Wyrachowana miłość. XV

Jest pięęęć xD, a ja nie będę musiała oglądać prof. L. przez całe wakacje. Ufff. Teraz tylko do przodu.

W ramach mojego super humoru. macie nowy rozdział. Pozdrawiam ciepło. :)))

  ~

Wschodzące słońce zastało Rei w garażu przy szlifowaniu biurka drobnym papierem ściernym. Minionej nocy prawie zupełnie nie spała, więc bladym świtem dała za wygraną i zeszła na dół, żeby wziąć się do pracy. W myślach wciąż powtarzała sobie, co powie Kei podczas następnego spotkania. Nie będzie więcej pocałunków, ani nic innego. Najpierw musiała skończyć studia i obronić pracę doktorską. Żaden mężczyzna, choćby najprzystojniejszy, nie figurował w jej planach. Dostała już nauczkę od życia. Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Mimo woli spojrzała na drugą stronę ulicy, w kierunku willi. Panowała tam głucha cisza.

Przetarła szmatką biurko i znów zerknęła przez ramię. Nic. Niemal skończyła, gdy zachrzęściły koła i zobaczyła czarnego mercedesa, wjeżdżającego na teren posesji naprzeciw. Gdzie się podziewał z samego rana?

Nic mnie to nie obchodzi, pomyślała twardo i znów pochyliła się nad biurkiem.

– Dzień dobry – rozległ się wesoły głos.

Uniosła głowę. Blondyn stał zaledwie parę metrów od niej. Nie usłyszała, jak nadchodził. Poruszał się jak duch.

– Dzień dobry – odpowiedziała. – Wcześnie dziś wstałeś.

– Wcześnie? Cały ranek spędziłem na polu golfowym.

– Grałeś?

– Tak jakby. Obiecałem Taki. Pokonałem go przy dziewięciu dołkach, więc szybko ogłosił przerwę. Nawet się z tego ucieszyłem, bo wiedziałem, że cię jeszcze zastanę. Jadłaś śniadanie?

– Nie, ale…

– To bardzo dobrze. Ja też nic nie jadłem, a mój żołądek domaga się swoich praw. Chodźmy do ‘Magnolii’.

– Nie, dziękuję. Zjem coś, kiedy skończę pracę.

– Na mój gust to już skończyłaś, więc szykuj się.

Zebrała się na odwagę i wygłosiła dłuższe przemówienie. Powiedziała mu wszystko, co wymyśliła podczas bezsennej nocy. O pocałunkach, wspólnych kolacjach, spotkaniach i tak dalej…

A on tylko się uśmiechnął.

– Zgoda, tygrysku. Chcesz, żebyśmy byli tylko przyjaciółmi, więc będziemy przyjaciółmi. A teraz chodź już. Padam z głodu.

– Nie mogę iść w takim stanie. – Wskazała na brudne dżinsy i spłowiały podkoszulek.

Dobry Boże, przecież nawet porządnie się nie uczesała!

– Dla mnie wyglądasz znakomicie- odparł.- Dobrze pasujesz do Osaki. Tutaj nie jest stolica. Nikt nie zwraca zbytniej uwagi na stroje. Każdy się ubiera jak chce.

– Zauważyłam – powiedziała. 

Nie znalazła innej wymówki. Prawdę mówiąc, też była już porządnie głodna. Zaburczało jej w brzuchu.

Kei parsknął śmiechem.

– Uznaję to za ‘tak’.

Zanim zdążyła coś powiedzieć, wziął ją za rękę i pociągnął w stronę samochodu.

  ~

Kei przyglądał się z uśmiechem, jak brunetka brała do ust kolejny kawałek onigiri. Miał zupełnego kręćka na jej punkcie. Wystarczyło mu, że była blisko, a już czuł się olbrzymem. Najchętniej wskoczyłby na stolik, ogłaszając wszem i wobec, że należy do niego. Przestał się dziwić, że Saitou i Akihiko wciąż wodzą rozkochanym wzrokiem za Minako i Ami. Mimo przestróg Rei, nie umiał się powstrzymać, by jej nie dotknąć. Wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał ją po policzku.

