wesołym uśmiechem. Już się bawiła w swatkę?

– Zobaczymy – westchnęła brunetka.

– To może za tydzień? – spytał blondyn, co wywołało chóralny pisk dzieciarni.- Jak będziemy zbyt długo czekać, skończy nam się pogoda.

– Ale jest nas siedmioro. Nawet ośmioro, jeśli doliczymy Oharu.

– Ja odpadam – zastrzegła się. – Nie umiem pływać. Ale możecie wziąć mój samochód.

– Dzięki, ale nie trzeba – odparł Kei. – Pożyczę mikrobus z Sakura Zensen.

– Sakura Zensen?- powtórzyła pytająco Oharu.

– To mój klub golfowy za Osaką.- wytłumaczył Kei.

– Rozumiem. Chodźcie, dzieci – zakomenderowała Oharu. – Pora kończyć zabawę. Tanzu- chan i Kiski, odprowadźcie Suko i Skoko do domu. Dobranoc wszystkim! – Zapędziła córkę do środka. Chłopcy także odeszli z bliźniaczkami. 

Kei i Rei zostali sami.

– Chyba też już powiem dobranoc- westchnęła.- Jeszcze raz dziękuję, że naprawiłeś mi samochód. No i za pomoc w renowacji biurka.

– Proszę bardzo.

Odwróciła się, żeby odejść, lecz uparty Kei poszedł za nią.

– Odprowadzę cię aż do drzwi.

– Przecież to tylko po schodach na górę.

– Mama wbijała mi do głowy, że po skończonej imprezie zawsze trzeba dziewczynę bezpiecznie odstawić do domu.

Schody były zbyt wąskie, aby mogli iść obok siebie, więc puścił brunetkę przodem. Gdy była już na górze, odwróciła się do niego.

– To już tutaj!

– Zauważyłem. – Wyciągnął rękę i przekręcił wiszącą nad nimi żarówkę.

Zapadła ciemność.

– Co robisz?!

– Światło przyciąga komary.

Zanim zdążyła zaprotestować, pocałował ją prosto w usta. Nie miała czasu na obronę. A może nie chciała się bronić? Dopiero po minucie przypomniała sobie o wcześniejszym postanowieniu.

Cofnęła się i głęboko zaczerpnęła tchu.

– To jedna z podstawowych zasad z mojej listy. Żadnych pocałunków.

Kei wciąż ją trzymał w ramionach.

– Żadnych?

– Żadnych.

– Nawet takich malutkich? – Lekko musnął ustami czubek jej nosa.

Pokręciła głową.

– Ani takich? – Na moment przycisnął wargi do jej czoła.

– Nie.

– Ani takich? – szepnął jej do ucha i znów ją pocałował.

Rei ze świstem wciągnęła powietrze.

– Absolutnie nie!

– Ależ tygrysku, to zbyt okrutne. Doszczętnie zmarnieję, jeśli nie pozwolisz mi się całować.- Znów zbliżył usta do jej twarzy.

Ugięły się pod nią kolana. Już nie protestowała. Mogłaby trwać tak bez końca, ale Kei wypuścił ją z objęć.

– Dobranoc, tygrysku – powiedział. – Śpij dobrze.

Odwrócił się i szybkim krokiem zszedł po schodach. Stała bez ruchu jak rażona piorunem.

Reklamy

8 thoughts on “Wyrachowana miłość. XIV

  1. Jakie to jest fajne! Strasznie, strasznie ich lubię! Uwielbiam wręcz! Chylę czoła. Naprawdę, genialne. Poprawiło mi humor.;)

  2. Uwielbiam takich facetów, chociaż odrobinę przeszkadzałoby mi to cale „tygrysku” co chwilę; jakoś nigdy nie należałam do zbyt wylewnych osób i raczej tak już pozostanie. Ale całe to zagranie z wykręceniem żarówki i dalsze, hm, targowanie się o rodzaje pocałunków z Rei naprawdę świetne. Zresztą, zawsze się rozpływam nad facetami, którzy są jednocześnie twardzi, zdecydowani i troszczą się o tych, których kochają. A Kei zdecydowanie taki dla mnie jest.
    I muszę przyznać, że choć uwielbiam Minako, to część historii z Rei przypadła mi do gustu znacznie bardziej. Minako i Saitou też byli ciekawi, ale ta, hm, cóż, więcej w niej niedopowiedzeń i zawsze jestem ciekawa co też tym razem Kei wymyśli i kiedy w końcu zjawi się ten chamowaty były mąż Rei.
    Mogłabym czytać o nich jeszcze długo, ale jednocześnie mam nadzieję, że wkrótce uzyskam odpowiedzi na swoje pytania (;
    Pozdrawiam,

    1. Teraz bym inaczej przedstawiła historię Minako i Saitou. Ale tak jak już napisałam w którymś, poprzednim komentarzu, wszystko wychodzi w praniu (przynajmniej u mnie 😉 ).
      Poza tym im więcej piszę, tym bardziej widzę swoje poprzednie niedociągnięcia.

  3. Kei jest świetny- o takich facetach możemy tylko poczytać albo obejrzeć film,
    Rozdział cudowny! ale to żadna nowość bo w Twoim wykonaniu wszystkie są cudowne.

  4. Świetny rozdział, bardzo przyjemnie mi się go czytało. Pomysłowość Kei’a w próbie zdobycia Rei jest genialna 😀 Końcówka była urocza 🙂

    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s