Drgnęła jakby z przestrachem.

– Rzęsa ci spadła – powiedział szybko, uśmiechając się do niej niewinnie.

– Och, dziękuję.- Odłożyła pałeczki i rozglądnęła się po sali.- Rzeczywiście, wcale się nie wyróżniam z tłumu. Poza tym serwują tutaj bardzo dobre jedzenie- dodała.

– Tutejsi ludzie nad wyraz cenią rozkosze podniebienia. Trzy lata to za mało, by zwiedzić wszystkie restauracje. A próbowałaś kiedyś grzechotnika?

Roześmiała się całkiem szczerze tym swoim charakterystycznym, cudownym śmiechem, który przyprawiał go o dreszcz rozkoszy.

– Nie. I na pewno nigdy nie spróbuję.

Znowu się roześmiała. Spojrzał jej prosto w oczy. Właśnie taką ją widział w snach i podczas długich bezsennych nocy.

– Dlaczego? Jest całkiem niezły. Znam świetną knajpkę na przedmieściu, wszystko tam mają, od dzika do pieczonego krokodyla. Kiedyś cię tam zabiorę. Są także meksykańskie restauracje, z jedzeniem i muzyką w sobotnie wieczory. Możemy się tam wybrać choćby dzisiaj.

Położyła mu rękę na dłoni.

– Kei, czy usłyszałeś chociaż jedno słowo z tego, co mówiłam przedtem?

Nakrył jej dłoń swoją drugą ręką.

– O czym?

– O… o nas. O tym, co jest między nami. Nie mogę wszędzie z tobą chodzić. Powtarzam ci to do znudzenia.

– A co jest między nami?

Uparcie patrzył na jej usta. Nerwowo zwilżyła spierzchnięte wargi.

– To… to uczucie… to…

Pochylił się w jej stronę.

– Mówisz o tym uczuciu, które sprawia, że mam szczerą ochotę położyć cię nagą na stole, oblać czekoladą i zlizać wszystko do najmniejszej kropli? -szepnął.

Otworzyła szeroko oczy.

– Kei!

– Wybacz mi, tygrysku.

Wyrwała rękę z jego dłoni.

– Przestań wciąż mówić do mnie ‘tygrysku’. Chodźmy stąd. Musimy porozmawiać. Najlepiej na osobności.- Wstała i podeszła do drzwi.

Ruszył pospiesznie za nią, po drodze szukając portfela.

Cholera!- zaklął w duchu. Teraz to już przesadziłem. Dlaczego nie potrafię trzymać gęby na kłódkę? Chociaż z drugiej strony ona też mogłaby przyznać, że jednak jest między nami nadzwyczajna chemia.

Była zła jak osa. Nie odzywała się przez całą drogę. Kei bezskutecznie próbował ją ułagodzić. Nie zwracała na to uwagi. Wreszcie dał za wygraną i też popadł w ponure milczenie. Czas leczy rany, pocieszał się w duchu. Zupełnie nie rozumiał, co ją tak zdenerwowało.

Rei też nie rozumiała swojego zachowania. W dodatku dziwiło ją, że jasnowłosy nawet się nie rozgniewał. Tensu przy takiej okazji na pewno stłukłby ją na kwaśne jabłko. Kei powiedział tylko:

– Łamiesz mi serce.

Uspokój się, Rei, napominała siebie w duchu. Przecież studiujesz psychologię, więc doskonale zdajesz sobie sprawę, że twoja reakcja jest grubo przesadzona. Tu w grę wchodziła raczej wyobraźnia. Rozgrzana czekolada, nagie ciało… Obraz zbyt silny, aby bez oporów go zaakceptować, a zarazem zbyt kuszący, aby go odrzucić. Pełen seksu. Więc tu tkwi problem. Nie tak łatwo zapomnieć… cudownych chwil z takim mężczyzną.

Dojechali do domu. Rei poszła do siebie, wzięła prysznic, przebrała się i zabrała plecak. Resztę dnia zamierzała spędzić w bibliotece. Zeszła na dół i wsiadła do samochodu. W tej samej chwili pod willę podjechało jakieś czerwone autko. Wysiadła z niego śliczna blondynka, siedem lat młodsza od niej, w króciutkich szortach i skąpym wdzianku. Bezceremonialnie otworzyła furtkę i weszła do ogrodu. Czarnowłosa czekała dłuższą chwilę, udając, że zapina pas i poprawia wsteczne lusterko, ale blondynka się nie pojawiała.

No i tyle, pomyślała z goryczą. Kei wie, jak się pocieszać…

Odjechała.

W bibliotece obłożyła się stosami książek, gazet i broszur, ale nie potrafiła skupić się na lekturze. Praca zabrała jej dużo więcej czasu niż zazwyczaj. Kiedy wracała, słońce wisiało już dość nisko nad miastem. Mały czerwony samochodzik wciąż stał przed willą.

Cholera! Nie, nie… Przecież jej to nic nie obchodzi. Absolutnie.

Zamknęła się w swoim mieszkaniu, ale ciekawość wzięła górę. Podeszła do zlewu i powoli zaczęła zmywać naczynia. Stąd miała przez okno dobry widok na ulicę. Doczekała się wreszcie, aż panienka w szortach wyszła z domu naprzeciwko. Kei też się pojawił. Gawędzili wesoło. Przy pożegnaniu dziewczyna wspięła się na palce i serdecznie ucałowała mężczyznę w policzek. Brunetka z rozmachem wrzuciła zmywak do zlewu i poszła wziąć zimny prysznic.

  ~

Jak zwykle po nasiadówce Kei rozbolała głowa. Wziął dwie aspiryny i zdrzemnął się na parę minut. Pomogło. Wstał, przemył twarz i poszedł do Rei. Po drodze wziął biurko z garażu i zaniósł je na górę. Nie otwierała, chociaż jej samochód stał na podjeździe, więc na pewno musiała być w domu.

– Tygrysku! To ja. Może masz ochotę na kolacje? A może pójdziemy do kina?

Drzwi uchyliły się odrobinę, ale były zamknięte na łańcuch.

– Nie mam czasu- burknęła.- Umyłam głowę i muszę się przygotować do jutrzejszych wykładów.

– To może przywiozę ci coś z chińskiej restauracji? Nie powinnaś głodować.

– Nie, dziękuję. – Trzasnęła drzwiami.

Znów zapukał. Nie odpowiedziała.

– Przyniosłem ci biurko.

Drzwi uchyliły się ponownie.

– Nie musiałeś się fatygować.

– Nie chciałem, żebyś dźwigała je sama. Ciężkie jak diabli. Otwórz, to wniosę je do środka.

Wpuściła go z wyraźną niechęcią.

– Gdzie je postawić?

– Pod oknem.

Spełnił jej prośbę.

– Ekstra- powiedział z uznaniem.- Zupełnie inny mebel niż to badziewie, które kupiliśmy. Odwaliłaś kawał dobrej roboty.

– Dziękuję.

– Nie ma za co.

Była w płaszczu kąpielowym i pachniała wanilią, co nie uszło uwadze mężczyzny.

– Na pewno nie chcesz nic do jedzenia? A może jednak gdzieś się wybierzemy?

– Weź ze sobą swoją przyjaciółkę. 

Zmarszczył brwi.

– Przyjaciółkę?

– Tę blondyneczkę, z którą spędziłeś całe popołudnie.

– Blondy… Ach, masz na myśli Tamiko?

– No tak. Na pewno Tamiko? A może Taniko?

Roześmiał się. Proszę, proszę, czyżby ktoś tu znowu był zazdrosny? Miał ochotę trochę się z nią podroczyć, lecz po krótkim namyśle postanowił powiedzieć jej prawdę.

– Tygrysku, Tamiko to moja asystentka.

– Asystentka? Chyba jest niewiele starsza od Tanzu! Zresztą nie przyglądałam jej się. Widziałam ją tylko przelotnie, po drodze do biblioteki. Jest… ładna.

– To prawda. I mądra jak diabli. Podobnie zresztą jak Shogo.

– Kto to jest Shogo?

– Jej chłopaczek.

– Chwileczkę – westchnęła zdezorientowana. – Kto to jest Shogo?

– Narzeczony Tamiko. Pracują u mnie oboje. Shogo w maju ukończy studia.

– Rozumiem.

Zdawało mu się, czy rzeczywiście trochę poweselała?

– Zmieniłaś zdanie? Pójdziemy na kolację?

– Nie, dziękuję. Mam zupę. Właśnie zaczęłam ją gotować, kiedy zapukałeś.

– Co to za zupa?

– Rosół.

Uśmiechnął się.

– Świetnie. Uwielbiam rosół. Zjemy razem.

– Ale… to rosół z torebki.

– To jeszcze lepiej. Długie kluski czy okrągłe?

– Długie.

– Wprost idealnie. Gdzie są talerze?

  ~

Rei próbowała wymyślić jakiś pretekst, żeby nie jechać z dzieciakami i Kei nad rzekę, lecz jej się to nie udało. A co najlepsze, wybrał się z nimi także dziadek Kenshin! W takiej sytuacji nie mogła się opierać. W piątek wieczorem pracownik Sakura Zensen przyjechał mikrobusem, przy okazji przywożąc dziadka.

– Chciałem zobaczyć, jak ci się mieszka na nowym miejscu – powiedział do Kei.- A poza tym lubię dobrą zabawę.

Kei zdołał też namówić Oharu na wycieczkę. W sobotę rano, piątka dorosłych i piątka dzieci wsiadła do samochodu i pojechała aż do małego miasteczka za Osaką, położonego w samym środku rozległych lasów. Rei siedziała przy oknie, tuż obok Kei. Pokazywał jej co ładniejsze fragmenty krajobrazu, ale ona nie mogła skupić uwagi na widokach. Nie wtedy, gdy jego udo dotykało jej kolana.

Po godzinie byli na miejscu. Jun poszedł pogadać z właścicielem parkingu, a po chwili wszyscy znaleźli się w wodzie, siedząc w niewielkich kajakach. Prąd rzeki był bystry, więc rozpoczęła się szaleńcza jazda. Rei nigdy w życiu nie miała lepszej zabawy. Czasami mknęli w strugach piany z szybkością błyskawicy, czasem płynęli wolniej, wiosłując i pohukując do siebie. Śmiali się, śpiewali idiotyczne piosenki i wrzeszczeli na całe gardło, aż wreszcie dotarli do piaszczystej plaży. Wyszli na brzeg, wyciągając kajaki koło skał.

Dziadek Kenshin okazał się prawdziwą duszą towarzystwa. Z miejsca podbił serca dzieciarni. Podczas posiłku na świeżym powietrzu siadły wianuszkiem wokół niego, niczym pszczoły przy garnku z miodem. Rei z przyjemnością słuchała jego opowieści o dawnych i dawniejszych czasach.

Kei przysiadł się do niej.

– Dobrze się bawisz? – spytał.

– Uhm… – mruknęła. Oczy jej się same zamykały. Po chwili już spała jak dziecko, bezpieczna jak nigdy dotąd. Nareszcie była wśród swoich.

Jun odprowadził dzieci do samochodu. Dziadek z uśmiechem popatrzył na śpiącą brunetkę i pomaszerował nad rzekę. Oharu mrugnęła znacząco do Kei, wstała i też odeszła. Jasnowłosy nie miał sumienia budzić dziewczyny, która spała spokojnie jak osesek. Przyglądał jej się przez chwilę, chłonąc każdy fragment jej ciała. Coś go drapało w gardle. Zaklął pod nosem i westchnął z głębi piersi. Rei przewróciła się na drugi bok, coś zamruczała i odruchowo położyła mu głowę na kolanach. To było chyba najgorsze…

  ~

Następnego dnia, wczesnym popołudniem, kiedy Rei siedziała nad książkami, ktoś zapukał. Okazało się, że to dziadek Kenshin.

– Proszę, proszę!- zawołała, wpuszczając go do środka.- Właśnie miałam sobie zrobić przerwę na mrożoną herbatę. Nalać drugą?

– Bardzo chętnie, dziękuję- powiedział. Rozejrzał się po pokoju.- Ładny kącik. Podoba mi się ten bujany fotel. Moja żona też miała taki.

– Kupiłam go na bazarze i trochę odnowiłam.

Sękate palce pogładziły polerowane drewno.

– Dobra robota- westchnął.- Moja żona też lubiła czyścić stare meble.

– Dawno zmarła?

Zmrużył powieki.

– Minęło więcej lat, niż chciałbym spamiętać. Mogę posiedzieć z tobą chwilę? Kei i Tamiko pojechali gdzieś w służbowych sprawach, a Jun wybrał się do miasta. Właśnie skończyłem czytać kryminał, który zabrałem z domu, a Kei oczywiście nie ma żadnych książek.

– Poszperaj na moich półkach. Też lubię kryminały. Ostatnio nawet kupiłam kilka dawniejszych wydań w tanim antykwariacie. Prawdę mówiąc, to wszędzie, gdzie się znajdę, zakładam własną biblioteczkę.

– Ja też- ucieszył się starszy pan.- Serdeczne dzięki. Pojechałbym do księgarni, ale Jun zabrał furgonetkę, a nie bardzo chce mi się jechać autobusem ani tymi ‘zabawkami’ Kei.

– Mogę pojechać z tobą.

– Nie, nie… – Już stał przy półce z książkami i czytał tytuły na grzbietach.

– Widzę tu kilka pozycji, których w ogóle nie znam. Pożyczysz mi je? – Wybrał dwa kryminały Borysa Akunin.

– Świetna rzecz- powiedziała.- Proszę bardzo. Mnie się podobały.

Znalazł też filozoficzny traktat Nishida Kitaro. Przekartkował go machinalnie.

– Lubię Kitaro- mruknął niespodziewanie.- Dawno go nie czytałem. Będę musiał nadrobić zaległości, kiedy tylko wrócę do domu.

Rei próbowała ukryć zaskoczenie, lecz jej się to nie udało, bo Kenshin parsknął śmiechem.

– Nie spodziewałaś się, że taki stary pryk czytuje filozofów?

Uśmiechnęła się z zakłopotaniem.

– Przyznaję, że trochę mnie to zdziwiło. Przepraszam.

– Wcale nie musisz przepraszać. Wiele osób otwiera usta ze zdumienia na widok mojej biblioteki. Moja żona była nauczycielką i to właśnie ona nauczyła mnie prawdziwej miłości do książek. Miłości, która trwa już bez mała sześćdziesiąt lat.

– Wspaniale. Też uwielbiam czytać.

– To dobrze o tobie świadczy. Sam nie miałem zbyt wiele czasu na naukę, ale wiem, ile ona znaczy, i dołożyłem wszelkich starań, aby moje wnuki liznęły nieco edukacji. Wszyscy byli dobrymi studentami.

Zamyślił się na chwilę.

– Ciekawa sprawa- podjął.- Ze wszystkich moich wnuków Kei jest najmądrzejszy i ma najwięcej sprytu. Mądrzejszy nawet od Naohiro. Nie poznałaś go jeszcze, prawda? Magik komputerowy.

– Jesteś z nich bardzo dumny – zauważyła Rei.

– To prawda – przytaknął. – Widać to po mnie? – Ze śmiechem klepnął się w udo. – Prawdziwa łaska boska! Mam dwie przecudowne córki, pięcioro zadziwiających wnucząt i dwoje superodlotowych prawnucząt.

– Napijmy się herbaty i opowiesz mi o tych prawnuczętach – zaproponowała.

Uśmiechnął się szeroko.

– Poczekaj chwilę, póki nie zapomnę. Chętnie napiję się herbaty, ale w zamian zapraszam cię do nas na kolację. Sama rozumiesz, że nie przyjmuję żadnej odmowy.

– Wypada mi więc odpowiedzieć: tak.

– Skoro jesteś dzisiaj w tak zgodnym nastroju, to może przemyślisz inną propozycję?

Rei zmarszczyła brwi.

– O co chodzi?

W oczach dziadka zamigotały chytre ogniki.

– Mówiłem już, że dam ci pięć milionów, jeśli poślubisz Kei.

– Nic z tego. Nawet dla ciebie nie wyjdę powtórnie za mąż. Chcesz cytryny do herbaty?

  ~

Czas mijał jak z bicza strzelił. Przeszedł wrzesień, październik miał się ku końcowi. Wciąż było ciepło, ale w powietrzu dawał się odczuć wyraźny znak jesieni. Rei szeroko otworzyła okno. W tej samej za drzwiami jej pokoju rozległo się jakieś skrobanie. Otworzyła, zupełnie pewna, że to znowu Kei z biletami do kina albo do teatru. Jednak za drzwiami nikogo nie było. Spojrzała w dół. Na progu siedział maleńki szczeniak z jakąś kopertą w zębach.

– Witaj, maleńki.- Wzięła go na ręce.- A co tam mi przyniosłeś?

Próbowała odebrać mu kopertę, lecz szczeniak jej nie puszczał. Śmiesznie pokręcił łebkiem i zawarczał.

– Hej, Kase!- zawołał Kei, wychodząc z ukrycia.- Miałeś to oddać tej pani, a nie zatrzymywać dla siebie!- Uśmiechnął się.- Przepraszam. Ćwiczyliśmy całymi godzinami, ale on jest jeszcze za mały. Potrafi tylko jeść i siusiać na dywan.

– Cudowny! Co to za rasa? Skąd go wziąłeś?

– Rasa? A kto to może wiedzieć? Matka to chyba golden retriever, a ojciec? O nim kroniki milczą. Dostałem go ze schroniska. Shogo jest tam wolontariuszem. A w ogóle to robota Tamiko. Wszystkim w biurze rozdaje zwierzaki. Chcesz może kota?

– Nie, dziękuję. Oharu na pewno by się nie zgodziła.

– Pani Li też się już krzywi.- Pani Li była gospodynią od niedawna pracującą u Kei.- Myje podłogi i na ten czas wygnała nas z domu. Masz ochotę na przejażdżkę do parku?

– Właśnie chciałam zasiąść do śniadania.

– Ale jeszcze nie zasiadłaś. Zjemy coś po drodze. Chodź, chcę jak najszybciej wypróbować mój nowy latawiec.

– Latawiec?

– Aha. Bardzo fajny.

Kei jak zwykle ubrany był w spłowiałych dżinsach i białym podkoszulku.

– Nie wyobrażam sobie, że mógłbyś uganiać się za latawcem.

– I tu się mylisz. Akihiko i ja zawsze pod koniec lata robiliśmy latawce. Masz do czynienia z zawodowcem. Teraz dostałem ‘skrzydło nietoperza’ z podwójnymi linkami. To prezent od Akihiko na moje urodziny.

– Dzisiaj masz urodziny?- spytała. A ona nie miała dla niego nawet skromnej kartki z jakimiś życzeniami!

– Nie, jutro. Chodź, pojedziemy do parku. 

Zawahała się. Zwykle weekendy spędzali razem, więc chyba nadeszła pora na jakąś małą zmianę?

– Wybacz mi, ale mam inne plany. Dzisiaj chciałam wpaść do księgarni…

– Więc zrobimy tak. Pójdziemy na chwilę do parku, potem Muzi zostanie w domu, a my wybierzemy się do księgarni.

– Myślałam, że ma na imię Kase.

– Jeszcze się nie zdecydowałem. Chcę wybrać takie, które do niego najlepiej pasuje.

– To dlatego masz z nim kłopoty. Biedny pies jest zupełnie skołowany.

– Ja, natürlich… Zapewne chodzi o Krise osobowości, Frau Freud? – spytał z okropnym niemieckim akcentem.

– Tak, o kryzys – powtórzyła ze śmiechem. – Lepiej mów po japońsku.

– Przez cztery lata uczyłem się hiszpańskiego i francuskiego. A może i niemieckiego? Kto by to spamiętał… – Roześmiał się. – Chodź, chérie, bo czas ucieka.

  ~

Jak zwykle ją przekonał.

Nie mogę jednak być niegrzeczna, bo przecież jutro są jego urodziny, pomyślała.

Lecz wiedziała, że to tylko kolejna wymówka. W parku spędzili cały kwadrans, uganiając się za szczeniakiem, który najpierw pogonił za jakimś motylkiem, a potem uznał, że ucieczka będzie wspaniałą zabawą. Wreszcie Kei chwycił go za skórę na karku, wziął na ręce i jak długi wyciągnął się na murawie.

– Ale się zmordowałem! – zawołał ze śmiechem. Przetoczył się na wznak. – A ty, mała błyskawico? – zwrócił się do szczeniaka.

Pies szczeknął krótko i zamachał ogonem. Rei usiadła koło nich.

– Zdaje się, że znalazłeś imię – powiedziała. – Błyskawica. Noun.

Szczeniak zaszczekał ponownie i radośnie polizał swego pana po nosie.

– Niech będzie Noun – mruknął Kei. – Och, już mi się odechciało biegać za latawcem.

– Nic z tego! – Szybko zerwała się na nogi. – Muszę to zobaczyć!

Wzięła szczeniaka na smycz, a Kei wyjął z bagażnika samochodu duże czarne skrzydło. Był prawdziwym mistrzem. W jego rękach latawiec zmienił się niemal w żywą istotę, wykonującą w powietrzu przedziwne ewolucje.

– Chcesz spróbować? – zawołał.

Pewnie, dlaczego nie? Uwiązała psa do ławki. Kei stanął tuż za nią i wziął jej ręce w swoje dłonie. Szybko pokonała początkowe trudności. Nie było to wcale tak bardzo trudne i szło jej coraz lepiej. Latawiec tańczył na wietrze jak zaczarowany. Głęboko zaczerpnęła tchu. Przez chwilę miała wrażenie, że jej ciało stopiło się w jedną całość z ciałem jasnowłosego… Pasowali do siebie. Strach chwycił ją za gardło. Niemal wpadła w panikę. Szarpnęła się dziko i zadreptała w miejscu.

– Au! – krzyknął, bo nadepnęła mu na nogę. – Tygrysku, co się stało?

– Puść mnie, nie mogę oddychać – pisnęła.

– Poczekaj.- Ściągnął latawiec na ziemię i rzucił linki. Odwrócił Rei twarzą w swoją stronę. – Co się stało? – powtórzył. – Jak ci mogę pomóc?

– Nie trzeba – odpowiedziała, przyciskając rękę do piersi. – Daj mi chwilę odsapnąć.

Odwróciła się, odeszła parę kroków i wzięła głęboki oddech. Czuła się jak skończona idiotka. Od lat już nie miała napadu paniki.

– Tygrysku? – zawołał Kei wyraźnie zatroskanym głosem.

Zakasłała na pokaz i kilka razy energicznie uderzyła się w piersi.

– Przepraszam – powiedziała z wymuszonym uśmiechem. – To alergia. Pewnie w okolicy kwitną jakieś kwiaty, na które jestem uczulona. Dosłownie dech mi zaparło – wyjaśniła.

– Wezwać karetkę? Chcesz iść do lekarza?

– Nie, skądże! – zawołała szybko. – W domu mam odpowiednie leki. – To była po części prawda. Kiedyś dostała tabletki antyhistaminowe na uczulenie na pyłek cedrowy.

– Jedziemy po nie – zakomenderował, złapał ją za łokieć i pociągnął w stronę samochodu.

– Zaczekaj! – krzyknęła. – To nic groźnego. Nie możemy przecież zostawić Noun i latawca. Pójdę po psa, a ty zwiń linki.

W drodze do domu aż dwukrotnie prosiła go, żeby zwolnił. Widziała, że się denerwował, i było jej strasznie głupio.

Kei wszedł za nią do mieszkania, więc nadal musiała grać tę komedię.

Pochylił się i podniósł z podłogi kopertę zmaltretowaną przez szczeniaka.

– Zapomniałem ci powiedzieć- mruknął.- Jesteśmy zaproszeni do rezydencji senatora Nishimura na oficjalne przyjęcie. Za trzy tygodnie.

– A co to za okazja? – spytała, idąc do kuchennej wnęki.

– Spotkanie z premierem i jego żoną.

– Kpisz sobie ze mnie.- Kubek prawie wypadł jej z ręki.

– Nic podobnego. Nie chcesz pokręcić się w tłumie wielkich tego świata? W pierwszej chwili zamierzała odmówić, lecz tylko głupi nie przyjąłby takiego zaproszenia.

– Naprawdę poznam premiera?- westchnęła. Wyjęła z szafki fiolkę z tabletkami.- Chyba już ich nie potrzebuję. Czuję się dużo lepiej.

– W takim razie zostaniesz w domu. Nie ma lekarstwa, nie ma księgarni.

Przełknęła tę gorzką pigułkę.

Reklamy

17 thoughts on “Wyrachowana miłość. XV

  1. Kei jest słodki… mam nadzieję, że Rei zmądrzeje i z nim w końcu pogada, a ten kretyn pójdzie do lekarza… jeśli zabijesz go rakiem mózgu czy innym guzem to znajdę się i nie ręczę za siebie 😛

          1. ale zobacz – nie tylko ja mam takie obawy 😛
            i mam podobnie jak introwertyczna cytuję „Mam nadzieję, że nie uśmiercisz Kei, bo mogę wtedy się zdenerwować i porzucić Twój blog na długi czas, zanim nie minie mi na Ciebie złość. Ale nie przejmuj się, tak tylko teoretyzuję. Żebyś wiedziała, na co się piszesz w razie, gdybyś tylko pomyślała o uśmiercaniu Kei.”
            Mam naprawdę podobnie 😛

  2. Hola, hola, czyżby szykował nam się jakiś dramat? Mam nadzieję, że nie uśmiercisz Kei, bo mogę wtedy się zdenerwować i porzucić Twój blog na długi czas, zanim nie minie mi na Ciebie złość. Ale nie przejmuj się, tak tylko teoretyzuję. Żebyś wiedziała, na co się piszesz w razie, gdybyś tylko pomyślała o uśmiercaniu Kei.
    A co do rozdziału. Przyjemny. Ciekawy. Momentami nawet bardzo (taak, myślę o tym fragmencie ze zlizywaniem czekolady xD). Kei jest niby podobny do swojego kuzyna, a jednak zupełnie inny. I choć z pewnością by nie pasował do Minako, to jest wprost idealny dla Rei. I tak się zastanawiam, skoro jej ojciec to wysoko postawiona szycha, podobnie jak – tak tylko podejrzewam i myślę na głos – były mąż, to czyżby szykowało nam się spotkanie na szczycie? To by dopiero było. Już widzę Kei stającego w obronie ukochanej. Ach, co ta wyobraźnia ze mną robi ;D
    Pozdrawiam,

    1. Mąż Rei zdecydowanie pojawi się w tym opowiadaniu, ale czy na przyjęciu no nie wiem… nie wiem 😛
      A co do czekolady sama dobrze bawiłam się pisząc ten fragment.
      Kei i czekolada. Ach….
      Wyszło… jestem nieogarnięta. xD

  3. Muszę się zgodzić z Vanją, Kei jest naprawdę słodki i mam nadzieję, że Rei w końcu przestanie się opierać temu uczuciu, bo chłopak się naprawdę stara :D… a dziadek Kenshin jest po prostu boski, uwielbiam tego staruszka, cały czas mnie zaskakuje 😀
    Pozdrawiam i czekam na kolejny wspaniały rozdział 😀

  4. Rei jest taka niezdecydowana te jej opory są zabawne koniec końców i tak nic z nich nie wychodzi bo Kei stawia na swoim. Kei no po prostu facet cudo żebym ja miała takiego chłopa co by tak mnie ubóstwiał byłoby cudownie. Moment z czekoladą działa na wyobraźnię. Cudowny rozdział jak zawsze. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s